piątek, 29 marca 2013

Spore denko

aczkolwiek gadane, więc nie dla każdego.
Zapraszam, bo kosmetyków trochę w koszu tym raze wylądowało:)


czwartek, 28 marca 2013

Mejkapowo : złoto, brąz i czerń w moim wykonaniu

Nie spodziewałam się, że kiedyś nadejdzie taki dzień jak dzisiaj w którym to na moim blogu pojawi się makijaż... Do tej pory uważałam, że ja w ogóle "nie mejkapowa". Pomalować się pomaluję, ale żeby mnie to szalenie kręciło to nie... Ale dzisiaj jest naprawdę dziwny dzień.
Wstałam po 6 rano , a to zupełna nowość. O 8 mieszkanie doprowadzone było już do ładu i składu i wtedy mnie wzięło... na ćwiczenia. Około godziny spędziłam w towarzystwie Mel B. Spodobało mi się:) Nie mam  żadnego celu ćwiczeniowego , gdyż na swoją figurę narzekać nie mogę, ale przyznam szczerze, że trochę się "zastałam". Kondycja już nie ta, a pasowałoby rozgrzać trochę mięśnie przed latem :D
No dobra - zmierzając do sedna sprawy. Po ćwiczeniach i "ogarnięciu się", stwierdziłam, że zmaluję coś ciemniejszego na moim oku bo :
- nie noszę takich makijaży,
- nowy kolor włosów pobudził mnie do działania .

Zmalowałam:




Na kolana może i nie rzuca, ale mnie się podoba. Co najważniejsze czuję się w nim dobrze -nawet bardzo.Wydaje mi się również, że podkreślił nasycenie mojej tęczówki i jest ona teraz bardziej szara niż przy    "stosowanych" do tej pory makijażach.



Pozdrawiam:)

środa, 27 marca 2013

Osobista walka o odrobinę wiosny = różowe włosy.

A co! Na polu szaro , zimno , śnieżnie.Czerwienie mi się z lekka wypłukały z moich kudełków , więc postanowiłam zmienić kolor.
 Niestety farba która sobie upatrzyłam nie złapałaby moich dość ciemnych włosów.W ruch poszedł rozjaśniacz z Joanny. Nowa formuła faktycznie  pachnie kwiatowo.Wydaje mi się również , że działanie jest szybsze i intensywniejsze.

 Zaraz po zmyciu i lekkim osuszeniu włosów ręcznikiem na moje naprawdę jasne włosy nałożyłam farbę. Trochę przeraził mnie mocno różowy kolor mieszanki. Złapała po ok 15 minutach i dałam sobie spokój z dalszym maltretowaniem włosów. Póżniej nałożyłam prawie na godzinę maskę z Biovax'u oraz serum.




A teraz ciesze się różową łepetynką z blon refleksami i gdzieniegdzie ciemniejszymi pasmami - uroki nakładania rozjaśniacza samej sobie :P  Bardzo mi się podoba , ale potrzebowała kilku godzin dla oswojenia się z kolorem.

Pozdrawiam już prawie całkowicie wiosennie :)


wtorek, 26 marca 2013

Lookbookowe inspirejszyn + co ja sobie robie :P

Dzisiaj jest naprawdę nudy dzień.Wnioskuję to po tym, że po ponad rocznej przerwie znowu zdarzyło mi się zajrzeć na lookbooka. Przytargałam Wam stamtąd kilka stylizacji zarówno rodem z PL jak i ze świata.
Muszę przyznać, że w każdej z nich śmiało wyszłabym z domu....
O dziwo!




Piękne to!...



W każdym stroju jest coś co mnie wizualnie przyciągnęło. I muszę przyznać, że o ile kiedyś mocno wyciętych szpilek z delikatnym trójkątnym noskiem bym nie ubrała o tyle teraz bardzo mi się one podobają. Niestety szczerze wątpię w to, że znalazłabym takie, które by mi "nie  kłapały " przy chodzeniu.

Od kilku dni oddaje się natomiast namiętnemu wysyłaniu kartek.I niech Was nie zmyli fakt, że zbliżają się święta. Kartki wysyłam zupełnie nieświąteczne , a wszystko za sprawą postcrossing.com . Strona umożliwia nam przesyłanie i otrzymywanie pocztówek od ludzi z całego świata. Ja swoje pierwsze pocztówki już posłałam i poleciały m.in. do U.S.A, Chin, Rosji i Finlandi :)
Całkiem fajna sprawa:)



Pozdrawiam:)

poniedziałek, 25 marca 2013

Moja organizacja kosmetyków

Dla posiadaczek pięknych toaletek bądź przestronnych łazienek moja organizacja organizacją nie będzie. Nie mniej jednak dla mnie- posiadaczki mikroskopijnej łazienki takie rozwiązanie było jedynym możliwym. do tej pory trzymałam kosmetyki dosłownie wszędzie po trochę. Zdobiły nawet salonowe meble, co miało raczej więcej minusów niż plusów. W końcu jednak odnowiliśmy pokój , który w zamierzeniu miał być gracirnią  i uczyniliśmy go ni mniej ni więcej naszą sypialnią. Zaadaptowałam tamtejszy parapet na swoją mini toaletkę.

Z lewej strony znajduje się pudełeczko z lakierami i duperelkami do paznokci.
Lakiery są w miarę poukładane kolorystycznie czego zresztą i tak tu nie widać :)
 Obok wdzięcznie prezentuje się "słynny" koszyczek a na nim moje przypinki z blogerskich spotkań.

 
Po prawej stronie w koszyczkach ułożyłam kolejno :
-pędzle i akcesoria
-kosmetyki do oczu - tusze , kredki itp.
- kosmetyki do ust
- próbki

 Dalej  pudełeczko z podkładami, pudrami , cieniami rzadko przeze mnie używanymi.
Wszystko czego używam codziennie , znajduje się w brązowej kosmetyczce.
Za nią znajdują się moje większe palety.

Pod parapetem w koszyczkach umiejscowione są kosmetyki większe. W jednym z nich produkty przeznaczone do twarzy, w drugim do ciała i włosów.

Całość z dalszej perspektywy wygląda tak :



A że zboczuch ze mnie niezły, z tego otóż okna podglądam takież oto ptaszki :P

Pozdrawiam:)

wtorek, 19 marca 2013

Intymnie: delikatne mydło do higieny intymnej -Drzewo herbaciane

Kilka tygodni temu pisałam Wam, że znalazłam swój szamponowy ideał. Teraz przyszła pora na kosmetyk do higieny intymnej tej samej firmy - Green Pharmacy. Muszę przyznać, że każdy kolejny zakup utwierdza mnie w prrzekonaniu, że w końcu trafiłam na "swoją" firmę. 

Mydełko przez jakiś czas dzielnie czekało w swojej kolejce.Dzisiaj prezentuje się Wam...

Buteleczka jak wszystkie opakowania tej firmy stylizowana jest  wg na produkt apteczny. Wykonana jest z ciemnego tworzywa , mieści 370ml kosmetyku i co ważne posiada pompkę.
Na etykiecie znajdziemy wszystkie interesujące nas informacje.Plusem w mojej ocenie są etykiety tych kosmetyków, ktore nie poddają się nawet wodnej kąpieli i nawet po kilkumiesięcznej maltretacji wszystko bez problemu da się z nich odczytać.
Wybrałam dla siebie wersję antybakteryjną o zapachu drzewa herbacianego, który osobiście bardzo lubię.
Kosmetyk faktycznie ma konsystencję mydła w płynie. Pompka aplikuje wystarczającą ilość na jednokrotne   użycie.Samo mydełko ma lekko zielony odcień.

Ilość wydobyta przy jednokrotnym naciśnięciu pompki.

Po użyciu faktycznie czuć mega odświeżenie. Mnie przypomina trochę działanie kosmetyków chłodzących.
Nie podrażnia ani nie wysusza. W jego składzie możemy jak sugeruje nazwa odnaleźć olejek z drzewa herbacianego o działaniu antybakteryjnym i przeciwzapalnym. Oprócz tego kosmetyk zawiera wyciąg z nagietka nawilżający skórę
 i łagodzący podrażnienia. 
Zakupię ponownie- chociaż zapewne inna wersję zapachową:)


P.S.
Wam też Blogger zniekształaca nieco zdjęcia? Robię wszystko jak dawnej , ale po dodaniu na bloga nie zawsze prezentują się one estetycznie.


Pozdrawiam:)

czwartek, 14 marca 2013

Ostatnie dni ... z nim... - olejek myjący Decubal

Ostatkiem sił udało mu się wydostać z czeluści mojej łazienki , by zaprezentować Wam swoje właściwości.
Wcale nie żartuję.... zresztą same popatrzcie , jak już go mało.

Zacznę od tego, że olejek ubrany był pierwotnie w kartonowy kubraczek. Niestety nie wpadłam wtedy na wykonanie mu sesji zdjęciowej. W kartoniku znalazłam saszetkę zapachową -grejpfrutową, gdyż sam olejek    jak głosi napis na buteleczce jest bezzapachowy. Wersji bezzapachowej użyłam raz i jak dla mnie, to nie było to, więc jak się do myślacie saszetkę zużyłam. Takie rozwiązanie przypadło mi do gustu, bo z doświadczenia wiem, że nie każdemu zapach jest koniecznie potrzebny do szczęścia...

Wersja z szaszetką nie pachnie intensywnie i uciążliwie-  natomiast ten zapach jest już jednak obecny.

Olejek ma działanie myjące i polecany jest do skóry suchej i bardzo suchej. 
Wykorzystać można go na dwojaki sposób: jako żel lub jako olejek wlewany do wody podczas kąpieli. Na początku stosowliśmy go w formie żelu i nanoszony przez gąbeczkę nieźle się pienił. Później postanowiłam przerzucić się na wersję drugą- wlewanie bezpośrednio do wody. I właśnie ten sposób zaczął nam bardziej odpowiadać. Olejek mniej się wtedy pieni,ale swoje działanie spełnia. 
W moje posiadanie wszedl ok.4 tygodni temu i na dzien dzisiejszy takie jest jego zyżycie przy użytkowaniu przez 2 osoby. Myślę, że na 1,5 miesiąca pojemność 200ml spokojnie wystarczy. 

 Otwarcie uważam za dość poręczne i higieniczne. Nie miałam problemów z otwieraniem bądź zamykaniem kosmetyku.Jego resztę można dokładnie zużyć odkręcając nakrętkę.


O samej konsystencji mogę powiedzieć, że jest oleista. Wg mnie jest to lekki olejek- nie lepi się, nie pozostawia tłustej powłoki na wannie lub w jakim kolwiek innym  miejscu w którym przypadkowo się znajdzie. Mimo to pozostawia skórę po kąpieli otuloną delikatną otoczką. Przyznam, że odkąd używam olejku nie czuję naglacej potrzeby wsmarowywania w ciało balsamów zaraz po kąpieli.

Jedyne do czego mogę się przyczepić, to uboga gama zapachowa:) Fajnie by było gdyby prócz saszetki grejpfrutowej był dostępny chociaż jeszcze jeden innyc zapach.



środa, 13 marca 2013

Skromne denko tym razem.

Od soboty zużycie kosmetyków w moim domu wzrosło. Wszystko za sprawą obietnicy, którą sama sobie złożyłam. Ustaliłam, że nie ruszę kosmetyków ze spotkania blogerek, dopóki nie zużyję kosmetyków będących już w użyciu.Ale ciekawość ciekawością... Nie wytrzymałam i dokończyłam kilka zalegających opakowań.


1) Szampon Tataro-chmielowy : taki sobie zwyklaczek do zmywania olei. Dobrze się spisywał, ale szału pod względem regeneracji nie było. Zapach o dziwo dość znośny, a cena przyjemna- koszt ok 4zł.
2) Biovax intensywnie regenerująca maseczka - całkiem przyjemna maseczka. Ładnie pachnie, włosy po jej użyciu lepiej się rozczesują i układają- są sypkie. Cena ok 17zł
3) Foot Works Cynamon& pomarańcza rozgrzewająca kąpiel do stóp- obłędny zapach, dośc dobrze się pieni. Poza tym nie zauważyłam żadnych właściwości dobroczynnych.Fajny relaksujący dodatek, który można zakupić na promocji za ok 5zł. Mało wydajny niestety.
4)Intimea- Emulsja do higieny intymnej. Spełnia swoje zadanie, nie podrażnia. Ot myjący zwyklaczek- koszt ok 5zł.
5) Próbka mandarynkowego  kremu John Masters Organics  do cery suchej. Starczyła mi na 3 użycia. Przyjemny zapach, szybko się wchłania i sprawia , że skóra po użyciu nie wymaga dodatkowego nawilżenia.
Przeszkodą w zakupie pełnowymiarowego produktu może być cena, za 30ml/240zł ...


wtorek, 12 marca 2013

Mini SPA , czyli walka z pogodą

Wczoraj zmuszona byłam do wczesnego wstania. Już o 5 rano byłam na nogach i w sumie spodobało mi się :) W związku z tym miałam nadzieję, że "jaki poniedziałek... taki cały tydzień" . W sumie nie mogę powiedzieć,   że się pomyliłam. Niestety nie powtórzyłam wczesnego wstawania( wstałam po 8), a popołudniowe spanie. Ale przyjmijmy , że odreagowałam poranne pranie, gdy to pralka odmówiła mi posłuszeństwa i zostawiła mnie z całym bębnem nieodwirowanych ciuchów :P

Teraz nieco dochodzę już do siebie , a że pogoda nie nastraja urządziłam sobie małe SPA w przerwie podczas przygotowywania obiadu. Postanowiłam wykorzystać resztkę mojej maski do włosów , bo chciałabym wypróbować kolejne czekające grzecznie w kolejce. Po masce zaaplikuję sobie jeszcze próbkę serum. Posiadam je również w wersji pełnowymiarowej, ale jeszcze nie nadszedł jej czas:)

Buzię potraktowałam chusteczkami peelingującymi. Otrzymałam je na sobotnim spotkaniu i przyznam szczerze, że to mój pierwszy kontakt z nimi. Jestem zachwycona. Nie spodziewałam się aż tak mocnego tarcia, a jak wiecie ja takie preferuję. Mogę je przyrównać do różowego peelingu Synergen. Plusem jest natomiast , że oszczędzamy sobie  "bablania": się kosmetykiem.
Po kilkuminutowym oczyszczaniu zaaplikowałam sobie maseczkę nawilżającą. 


W tej chwili pięknieję... :)
Relaksuję się przy żurawinowej tarcie z YC... Z tymi cudami również znam się od soboty i muszę powiedzieć, że przepadłam...


Pozdrawiam:)

sobota, 9 marca 2013

Już za chwilę wyjeżdżam...

No dobra :P za niecałe 2 godzinki , ale co to jest biorąc pod uwagę , że dzisiaj zmieniłam koncepcję stroju i jestem w ogólnej rozsypce :D
Ależ się cieszę, że w końcu się zobaczymy:)

Pozdrawiam:)

piątek, 8 marca 2013

Z serii : post leniwca

Tak właśnie powinno być zatytułowane kilka moich ostatnich postów... Deszczowa pogoda działa na mnie mega nostalgicznie i muszę przyznać, że ostatnie bezsłoneczne dni niemalże całe przespałam... Dzisiaj jednak moje lenistwo ( mam nadzieję, że gorzej już być nie może) sięgnęło zenitu. Co jakiś czas podejmuję próbę walki , ale nawet nie chcę mi się zrobić herbaty. Przyznam się bezwstydnie, że zakupiłam dzisiaj dwie mega wypasione kremówy z myślą o mnie i M, ale tak mnie kusiły, że zjadłam obie. Tylko się mojemu chłopu nie wygadajcie... :D  W ramach prezentu na Dzień Kobiet i wszystkie inne dni wczoraj postanowił   rzucić palenie... Już dzisiaj rano ciężko było z nim wytrzymać, więc trochę wątpię w powodzenie tej walki.  ;p




Przyznam szczerze, że gdyby nie to, że musiałam przemyśleć kwestię stroju na jutro , pewnie nadal błogo tkwiłabym w łóżku. A tak mam teraz kilka gotowych "stylizacji" a i tak nie wiem w czym pójść :p

Znalazłam ostatnio na pewnym portalu śmiesznie tanie sukienki pensjonarki. Wyszły już raczej z mody, ale mam ochotę... i już ;)


A tak w ogóle szykuje nam się w tym roku 3 wesele praktycznie miesiąc po miesiącu- chyba wszystkie dwudniowe więc licząc potrzebuję co najmniej 6 sukienek  :P Kto to ogarnie... bo mój portfel raczej nieeee...


czwartek, 7 marca 2013

Zapudrowana z Viperą + paczka

Przyznam szczerze, że dotychczas byłam wierna Viperze, jeżeli chodzi o pudry. Do tej pory byłam zadowolona z tegoż kosmetyku - zawsze używałam pudru transparentnego o nr 503- niestety ostatnie opakowanie, które jest ze mną zresztą już od kilku miesięcy - to już nie to. Puder "robi" fajne wykończenie , makijaż jest na pewno trwalszy, ale zauważyłam jedną wadę...

Otóż puder w odcieniu który zakupuję ma się ujednolicać ze skórą/podkładem. Przy starych opakowaniach tak było, jednakże teraz o ile nałożony bezpośrednio na skórę faktycznie dopasowuje się do jej kolorytu, o tyle nałożony na podkład przyciemnia go o jakieś 2 tony co dla mnie jest nie do przyjęcia. Próbowałam podejścia z kilkoma podkładami, zmieniałam pędzle ... i ciągle ten sam efekt. Na podkładzie tworzy ciemniejszą maskę, przez co całe malowanie idzie w diabły... Nie wiem czy tylko u mnie zachodzą takie wariacje?!Może ktoś jeszcze używa tego pudru dłuższy okres czasu i zauważył zmiany?Nie wiem , być może zmienił się skład... Nie posiadam już kartonowych opakowań z tego kosmetyku ,a z poprzednich opakowań tym bardziej więc porównania zrobić nie mogę ;/
Odnośnie samego kosmetyku za 13 g zapłaciłam ostatnio ok 16zł, a pamiętam czasy, gdy za 8 zł można go było spokojnie zakupić. Opakowanie wykonane z plastiku, ze skłonnością do samodzielnego otwierania, zwłaszcza gdy puder jest już nieco wysłużony. Zakupiłam go w sierpniu -  używałam wyłącznie gdy nie nakładałam podkładu- a takich dni było niezbyt dużo. Łącznie może ok 2 miesięcy, a jak możecie zauważyć widać już dno...

Mam mieszane odczucia i chyba nie potrafię się jednoznacznie wypowiedzieć na jego temat.Kiedyś kochałam , jednak od ostatniego pudełeczka... Jednym słowem CHCĘ MÓJ STARY PUDER ! :)

A teraz rzeczy przyjemniejsze... Jak wiecie w sobotę będę musiała trochę skrócić swój pobyt na zajęciach, bo.... znowu się spotykamy! Tym razem grono blogerek kosmetycznych będzie większe, bo zapowiedziało się 25 osób. Już nie mogę się doczekać spotkania z Wami:)

Natomiast na początku tygodnia otrzymałam paczuchę o której już tak głośno w blogosferze, że chyba nie muszę nic więcej dodawać na jej temat.



Pozdrawiam:)