Melduję, że śląskie spotkanie blogerek... się udało - czI

Melduję, że śląskie spotkanie blogerek... się udało - czI

27.07.2013r....
... w Katowicach
... w miejscu zwanym Spencer Pub
zebrały się :
http://marttujest.blogspot.com/
http://twoje-kosmetyki.blogspot.com/
http://anuszka13.blogspot.com
http://easy-life-easy-bea...n.blogspot.com/
http://poradnikbezradnik.blogspot.com/
http://codzienna-dawka-piekna.blogspot.com/
http://cosmetics-my-live.blogspot.com/
http://niceblondgirl.blogspot.com 
http://kasias1980.blogspot.com 
http://anne-mademoiselle.blogspot.com/
http://standardowa21.blogspot.com/
http://alleve.blogspot.com 
http://kosmetykibeztajemnic.pl
http://45stopni.blogspot.com
Http://zmalowanalala.blogspot.com 

http://puszyslawa.blogspot.com 
http://gosiamysz.blogspot.com/  

http://4cholery.blogspot.com
http://basiek86.blogspot.com/
http://naomi-bloguje.blogspot.com 
http://pure-morning123.blogspot.com/
http://gosika90.blogspot.com/

http://cosasyminimas.blogspot.com/
http://anydalla.blogspot.com/ 

... by zaczerpnąć chwili wytchnienia od spraw życia codziennego...
... by poplotkować
i poznać....

Do powyższych przystąpiły z wybiciem godziny 15:00
A działo się tam, działo...

I cóż tam był za klimat...

Dominika (4cholery.blogspot.com )  zaprezentowała na Kasi ( http://codzienna-dawka-piekna.blogspot.com/) przyjemną dla oka fryzurę, na którą ja z racji długości swojego upierzenia pozwolić sobie nie mogę ...

Swoich sił w zaplataniu spróbowała Gosia (http://gosika90.blogspot.com/ )

Efekty zmagań dziewczyn- uśmiechy mówią same za siebie:)

Następnie Angel (  kosmetykibeztajemnic.pl ) swoim hipnotyzującym głosem powiedziała całkiem sporo na temat składów kosmetyków.

Później Marta ( marttujest.blogspot.com ) próbowała wprowadzić nas w tajniki robienia dobrych zdjęć, ale schowała się gdzieś z samego przodu i mało było ją widać , a jeszcze mniej słychać ;(

Wolną chwilę wykorzystał pewien osobnik płci męskiej śpiewając jeden z utworów mieszczacych się na jego" świeżo wydanej "płycie.

W między czasie plotkowałyśmy sobie i przeglądałyśmy prezenty od sponsorów, o których razem następnym...
...chociaż...

Tak się złożyło,że Podkarpacie dopisało dość licznie..
... pomimo obaw, że nikogo znała nie będę i zostanę sama jak palec...
...spotkanie umilały mi towarzyszki zza stołu

Mnie uwieczniła na zdjęciu Marta i od niej też pochodzą 2 ostatnie zdjęcia:) 


 A całe spotkanie, w klimatycznym mieście zorganizowały...

Fajnie tak było 
zapomnieć się....
w doborowym towarzystwie...
dziękuję!
Jeśli koloryzacja to wszystko, byleby nie Syoss...

Jeśli koloryzacja to wszystko, byleby nie Syoss...

Moje włosy przetrwały naprawdę wiele. Stosowałam szeroką gamę farb, od tych tanich po drogie i profesjonalne. Nie była mi obca również naturalna koloryzacja. A w końcu nadszedł też dzień w którym zdecydowałam się na farbę od Syoss. I akurat ten wybór nie należał do tych najlepszych.


Przeszło 2 tygodnie temu zakupiłam farbę Syoss w dobrze zapowiadającym się kolorze- Intensywna czerwień.Szykowało się nam wesele i zwyczajnie chciałam dobrze wyglądać.Biorąc pod uwagę cenę która przekraczała ponad 20zł miałam nadzieję, że trafię na coś "lepszego" niż używane w ostatnim czasie Marion czy Joanna. Sama farba faktycznie podczas aplikacji wyróżniała się tym, że jej zapach nie był tak intensywny i uciążliwy.




Po koloryzacji włosy były dość przyjemne w dotyku, błyszczące. Pierwsze wady zauważyłam chwilę później. Farba pomimo tego iż producent zapewniał 100% krycie zawiodła. Odrosty na które i tak nałożona została na dłużej  nie zostały pokryte i pod światło znacznie się odznaczały zupełnie innym odcieniem. A moje  naturalne włosy to mysi blond , więc problemów z kryciem być nie powinno...
Później dopiero zdecydowałam poczytać opinię na temat farby i obawy wzrosły, bo podobno znikała z włosów w tempie ekspresowym. Bałam się, że do ślubu- 2 dni- zostanę znowu z wypłukanym kolorem. Bądź co bądź przetrwała. Na poprawinach kolor prezentował się tak jak na pierwszym zdjęciu.Odcień i tak wyszedł zupełnie inny niż na opakowaniu, chociaż w sumie mi się podobał gdyby nie pewien mankament tej farby.Piszę "podobał", bo już po tygodniu moje włosy wyglądały tak jak na zdjęciu po prawej. Ja wiem, że czerwienie szybko się wypłukują, bo sama przerobiłam już sporo odcieni i firm, ale żeby tak?! Zwłaszcza, że włosy myję szamponem do włosów farbowanych  dedykowanym do odcieni czerwieni...


Farby za mniej niż 10zł o wiele lepiej radzą sobie z kryciem i o wiele dłużej na tych włosiętach wytrzymują...Podsumowując: dzięki krótkiej trwałości  zmuszona jestem odświeżyć kolor,  żeby nie wystraszyć dziewczyn na zbliżającym się spotkaniu... Do Syoss'a  o takiej formule nie powrócę...24zł wyrzucone w błoto. No chyba , że zadowala Was praktycznie jednorazowy efekt...



Miały być zakupy w Przemyślu...

Miały być zakupy w Przemyślu...

I były. Ale w wersji mini, bo skusiłam się tylko na jedną parę balerin. W sumie chorowałam na lordsy, ale nie  trafiłam w żadnym sklepie rozmiarowo;/


Na nieudane zakupy najlepszym pocieszeniem okazała się wizyta w Bolestraszycach.Znowu! Przez 1,5 miesiąca zaszło tam tyle zmian, że sama nie mogłam uwierzyć iż jest to to samo miejsce. Pojawiły się nowe wystawy z czego jedna całkiem ciekawa.







Sama powoli szykuję się do wyjazdu. Co  prawda  ruszamy dopiero w czwartek w nocy, ale lubię mieć wszstko dopięte na ostatni guzik. Czeka mnie dwa fantastyczne spotkania- jedno z blogerkami kosmetycznymi, drugie z Iwoną . Pochwaliłabym się Wam co jej przygotowałam w ramach upominku, ale wiem, że podgląda również tego bloga , a nie chcę jej zepsuć niespodzianki :P

Pozdrawiam:)
Peeling peeling'owi nierówny... + zakup.

Peeling peeling'owi nierówny... + zakup.

Przychodzę do Was po przerwie i z małymi zmianami. Jak pewnie zauważyłyście zmieniło się odrobinę tło oraz czcionka. Poprzednia mocno mnie już zmęczyła. O ile kiedyś udziwnienia mi się podobały, o tyle teraz postanowiłam postawić na wygodę czytania. Nie wiem jednak czy rozmiar będzie dobry ?!

Zmiany zaszły także w mojej osobie. Prawie 2 tygodnie temu pozbyłam się części upierzenia co garstka z Was mogła zauważyć na fb lub na żywo :P Było to kilka dni po koloryzacji więc miałam jeszcze generalnie ładną czerwień. Teraz jest spłukana mało apetyczna wiśnia, ale o tym w oddzielnym poście ;/ Niestety nacięłam się na farbę o której wspominałam w poście z ostatnimi zakupami.


Pozostając w temacie włosów , a raczej chęci pozbycia się ich, zakupiłam w końcu zestaw do depilacji woskiem. Zwyklaczek taki  z podgrzewaczem bez udziwnień. W zestawie znajdowało się również 50 pasków oraz 7 wosków ( jeden  jest już w podgrzewaczu) . Zapłaciłam za niego raptem 55zł już z kosztami wysyłki. Był już w użyciu stąd też małe ubrudzenia. Spisuje się dobrze. Wosk jak wosk:)



W końcu dobrnęliśmy ( mam nadzieję) razem do sedna tegoż posta- recenzji.
Dzisiaj pragnę Wam zaprezentować słodycz w czystej postaci, chociaż szczerze przyznam, że jest to pierwszy łakoć który niestety nie zachęcił mnie do siebie w 100%.
Mowa o peelingu cukrowym Farmony z serii Sweet Secret- wersja która obecnie posiadam to Korzenne pierniczki z lukrem.

Zacznę od części najprzyjemniejszej, czyli od zapachu. Dla mnie ewidentnie są to pierniczki. Pachnie bosko! Ponad wszelką wątpliwość...Zresztą jestem fanką wszystkich znanych mi dotąd zapachów z tej serii. Jak ktoś jest sadystą i lubi zapach jedzenia bez możliwości spróbowania serdecznie je polecam :D 
Opakowanie przyjemne w użytkowaniu: odkręcany pojemniczek z którego łatwo wygrzebać ostatki kosmetyku. Pojemność 225g- jak z ceną- nie wiem. Kosmetyk otrzymałam na spotkaniu blogerek:)


Konsystencja : dość zbita , ale mocno wilgotna. "Poci" się po otwarciu. Drobiny wielkości zwykłego cukru-bez szaleństw. Niestety dość szybko się rozpuszczają i zanim tak naprawdę zaczyna się oczyszczać skórę, to ich już nie ma. Nie mniej jednak wzięłam się na sposób i zaczęłam go stosować z rękawicą  do masażu. W takim połączeniu o niebo lepiej.


Podsumowując: 
 -fajny kosmetyk i znając Farmonę, za niewielkie pieniądze,
-wydajny,
- w połączeniu z rękawicą czyni cuda,
- nawet gdyby był totalnym bublem zapach rekompensuje wszystko

Pragnę zaznaczyć iż opinia napisana została przez peelingową sadystkę i być może u większości normalnych ludzi tarcie będzie wystarczające lub nawet zbyt mocne :)

Pozdrawiam:)
Krótka relacja:P

Krótka relacja:P

Przed i po-weselne "nicnierobienie"  przeciągnęło się u mnie do dzisiaj. W końcu ogarnęłam mieszkanie , trochę odpoczeliśmy. W sumie nie żebym była umęczona zabawą staruszką, ale same przygotowania....
Starałam się uwiecznić nasz urok , ale z tego wszystkiego i tak wyszło, że normalnych zdjęć nie mamy zbyt wiele.



W pierwszy dzień w ostatniej chwili wręcz zdecydowałam się na inną sukienkę. Na wieczór miałam przebrać się w małą czarna, ale przecież nie byłabym sobą  gdybym czegoś nie zepsuła. Pierścionkiem zrobiłam dziurę w koronce,przez co do końca wesela musiałam pozostać w tej samej sukience.




Ot i tyle :P Jutro pochwalę się Wam nowym zakupem...:)
Testuję z Maliną: Peeling - i moje mieszane uczucia...

Testuję z Maliną: Peeling - i moje mieszane uczucia...

Peelingowa istota ze mnie, więc tym bardziej się cieszyłam, że będę mogła przetestować nowość.Jest to krewniak serum o którym pisałam wczoraj.

 Peeling-masaż skutecznie złuszcza martwy naskórek, przywracając skórze blask i świeżość.
Czyste 24-karatowe ZŁOTO, działając w synergii z bogatym w kwas hialuronowy bioHyaluron Slim Complex™, guaraną i kofeiną, skutecznie stymuluje mikrokrążenie w tkance podskórnej, usuwa gromadzące się w komórkach toksyny, w rezultacie zauważalnie redukując cellulit.
Peeling jak to peeling ma usunąć naskórek i przygotować skórę do aplikacji i lepszego wchłaniania innych kosmetyków. Konsystencja kosmetyku jest  odpowiednia: nie leje się, ale nie ma też problemów z wydobyciem go z tubki.

Drobiny są średniej wielkości i jest ich stosunkowo mało.  Bez pomocników w postaci rękawic peelingujących powiedziałabym raczej, że jest to żel peelingujący. Dla mnie działanie mało wystarczające.Gdyby nie rękawica... W połączeniu z nią dawał już całkiem fajny efekt.
Trochę nie rozumiem też po co do  peelingu dodano rozświetlające drobiny. Wiadomo, że i tak ulegną zmyciu, a przy peelingowaniu wrażenia czysto estetyczne nie mają dla mnie większego znaczenia.
Tak samo jak w  przypadku serum producent wspomina o 48 h działaniu.

Opakowanie poręczne- tego mu nie mogę zarzucić. Sama jednak nie zakupiłabym ponownie tego kosmetyku, bo nie ma się co oszukiwać, jest wiele lepszych kosmetyków tego typu...

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger