piątek, 26 maja 2017

Prosta przekąska z... szałwii

Każdy z nas na pewno kojarzy szałwię z przydomowego ogródka lub jej suszoną wersję w formie herbatki do płukania gardła. Sama nie raz i nie dwa byłam poddawana tej kuracji i do niedawna nie miałam pojęcia o innych właściwościach tej rośliny. Zdecydowanie jest to jednak temat na oddzielny wpis, bo mam wrażenie, że jej wielofunkcyjne działanie jest nieograniczone. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić ją z nieco innej strony...



Jakiś czas temu szukając informacji dotyczących zastosowań leczniczych trafiłam na wpis przedstawiający szałwię wyłącznie jako produkt spożywczy. Oczywiście wiedziałam o wspomnianej już wyżej herbacie czy suszonych listkach dodawanych do dań mięsnych, ale teraz wzbogaciłam się o wiedzę dotyczącą spożywania świeżych liści. Chociaż przyznaję, że świeże są one do pewnego momentu, bo jednak wypada je jakoś przetworzyć. 


Smażone liście szałwii

Składniki : 
- garść świeżych liści szałwi ( ok. 20 szt.)
-sól, 
-pieprz, 
- olej do smażenia, 
- jajko, 
- mąka ( do panierowania)

Wykonanie: 
Świeże liście szałwii myjemy i pozostawiamy do osuszenia.W tym samym czasie do miseczki wbijamy jajko i dodajemy przyprawy. Całość należy rozkłócić widelcem. Na talerzyku wysypujemy niewielką ilość mąki. Na patelni rozgrzewamy olej. Osuszone liście najpierw moczymy w jajku, a następnie mące. Wrzucamy na rozgrzany olej i smażymy około pół minuty na każdej ze stron. Liście odsączamy z tłuszczu wykładając na papierową serwetkę. Podobno świetnie uzupełniają się z rybą, ale w mojej kuchni występują solo jako szybka przekąska. 


Ciekawa jestem na ile taki przepis Was przekonuje. Miałyście już okazję spróbować szałwii w takim wydaniu?


Sama pamiętam jak mama wpajała mi zasadę, że szałwią można tylko płukać- nie pić. Wszystko to za sprawą tujonu, czyli substancji mogącej wywołać stany psychozy. Nie jest ona jednak rozpuszczalna w wodzie , a w alkoholach. Do zatruć dochodziło zazwyczaj przy spożyciu absyntu lub tzw. piołunówki . Obecnie ten rodzaj alkoholu jest dopuszczony do użytku , ale przy spełnieniu warunku w myśl którego stężenie tujonu nie może przekraczać 10mg/l.Szałwia polecana jest na wiele dolegliwości związanych z układem trawiennym. Dodatkowo obniża w niewielkim stopniu poziom cukru, działa rozkurczowo.Systematycznie przyjmowana pomaga w walce z trądzikiem. Olejek zawierający ekstrakt z tej rośliny polecany jest osobom cierpiącym na przewlekłe bóle głowy czy miewającym stany depresyjne.

"Złe tego nie ubodzie, u kogo szałwia w ogrodzie" 

  Mówi się także o jej działaniu oczyszczającym, a samą roślinę wskazuje jako podstawowe narzędzie szamańskie. Za jej pomocą możemy oczyścić nie tylko nasz umysł, ale i dom. W tym celu garść liści palimy w kadzidle i obchodzimy z dymiącą mieszanką każde z pomieszczeń. Następnie porządnie wietrzymy dom.Według wierzeń pochodzących z różnych zakątków świata roślina ta umożliwia widzenie duchów, a także odpędzenie demonów i ochronę przed złym okiem.

Bez względu na wierzenia i legendy, zdecydowanie jest to zioło , które warto mieć w swoim ogródku. Chociażby po to, by móc cieszyć się wspomnianą w poście przekąską.

poniedziałek, 22 maja 2017

Set Sail Kringle Candle

Dla mnie jako zodiakalnego byka żywiołem wywierającym wpływ na charakter jest ziemia. Mówi się, że osoby spod tego znaku można porównać do pachnącej wiosennej gleby która chłonie wszystko. Coś w tym jest... Ja sama pragnę chłonąć rzeczywistość wszystkimi zmysłami i wtedy czuję, po co naprawdę żyję. Niezmiennie ważną częścią mojej egzystencji jest jednak woda. Daje mi ona poczucie wolności. Pewnie z tego powodu podświadomie ukochałam sobie polskie morze. Prawdziwy reset i kumulację sił życiowych odczuwam dopiero gdy do moich uszu dobiega szum fal, a twarz otula świeża bryza. 

Mój pierwszy raz z Set Sail był jak objawienie...



Samotnie kroczyłam po rozgrzanym piasku.Patrzyłam jak niespokojna niebieska tafla pieni się kotłując z wiatrem. Podmuchy czułam na twarzy, a wraz z nimi osiadała na niej delikatna, słona mgiełka. Było mi tak świeżo, tak przyjemnie. Pierwszy raz od dawna czułam się naprawdę wolna. Nie goniły mnie codzienne sprawy. Mogłam się rozkoszować tą pierwotną wolnością. Z chęcią zrzuciłabym ubranie i odbierała tą przyjemność każdą cząstką swojego ciała. Szum fal mieszał się z szumem drzew. Nawoływały mnie ku sobie stare sosny. Im bliżej nich się znajdowałam, tym mocniej wdzierał się w moje nozdrza żywiczny zapach. Powoli piasek ustępował igliwiu, które delikatnie drażniło moje stopy. Ukojenie przynosiły nierównomierne rozsiane miękkie, soczyste poduszki mchu. Mogłam się w nich zapomnieć i trwać w tym zapomnieniu, ale prawie tysiąc kilometrów dalej czekało na mnie moje drugie życie... Nagle obok mnie pojawił się on. Spojrzałam w przepełnione miłością oczy mężczyzny. "Wrócę najszybciej jak tylko będę mogła"- pomyślałam - i zgasiłam świeczkę.


Nie znalazłam do tej pory lepszego zapachu oddającego w 100% powyższą historię. 
I wiecie co, prawda jest taka, że nie zamierzam szukać. A jaki jest Wasz ideał?
 




czwartek, 11 maja 2017

Moja pielęgnacja twarzy : aktualizacja.

Zmiany są potrzebne: i te w życiu i te w kosmetyczce. Nowa pora roku i  inne potrzeby skóry spowodowały, że na nowo musiałam stworzyć swój zestaw do pielęgnacji twarzy. Tym razem w dużej mierze postawiłam na kosmetyki o działaniu rodem z natury, bo mam nadzieję, że z ich pomocą będzie już tylko lepiej. 

W moim przypadku dobranie odpowiedniej pielęgnacji oznacza testowanie  produktów metodą prób i błędów. Chociaż za każdym razem staram się wybierać kosmetyki o zbliżonych właściwościach czasami lubi się wśród nich trafić coś, czego niestety moja twarz nie jest w stanie zaakceptować. Są też przypadki, gdy niepozorne produkty okazują się strzałem w dziesiątkę.  O kilku używanych przeze mnie obecnie kosmetykach już Wam wspominałam we wpisach na facebooku lub przy okazji instagramowych zdjęć.Na początku kwietnia zakupiłam jednak kolejnych kilka kosmetyków, które obecnie grają główne skrzypce w moich codziennych rytuałach pielęgnacyjnych.



OCZYSZCZANIE

Moją pielęgnacyjną rutynę pozwolę sobie opisać zaczynając od wieczora. Po ciężkim dla mojej buźki dniu rozpoczynam oczyszczanie usuwając resztki makijażu za pomocą mleczka do twarzy Naobay. Najpierw nakładam je na dłonie i delikatnie rozmasowuję na twarzy i szyi. Następnie za pomocą płatków higienicznych zbieram nadmiar wraz z makijażem , który poddał się jego działaniu. W przypadku mocnego makijażu oczu nakładam produkt bezpośrednio na wacik , przykładam do powiek na chwilę i wtedy delikatnie ściągam całość. Następnie przechodzę do wstępnego mycia twarzy pianką. Obecnie jest to pianka od Planeta Organica, Secrets of Arctica , która nie tylko przyjemnie pachnie , ale i skutecznie usuwa zanieczyszczenia nie pozostawiając przy tym mojej skóry suchej na wiór.Dodatkowym plusem tego kosmetyku jest zdecydowanie jego niska cena przy sporej wydajności. Pierwsze nakładam na dłonie dwie pompki pianki i rozmasowuję ją na twarzy skrupulatnie  zwłaszcza w problematycznych dla mnie miejscach jak broda czy płatki nosa. Zmywam pozostałości wodą i już z przyzwyczajenia powielam zabieg tym razem wykorzystując tylko jedną aplikację kosmetyku na całą twarz.  Po takim krótkim rytuale mam już pewność, że wszystko co zbędne zostało z mojej skóry usunięte. 

TONIZOWANIE

Zarówno wieczorem jak i rano po przemyciu twarzy pianką stosuję tonik. Bardzo przypadł mi do gustu jednej z moich ostatnich zakupów, czyli kosmetyk od Natura Estonica- tonik do twarzy z  żeńszeniem i acai. Tutaj jak w przypadku wszystkich produktów płynnych z wydajnością jest nieco gorzej niż w przypadku pianki, ale za to cena jest równie niska, więc można mu wybaczyć tą drobną wadę.Pachnie intensywnie , ale przyjemnie podczas samej aplikacji, jednak na twarzy zapach nie jest już wyczuwalny. Po tym przechodzę do następnego etapu pielęgnacji. Nie mogę jednak wspomnieć o nawilżającym toniku - mgiełce od Vianek. Ten kosmetyk stosuję w ciągu dnia , spryskując nim twarz praktycznie podczas każdej chwili odpoczynku. Przynosi ukojenie mojej skórze. Muszę Wam również powiedzieć, że nawet mój mąż sięga po niego z przyjemnością.



NAWILŻENIE

Przechodzę do najprzyjemniejszej części całej pielęgnacji czyli aplikacji kosmetyków nawilżających. Na dzień moim zdecydowanym faworytem jest ultranawilżający krem- żel od Dermedic, o którym pisałam Wam już na blogu. Jego lekka konsystencja nie tylko szybko przynosi ulgę , ale idealnie nadaje się także do roli bazy pod makijaż. Wiosna i lato w moim przypadku to najlepsze pory roku do jego stosowania. W zimniejszych miesiącach potrzebuję czegoś "cięższego". Po wieczornym demakijażu zwyczajowo sięgam po olejek pielęgnujący do twarzy od BeautyOil, który jest niczym innym jak mieszanką kilku naturalnych olei. Raz, czasami dwa razy w tygodniu  sięgam po narzędzie tortur jak niektórzy zwykli nazywać tą małą naszpikowaną igiełkami rolkę do twarzy. Dla mnie masaż nią to czyste szaleństwo dla zmysłów i naprawdę relaksuję się podczas niego. Poza tym zdecydowanie lubię gdy efekty są widoczne niemalże od razu, a właśnie to jest nam w stanie zagwarantować w połączeniu z dobrym kosmetykiem. Obecnie cieszę się w jej towarzystwie kuracją do twarzy  z nanopeptydami i komórkami macierzystymi od DermoFuture. Pamiętam nasz pierwszy raz i moje zaskoczenie, gdy okazało się, że kuracja ma formę żelu, a nie olejku jak wskazywało na to opakowanie. Po takim połączeniu natychmiastowo czuję się młodsza. Daję odpocząć skórze i uciekam do łóżka. A poranek? Poranek zaczynam od pianki... 



MASECZKI

Jak każda kobieta lubię się od czasu do czasu rozpieścić. Wiecie, że coraz rzadziej sięgam po peelingi mechaniczne, ale staram się za to regularnie wykonywać maseczki. Naprzemiennie korzystam z tych w wersji kremowej z tymi w płacie. W ostatnim czasie pochwaliłam Wam się jednak na insta, że rozpoczynam swoją przygodę z maseczkami naturalnymi. Ciekawa jestem jak długo wytrwam w swoim postanowieniu i na ile rośliny z pól spiszą się w pielęgnacji mojej twarzy.

 A może Wy znacie jakieś ciekawe domowe przepisy?