poniedziałek, 24 września 2012

A wczoraj lansiłam się w futrzaku




Książki-prezenty ;)

Jakby ktoś był ciekawy, wrzucam swoją krótką gadaninkę na temat książek , które otrzymaliśmy z okazji ślubu. Zupełny misz-masz jeżeli chodzi o tematykę :)




ZSK- Peeling z nasion truskawki

O ZSK pierwszy raz usłyszałam na Yt. Później regularnie, jak grzyby po deszczu , pojawiać się zaczęły wpisy na blogach. Tak zachwalałyście naturalne kosmetyki, że w końcu i ja nie byłam im się w stanie oprzeć.
Takim oto sposobem trafił też do moich rąk...
 Peeling mechaniczny pobudza mikrokrążenie skórne i dotlenia skórę. Wyrównuje się koloryt skóry. Skóra staje się bardziej elastyczna i gładsza.Peeling z nasion truskawek jest również surowcem dostarczającym wiele składników czynnych (antocyjany, witaminy, kwasy owocowy i inne). 
O wydajności można by długo... Używam go już ok 4 miesięcy 1-2 razy w tygodniu tak jak zaleca producent. A po słoiczku nie widać praktycznie żadnego ubytku. Na początku męczyłam się niestety peelingując twarz samymi drobinami, które niemalże od razu spadały z twarzy. Dopiero później zaczęłam mieszać go z innymi składnikami szukając swojego złotego środka. Teraz albo nasionka dodaję już do gotowego peelingu lub maseczki albo mieszam je z glinką i hydrolatem bądź jogurtem.


Skóra po użyciu nabiera miękkości. Widać, że obumarły naskórek jest skutecznie usuwany. Przy bardzo delikatnej buźce jednak nie ryzykowałabym używania tego peelingu, ponieważ chociaż jest dość drobno zmielony, to jednak może wyrządzić krzywdę przy mocniejszych ruchach.
Zapach nie bardzo przypadł mi do gustu, ale choćbym chciała nie potrafię go scharakteryzować. Jednak po zmieszaniu z innymi składnikami kosmetycznymi nie jest on wyczuwalny.

Za 50g zapłaciłam ok 4zł a sądząc po ilości jaka mi została, jeszcze dobry rok mi posłuży:)


Kto używał?! Jak Wasze wrażenia?:)

niedziela, 23 września 2012

Box-owe spotkanie i relacja ze szkolenia Bielendy

Tak jak wspomniałam rano byłam dzisiaj na szkoleniu z firmy Bielenda. Wybrałam się na nie z Justynką ze SZKATUŁKI. Niestety ani ja ani ona nie koniecznie jesteśmy z niego zadowolone. Pani ,która prowadziła zabiegi często się " mieszała", a notoryczne  "eeee..." lub " yyy..." nie pomagały w jej  słuchaniu. Przeżyłyśmy i nawet udało nam się zdobyć łupy.Co prawda ani Justynie ani mnie się one nie przydadzą. Za to moja mama ucieszyła się z prezentu :D
Otrzymałyśmy serum do biustu, mleczko do cery suchej i krem do cery dojrzałej.
Dodatkowo dokupiłam sobie 2 maseczki:
- cytrusową maskę algową do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej,
- oczyszczającą maseczkę błotno-algową do twarzy



A teraz przejdźmy do rzeczy przyjemniejszych. Nie potrzebnie obawiałam się spotkania z Justyną. Pomimo, że na początku obie byłyśmy trochę speszone, później rozmowa zaczęła się kręcić:)
Pierwszy raz miałam też okazję osobiście wymienić się blogboxem. A takież oto cuda otrzymałam:

Krem z Alterry już posiadam w swoich zasobach więc ten pewnie podaruję kuzynce. Najbardziej ucieszyłam się z zapachów, bo ostatnio mam fazę na posiadanie coraz to nowszych :D

Tym czasem pozostaje nam tylko czekać do naszego spotkania w październiku:)