niedziela, 25 sierpnia 2013

Post nie post z zaległym makijażem

Dzisiaj skromnie, bo same zdjecia i mało makijażowe zresztą...




A ja lecę na dalszy podbój podkarpacia. 
Dzisiaj zwiedzamy skansen...ale nie ten w Sanoku... kto zgadnie gdzie?!:)

Pozdrawiam:)

Czytaj dalej »

sobota, 24 sierpnia 2013

O poszukiwaniu pracy- mniej lub bardziej poważnie.

Miałam się z Wami podzielić swoim podłym humorem , który wczorajszej nocy sięgnął kresu ( mam nadzieję) :P Ale wstałam, ochłonęłam, spojrzałam na wszystko trzeźwym okiem i doszłam do wniosku, że najlepszym wyjściem ze złej sytuacji jest ją wyśmiać. To trochę tak jak z ekshibicjonistami... U mnie skutkuje :)


Nie pracuję od...  generalnie coś tam robię cały czas, ale płacić mi za to nie płacą.Większość proponuje zapłatę w dzieciach obarczając dodatkowo tymi kosztami swojego boga " Niech Ci bóg w dzieciach wynagrodzi" *itd...  Zarobkowo pracowałam ostatnio ponad rok temu. Byłam na tyle naiwna, że myślałam iż kończąc kolejną szkołę o pracę będzie łatwiej-  myliłam się. Po rezygnacji z jakże fantastycznego stanowiska sprzedawcy okularów za całe 4zł na godzine , nie trafiło się już nic sensownego. Dopóki plaszczyło się dupę u rodziców jakoś to szło, na wynajmowanym daje popalić :P Zwłaszcza jak się ma do dyspozycji mniej więcej 1400zł wypłaty , a prawie tysiaka pochłania mieszkanie.
No więc podczas swojego rocznego nicnierobienia zawodowego, nie robiłam też nic co by się doszkolić, spróbować nowego.Pierwsze był czas odpoczynku i radochy, że mogę sobie siedzieć na tyłku i delektować się swoim lenistwem, później intensywnie poszukiwałam, by teraz dojść do skraju desperacji względem wybieranych ofert pracy.



Przez okres ten wysunęły mi się następujące wnioski:
- na stanowiska sekretarek i temu podobnych szkoda składać cv jeżeli rozmiar biustu nie przekracza bardzo dużego B, ja ze swoimi skromnymi cyckami raczej nie mam szans.
- jeśli natomiast w ofercie proszą o zdjecie całej sylwetki , to często gęsto niestety = sex. Tak o tym wspominam, bo byłam już kilka razy na dość ciekawych rozmowach na w/w stanowisko, gdzie jednym z punktów niewymienionych w ofecie a dotyczących pracy na oferowanym stanowisku było robienie dobrze szefowi,
- z kolejnej zaś strony szefostwo zwykle lubi jak im się robi dobrze- wazeliniarze mile widziani.
- a najfajniejsze jest jak ktoś kopie pod kimś dołki. Pisząc ktoś myślę  współpracownik... A nawet najlepsza kumpela - jednym słowem dziękuję Marzenko :p


I choćbym chciała poszerzać swoje kwalifikacje to i tak jestem w dupie , bo nauka kosztuje, a koszty z czegoś trzeba pokryć. Plusem jest natomiast posiadanie legitymacji uczniowskiej/studenckiej, bo teraz pracy jest bez liku, ale tylko z orzeczeniem o niepełnosprawności lub z legitką właśnie.
I nie ma nic fajniejszego niż podejście pracodawców: ucz się bo nam wyjdzie taniej, ale jak możesz to pracuj 7 dni w tygodniu- bo po co Ci ta szkoła , skoro masz prace :P

A w ogóle po co pracować dla kogoś. Otwórz własny biznes. Staraj się o dofinansowania, które i tak nie pokryją nawet połowy kosztów jakie poniesiesz w związku z otwarciem firmy. W końcu działaj, by wszelkie instytucje państwowe miały możliwość wykończyć Cię z premedytacją składkami.
W końcu pracujący tam ludzie też muszą za coś żyć! :P


* pozwoliłam sobie napisać słowo bóg z małej litery, bo jak wiadomo każdy wierzy w co chce, a nie chciałabym, żeby ktoś to odebrał krzywdząco względem jego religii



I tak oto dobiegłam do końca ze swoim wywodem. Oczywiście wyrażone poglądy i opinie są moimi prywatnymi i nikomu ich  nie narzucam. Ciekawa jestem Waszego zdania. Bo wywód wyszedł jakby pisał to człowiek zmaltretowany pracowniczym życiem, a to przecież pisałam tylko ja... młoda, 21-letnia z setką życiowych prespektyw :P


Pozdrawiam:)


p.s Kocham się w tych PRL-owskich hasełkach. Jakże trafne pomimo upływu lat :P

Czytaj dalej »

piątek, 23 sierpnia 2013

Olejowanie paznokci - rozpoczynam...

Ostatnimi czasy miałam okazję poczytać kilka postów na temat olejowania paznokci. Zagłębiłam się nieco i doszłam do wniosku, że zaszkodzić mi to nie zaszkodzi, a jeśli miałoby pomóc.. To czemu nie?!:)
Pragnę zaznaczyć, że naturalnie mam bardzo tłustą płytkę paznokcia i do tej pory lakier i tak utrzymywał mi się max 2 dni bez względu na jego jakość, stąd też nie obawiam się, że może być gorzej.Nie wiem jak metoda ta sprawdza się w przypadku płytki bez problemów.

Swoją mieszankę zamknęłam w buteleczce po oliwce do paznokci, która zalegała mi gdzieś na półce.

Z racji tego, że byłam w posiadaniu kilku małych olejków zdecydowałam się na ich połączenie.
 Na moją mieszankę złożyły się
- olej jojoba,
-olej z dzikiej róży,
- olej ryżowy, 
- olejek fiołkowy , aczkolwiek w składzie zauważyłam, że jest to kilka zmieszanych olei

Proporcje- na oko. Starałam się, alby wszystkiego było mniej więcej w równej części. Olejuję od 2 dni i póki co staram się wyrobić nawyk sięgania po buteleczkę w każdej wolnej chwili. Wczoraj udało mi się nałożyć oleje ok 8 razy.

Moim problemem są przebarwienia na płytce oraz spora łamliwość i rozdwajanie się płytki.Chciałabym się dorobić względnie ładnych paznokci i wcale nie zależy mi na tym by były mega długie, ale żeby każdy nie wyglądał jak z innej parafi co teraz ma bardzo często miejsce ( przez łamliwość właśnie) .

Na chwilę obecną rezygnuję ze wszelkich odżywek. Postaram się też  rzadziej sięgać po lakiery, chociaż wiadomo jak to jest:)

Zobaczymy co z tego wyjdzie i na ile mi starczy cierpliwości...


Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

środa, 21 sierpnia 2013

Kolejna koloryzacja: Garnier Olia Intensywna czerwień 6.6

O tym, że farba farbie nie równa wspominałam już nie raz. Stąd też staram się z każdą koloryzacją używać innego kosmetyku z tegoż rodzaju.Czasami różnica polega na odcieniu , innym razem na właściwościach. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić farbę , która w swym składzie nie posiada amoniaku.
Kolor jak sądzę nie stanowi zaskoczenia- Intensywna czerwień 6.6 z nowej serii Garniera - Olia.

Tym razem zacznę od końca, a mianowicie od samego opakowania. Farba jak większość z tej kategorii zamknięta jest w kartoniku ( u mnie dość mocno już sfatygowanym zresztą). W środku znajdziemy tubki z kremem utleniającym i koloryzującym , maskę oraz rękawiczki. Jednym słowem to co w większości farb.
Opakowania utrzymane są w graficznej prostocie- nic zwydziwianego. Plusem jest ponumerowanie na nich kolejnych etapów. Ja zawsze mam problem z tym czy najpierw wycisnąc krem koloryzujący czy utleniający...
Zdziwiła mnie wielkość tubki kremu utleniającego, bo jej rozmiar jest dość spory, a w sumie wypełniona jest mniej więcej do połowy. Pozytywnie zaskoczyły mnie rękawiczki wykonane z nieco lepszej niż normalnie używanej  folii, nie czepiającej się tak nachalnie dłoni. Również maseczka została zamknięta w buteleczce  co dla mnie osobiście stanowi ułatwienie. Nie ma bowiem nic gorszego niż otwieranie saszetek mokrymi dłońmi.

Pierwszy raz od dawien dawna postanowiłam przeczytać wskazówki dotyczące koloryzacji.
Przeczytałam... rozrobiłam... i powstało...

Wydaje mi się , że konsystencja po rozrobieniu jest nieco bardziej leista niż w przypadku farb których używałam dotychczas. Próbowałam wywąchać kwiaty, bo takiż to zapach obiecuje nam producent poczuć podczas koloryzacji.. Niestety albo mój nos zawodzi albo były to jakieś wyjątkowo śmierdzące okazy.

Koloryzacja trwa 30 minut czyli nieco krócej niż w większości farb używanych przeze mnie. 
Kolor po nałożeniu na włosy złapał wszystko bardzo szybko- łącznie ze skórą, chociaż zabezpieczałam ;(
Ale to akurat mogła być wina kremu.


Postanowiłam pokazac Wam kolejne etapy w formie zestawienia, żeby było widać co i jak oraz ewentualne zmiany.

Włosy po koloryzacji wydają mi się być bardzo ciemne i tak naprawdę w słoneczny dzień widać dokładnie jaki kolor gości na mojej głowie. Nie ma co ukrywać, że są przesuszone jak po każdej farbie chemicznej. Wydaje mi się, że nie da się tego ominąć. Natomiast zaraz "po" bardzo dobrze się rozczesały co jest zapewne zasługą dołączonej do farby odżywki. Swoją drogą dla mnie wystarczyłaby spokojnie na 2 użycia. Nie zauważyłam również by były tak natrętnie sztywne, wręcz sztuczne, jak to ma czasami miejsce.


Nastawiałam się jednak  na nieco jaśniejszy i intensywniejszy kolor. Dla ciekawych wrzucam również zdjęcie efektów , które przewiduje producent po koloryzacji wybranych naturalnych kolorów włosów. 

Trochę smutne, że odcień ten nie jest rekomendowany dla osób z dużą ilością siwych włosów.
 Jednym słowem za kilka lat już tak nie poszaleję...
Jestem już po kilku myciach i odpukać w niemalowane, ale nic się z kolorem złego nie dzieje.

Podsumowując: Przyjemnie używało mi się tego produktu, ale dla wymagających włosomaniaczek i dla osób wyczulonych na zapachy może się on okazać rozczarowaniem. Przystępna cena ( od 14-20zł) umożliwia wypróbowanie  farby sporej ilości osób i wyrobienie sobie własnej opinii na jej  temat. Jak wiadomo, coś co służy mnie, nie zawsze może służyć innemu...


Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

sobota, 17 sierpnia 2013

Denkacz- bo dawno nie było ;p

Odnalazły się zdjęcia do posta o lipcowym denku. Mam nadzieję, że małe spóźnienie nie robi Wam różnicy.
Jak możecie zauważyć udało mi się zużyć kilka kosmetyków stąd też pojawi się sporo nowych recenzji.
Kąpiele uprzyjemniała mi Isana kokosowa, limitka z Balei oraz obłędny pomarańczowy OS.
Buźka przetrwała upały dzięki wodzie termalnej z Vichy, a włosy delektowały się zapachem jagodowej Balei oraz obłędnego szamponu z Green Pharmacy.
Wykończyliśmy wspólnymi siłami mydełko z Biedronki, które jak na owocowy zapach nie specjalnie przypadło mi do gustu, a Ślubny wypsikał kolejne Fa :P


 Zużyłam ente opakowanie płatków kosmetycznych i płatki dla niemowląt, które do  zmywania twarzy okazały się obłędne. Szkoda, że nie są w stałej ofercie Biedronki , bo z chęcią ponownie bym je zakupiła.


A tymczasem ja w końcu idę spać, bo z wrażenia ( przyjeżdża Iwona + K!!!)  jakoś nie specjalnie mi się chciało :P

Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

środa, 14 sierpnia 2013

Książkomaniaczki!!!

Wiem, że wśród blogerek jest mnóstwo książkomaniaczek stąd też szybka notka wieczorową porą:)

Co polecacie do przeczytania? Ogólnie jestem mocno kryminałowa, dramaty też lubię, ale swoją drogą dobrym erotykiem nie pogardzę... 

Chociaż jeśli jakaś książka z innego gatunku podbiła Wasze serce to chętnie poczytam.
Potrzebuję się rozeznać i poczytać trochę recenzji bo po weekendzie wybywam wypożyczyć coś ciekawego.


Dobrych snów:)
Czytaj dalej »

O kremie do ciała... -Decubal

W moim posiadaniu są kosmetyki, które traktuję bardziej w kategorii leków. Pomagają na bardziej wymagające problemy a skuteczność ich działania jest widoczna gołym okiem...

Krem przeznaczony jest do skóry suchej i bardzo suchej i ma za zadanie  ją odżywić i nawilżyć .
W swoim składzie zawiera m.in witaminę E oraz olejki roślinne.
Teoretycznie jest bezzapachowy, ale w momencie aplikacji czuć odrobinę zapach przypominający skwaszone mleko. Jest to chwilowe , ale co bardziej wrażliwym nosom może przeszkadzać.  
Konsystencja jest dość zbita, ale nie ma większych problemów z aplikacją kosmetyku. Wchłania się szybko i co ważne nie brudzi i nie tłuści ubrań.

Opakowanie : skromna ale jednocześnie przejrzysta i zawierająca wszelkie istotne informacje szata graficzna; tubka miękka-łatwa do rozcięcia, solidne zamknięcie
Cena ok 25zł za 250ml.


Dlaczego traktuję go jako lek i ostatni ratunek dla skóry?

Nie stosuję go regularnie...Jest to mój skuteczny pomocnik gdy moja skóra zostaje podrażniona np.bo depilacji. Stosowałam go również w zimniejsze wiosenne dni, by chronić skórę przed działaniem czynników zewnętrznych.Za każdym razem kilkukrotna aplikacja grubszej warstwy kosmetyku na noc dawała przyjemne efekty. Skóra nie wołała o ratunek , znikały podrażnienia i zaczerwienienia.Ponieważ balsam otworzyłam w lutym, pozostało mi się nim cieszyć jeszcze przez kilka miesięcy, bo po otwarciu kosmetyk ważny jest tylko rok.

Szkoda, że nie jestem w posiadaniu takiego specyfiku dla roślin z ogrodu...bo tegoroczne upały spowodowały, że zamiast winogron będziemy mieć rodzynki ;(


Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Oczyszczający płyn micelarny Ideal Soft- L'oreal Paris

Zacznę od tego, że przez moje ręce a dokładniej twarz i oczy  przewinął się już nie jeden kosmetyk mający na celu oczyszczanie z pozostałości make-up'u.   Były mleczka, były i pianki, dwufazówki , płyny micelarne, chusteczki do demakijażu- nawet olej. Nie było jednak do tej pory takiego kosmetyku , który spełniałby w 100% moje oczekiwania, stąd też nadal jestem na etapie poszukiwań swojego ideału.

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o płynie który przez ostatni (prawie) miesiąc gościł w moim kosmetycznym jestestwie, czyli nowości od L'oreal-  oczyszczającym micelu  Ideal Soft.
Prawidłowe oczyszczenie  twarzy jest według mnie najistotniejszym etapem pielęgnacji i od tego etapu zależy jak nasza skóra zachowa się w późniejszym czasie. Do tej pory używałam kilku oddzielnych kosmetyków o działaniu oczyszczającym, a mimo to czułam, że nie wszystko co zbędne zostało usunięte z mojej twarzy.
Przez niezbyt udanych poprzedników miałam sceptyczne podejście do tego produktu.
Przy pierwszych kilku aplikacjach automatycznie wylewałam kosmetyk na wacik i zaczynałam ostre tarcie. Dopiero po n-tej z rzędu aplikacji zastosowałam się do wytycznych producenta i nie pocierałam oka, a jedynie przykładałam kilkukrotnie nasączony uprzednio wacik. I w tym momencie dało o sobie znać jakże rzadkie uczucie pozytywnego zaskoczenia...
Chcąc przedstawić Wam efekty pokusiłam się o kilka zdjęć pomocniczych. Prosty makijaż, żeby nie powiedzieć banalny wręcz , postanowiłam usunąć za pomocą tegoż płynu( wyłącznie przykładając wacik). 

Już trzecie przyłożenie nasączonego wacika sprawia , że oko zostaje oczyszczone. Oczywiście wacik był dość mocno nasączony płynem, co by ten mógł działać i rozpuścić kosmetyki. 

Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła małego porównania. Raz jeszcze umalowałam identycznie oko i tym razem metodą przykładania ( zawsze pocierałam) wypróbowałam inny kosmetyk z moich zasobów , przeznaczony strikte do demakijażu.
Chyba nie muszę pisać, że efekty mnie nie powaliły. Po trzecim przyłożeniu zwątpiłam i przeszłam do tarcia...

Do obu podejść zastosowałam te same kosmetyki:

-kajal eye liner Carbon Black Oriflame,
-I -Glamour  Volume Mascara Jemma Kid Make Up School,
- kredka do oczu nr 13 Alkemika
oraz nieobecny na zdięciu granatowy cień z palety no name.


Skoro już wystarczająco zobrazowałam różnice pozwolę sobie na kilka słów na temat Oczyszczającego Płynu Micelarnego Ideal Soft.

Jak mogłyście zauważyć na zdjęciach płyn dobrze radzi sobie z kosmetykami niewodoodpornymi. Przy wodoodpornych przyłożeń wacika trzeba było wykonać ok 6-8 razy. Nie podrażnia oka. Nawet mocno nasączony wacik z którego wręcz kapie nie jest w stanie podrażnić moich oczu- no chyba , że jakaś perfidna kropla trafiłaby z większej odległości. Ale w ten sposób to i zwykła woda doprowadziłaby do łez.Działa łagodząco na moją skórę i obojętnie czy usuwałam nim makijaż z oka czy też oczyszczałam całą twarz nigdy nic złego się nie zdarzyło. Z podkładami , różami i brązerami również sobie radzi, ale wiadomo, że w tym przypadku trzeba wacikiem po twarzy przetrzeć. No chyba , że ktoś ma na tyle czasu i cierpliwości, żeby całą twarz oczyścić przykładając waciki :)

Plastikowe opakowanie mieści 200ml kosmetyku ważnego po otwarciu 6 miesięcy. Koszt to ok 15zł- waha się w  zależności od  drogerii. 

Przyczepię się jednak do samego opakowania i aplikacji. Może jestem wymagająca, ale wolałabym, żeby opakowanie było z pompką, albo lejkiem( jak w niektórych zmywaczach do paznokci), bo wtedy zużycie na pewno byłoby mniejsze. Przy takim sposobie aplikacji kosmetyk ginie wręcz w oczach. Mnie butelka wystarczyła na 3 tygodnie codziennego użytkowania, a myślę, że mogłaby na więcej gdyby ta drobna zmiana.

Ze swojej butelczyny wycisnęłam dzisiaj ostatnie krople i z chęcią od razu zakupiłabym nową , gdyby nie fakt, że na moim końcu świata płyn nie jest jeszcze dostępny. Chociaż może by tak mleczko z tej serii?! :)

Jeżeli jest wsród Was ktoś kto myśli nad zakupem czegoś nowego z tej dziedziny to zachęcam do wypróbowania. Cena jest przystępna, a pielęgnacja twarzy o niebo łatwiejsza. Zużycie płatków również maleje.... Byłoby całkiem fajnie... gdyby nie to opakowanie... ;p 

Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

niedziela, 11 sierpnia 2013

50 przypadkowych faktów o mnie- part II

Kontynuacja tegoż posta .

26. Noszę w portfelu deklarację o tym, iż w razie wypadku, chcę by moje organy oddano do transplantacji - jak widać nie jestem zepsutym do szpiku kości egoistą ;p

27. Nie zasnę jeżeli nie jestem czymś przykryta - czyt. kołdrą lub kocem-niestety w takie upały jak ostatnio ta zasada również obowiązuje.

28. Jeszcze rok temu brzydziłam się kotami. Dzisiaj jestem skłonna całować swoje kocie Szczęście do upadłego.

29. Za pieniądze które miałam na swoją studniówkę kupiłam samochód (wspomniany w części I)- miałam go równo miesiąc i 9 dni...

30. Uwielbiam hasła rodem z PRL-u - często gęsto z nich "korzystam". Kocham również stare polskie komedie i głos pana z filmów i programów dokumentalnych pochodzących z tamtego okresu.

31. Jestem panikarą. Zawsze zakładam najgorszy scenariusz...zdarza mi się płakać po nocach myśląc o tym, co mogło się zdarzyć( ale na szczęście się nie zdarzyło)

32. Maturę zdałam, ale wiem, że sporo osób z mojego otoczenia sądzi , że jest inaczej ponieważ nie wybrałam się na studia. Taka ograniczenie wolności nie jest dla mnie. Poza tym nie jestem w stanie pojąć, że na większości uczelni "zdanie" lub "nie" uzależnione jest od humoru tudzież systemu oceniania wykładowcy , a nie od samej wiedzy.

33. Jestem pamiętliwą osobą i potrafię wracać do przykrych wydarzeń sprzed miesięcy bądź lat.Jest kilka osób do których pomimo upływu czasu mam pretensję... (edit.05.07.2017r. Przykro mi to opisać, ale nic się w tej kwestii nie zmieniło).

34. Najpierw mówię, później myślę. Przez co zwykle to ja jestem osobą przepraszającą za coś ;p

35. Gdy usłyszę/przeczytam o objawach jakiejś choroby automatycznie odnajduję je u siebie. Staram się więc nie zwracać na nie większej uwagi ... co nie zawsze jest korzystne dla mojego zdrowia .

36. Uzależniłam się od zakupów w Sh-ach. Gdy mieszkaliśmy w Rz potrafiłam bywać w nich codziennie. Tutaj nie mam zbyt wielkiego wyboru ;/

37. Jeśli tankowanie na Shellu lub Orlenie ... to zawsze z hot dogiem :D  Innej opcji nie ma.Często jeździmy zresztą na samego hot dog'a ( bo przecież zdaniem naszych "znajomych" mamy auto na wodę ) :P

38.  Chciałabym adoptować dziecko, ale póki co warunków nie spełniamy.Nie rozumiem ludzi , którzy twierdzą iż adoptowanego maleństwa nie byliby w stanie pokochać.

39. Nie ma na świecie lepszego trunku niż wina produkcji  mojego szwagra, ewentualnie w zastępstwie nie pogardzę też cin cin'em ze sprajtem bądź "szampanem " :)

40. Uważam, że urodziłam się nie w tej epoce co powinnam. Ale cóż... jakoś się muszę dopasować :P

41. Nie cierpię tańczyć. Przeżywałam katusze analizując przed  ślubem nasz pierwszy taniec. Gdy doszło co do czego szczerze mówiąc nie liczył się dla mnie nikt poza mężem.I tak pozostało do tej pory, więc wszelkie nasze taneczne wypociny mogą wyglądać dość komicznie :D

42. Posiadam kartę kredytową, ale nigdy nic na niej nie mam i leży nieużyteczna  :P Zawsze się boję, że a nóż widelec coś się z nią podzieje i nie będę w stanie zapłacić za zakupy.(edit.05.07.2017r. Nie rozstaje się z kartą) 

43. Nie używam dużej łyżki przy jedzeniu-u siebie w domu rzecz jasna- u innych się zmuszam. Generalnie wszystko co się da jeść łyżką , jem łyżeczką.

44. W każdej nowej pracy obiecuję sobie, że za pierwszą wypłatę sprezentuję sobie tatuaż. Kilka pierwszych wypłat już minęło, ale życie życiem i trzeba było wydać na rzeczy bardziej przyziemne....Ale kiedyś się dorobię. Mogłabym się cała wytatuować... ale musiałam iść na mały kompromis ze Ślubnym  :D ( edit.05.07.2017r. Jeden już mam w prezencie urodzinowym od męża, drugi "ugadany")

45. Do tej pory się zastanawiam po jaką cholerę zdawałam na maturze historię i wos ... skoro w tym kierunku nie zamierzałam i nie zamierzam nic robić :P

46. Sama stwarzam sobie setkę problemów, po czym spędzam czas na ich analizowaniu i ewentualnych rozwiązaniach.

47. Jestem herbaciarą, ale był też w moim życiu taki okres , że pijałam po kilkanaście kaw dziennie. Teraz życie i ludzie dostarczają mi sporej dawki adrenaliny, a co za tym idzie kawa stała się zbędna ;)

48. Materiał na romantyczkę ze mnie żaden, ale w przypadku związku z obecnym mężem  od początku wiedziałam, że to jest to. Chociaż jesteśmy zupełnie różni i często się  "ścieramy" uważam, że jesteśmy jedna z bardziej dobranych par :P Chociaż czułość i zainteresowanie przejawiamy sobie w nieco odmienny od innych par sposób :)

49. Pisałam już, że jestem straszną marudą i upierdliwcem?! I świetnie zdaję sobie z tego  sprawę, że nie raz zepsułam humor towarzystwu swoimi fochami . Na szczęście niektórzy się przyzwyczaili i zupełnie nie zwracają na to uwagi - w sensie na moje narzekania i jęki :P

50.Z jednej strony pragnę być anonimowa i nie chcę, żeby ktoś wchodził w mi życie z butami... z drugiej zaś upubliczniam się na wiele sposobów- jak np. poprzez  ten tag . (edit.05.07.2017r. jestem blogowym ekshibicjonistą).

Czytaj dalej »

sobota, 10 sierpnia 2013

Miało być denko, ale zdjęcia gdzieś umknęły...

I niestety będziecie zmuszone wchodząc i czytając tegoż posta patrzeć na mnie. Gdyż zdjęć z denka jak nie było tak nie ma, za to odgrzebałam w komputerowych czeluściach kilka foto z  make-up'u  w którym zwykle nie chadzam- brązy i złoto... Aparat i tak nie oddał kolorów , więc w sumie nic ciekawego nie widać, ale postanowiłam się trochę pobawić programem stąd też dwa ostatnie zdjęcia- zupełnie nie mejkapowe :P

Ps.Próbowałam sobie sklecić turban- z jakim skutkiem- widać :)





Miłego dnia:)

Czytaj dalej »

czwartek, 8 sierpnia 2013

50 przypadkowych faktów o mnie - part I

Fajnie się czyta Wasze odpowiedzi na ten tag, stąd też sama postanowiłam zrealizować go u siebie. Z racji tego, że lubię się rozpisać podzielę swoje odpowiedzi na 2 posty.Nie przedłużając- bo wstępów i tak nikt nie czyta...:)


 1. Oboje czyt. ja i Małż  urodziliśmy się w dniach wolnych od pracy : ja 1.05, Małż 11.11- stąd też urodziny = błogie lenistwo:)

2. Najlepiej wspominam ten  etap naszego życia , kiedy to  mieszkaliśmy razem w Rzeszowie (chociaż nie przepadam za tym miastem). Byliśmy jeszcze wtedy na etapie dziewczyna & chłopak. Ale często gęsto powracam pamięcią do tamtych dni i miejsc. *( edit. 05.07.2017r.  jednak cholernie żałuję  wyprowadzki z Rz-e)

3. Wierzę w reinkarnację oraz interesuję się odrobinę ezoteryką , chociaż "gryzie się" to z religią  w której byłam wychowywana jako dziecko i nastolatka.

4.Jestem jedynaczką,ale nie mam z tym problemu, bo...

5. Posiadam brata ciotecznego , który dla mnie jest jak rodzony brat. Wiem , że z każdym problemem mogę iść do niego w ciemno i zawsze jakoś mnie poratuje. Jest jedną z nielicznych osób w moim życiu, za którą gdy zaszłaby taka potrzeba ,oddałabym życie. *( edit.05.07.2017r. Nadal potwierdzam słuszność tego stwierdzenia, chociaż... szczęśliwie pozytywnych ludzi wokół mnie coraz więcej)

6.Moje poczucie humoru niestety często jest niezrozumiałe dla innych.

7. Podziwiam ludzi, którzy w każdej sytuacji potrafią wykazać się ciętym językiem. Jednak dobra riposta- to dobra riposta:)

8.Klnę jak szewc.Hamuję się przy nielicznych osobach ,bo wiem , że mogłyby się czuć niezręcznie bądź być urażone. Pomimo iż wiem, że przeklinanie nie jest fajne, sama nie mam problemu z tym , że często rzucam mięsem.

9.Decyzję o zaręczynach podjęliśmy już, gdy ślub był w pełni zaplanowany- do tej pory uważam, że ten etap był dla nas zupełnie zbędny.

10. Co więcej pierścionek wybrałam sama i sama go zamówiłam, wręczył mi go już jednak przyszły mąż :D *(edit.05.07.2017r. Dzięki temu noszę go namiętnie przez cały czas)

11. Moje imię z bierzmowania to Gemma- nie chciałam być setną Nadzieją itp. *( 05.07.2017r. Zawsze gdy komuś o tym mówię  słyszę pytanie :  " jak? gęba?" )

12.Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że moje grono znajomych jest mocno okrojone. Posiadam tylko jedną naprawdę fantastyczną kobietę w swoim gronie o której mogę powiedzieć,że jest moją przyjaciółką i wie o mnie więcej niż inni ( nie licząc Ślubnego).Nasza znajomość zaczęła się od bloga właśnie , a jej imię często się tutaj przewija - I. *(edit.05.07.2017r. Po tamtej osobie została mi tylko pamiątka na fb. Za to jest inna... ) 

13. Mam słomiany zapał.Zaczynam setkę rzeczy i tylko nieliczne z nich doprowadzam do końca. Zwłaszcza teraz gdy jestem już od ponad roku na bezrobociu. Gdy miałam stałą pracę byłam w stanie zrobić o wiele więcej i o niebo lepiej dysponowałam swoim czasem wolnym.

14. Z nutką tkliwości wspominam swój pierwszy samochód, który niestety skończył tragicznie zostając zezłomowanym. Przemilczę już fakt, że był " po przejściach " :)

15. Patriotyzm jest dla mnie zupełną abstrakcją. *(edit. 05.07.2017r. Naprawdę to napisałam? Hmm... aż trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę to co wydziarałam sobie blisko serducha. Kocham swój kraj. O władzy natomiast się nie wypowiem...)

16.Mogę powiedzieć, że mieliśmy z mężem możliwość razem "dorastać". Znamy się od 13 roku życia , a razem jesteśmy od 15. Od 17-ki generalnie mieszkamy razem.

17.Nie potrafię pływać i mam lęk przed wodą, co przypisuję pozostałościom po życiu poprzednim...

18. Śpię wyłącznie na brzuchu i nie wiem co to będzie jak kiedyś w końcu będę w ciąży.O ile się zdecydujemy:P

19. Kocham czuć , że jestem wolna, a wolność kojarzy mi się z wiatrem. Myślę, że w Szkocji lub Irlandii odnalazłabym swoje miejsce.(edit.05.07.2017r. Jednak nie potrafiłabym żyć poza PL...)

20.Ukończyłam liceum o profilu ogólnopolicyjnym. Miło wspominam zwłaszcza jednego pana policjanta, który odznaczał się fantastycznym poczuciem humoru. A szkoła do której uczęszczałam znajduje się w urokliwym i klimatycznym zabytkowym pałacu.

21.Lubię słuchać ciekawych dyskusji , ale rzadko się wypowiadam, pomimo tego, że mam wyrobioną opinię na dany temat- po prostu nie widzę sensu.  Jak to mówią ...  Poglądy są jak dupa, każdy jakieś ma 
ale po co od razu pokazywać...?

22. Nie potrafię nigdzie zagrzać na dłużej miejsca. Najchętniej całe życia byłabym w podróży.

23. Jestem upartym osłem, często gęsto daję popalić swojemu Małżowi, ale on ma to szczęście, że prędzej czy później jestem w stanie poświęcić swoje "chciejstwa" na rzecz jego...

24. Jestem rozrzutna. Ile mam tyle wydam... więc generalnie lepiej jak mam mniej i muszę wydać "na życie"

25. Szpinak na masełku jest od jakiegoś roku moim jedynym posiłkiem "na śniadanie".(edit.05.07.2017r. Obecnie na śniadanie... piję herbatę.)


Druga tura faktów już za kilka dni- żeby nie było zbyt monotonnie.

Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

środa, 7 sierpnia 2013

Luksusowy balsam odżywczo- energetyzujący - Testuję z Maliną

Mogłybyście  pomyśleć , że dzisiaj powielam wczorajszego posta. Firma ta sama, rodzaj kosmetyku również. Inne jednak przeznaczenie i składniki aktywne... Jak myślicie - podoba się czy nie?!

Dzisiaj pragnę wyrazić swoją opinię o ostatnim już kosmetyku Eveline otrzymanym w ramach Malinowego Klubu. Oczywiście jestem w posiadaniu jeszcze innych specyfików tejże firmy, ale są one jeszcze w użyciu.

Postanowiłam tą wersję balsamu zostawić na koniec testów co okazało się strzałem w dziesiątkę i wręcz nagrodą po poprzednikach.
Mowa o...

Balsam odżywczo - energizujący Extra Soft

który wyróżnia się tym razem bioolejkiem arganowym oraz zawartościa kwasu hialuronowego


Składniki aktywne nieco inne niż w poprzedniku opisywanym post wcześniej.
Znaleźć możemy w nim:
bioOlejek arganowy " eliksir młodości" pomagający w odbudowie hydrolipidowej  warstwy naskórka,
bioKwas hialuronowy  który nawilża i ujędrnia,
bioŻeń-szeń o działaniu odmładzającym i energatyzującym,
- algi laminaria o szerokim spektrum działania,
kompleks witamin ,
-D-panthenol  oraz alantoina łagodzące i kojące 

Czy radzą sobie lepiej?!
Balsam ten ma głównie odżywiać i działać energetyzująco, ale wiadomo, co za tym idzie- zadbana skóra to szczęśliwa skóra... i ładnie wyglądająca. Konsystencja identyczna jak w testowanym przeze mnie poprzedniku, ale zapach już całkiem przyjemny , chociaż równie ciężki do określenia. Nie utrzymuje się jednak na skórze.

Wchłania się szybko.Jednak coś w jego składzie sprawia, że naprawdę się polubiliśmy. Nie zauważyłam znaczących zmian jeżeli chodzi o napięcie i jędrność, ale biorąc pod uwagę nawilżanie, to balsam ten reprezentuje przyzwoity poziom. 
Butelczyna z pompką mieści 350ml i kosztuje ok 16zł- więc identycznie jak w przypadku poprzednika.
Ma jednak w sobie to "coś" co usatysfakcjonowało moją skórę przy codziennej pielęgnacji. 
Miło wspominam używanie tego kosmetyku i być może kiedyś znowu do niego powrócę... chociaż jest tyle innych... jeszcze niewypróbowanych...

Pozdrawiam :)

Czytaj dalej »

wtorek, 6 sierpnia 2013

SOS Biohyaluron 4D - Testuję z Maliną

Posty o peelingu i serum z testowej paczki od Maliny  już dawno za nami. Dzisiaj przyszła pora na recenzję jednego z balsamów , który również otrzymałam do testów.


A więc dzisiaj pod obstrzałem

Kremowy balsam do ciała SOS `Intensywna regeneracja`



Zacznę od obietnic producenta, gdyż w przypadku tego balsamu są one według mnie istotne.
Otóż balsam ten przeznaczony jest do pielęgnacji bardzo suchej , szorstkiej i wrażliwej skóry.
Co równie ważne jego innowacyjność polega na rozbudowanej w ciekawe składniki aktywne formule.
Możemy polegać na :
-maśle Shea o którego właściwościach chyba nikomu opowiadać nie muszę- zresztą kto ciekawy ten sobie wygoogla:)
-oleju kokosowym również szeroko znanym w kosmetycznej sferze głównie dzięki włosomaniaczką,
-kompleksie witamin- w tym przypadku :A, E, F - witaminy jak to witaminy,
- bioHyaluronie Plus Complex, który to łączy w sobie kwas hialuronowy i 5% urea, a które razem mają nam dać dodatkowe nawilżenie.

Ale czy na pewno?!
Balsam zamknięty jest w sporej 350ml butelce z pompką. Co do dozowania kosmetyku nie mam zastrzeżeń. Pompka działa  jak należy. Sam kosmetyk ma konsystencję lekkiego balsamu  lub gęstszego mleczka- jak kto woli. Dobrze rozsmarowuje się na skórze, szybko wchłania.

Pachnie... hm... dla mnie to z lekka zapach lekarstw, ale dokładnie i precyzyjnie nie potrafię go sprecyzować. Nie przypadł mi do gustu niestety. Plus , że na ciele nie utrzymuje sie długo- jedynie podczas aplikacji trzeba się z nim pomęczyć.

O samym balsamie powiem tyle- rozczarował mnie. Cieszyłam się jak głupia , gdy go otrzymałam. Nie jestem fanką mazideł do ciała o działaniu nawilżającym, ale skoro wyczytałam, że ma podwójnie nawilżać i co najważniejsze długotrwale...Hm... nie mam skóry bardzo suchej, nie mam też wrażliwej. Powiedziałabym, że oscyluję pomiędzy normalną a suchą w zależności od różnych czynników, ale nie mogę za bardzo pojąć jak balsam z takimi "wypasionymi" składnikami aktywnymi nie mógł mi zapewnić odpowiedniego nawilżenia.

W chwilę po nałożeniu  było jak w bajce. Nie lepiło się, wchłaniało, ubrań nie brudziło... Ale już około godzinki później na skórze nie miałam nic. W bardziej problematycznych miejscach widać było, że skórze brak nawilżenia- kolana i łokcie nie prezentowały się estetycznie. Miałam wrażenie jakbym ostatni raz używała czegoś nawilżającego kilka dni wcześniej , a nie kilka godzin. Miałam już raz taki problem z kremem do rąk , które nomen omen także miał nawilżać, a wręcz wysuszał.

Myślę,że dla osób mało wymagających lub faktycznie z zadbaną nawilżoną skórą mogłaby to być fajna alternatywa dla podtrzymania tego efektu. Jeżeli zaś ktoś ma problem i chciałby z niego "wyjść" to niestety nie z tym kosmetykiem;/

Z tego co mi wiadomo koszt to ok 16zl/350ml. Gdzie jest dostępny- nie wiem.Szczerze jakoś nie mam zamiaru się za nim rozglądać...

Pozdrawiam:)
Czytaj dalej »

piątek, 2 sierpnia 2013

Ozłocili mnie!!! o płatkach pod oczy z diamentami i drobinkami złota - STOP SUCHEJ SKÓRZE

Czytuję horoskopy... I co?! I wyczytałam ostatnio w jednym z nich  wzmiankę o tym, że mam się wzbogacić. I wiecie co?! Spełniło się!


Nie jest tajemnicą, że z chęcią przystąpiłam do akcji  o której najwięcej i najdokładniej poczytać możecie u źródła - http://www.beautyface.pl/ 

Chyba nie wyglądam na swoje lata, bo do testów przypadły mi płatki dla skóry w średnim wieku i dojrzałej. Starowinka ze mnie:)  Nie żebym się obraziła, bo wyznaję zasadę, że jeżeli chodzi o kosmetyki, to nie ma ograniczeń wiekowych. Z śmiałością stosuję również te, które kilkukrotnie nawet wyprzedzają mnie liczbą w metryce. 


Zadaniem płatków , które otrzymałam jest m.in działanie przeciwzmarszczkowe oraz pobudzające cyrkulację.  Mają one mocno"zmotywować" skórę do odbudowy, rozświetlić ją, a także poprawić jej jędrność. Takie cudo powinno być chyba przydatne, gdy człowiek wstaje i wygląda np.
  taaaak....

Zmierzwione włosy, zaczerwienienia  i worki pod oczami nie dodają uroku , a jak ktoś jeszcze ma specyficzny charakter... to już w ogóle nie ma co liczyć na przychylny odbiór ze strony innych. 

Ale tak jak wspomniałam moje bogactwo kosmetyczne wzrosło.Bo same powiedzcie czyż one nie są piękne?! hydrożelowy kolagenowy  płatek niesie ukojenie, a do tego  jeszcze ta promienna poświata... 

Poza tym uważam , że u mnie idealnie wkomponowały się w sieć drobnych piegusków, które nabyłam ostatnio za sprawą słońca.
O samych płatkach powiem tyle: jest to u mnie rarytas, na który pozawalam sobie bardzo rzadko. Trochę ze względu na różne nie zawsze przyjemne ceny, a trochę też dlatego, że staram się dbac o okolice oczu używając kremów do tego przeznaczonych. 
Ni mniej ni więcej jednak nic tak nie relaksuje i nie daje poczucia luksusu jak kosmetyk tego typu. Zwłaszcza, że faktycznie czuć ulgę , a i działanie to nie jakiś pic na wodę. Pojędrnienie czuć już chwilę po aplikacji.Nie nachalne napięcie , ale delikatny lifting... Po zdjęciu płatów natomiast zauważyłam delikatny efekt rozświetlenia. Nawet jeśli to przejściowy stan, to i tak cieszy wypoczęte już oko:)

Bądźcie zadowolone z siebie i swojego ciała...
Takiego bogactwa Wam życzę! :)
Pozdrawiam
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia