Odrobinę jesieni na powiekach + przypomnienie

Odrobinę jesieni na powiekach + przypomnienie

Chorowanie przeszło mi na tyle, że dzisiaj spędziłam już pół dnia na zewnątrz, a następnie zaszalałam i zmalowałam co nieco w brązach. Starałam się stworzyć coś podobnego do kreski , ale okazało się, że nie posiadam żadnego ciemnego eyelinera, więc jako tako radziłam sobie cieniem.

Przypominam , że do końca mojego rozdania pozostało zaledwie kilka godzin;)
Chętnych zapraszam jeszcze do dopisania się na listę.

A sama zabieram się do makijażu na konkurs IsaDory- możecie o nim poczytać na ich fb, 
a w najbliższym czasie wspomnę o nim również na blogu.

Motywacja do przeżycia zimy silnie poszukiwana ;)

Motywacja do przeżycia zimy silnie poszukiwana ;)

Dla większości jesień jest już "złem koniecznym". Ja jednak do tej pory roku mam sentyment , a strachem napawa mnie zima. Jestem zmarzluchem, a gdy temperatura spada poniżej zera  wpadam wręcz w hibernatyczny letarg... Nie bardzo przykładam wtedy uwagę do tego co dzieje się wokoło mnie , przez co życie przelewa mi się dosłownie przez palce. Dzień po dniu.Najwyższa pora zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia. Zaopatrzyłam się w kilka książek o szeroko pojętej motywacji oraz rozpisałam swój plan działania.Nie byłabym sobą gdybym nie zwróciła uwagi na kilka haseł z sieci, które przypadły mi do gustu ;)


zdjęcia zapożyczone z serwisu zszywka.pl

Prawda, że fajne?!

Szczerze mówiąc miał się tu dzisiaj ukazać makijaż wykonany nową paletka z MUA, ale z ponad 100zdjęć żadne nie oddawało koloru. W takich chwilach po stokroć psioczę na swoja hybrydę z Olympusa ;/
A jakie Wy macie sposoby na przeżycie zimy i motywację?!
Lekko landrynkowa Kelly Rowland - wyzwanie po raz kolejny.

Lekko landrynkowa Kelly Rowland - wyzwanie po raz kolejny.

Przez trwający remont z drugą częścią makijażowego wyzwania zdążyłam w ostatniej chwili.Szczerze mówiąc wątpiłam, że uda mi się coś zmalować. Długo nie mogłam się także zdecydować na konkretny makijaż. W końcu stanęło na landrynce z teledysku. Moja wersja jest bardziej stonowana, bo różowy to jednak nie mój kolor. 

Jest róż, jest trochę pomarańczu. Wprawne oko dopatrzy się fioletu i odrobinki grafitu.

Do landrynowej powieki Kelly muszę jeszcze jednak dojrzeć.


Pozdrawiam:)



Rok za nami:)

Rok za nami:)

Czas przelał się przez palce... 
a my już rok po oficjalnej przysiędze- przed rodziną...
sobie przysięgliśmy już dawno, dawno....;)

A że ani ja ani Ślubny nie przykładamy zbytnio wagi...
obyło się bez prezentów...
bez zbędnych ciętych kwiatów , które więcej wspólnego mają ze śmiercią
bez pierścionków i innych świecidełek, bo mało co noszę...
i  bez innych materialnych dobroci...

Byliśmy za to razem...
w pięknym miejscu
A rocznicę Naszego Dnia
utrwaliliśmy na zdjęciach...

I oby kolejne też zaowocowały taką pamiątką...

A to już my na końcu świata...
wchodzimy razem w kolejny rok





Pozdrawiam:)


Kąpielowi umilacze "na chwilę"

Kąpielowi umilacze "na chwilę"


Dzisiaj mocno już spóźniony post o umilaczach kąpielowych wojaży, w wersjach saszetkowych. Jakiś czas temu namiętnie próbowałam wszelkich tego typu kosmetyków i kilka z nich zapisało się w mojej pamięci dość wyraźnie.

Na pierwszy ogień przyjemne maleństwo z Balei.  Jak zapowiada producent kąpiel z dodatkiem tegoż kosmetyku zawładnie naszymi zmysłami. Tak też się stało. Puder /proszek  po wsypaniu do wanny delikatnie zmienił jej odcień. Nie pienił się nic a nic, zresztą nie było to jego zadaniem...Za to jak pachniał.... Jeżeli któraś z Was miała okazję wąchać tartę czy świeczkę z Yankee o zapachu Midnight Jasmine, wie o czym mówię. Wypisz wymaluj ta sama nuta zapachowa. Aż żal , że wcześniej byłam uprzedzona do zapachu jaśminu...

Drugi przyjemniaczek to olejek z serii Marion Spa. Na zdjęciu widnieje wersja antystresowa , ale od czasu jej zakupu miałam już okazję zużyć  pozostałe: Energia, Relaks, Rozgrzewająca. Każda z nich na swój sposób mną zawładnęła, ale to właśnie przy tej wersji relaksowałam się najlepiej. Olejek barwił wodę mocnej niż w/w puder z Balei. Zapach był jednak nieco mniej intensywny. Skóra po umyciu pokrywała się lekko oleistą warstewką- niestety wanna też.

Raz na jakiś czas warto oderwać się od męczonego nieustannie żelu lub płynu do kąpieli na rzecz takich maleństw. Koszt zwykle jest dość niski, a odkryć można cuda...

Pozdrawiam:)

W związku z naszym jutrzejszym małym świętem wybywamy gdzieś i po coś. 
Na blogu pojawię się więc pewnie dopiero w poniedziałek:)
Wyzwanie makijażowe u Farizah - Beyonce Knowles

Wyzwanie makijażowe u Farizah - Beyonce Knowles

Kilka dni temu Farizah ogłosiła zbiorową mobilizację mejkapową. Ogłosiła bowiem na swoim blogu wyzwanie makijażowe inspirowane wybranymi kobietami. Od wczoraj trwa tydzień Beyonce Knowles w związku z tym dzisiejszy dzień rozpoczęłam właśnie od makijażu zainspirowanego tą gwiazdą.


Nie miały być to odwzorowania, ale inspiracje stąd też u mnie nieco inna kolorystyka.Postanowiłam również nie rozdymiać cienia aż tak wysoko, bo jakoś moja opadająca powieka nie specjalnie mi się widzi w takim makijażu.


Ot i tyle:)

Pozdrawiam:)
Tak się bawiliśmy!

Tak się bawiliśmy!

Dawno , dawno temu, za górami za lasami...
Prawie... pojawiło się u nas za sprawą M. i Ł. zaproszenie. Przyjemne dla oka, acz najważniejsze było przesłanie ze środka : nauka mówienia TAK , 2-dniowy kurs z wyżywieniem :)
Potwierdziliśmy przybycie i z niecierpliwością czekaliśmy do wyznaczonej daty tj 7 września.

W związku z tym wydarzeniem sporo się działo. Było szukanie kreacji,teoretyczne zaplanowanie wyglądu i późniejsze wprowadzane na ostatnią chwilę zmiany. Stanęło na tym, że stylizację ślubną pokażę kiedyś być może, bo na zdjęciach jej nie mam. Chciałam zrobić kilka fot teraz, ale sukienka została chyba u rodziców- kamień w wodę.

Mam jednak zdjęcia tego co przygotowałam w prezencie dla Młodych.
Iż mieli oni życzenie wino lub książki, wiadome było, że ja postawię na tą drugą zachciankę. Pamiętam jak po swoim weselu zarzekałam się, że nikomu nie kupię książki kucharskiej. Cofam to.Moje oko przyciągnęła "Moja dolce vita" p. Grycan więc  zakupiłam ją na prezent. Że książka sama w sobie mało formatowa i dość skromna miałam wizję jakoś ją "podrasować". A że prezent od nas był strikte związany z jedzeniem stanęło na tym, że oprawa książki też będzie kuchenna. I tak oto powstał tort ze ścierek i ukrytych pośrodku miseczek i przyborów kuchennych.Całość ustroiłam na miarę swoich możliwości, opakowałam celofanem ( co jest cudem, bo doproszenie się o odsprzedanie pojedynczych arkuszy w D. wydawało się już rzeczą niemożliwą) , a wcześniej obfociłam dumna z efektu.Mam nadzieję, że parze docelowej też się podobało.


Drugi dzień można określić jako błogie lenistwo. Mój makijaż ograniczył się do podkładu,różu, bronzera i tuszu więc całkowitego minimum jak na mnie:) Ubrana byłam prosto i wygodnie.
Muszę jeszcze wspomnieć, że rodzina zupełnie nas zaskoczyła zamawiając i dedykując nam piosenkę z okazji pierwszej rocznicy ślubu ( tak to już w niedziele , ależ zleciało). Dawno się tak nie wzruszyłam i łezka zakręciła się w oku. Szczęście w nieszczęściu, że skrzętnie nas otoczyli i byliśmy jedyna parą w środku ogromnego koła, przez co skupiłam się na myśleniu o tym jakże komicznie musimy wyglądać z tymi naszymi "umiejętnościami" tanecznymi :D

Dawno nie bawiłam się tak dobrze, jednak co impreza z rodziną w komplecie... :)


weselny klimat;)

weselny klimat;)

Dzień pierwszy za nami. Nie byłabym sobą , gdyby nie podkusiło mnie na ostatnią chwilę ze zmianą koncepcji ubraniowej. To co było przygotowane poszło w odstawkę, a ja po wyjściu od fryzjera udałam się na zakupy po nową sukienkę. Stanęło na bardzo prostej granatowo czarnej... Idąc na łatwiznę dobrałam czarne dodatki. Szczęście w nieszczęściu , że goście weseli nie śpieszyli się zbytnio do sali i zdążyliśmy jeszcze niezauważenie podjechać do domu po inną kopertówkę, bo oczywiście nie wiem jakim cudem mi się rozkleiła na części pierwsze :P
Mejkap takowy miałam, chociaż  mój aparat i kolory....hm...

Zdjęcia całej stylizacji nie mam, bo jakoś nie było na to czasu :P
A to już my, piękni , młodzi...

Pora się ogarnąć i odpocząć trochę przy lekturze innych blogów, bo od 17 znowu zabawa :)


Miłego dnia:)


Zmiany zaszły...

jakieś.. w moim wyglądzie,ale zapomniałam z domu aparatu, a ze jestem u rodziców...Postaram się napisać chociaż jedną sensowną notkę na weekendzie, chociaż będzie to spore wyzwanie, bo jutro wybieramy się na ślub mojego kuzyna. Nie mam jeszcze pomysłu na siebie w związku z tą uroczystością ,ale efekt końcowy a w sumie outfitowy postaram się Wam zaprezentować.


Ulubione pielęgnacyjne duo... Hydrain 3 Hialuro peeling enzymatyczny i serum nawadniające Dermedic

Ulubione pielęgnacyjne duo... Hydrain 3 Hialuro peeling enzymatyczny i serum nawadniające Dermedic

Dzisiaj przychodzę do Was z moimi ulubieńcami pielęgnacyjnymi do twarzy. Są to dwa kosmetyki przeznaczone do cery suchej (trochę się to ma nijak do mojej mieszanej pomyślą niektórzy) firmy Dermedic.


 Pierwszy w moje ręce trafił peeling  enzymatyczny - przywiozłam go z rzeszowskiego spotkania blogerek. Pamiętam, że zastanawiałam się wtedy czy nie odstąpić go swojej mamie, bo moja cera jest mieszana w kierunku normalnej. Koniec końców doszłam do wniosku, że czasami przyda mi się coś do oczyszczania, co nie jest typowym zdzierakiem... I tak oto przepadłam. Na chwilę obecną praktycznie zupełnie odeszłam od mocnych ziarnistych peelingów na buźkę... No może czasami coś mnie skusi:)  Peeling nanosimy na twarz i pozostawiamy do ok 20 minut, a później dane jest nam cieszyć się gładką buzią. Skóra jest po nim wręcz skrzypiąca z czystości i wygładzona, ale co bardzo ważne w żadnej sposób nie przesuszona i napięta .


Po takim zabiegu mam pewność, że nałożony później kosmetyk będzie miał faktycznie szanse się wchłonąć i coś zdziałać.Serum to całkiem nowy pomocnik, bo otrzymałam je na spotkaniu śląskich blogerek, czyli jak już niektórzy zauważyli używam je od miesiąca. Szczerze się cieszyłam , gdy zauważyłam, jaki kosmetyk akurat mnie się trafił.Nigdy nie miałam naprawdę dobrego serum , a do tego firmy z którą do tej pory miałam bardzo przyjemne doświadczenia.Tym razem napis o przeznaczeniu dla skóry suchej nie bardzo mnie przestraszył i zabrałam się od razu do testów... Teraz używam go zarówno rano jak i wieczorem, a czasami nawet w dzień gdy mogę sobie na to pozwolić. I nie dlatego, że jest tak słabe , że wymaga tysięcznej aplikacji dla efektów, ale dlatego, że właśnie bardzo dobrze koi moja twarz. Faktycznie czuć, że jest ona nawilżona, przyjemna w dotyku.

Konsystencja serum to naprawdę rzadkie mleczko, więc bez pipetki by się nie obeszło. Jedyny minus, że ona taka jakaś nieżyciowa jest... Ni w ząb nie możemy się dogadać ;p  Moja twarz odkąd używam tych kosmetyków w duecie uspokoiła się i na pewno wygląda lepiej.Wiem, że ma zapewniony odpowiedni stopień nawilżenia, no.... ale jest mieszana... Jak kosmetyki zachowują się w przypadku cery suchej której są przeznaczone- nie wiem. Jakoś trochę trudno uwierzyć mi, że dadzą taki sam przyjemny efekt jak u mnie...


A Wy macie jakieś doświadczenia z tymi kosmetykami?!
 A może możecie mi polecić coś innego tej firmy?




Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger