wtorek, 23 lipca 2013

Jeśli koloryzacja to wszystko, byleby nie Syoss...

Moje włosy przetrwały naprawdę wiele. Stosowałam szeroką gamę farb, od tych tanich po drogie i profesjonalne. Nie była mi obca również naturalna koloryzacja. A w końcu nadszedł też dzień w którym zdecydowałam się na farbę od Syoss. I akurat ten wybór nie należał do tych najlepszych.


Przeszło 2 tygodnie temu zakupiłam farbę Syoss w dobrze zapowiadającym się kolorze- Intensywna czerwień.Szykowało się nam wesele i zwyczajnie chciałam dobrze wyglądać.Biorąc pod uwagę cenę która przekraczała ponad 20zł miałam nadzieję, że trafię na coś "lepszego" niż używane w ostatnim czasie Marion czy Joanna. Sama farba faktycznie podczas aplikacji wyróżniała się tym, że jej zapach nie był tak intensywny i uciążliwy.




Po koloryzacji włosy były dość przyjemne w dotyku, błyszczące. Pierwsze wady zauważyłam chwilę później. Farba pomimo tego iż producent zapewniał 100% krycie zawiodła. Odrosty na które i tak nałożona została na dłużej  nie zostały pokryte i pod światło znacznie się odznaczały zupełnie innym odcieniem. A moje  naturalne włosy to mysi blond , więc problemów z kryciem być nie powinno...
Później dopiero zdecydowałam poczytać opinię na temat farby i obawy wzrosły, bo podobno znikała z włosów w tempie ekspresowym. Bałam się, że do ślubu- 2 dni- zostanę znowu z wypłukanym kolorem. Bądź co bądź przetrwała. Na poprawinach kolor prezentował się tak jak na pierwszym zdjęciu.Odcień i tak wyszedł zupełnie inny niż na opakowaniu, chociaż w sumie mi się podobał gdyby nie pewien mankament tej farby.Piszę "podobał", bo już po tygodniu moje włosy wyglądały tak jak na zdjęciu po prawej. Ja wiem, że czerwienie szybko się wypłukują, bo sama przerobiłam już sporo odcieni i firm, ale żeby tak?! Zwłaszcza, że włosy myję szamponem do włosów farbowanych  dedykowanym do odcieni czerwieni...


Farby za mniej niż 10zł o wiele lepiej radzą sobie z kryciem i o wiele dłużej na tych włosiętach wytrzymują...Podsumowując: dzięki krótkiej trwałości  zmuszona jestem odświeżyć kolor,  żeby nie wystraszyć dziewczyn na zbliżającym się spotkaniu... Do Syoss'a  o takiej formule nie powrócę...24zł wyrzucone w błoto. No chyba , że zadowala Was praktycznie jednorazowy efekt...



13 komentarzy:

  1. U mnie na blogu chyba wczoraj dodawałam swoją opinię o Syoss... ale się powtórzę. Też mam odrosty mysi blond to mi chwyciło, ale mimo wszystko kolor mi wyszedł o wiele jaśniejszy niż na opakowaniu chociaż mam jasne włosy. A dzisiaj doszłam do wniosku, że to, że zaraz po umyciu szamponem są splątane, suche i skrzypią to wina farby, ale jakim cudem? nakładałam tylko do ramion, a mam masakrycznie zniszczone końce niefarbowane. Chyba podczas spłukiwania musiało mi je przesuszyć. No nic... teraz tylko maski, odżywki i codziennie coś, żeby do normy wróciły. Ale ciekawa jestem jak długo mi się kolor utrzyma. Wiem, że czerwienie się szybciej spłukują, ale mój słodki brąz wygląda już niemrawo... po tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie odrosty wyszły tak jakbym co najmniej farbę na czarne włosy nakładała;/ Myślałam, że razem z wzrostem ceny w tym przypadku wzrosnie też moje zadowolenie, a teraz pluję sobie w twarz, bo w tej cenie miałabym kilka opakowań innych stoswanych wcześniej farb.

      Usuń
    2. Ja uwielbiam Londę ok. 12 zł, ale jedno opakowanie starcza mi na włosy prawie do pasa. Swojego Syossa kupiłam za ok 16 zł w promocji, ale w sumie nie wiem czy po tym sianku jakie mam na włosach zdecyduję się na ufarbowanie całych, bo kolor mi się jednak podoba, tylko włosy niemrawe a wolałabym ich nie ścinać, bo dobre 10 cm by poszło pod nożyczki.

      Usuń
  2. a mialam kupic syoss :) zapraszam na rozdanie http://madziakowo.blogspot.com/2013/07/rozdanie-wygraj-rozowy-tangle-teezer.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie polecam, ale może akurat z Twoimi włosami się polubi:) Z rozdania nie skorzystam niestety, bo jestem posiadaczką TT , ale to nie gadżet dla mnie.

      Usuń
  3. Oj masakra! Nie znoszę takich sytuacji. Nie mam zbytnich doświadczeń z tą farbą ale choć kocham rudy i w ubiegłe wakacje nosiłam się jak wiewiórka to się poddałam z farbowaniem bo kolor momentalnie mi "uciekał" z włosów:( Z doświadczenia jednak wiem że jakość wcale nie idzie z ceną w parze. Biedaku ale się musiałaś zeźlić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudości swego czasu również nosiłam. Fakt wypłukują się, ale w miektórych farbach kolro po wypłukaniu był lepszy niż zaraz po koloryzacji:)

      Usuń
  4. Miałam raz farbe z tej firmy i dokładnie to samo sie stało więc jej podziękuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak;/ Szkoda, bo chciałam , żeby okazała się ok.

      Usuń
  5. Też się przejechałam na Syoss nie łapie koloru w ogóle... Lubię ta serię z garniera color sensation nie śmierdzi tak jak inne i daje bardzo ładny kolor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak to nie tylko moje odczucia;/ Garniera od czasu do czasu używam, chociaż jakoś kolorystyka niespecjalnie do mnie przemawia.

      Usuń
  6. Niestety z czerwienią już tak jest... sama miałam kilka podejść do czerwieni, kolor utrzymywał się max. do tygodnia :( odpuściłam sobie, nie lubię takiego spranego koloru, a wręcz doprowadza mnie do szału

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwień czerwienią. Nosiłam przez ostatnie 2 lata czerwienie różnych firm, ale tak beznadziejnej farby jeszcze nie miałam. Więc nie ma co załkowicie zwalać wszytskiego na to, że czerwień się wypłukuje:)

      Usuń

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia