piątek, 29 listopada 2013

Zaskakujące pod wieloma względami...Urojenie

O ciekawym pod wieloma względami "Urojeniu"  miałam dla Was napisać już kilka dni temu...
 Trafiło do mnie takie niepozorne za sprawą sąsiadki. Wiele się po nim nie spodziewałam ,bo okładka nasunęła mi zaraz obraz powielanej ostatnio wampirzej tematyki. Postanowiłam dać jej szansę i przeczytałam notkę streszczającą znajdującą się na tylnej okładce. Obraz nieco się poprawił, ale nie powiem -sięgnęłam  po nią głównie za sprawą pewnego faktu. Otóż autor zamieszkuje ... Rzeszów. No nie mogłam , nie mogłam jej nie przeczytać.
Wchłonęłam ją dosłownie w godzinę. Czytała się obłędnie , a słowa wręcz wypływały ze stronic do mojej świadomości. Tworzyły fantastyczny , acz zaskakujący obraz. Kryminał z ciekawym wątkiem w tle. Przyjemna narracja i co najważniejsze zaskakujące zakończenie. To jest to co w książkach lubię najbardziej... Z czystym sumieniem polecam. Podkarpacki autor obronił się bezbłędnie i z chęcią sięgnę po jego pozostałe pozycje.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A to już moje mejkapowe zmagania na konkurs ogłoszony na fb profilu ZAO . Do pierwszego radzę podejść ze zdrowym dystansem. Miało być kiczowato i zabawnie i mam nadzieję, że spełniło zadanie.
Połowa z Was widziała już pewnie te zdjęcia na moim prywatnym fejsie,bo sporo z odwiedzających bloga zagląda i tam. Nie mniej jednak mam nadzieję, że jest jeszcze ktoś  , kto nie widział:)


środa, 27 listopada 2013

Nie jestem dziś sobą- Helena Fleischerowa

Dzisiaj jestem nieco starszą od ówczesnej siebie kobietą. Mam na imię Hinda, ale doszłam do wniosku, że Helena brzmi lepiej i tak też każę do siebie mówić. Mało życzliwi stwierdzą, że jestem plotkarą wścibiającą nos w nie swoje sprawy... Ale gdyby nie moje "życzliwe" podejście do ludzi, nie byłabym tym kim jestem. Niektórzy mówią iż bez Parylewiczowej nie byłoby mojego obecnego ja.Byłoby... Po prostu potrzebowałam takiej zmiany w życiu. Jestem silną kobietą i w końcu moja natura musiała dać o sobie znać. Nie bez kozery mówią o mnie herszt tarnowskiej ośmiornicy....a kiedyś byłam zaledwie żydowską przekupką...








 Moje wyobrażenie Heleny Fleischerowej.... jest takie jakie jest. Uważam, że była silną, niezależną kobietą. I jak każda z nas lubiła podobać się mężczyznom...
Jako silna osobowość zapewne podkreślała swoje atuty. Być może tak  jak ja starała się być perfekcyjna w tym co robiła...

 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Jest pięknie, jest...

Śnieg za oknem nie był dla mnie zakoczeniem... Więcej. W sumie na niego czekałam...
Ale nie przeszkadza mi to , żeby pognębić Was trochę letnimi zdjęciami...
(Miała być relacja ze spotkania, ale zdjęcia prezentów kosmetycznych wyszły koszmarnie.)






Was też blogger irytuje problemem z wgrywaniem zdjęć? Praktycznie 20 minut walczyłam z tym, żeby w końcu dodać je do tego posta;/

Poza tym poirytował mnie pewien krem do rąk...ale o tym pewnie jutro...

niedziela, 24 listopada 2013

Obdarowała mnie mikołajkowa Justynka:)

Jak wiecie wczorajsze popołudnie spędzałam w fantastycznym blogerskim środowisku. Same młode i piękne kobiety... czegoż chcieć więcej.
Nie mniej jednak dzisiaj nie o spotkaniu  ( dopiero czekam na zdjęcia dziewczyn , które mogłabym podkraść), ale temat powiązany. Jakiś czas temu razem z Justyną postanowiłyśmy na spotkaniu dodatkowo wymienić się upominkami. Ponieważ już kiedyś robiłyśmy sobie wzajemnie prezenty mogę powiedzieć, że znamy już swoje upodobania.
Nawet nie wiecie ile mnie kosztowało samozaparcia, żeby nie odpakowywać prezentu zaraz na miejscu. Zrobiłam to dopiero na miejscu...w domu...
A moim oczom ukazało się to....
Jak widzicie znalazło się tu wszystkiego po trochę...Były jeszcze słodkości, ale Misiek pochłonął mi je zanim zdążyłam zrobić zdjęcia.
Ponieważ i światło nie jest najlepsze i sceneria pozwoliłam sobie kilka rzeczy przedstawić raz jeszcze...
 Kominek już zagarnęła moja rodzicielka.Pomarańczę czuć teraz w całym domu:)

A oto i sprawczyni całego zamieszania ( tak tak to obok niej to ja :D)- raz jeszcze Ci dziękuję:*:)


piątek, 22 listopada 2013

Taka sytuacja... ;p


Dzisiaj nie o Rossmannie i nie o zakupach... praktycznie nie, bo w teorii..
Jakiś czas temu Monika przesłała mi próbki podkładów. Niesamowicie polubiłam się z jednym z nich , a mianowicie z Bourjois 123 Perfect. Odcień który wypróbowałam to  nr 52 Vanilla czyli z tego co sie orientuje najjaśniejszy, a idealnie pasujący do mojej buźki. Pomyślałam , że fajnie byłoby przygarnąć pełnowymiarowe opakowanie i z takim zamiarem udałam się do jednego z rzeszowskich Wispoli. Ponieważ byłam zdecydowana na zakup zapytałam jedynie o dostępność i wtedy się zaczęło...
Obsługująca mnie pani wygłosiła całą mowę na temat tego , że mają wiele innych wspanialszych podkładów, a ten wybrany przeze mnie jest mało ciekawy. Podziękowałam za nieudolne próby wyciśnięcia mi na rękę podkładów innych firm i ponownie poprosiłam o kosmetyk , który konkretnie mnie interesował. Pani owszem podała mi go, a na odchodne podzieliła się swoją radą, że osobiście na zimę polecałaby ciemniejsze odcienie, bo w tym sezonie są modne i klientki chętnie je wybierają....

Hm... tyle chciałam ... w temacie...


 A później człowiek się dziwi , że na ulicy jest tak dużo kobiet , które pomimo naturalnie bladego lica podkład mają w odcieniu rodem z solarium ;p

A odnośnie zakupów... Przygarnęłam nowy zapach :)
Tesori d'Oriente - białe piżmo...Mocno pudrowy zapach , ale potrzebowałam takiej odmiany.
Przyznam szczerze, że choruję również na inne  perfumy/wody toaletowe tej firmy.

zdjęcie zapożyczone 

Ja powoli spadam się ogarnąć przed jutrzejszym spotkaniem blogerek. Ach... wiecie.... te babskie pogaduszki :) ;*

Miłego weekendu, bo ja zamierzam się błogo obijać :)

środa, 20 listopada 2013

Wystylizowałam się dzisiaj troszkie - smoky w obstawie

Makijaż jest tym elementem kosmetyki, co do którego przez całą szkołę miałam dystans. Zauroczyła mnie pielęgnacja , a wizaż był tym etapem który przeszłam całkiem dobrze pod względem "twórczym", ale nie był na tyle fascynujący, żebym poczuła doń miłość.
Wszystko przyszło z czasem i w sumie do niedawna działam w tym kierunku.
Dzisiaj zamarzył mi się smoczek, a że nie wiedziałam , które zdjęcia zaprezentować, czeka Was istna monotematyczna galeria ;)






 Udało mi się wykorzystać chwilowe przebłyski słońca, więc z efektu zdjęciowego o dziwo też jestem zadowolona. O ile blogger znowu czegoś  nie "ulepszy".

A jak się Wam podobam w roli Kapelusznicy?:)

czwartek, 14 listopada 2013

A miałam być blondynką... ;)

Jeszcze kilka dni temu pisałam Wam, że zabieram się do kąpieli rozjaśniających. Wykonałam jedną i zeszłam z kolorem do rudości. W planach miałam kolejne 3 ( o ile nie więcej) , co bym mogła sobie rzucić na włosy gołębi blond. Ciekawa byłam i nadal zresztą jestem jak wyglądałabym w tym kolorze.

Moje plany zmieniły się nieco przez pewną aplikację. Przeczytałam na fb jednej z Was o tym, że Argan Oil Poland na fejsie umożliwia poradę dotyczącą włosów -aplikacja metamorfoza. Z ciekawości wysłałam swoje zdjęcie z dopiskiem, że czerwień nieco mi się już znosiła.
Odpowiedzi ich  zaprzyjaźnionej stylistki fryzur , Ewy Kawki nawet się nie spodziewałam.
Przyznam , że dzięki niej obrosłam nieco w piórka :)
Przemyślałam jej słowa i doszłam do wniosku, że w blondzie, to jednak nie będę ja...A czerwień... hm...
Z rana udałam się na zakupy i przygarnęłam

Taki wybór z prostej przyczyny. Nie było żadnej innej czerwieni ;p
Farba złapała dość fajnie i w miarę jednolicie, chociaż zadanie miała  nieźle utrudnione.

Nie byłam jednak w stanie okiełznąć idealnie włosów do zdjęcia stąd też póki co jedynie mała zajawka w związku z moim dzisiejszym makijażyną :)

Nie wiem jak u Was , ale ja ostatnio z bloggerem dogadać się nie mogę ;/

Pozdrawiam


środa, 13 listopada 2013

(Róż)nie to bywa z tym różem na oku - dzisiejszy mejkap

Próbki podkładów od Moniki nie mogły już dłużej czekać. Postanowiłam więc już w związku z tym zmalować jakiś makijaż przy użyciu wczoraj zaprezentowanej paletki.
Zacznę od tego, że jako pierwszy na próbę wystawiony został podkład z Bourjois 123 Perfect o nr 52 Vanilla. Odlewki są tak duże , że spokojnie starczą mi na kilkunastokrotne użycie. Po pierwszym nałożeniu muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się tak dobrego krycia. Pomimo kilku niespodzianek nie użyłam nic prócz w/w podkładu i pudru transparentnego , a w ogóle nie musiałam ratować się korektorem.




Jutro postaram się zmalować coś mocniejszego, chociaż przy obecnej za oknem pogodzie ciężko się zmobilizować :) Zwłaszcza , że pasowałoby w końcu wykonać zaległe prace do szkoły :P

Pozdrawiam:)

p.s.
Usunęłam moderację komentarzy w związku z czym mam nadzieję, uda nam się od czasu do czasu trochę podyskutować:)

p.s.II
Tylko ja mam problem ze zdjęciami na bloggerze? Jakoś tak tandetnie tracą na jakości;/

wtorek, 12 listopada 2013

Czas na przyjemności dzisiaj:)

Dojrzałam do usunięcia pozostałych blogów stąd też na tym pojawiać się będą wpisy bardziej prywatne niż kosmetyczne. Jeżeli kogoś ten etap nudzi to proponuję przejrzenie setek innych fantastycznych blogów o tematyce kosmetycznej, bądź przejście do tej części posta  przy której widać, że coś się dzieje:)

Weekend był ekscytujący z wielu względów i pomimo małych przeciwności losu udało nam się  przyjemnie go spędzić...  Wczoraj w końcu staliśmy się równolatkami ( chociaż na te kilka miesięcy) :)  Poszalałam i upiekłam całkiem dobry tort, natomiast do zdjęcia załapał się jedynie ostatni jego kawałek ;)
Dla ciekawskich: pierwszy raz robiłam biszkopt rzucany i wyszedł mega wysoki i puszysty. Przestawię się na ten przepis;) Masy w torcie powstały dzięki połączeniu serka mascarpone : ciemna z nutellą, jasna z śmietanką 30% i cukrem wanilinowym.

Ponieważ raz na jakiś czas mam głupi pomysł na wykorzystanie swoich włosów , mało myślę więcej działam. W sobotę zakupiłam potrzebny arsenał i przy wykorzystaniu masek , które w domu już miałam zaaplikowałam sobie pierwszą kurację rozjaśniającą. Efektu przed i po póki co Wam nie pokaże, bo czeka mnie jeszcze pewnie 2 powtórki, aż uzyskam kolor o którym marzę. Chwilowo moje włosy przechodzą od rudości do żółtego tandetnego blondu, ale czego się nie robi... :)
-Łagodny szampon/płyn o zapachu oranżady bobini 8,99zł
- Szampon  z pokrzywą i olejem migdałowym BingoSpa 3,29zł
- Szampon czarna rzodkiew Blue 2,99zł
- Nafta kosmetyczna z sokiem pokrzywy 7,50zł
- rozjaśniacz z Marion - 6,20zł
- farba Marion Platynowy Blond - ok. 6zł

Przygarnęłam także paletkę cieni dostępną w większości sklepów "po 5 zł". 
Dzisiaj doszła też przesyłka od Moniki  . Miała mi przesłać próbki kilku podkładów z którymi ja niegdy nie miałam styczności. Zrobiła mi naprawdę niespodziankę, dodając do paczki cudowny zapach, za sprawą 2 cudasków. Naprawdę chciałoby się je zjeść:)  Dziękuję raz jeszcze:*:)

Za chwilę zabieram się za pierwsze próby;)

Wieczory umila mi natomiast książka związana z pewnym nadchodzącym wydarzeniem, ale o tym póki co szaaa...

 Wczoraj zebrało nam się natomiast na maraton filmowy z Adamem Sandler'em. 
Przyznaję, że darzę go sympatią i jeszcze żaden film z jego udziałem jaki było mi dane oglądać nie okazał się klapą.
Osobiście po wczorajszym dniu mogę polecić całkiem przyjemną komedię romantyczną 
"Żona na niby" ;)

Miłego oglądania:)



czwartek, 7 listopada 2013

Zakazany owoc do picia + herbaciane inspiracje...i nie tylko

Zakazany owoc dumnie krąży mi nad głową
Zakazany owoc marzeń ciemnych tabu
Zakazany owoc znowu szansa przeszła obok
Choć już czułem ten smak, o, o!
Chyba spora grupa blogerek chociaż raz w życiu słyszała szalony hit sprzed lat p.Krzysztofa Antkowiaka .
Zakazany owoc sama nuciłam będąc jeszcze dzieckiem...
Później w raz z wiekiem okazało się, że zakazanych owoców jest całkiem sporo i skrupulatnie "próbowało się" każdego z nich:) 
Jakiś czas temu za sprawą Skworcu było mi dane po raz pierwszy spróbować ich "zakazanego owocu".

Z dniem dzisiejszym w filiżance wylądowała ostatnia łyżeczka tej dobroci...
 
 Herbata sama w sobie zawiera dla mnie wystarczająco dużo słodyczy , poza tym nie mam zwyczaju słodzić herbat owocowych, więc bez cukru spokojnie się obeszło. W smaku wyczuwalna jest wg mnie  najbardziej wiśnia i róża.

Herbatki sypane są dla mnie miłym urozmaiceniem , chociaż wiem, że niektórych drażnić może, że nie wszystkie owocowe" farfocle" po zaparzeniu osiadają na dnie.

A że zrobiło się dość herbacianie pomyślałam sobie, że zaprezentuję Wam kilka kubeczków, w których posiadanie chciałabym wejść...

http://www.beddinginn.com/product/New-Arrival-Hand-Painted-Creative-Cup-With-Sexy-Lip-Or-Whiskers-Sign-One-Pair-10782911.html

http://www.beddinginn.com/product/New-Arrival-Ceramic-Funny-Lovers-A-Pair-Of-Coffee-Mug-10784911.html

http://www.pakamera.pl/kubki-i-czajniki-czytam-nr805760.htm 

http://www.pakamera.pl/kubki-i-czajniki-kawa-herbata-nr724995.htm   
O kubkach z napisami rodem z PRL nie wspomnę- uwielbiam:)

A żeby picie herbaty upływało przyjemnie przydałaby się jakaś ciekawa lektura, zwłaszcza na długie jesiennie wieczory.Osobiście poluję na ..
Więcej o tej pozycji możecie poczytać tutaj  . Zaznaczam, że jest to całkiem przyjemnie zapowiadający się kryminał, więc pewnie nie wszystkim z Was przypadnie do gustu.


Pozdrawiam:)

wtorek, 5 listopada 2013

Puder rozświetlająco - brązujący do którego trzeba trochę... nerwów

Brązująco rozświetlające "cóś" trafiło do mnie dawno temu, a dokładniej rok temu na spotkaniu rzeszowskich blogerek. Leżało na półce i czekało na swoją kolej. Nadeszła pora pierwszego użycia i...pojawiło się przerażenie w oczach. 
Ale czy Virtual'owy rock'owy brązer trafił w moje gusta przekonajcie się same...

 Opakowanie w żaden sposób nie porywa i nie wyróżnia się na tle innych. Skrzydlate graficzne  nawiązanie mnie osobiście kojarzy się z barokowym aniołkiem i ni w ząb nie pasuje mi do " rock me baby".

Ponieważ dokładniejszy opis znajdziecie na zdjęciu poniżej, nie będę powielać zbędnie słów producenta.Nie o to w tym wszystkim przecież chodzi.Dodam tylko, że zarówno naklejka na spodzie jak i grafika z przodu opakowania trzymają się nieźle.


Po wypróbowaniu kosmetyku na dłoni doszłam do wniosku, że zupełnie nie wiem co z tym fantem zrobić. Na rozświetlacz jak dla mnie za krzykliwe , poza tym ten brokat...
Na bronzer?! Hm... za pomarańczowe...

Pierwsza próba była próbą tragiczną. Nakładany pędzlem nie polubił się z moim ówczesnym kremem i podkładem i zrobiłam sobie porządne kuku w postaci plam.Rozetrzeć się tego cholerstwa nie dało i jedynym rozwiązaniem było zmycie majkapu.

Następnie z większym lub mniejszym skutkiem łączyłam go z kosmetykami .
Stanęło na tym, że najlepiej spisuje się na lekkim szybko wchłaniającym się kremie oraz lekkim , nietopornym podkładzie. W takim połączeniu daje przyjemny, delikatny efekt, który dla pragnących dodatkowych wrażeń wraz z kolejnymi warstwami kosmetyku można budować.
   
tutaj jedno dość mocne pociągnięcie pędzlem







Generalnie nie jest to kosmetyk którego pożądałabym  jakoś specjalnie.Zużywam go oczywiście w ślimaczym tempie i to z reguły na dekolt, bo tam najefektywniej się prezentuje. 
Nie mniej jednak dla gwiazd, które lubią faktycznie zabłyszczeć- polecam.
Zwłaszcza w dużej ilości- gwarantuje Wam, że nie pozostaniecie niezauważone ;)

A jakie są Wasze doświadczenia z tym kosmetykiem?