Przegląd okresowy, czyli trochę nowości w mojej kosmetyczce. Propozycje idealne dla roślinożerców.

Przegląd okresowy, czyli trochę nowości w mojej kosmetyczce. Propozycje idealne dla roślinożerców.

Tak bardzo wkręciłam się w pracę na etat, że prezentowanie na blogu nowości, które do mnie ostatnio dotarły zeszło na drugi plan. Winą obarczam za to po trosze instagrama, umożliwiającego szybszy i łatwiejszy przekaz, przez co jest to miejsce gdzie skupiają się obecnie moje działania w social mediach. Nie mniej jednak w zeszłym tygodniu znalazłam chwilę by uwiecznić na zdjęciach kilka stosunkowo nowych (bo tegorocznych) paczek i zakupów, a dzisiaj nadszedł ten moment, w którym udało mi się o nich napisać...

O swojej przygodzie z Ministerstwem Dobrego Mydła podczas szkolenia zorganizowanego przez Accor Hotels pisałam Wam w chwilę po powrocie z Warszawy. Z podróży tej przywiozłam ze sobą mydło marchewkowe (produkcji MDM) oraz peeling o zapachu kwiatu cukinii i ananasową sól do kąpieli, będące już dziełem rąk własnych. Przyznaję, że nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że warzywne akcenty w kosmetykach sprawią mi tyle radości, a jednak...





Walentynkowa przesyłka od Yves Rocher była dla mnie  bardzo miłym zaskoczeniem. Myślałam, że sporych rozmiarów pudło skrywa stojak na wędki, który zamówiłam miłości swojego życia, ale nie... W środku ukryło się cztery nowe zapachy kremowych żeli pod prysznic : bawełna & mimoza, owoc granatu & pieprz czerwony, magnolia & biała herbata i coś co skradło moje serducho od pierwszego kontaktu sam na sam, ziarna kawy.  Jeśli chodzi o zapachy produktów myjących tj. żeli czy płynów od YR bez zastanowienia brałabym je w ciemno. Z sentymentem wspominam jedną z pierwszych linii - Jardins du Monde i  jej zachwycające cytrusowe nuty. Plaisirs Nature zmierza  w tym samym kierunku, zmieniają się jednak pojemności, wygląd wizualny, wydajność i gama zapachowa. Firma otwiera się na nowe, co doceniam.  W tej samej paczce znalazły się jeszcze dwa zapachy w wersji limitowanej : Oui a L'amour oraz Comme une Evidence. Ten drugi był mi już wcześniej znany, ponieważ regularnie gości na mojej półce z zapachami. Zaczęło się jednak przed kilku laty od wygranej w jednym z blogowych konkursów.Tym co wyróżnia te edycje  na tle innych są zdecydowanie opakowania okraszone kwiatowym motywem, dzięki czemu  mnie udało się chociaż na chwilę poczuć wiosnę.




A skoro udało się z jedną kawą to postanowiłam spróbować z drugą i zakupiłam kolejny już scrub do ciała od Organic Shop, który jednak czeka wciąż na swoją kolej. Podczas promocji w Drogerii Wispol skusiłam się na Rozgrzewającą maskę do ciała przecenioną o 50% od ceny właściwej, dzięki czemu produkt ten trafił w moje ręce za niecałe 10 zł. Staram się także rozszerzyć swoje zainteresowania o inne firmy.Do tej pory w Oriflame stawiałam głównie na zapachy, które mocno mnie czarują, a teraz poszłam o krok dalej i zamierzam zmierzyć się z ich kolorówką, co zresztą widać na zdjęciu.Korzystając z wyjazdowych okazji uzupełniłam też całkiem przyziemne kosmetyczne zapasy.





 A że zbliża się sezon sprzyjający roślinożercom... W tamtym roku zachwycałam się "Pysznymi chwastami", w tym postanowiłam pójść o krok dalej i wzbogacić swoją wiedzę w tym temacie. Atlasy oprócz opisów roślin zawierają również ciekawe przepisy na wykorzystanie ich w kuchni lub kosmetyce. Dodatkowych plusem tych publikacji jest stosunkowo niska cena w stosunku do wykonania (29,99zł/szt). Przyznaję jednak, że do tej gromady w chwili pisania dołączyły dwie nowe ciekawe pozycje, ale o nich może innym razem. Rozszalałam się także nieco przy kompletowaniu kolekcji dvd z polskimi filmami, ale małe zajawki pojawiły się na wspomnianym już wcześniej insta (@mmichalowa) . 



A Wam co dobrego wpadło w tym roku w oko? 

Zapraszam na kawę , czyli  opowieść o tym jak czaruje zapachem  kremowy żel pod prysznic Ziarna kawy - Yves Rocher

Zapraszam na kawę , czyli opowieść o tym jak czaruje zapachem kremowy żel pod prysznic Ziarna kawy - Yves Rocher

Przez lata kawa obwiniana była o całą masę negatywnych właściwości. Długo mówiono o niej, że jest używką , od której nie sposób się uwolnić. Mimo wszystko jej popularność nie malała, a rosła. Szczęśliwie dla wszystkich jej zwolenników, lata badań wykazały, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Dlatego też dzisiaj z pełną świadomością  zapraszam Was  na filiżankę aromatycznej kawy- nie inaczej! 




Moja miłość do kawy nadchodzi falami. W okresie intensywnej nauki połączonej z pracą wypijałam po kilka filiżanek dziennie, by niespełna rok później nie sięgać po kawę w ogóle. Filiżanki wypite przez 3 ostatnie lata mogłabym policzyć na palcach jednej ręki, ale... nowa praca, aromat świeżo parzonej kawy i nieograniczony dostęp do ekspresu sprawiły, że znowu jestem w stanie pozachwycać się nad aromatem czarnej cieczy. Nie jest to już jednak tak głębokie i intensywne uczucie jak dawnej, głównie przez to, że znalazłam sobie po drodze inne nałogi (czyt. herbata i wino).Nie mniej jednak zawsze uciekałam od aromatów kawowych w kosmetykach, bo daleko było im do tych naturalnych nut. Nie raz i nie dwa w rozmowach podkreślałam, że kawa i owszem, ale nie w takim wydaniu. Tym bardziej zdziwiłam się, gdy w ostatniej przesyłce od Yves Rocher trafiłam na żel właśnie w mocno kawowym wydaniu, który, o ironio,  uwiódł mnie właśnie zapachem. Uzależniające nuty kawy powodują, że z niecierpliwością oczekuję kolejnej wizyty pod prysznicem. Z nimi jak z cukierkami Kopiko, wciąż chce się więcej.Nie bez powodu wspominam o nich w tym wpisie, bo zapach  jest niemal identyczny. Konsystencją kremowy żel pod prysznic nie odbiega od pozostałych produktów Yves Rocher  z linii Plaisirs Nature , dzięki czemu jest to kosmetyk wydajny. Prócz wyciągu z ziaren kawy które definiują ten produkt w składzie znalazł się również żel z aloesu będący przyjemnym dodatkiem ze względu na właściwości pielęgnacyjne.  

Linia : Plaisirs Nature ( 98% składników pochodzenia naturalnego, neutralne pH, baza myjąca pochodzenia roślinnego, bez parabenów i etoksylatów)

Cena: 17,90zł/400ml




Fakty i mity ze świata kawy

To prawda, że :
  • poprawia koncentrację dzięki swojemu działaniu pobudzającemu, które według badań trwa od 15 minut do godziny po spożyciu,
  • chroni przed rakiem co prawda mężczyzn , bo chodzi o nowotwór prostaty, ale zawsze to jakieś pocieszenie. Przeprowadzone badania wykazały, że 6 i więcej filiżanek dziennie  zmniejsza ryzyko zachorowania aż o 60%
  • wydłuża życie już 3 filiżanki dziennie to dodatkowe pół godziny według wyliczeń jednego z brytyjskich uczonych
  • poprawia humor , ponieważ zwiększa poziom serotoniny odpowiedzialnej za nasz dobry nastrój
  • zmniejsza ryzyko chorób w tym cukrzycy typu 2, Parkinsona i Alzheimera

Fałszem jest, że:
  • działa silnie moczopędnie, a tym samym odwadnia - badania wykazały, że działanie moczopędne kawy jest porównywalne do tego jakie wykazuje woda,
  • jest ciężkostrawna - właściwie pobudza trawienie (ciężkostrawne bywają dodatki z którymi jest serwowana)



Kawa, kawunia , kawusia...

Przywędrowała z Etiopii przez stulecia budziła kontrowersje ze względu na swoje właściwości. Przez pewien czas sprzedawana była jako lek na wiele dolegliwości, a jej dostępność ograniczała się wyłącznie do aptek. W naszym kraju pojawiła się w XVII wieku ( podobno za sprawą bitwy pod Wiedniem). Na chwilę obecną wyróżnia się blisko 40 gatunków kawowca, którego nasiona znane nam są jako kawa (po ich uprzednim spaleniu i zmieleniu). W kosmetyce jest to chętnie wykorzystywany składnik ze względu na właściwości spowalniające fotostarzenie skóry.Dodatkowo wspomaga ona proces usuwania toksyn, przyśpiesza przepływ limfy i poprawia krążenie przez co pod jej wpływem poprawie ulega ogólny wygląd skóry.Ze względu na zapach chętnie wykorzystywana jest przy zabiegach spa, ponieważ umożliwia relaks i ukojenie dla naszych zmysłów.


To co? Chyba najwyższa pora na filiżaneczkę...

p.s. Kosmetyki dostarczyła firma Evergreen Group sp. z o. o. sp. k. w zamian za poświęcenie im uwagi
w publikowanych materiałach, nie miała jednak wpływu na treść materiałów.

Dlaczego warto się rozwijać? Jak podróże wpływają na nasze życie?  I co wspólnego mają ze sobą  hotel i   kosmetyki hand made?

Dlaczego warto się rozwijać? Jak podróże wpływają na nasze życie? I co wspólnego mają ze sobą hotel i kosmetyki hand made?

Zaledwie wczoraj wróciłam z Warszawy (gdzie uczestniczyłam w warsztatach kosmetycznych organizowanych przez... sieć hoteli) a  kilkukrotnie usłyszałam pytanie: opłacało Ci się jechać? Przyznaję, że szczerze zdziwiło mnie, że padło ono z ust osób, które chwalą się w mediach społecznościowych swoją pasją. Skoro dany temat  nas interesuje, mówimy o tym z chęcią i wyszukujemy z danej dziedziny nowości i ciekawostek to zawsze (!) możliwość poobcowania z nim  wnosi do naszego życia coś wartościowego. Takie jest moje zdanie! Nie żałuję nieprzespanej nocy, braku komfortu w podróży i związanych z tym kosztów, bo dzięki temu odżyłam. Zrobiłam kolejny krok naprzód i dobrze mi  z tym, dlatego...

No weź się rozwijaj człowieku...

I życie i praca wymuszają czasami na nas podnoszenie kwalifikacji. Czasami jest to mniej czasami bardziej przyjemny proces. Natomiast sama wychodzę z  prostego założenia : warto znać zakres swoich umiejętności, być świadomym swojej wiedzy, ale jednocześnie pamiętać o tym, że wciąż czeka na nas "nowe" wymagające poznania i nauki.  Nie bez powodu ktoś kiedyś powiedział, że człowiek uczy się przez całe życie. I wcale nie wynika to z naszej niedołężności z zakresu przyswajania wiedzy, ale z idącego krok przed nami postępu.  Mnie uszczęśliwia, a tym samym odpręża nabywanie nowych umiejętności. Mogę sobie wtedy śmiało powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Świetne uczucie, polecam!  

Informację o darmowych szkoleniach znajdziecie w Internecie. Warto zapisywać się do newsletterów i śledzić interesujące profile, bo być może to właśnie tam czeka na Was jakaś przygoda.

Stwórz coś od podstaw!

I wcale nie chodzi mi o to, żebyś mój czytelniku zaczynał od rzeczy wielkich. Ja też tego nie robię, sama wyznaczam sobie kolejne etapy, takie w sam raz do przejścia. W ten weekend trafiła mi się okazja  samodzielnego przygotowania peelingu i soli pod okiem osób, które zajmują się tym zawodowo, profesjonalnie. Oprócz teorii utrwalonej na kartce przywiozłam ze sobą przyjemny głos Ani prowadzącej warsztaty i podpowiadający mi krok po kroku od czego warto zacząć, z jakich produktów korzystać i rozwiewający wątpliwości dotyczące tego, dlaczego tak a nie inaczej?! Spotkanie z tak energicznym zespołem zrodziło we mnie  dodatkowe poczucie wartości, bo oto teraz wiem, że mogę sobie SAMA ukręcić kosmetyk taki, na jaki mam w danym momencie ochotę i zapotrzebowanie. Satysfakcja z efektu finalnego bezcenna, chęć stworzenia kolejnych kosmetycznych tworów - jeszcze większa! I ten cudowny moment, gdy możecie się zanurzyć w wannie z dodatkiem produktu wg Waszego pomysłu...


Kosmetyk DIY wcale nie wymaga dużego nakładu pracy i pieniędzy, a już sam proces twórczy uszczęśliwia...


A jeśli już jesteśmy przy temacie diy...

Miałam spore obawy odnośnie tego, czy uda mi się dotrzeć na warsztaty organizowane w Warszawie przez sieć hoteli AccorHotels przy współpracy z Ministerstwem Dobrego Mydła. Podkarpacie w ciągu jednej nocy zamieniło się w krainę pełną śniegu. Dotarcie na busa jadącego do stolicy okazało się wymagającym zadaniem, ale mimo przygód na drodze udało mi się ostatecznie zająć zarezerwowane miejsce i ruszyć w nieznane. Co przyjemne, hotel okazał się usytuowany blisko dworca centralnego dzięki czemu nie musiałam martwić się poszukiwaniami lokalu. Kilka minut po 12 niepewnie wkroczyłam do przestronnego i jasnego holu, by już w chwilę później witać się z Elfnaczi, jedyną znaną mi w gronie obecnych tam osób blogerką. We właściwej sali czekał na nas stół pełen dobroci kosmetycznych. W pojemnikach różnej wielkości zamknięte były różne surowce kosmetyczne, z których miałyśmy już za chwilę pod czujnym okiem Ani tworzyć swoje zapachowe cuda.  Krótkie wprowadzenie w temat tylko rozbudziło w nas chęć działania. Sprawnie ubrałyśmy fartuszki i zakasując rękawy zabrałyśmy się do pracy... Podejrzewam, że w tej chwili nie jesteście sobie niestety w stanie wyobrazić mnogości zapachów i aromatów które się tam unosiły. Proces twórczy zaczęłyśmy właśnie od najtrudniejszej decyzji- doboru zapachu. Wahałam się między trzema, by ostatecznie postawić na coś z czym nigdy wcześniej nie miałam styczności , z kwiatem cukinii. To zdeterminowało ostateczny wygląd mojego peelingu w którym postawiłam na zieleń.  W słoiczku prócz olei z bawełny i ryżu wylądowała spirulina wraz z glinką kambryjską. Jako drobiny ścierne posłużyły mi mielone pestki śliwek oraz nasiona aronii. A wizualnej całości dopełniły kwiaty nagietka i rumianku.  Zaskoczeniem było wzbogacenie warsztatów o dodatkowy punkt podczas którego Ania podpowiedziała jak przygotować aromatyczną sól. I w tym przypadku kolejność wykonywanych działań miała spore znaczenie. Jestem wdzięczna za podpowiedzi, bo sama do takich wniosków musiałabym w domowych warunkach dochodzi metodą prób i błędów. Tym razem nie mogłam się oprzeć czarującej mocy ananasa  i takim sposobem prócz olejku o jego zapachu w środku, owoc wylądował też w wersji sproszkowanej. A że lubię na bogato moją sól wizualnie wzbogaciła  suszona lawenda, wrzos i róża.


Dopiero podczas warsztatów poznałam ideologię sieci hoteli AccorHotels, które podobnie jak Ministerstwo Dobrego Mydła stawiają na rozwiązania eko i wciąż doskonalą swoje usługi by być zarówno bliżej natury jak i człowieka. 


Zrób sobie dobrze... jedzeniem!

Rzadko kiedy podążam za tym co modne, ale kilka nurtów spodobało mi się na tyle, by przemycić je do swojego życia. Od zawsze lubiłam dobrze zjeść, a ciekawość wystawiała moje kubki smakowe na różne próby. Mniej więcej 1.5 roku temu zaczęłam się szerzej interesować szeroko pojętym tematem  kuchni roślinnej. Bombardowałam Was zwłaszcza na insta stories zdjęciami specyficznych dań wśród których pojawiały się m.in smażone pączki mleczy, liście szałwii w cieście czy zupa ze stokrotek. Nie wszystkie eksperymenty były tak udane jakbym sobie tego życzyła, ale siła napędowa z nich płynąca spowodowała, że poczułam potrzebę dalszego podążania tą drogą. W żadnym wypadku fast food nie jest mi obcy. Zachowuję (a przynajmniej taką mam nadzieję), zdrową równowagę w tym temacie. Postanowiła jednak częściej zaglądać do kuchni i muszę Wam powiedzieć, że nic mnie tak teraz nie odpręża jak samodzielne przygotowywanie  innych, niż te dotychczas mi znane, dań.  Warto czasami "pogrzebać" w sieci by trafić na przepis, który przeniesie Was na szczyty kulinarnych rozkoszy. Ot, tak dla własnej przyjemności!



Internet to nieskończone źródło ciekawostek z różnego zakresu. Rozejrzyjcie się uważnie, być może obok Was siedzi właśnie osoba o podobnych zainteresowaniach. Może razem uda się Wam stworzyć ciekawy projekt... albo chociaż zjeść smaczny obiad.


Parostatkiem w piękny rejs... lub łoże w kolorze czerwonym... 

Zresztą każdym innym środkiem również - warto się wybrać w podróż! Bo w domu można odpoczywać, ale nic nie zapewni takiej dawki emocji przeplatanej błogimi elementami lenistwa, co nocleg poza domem. Osobiście ja w domu śpię, wysypiam się natomiast w innych łóżkach, tam gdzie nie dopadają mnie codzienne sprawy i problemy. A gdyby tak móc raz na jakiś czas wygodnym łóżku i estetycznej pościeli... Marzy mi się śnieżnobiała, wykrochmalona i pachnąca świeżością pościel, natomiast przy ośmiu kotach w domu spanie bez dodatkowej dawki błota pochodzącego z łapek czy sierści pozostawionej mimochodem, jest już pewnego rodzaju luksusem. W tym roku postawimy na miasto mostów  i rozsiane wokół niego zamki.A ponieważ lubię kontrasty dla odmiany od wiekowych budowli nocleg planuję w iście designerskim wydaniu jakie oferuje  wrocławski Novotel.  Bez względu na to czy lubicie bierny czy aktywny wypoczynek czasami warto pozwolić sobie na opuszczenie ciepłych i sprawdzonych pieleszy celem poznania świata. Śmiało możecie też "palcem po mapie" zwiedzać kolejne regiony. Ja dzięki wymianie  na jednym z serwisów mam pocztówki z pozdrowieniami  od mieszkańców z całego świata.

Dodaj napis

Odpowiednio wczesna rezerwacja noclegów pozwoli nam na oszczędność. Wiele serwisów do zakupów grupowych oferuje bilety w  naprawdę niskich cenach. Warto więc na bieżąco śledzić oferty.


Wsłuchaj się w swoje potrzeby!

Czasami zastanawiałam się skąd wiele z Was czerpie siłę i czas na prowadzenie perfekcyjnego życia. W większości przypadków  rzeczywistość jest jednak mocno zaczarowana potrzebami jakie stawiają odbiorcy na insta czy fb. I chociaż marzy mi się wnętrze jak z żurnala, masa czasu na błogi relaks czy piękne (a jednocześnie smaczne) dania na talerzu, to jednak w starciu z nimi wygrywa realizacja aktualnych potrzeb. Nie masz chęci na makijaż, a zamiast wyjścia marzy Ci się odpoczynek we własnym łóżku z książką? Zrób to! Są dni, kiedy warto odpuścić. Świat nie skończy się wraz z kolejną warstewką kurzu na półce, a nieumyte okna nie są wystarczającym powodem do zmartwień. I chociaż teraz łatwo mi się to pisze, to jeszcze kilka lat temu przesunięcie zadań na inny termin budziło we mnie narastające wyrzuty sumienia.

Nawet swojego wewnętrznego lenia trzeba pielęgnować. Byleby z umiarem :) 


Ciekawa jestem Waszych patentów na relaks. Co Was uszczęśliwia?
Serum oczyszczające do skóry głowy [Bionigree]

Serum oczyszczające do skóry głowy [Bionigree]

Czasami zastanawiam się jak mogłam żyć bez niektórych kosmetycznych udogodnień. Z przetłuszczającą się skórą głowy czy z  łupieżem walczyłam domowymi sposobami lub drogeryjnymi szamponami. Niestety to pierwsze było mało praktyczne i zdecydowanie długotrwałe, a szampony  często podrażniały skórę. Podwójnie cieszę się więc, że w moje ręce trafił kosmetyk, który pozwala mi na wiele więcej. 

Bionigree znalazło niszę na rynku.  Firma z polskim kapitałem postawiła na serię kosmetyków naturalnych, w których elementem jednoczącym jest jeden ze składników - czarna porzeczka. A ta wykazuje całkiem przyjemne właściwości kosmetyczne. Sama do tej pory kojarzyłam ją głównie   z dużej zawartości witaminy C, ale po zagłębieniu się w temat okazało się, że kryje w sobie jeszcze więcej. Zdecydowanie więcej!  Owoce zapobiegają przedwczesnemu starzeniu się skóry, działają nawilżająco i silnie regenerująco. W połączeniu z liśćmi idealnie sprawdzają się w pielęgnacji skór trądzikowych i tłustych za sprawą działania antybakteryjnego i tonizującego. Regulują  wydzielanie się sebum co jest dodatkowym atutem, zwłaszcza dla osób zmagających się z problemem przetłuszczających się włosów.  W oczyszczającym serum do skóry głowy znajdziemy jednak prócz oleju z czarnej porzeczki inne  składniki wspomagające działanie oczyszczająco - ochronne jak np. kwasy AHA. Co ciekawe sama firma informuje o tym, że aż 90% użytych surowców jest  pozyskiwanych od  polskich dostawców.


Serum oczyszczające jak wskazuje sama nazwa ma na celu usunięcie nadmiaru zrogowaciałego naskórka a także rozpuszczenie łoju zalegającego w mieszkach włosowych.Preparat  dodatkowo wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwłupieżowe. Pozostawia po sobie uczucie odświeżenia i delikatnego uniesienia włosów u nasady. Polecany jest również w przypadku  wspomagania leczenia chorób skórnych jak grzybica, egzema czy atopowe zapalenie skóry.

Właśnie dzisiaj wydobyłam ostatnie kilka kropel serum, które otrzymałam podczas wrześniowego spotkania blogerek w Rzeszowie od firmy. Przyznaję jednak, że początkowo nie było z naszego sam na sam wielkiej miłości ponieważ... zaskoczył mnie efekt chłodzenia i delikatnego mrowienia. O ile to drugie było dość przyjemne, o tyle zimno nie jest przeze mnie akceptowalne. No chyba, że efekt na tyle mnie zadowoli, by móc się przemóc do ponownego użycia. Jak widzicie kosmetyk miał w zanadrzu cały arsenał argumentów "za" skoro udało mi się zużyć go w przeciągu niecałych 3 miesięcy. Producent przed użyciem zaleca  wstrząśnięcie buteleczką celem wymieszania zawartości, która ze względu na naturalne składniki może ulec rozwarstwieniu. Serum można aplikować bezpośrednio z pipety wykorzystując 5-10ml produktu lub nakładając je równomiernie na skórze za pomocą nasączonego wacika. Następnie na 30 minut pozostawiamy  preparat na głowie, dając mu czas na działanie. Jeśli zachodzi taka potrzeba, można je pozostawić  na całą noc. Należy jednak pamiętać, by ostatecznie zmyć kosmetyk przy użyciu szamponu do włosów. Po takim zabiegu skóra jest w stanie efektywniej wchłaniać składniki odżywcze.  Przy regularnym stosowaniu (raz w tygodniu) zauważyłam, że faktycznie unormowało się wydzielanie sebum, z czym przez długi okres czasu musiałam się mierzyć. Efekt uniesienia nie był w moim przypadku spektakularny, ale zauważalny.Nawet częste stylizacje i  nieustające zmiany  produktów przeznaczonych do pielęgnacji włosów nie wywołały u mnie w tym czasie  problemów z którymi borykałam się wcześniej  w przypadku takich działań.  Z czasem kosmetyk stał się dla mnie pretekstem do poświęcenia włosom większej uwagi. Dopiero dzięki niemu zrozumiałam jaki błąd w pielęgnacji popełniałam nie przykładając  wcześniej większej uwagi do stanu i kondycji skóry głowy. 

Znacie kosmetyki Bionigree? Jakie są Wasze odczucia związane z nimi?

Mikołaj alkoholik czyli  #gpe

Mikołaj alkoholik czyli #gpe

Nawet święci mają na sumieniu drobne grzeszki. Mój tegoroczny Mikołaj nawet całkiem spore przewinienia, bo kto to widział żeby przehandlować paczkę zamiast tradycyjnie podrzucić do komina. Od tej pory będę się bliżej przyglądać panom spod GS-a, bo być może wśród nich ukrywa się ten łachudra, który ostatecznie wyręczył się jakże uczynną Niewyparzoną. Kto wie co by się stało, gdyby ta dziarska i przebojowa kobieta nie wkroczyła do akcji. Pewnie właśnie roniłabym ciche łzy, bo w końcu taka grzeczna byłam w tym roku... Nie będę jednak poświęcać czasu komuś, kto nie miał go dla mnie. Więc SORRY MIKOŁAJU, do mnie już nie musisz zaglądać... i do flaszeczki też się nie dorzucę!


Niewyparzona Pudernica w kilku słowach wyjaśniła mi akcję z białobrodym który zamiast nosić prezenty  postanowił w tym roku mocno zabalować. Szczęśliwie ostatecznie ona zadecydowała o zawartości paczki dla mnie rozumiejąc idealnie potrzeby prowincjonalnej blogerki (czyt. moje).   Ten kto posiada kota ten wie, że normalnym (podobno) jest się przy pierwszym, ja już dawno minęłam ten etap przechodząc w stan który można by spokojnie określić wynajmowaniem pokoju u kota, bo zdecydowanie te cztery kąty nie są już moje. Całkiem mnie jednak pofiziało, bo doszłam do wniosku, że kolejna kocia gromadka nadal jest u mnie mile widziana. Takim sposobem trafił do mnie gigantyczny kubek mieszczący spore ilości napoju bogów, a już na pewno bogiń (i tak, dalej mam na myśli siebie) - herbaty, która również znalazła się w zestawie. Wracając do kubka jak widzicie okazał się prezentem trafionym i już wczoraj wieczorem przechodził pierwsze testy palpacyjne.


Kto lepiej zrozumie kobietę jak nie druga kobieta? Fakt, są wyjątki wśród mężczyzn. Mój chłop już tak mnie wyczuł, że wygląda na to iż rozumie te wszystkie milczące fochy i nerwy z rana spowodowane debilnym snem.Nie mniej jednak na to rozwiązanie raczej by nie wpadł.W puli kolejny trafiony prezent. Ale zacznijmy od początku. Marznę. Ot, moja krew jest za leniwa by krążyć na tyle szybko i móc sprawnie rozgrzać ciało. W moim stałym repertuarze są litry gorącej herbaty, koc i długie kąpiele niemal we wrzątku. A ponieważ przez moje dotychczasowe działania w blogosferze jestem tzw. blogerką kosmetyczną, lubię się też czasami wypindrzyć lub oddać innym przyjemnościom płynącym ze stosowania kosmetyków. Nie ma nic gorszego niż potraktowanie ciepłego ciałka zimnym balsamem, mleczkiem czy co tam w siebie wsmarowujecie... Ogrzewanie w dłoniach nic nie daje ( no chyba, że to ręce faceta 😁 i całość będzie miała dalszy ciąg). Dlatego  też stałam się fanką świec do masażu. Nie dość, że okazja, bo i pachnie i nawilża, to dodatkowo przyjemnie ciepłe w momencie aplikacji.  Tak, świecą już też się wczoraj miziałam... 

Także z tego miejsca raz jeszcze śle gorące podziękowania w stronę wiadomej osoby. Niech Ci kto chce i w czym Ty chcesz wynagrodzi. A cała wymiana miała miejsce w ramach Gwiazdkowej Paczki Elity.


Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger