wtorek, 31 grudnia 2013

Mapa marzeń - mój sposób na realizację siebie.

Jakiś czas temu w jednym z babskich czasopism trafiłam na artykuł poświęcony  mapom marzeń. Zaciekawił mnie on na tyle, że sama zapragnęłam stworzyć coś podobnego, zwłaszcza, że noworoczne listy postanowień nigdy nie miały u mnie wzięcia , a poza tym zapominałam o nich  baaardzo szybko... Zebrałam potrzebne mi rzeczy czyt. blok, nożyczki, klej, i stos gazet i zabrałam się do pracy.A w sumie do zabawy ;)


Zaczynając od strony teoretycznej... na temat map marzeń znajdziecie mnóstwo informacji w internecie. Jedne ze stron mówią o tym kiedy najlepiej je wykonywać i prezentują szyk/ pogrupowanie marzeń już na naszej kartce. Taka forma zobrazowania swoich pragnień pozwala na poznanie samego siebie. Sam proces twórczy, bo myślę, że spokojnie mogę go tak nazwać polega na stworzeniu kolażu z powycinanych np. z czasopism sentencji lub obrazów ilustrujących nasze pragnienia. Według osób obeznanych w temacie proces tworzenia mapy marzeń powinien przypadać na pierwszy nów księżyca w znaku Barana ( w 2017r. będzie to miało miejsce 28.03 o godzinie 4:59). Zastępczo można ją przygotować w ważne dla nas daty np narodzin lub teraz w związku z wejściem w Nowy Rok. Materiały na mapę można zbierać przez cały poprzedni rok lub spontanicznie na chwilę przed jej przygotowywaniem. Zakłada się by była skuteczna proces jej powstawania powinien zamknąć się w 48 godzinach  od rozpoczęcia.





Ja postawiłam na wersję zbliżoną do tej prezentowanej w czasopiśmie. Starałam się dodać marzenia z każdej z dziedzin życia, ale nie grupowałam ich w żaden sposób. Na mojej planszy są rozmieszczone zupełnie przypadkowo.Z reguły jednak odpowiadają mandali , gdzie w środku można umieścić najważniejsze dla nas pragnienia. Warto zaznaczyć, że mapa marzeń może, ale nie musi być odbierana dosłownie. Na mojej , którą zaprezentuję Wam w dalszej części posta , znajdziecie różne wycinki, ale nie są one dosłowne. To, że umieściłam na niej m.in Beatę Pawlikowską nie oznacza , że chce nią być- jest ona dla mnie natomiast autorytetem i podziwiam ją za to, że osiągnęła w swoim życiu tak wiele. Bardziej marzy mi się to, żebym  sama kiedyś  mogła o sobie powiedzieć coś podobnego. Mapę najlepiej mieć " na widoku" , by nieustannie przypominać sobie nasze cele. Wiem jednak, że dla niektórych ujawnienie marzeń  może być problematyczne.Ja sama jeszcze kilka lat temu schowałabym ją pewnie na dnie szuflady i patrzyła nań od czasu do czasu ukradkiem. W chwili obecnej jednak proste i bardziej otwarte rozwiązania. Mapę przykleiłam do drzwi, co by każdego ranka po obudzeniu móc się nią cieszyć. 


Zauważyłam przy jej tworzeniu dodatkowy plus ( prócz dobrej zabawy). Jeżeli jesteście w związku polecam zaangażowanie do zrobienia własnej mapy Waszego partnera. My dzięki temu dowiedzieliśmy się o swoich pragnieniach  o których niekoniecznie informowaliśmy się na bieżąco.Zawsze można również przedyskutować problemowe tematy.Równie fajne jest tworzenie map w większej grupie o ile macie takich znajomych , którzy zdecydują się na taką formę zabawy. Oczywiście mapa nie sprawi, że w ciągu roku wszystkie Wasze plany zrealizują się w 100% tak jak sobie to zakładaliście. Niektóre potrzebują czasu... i dystansu. Dla jednych tworzenie planszy  może się wydawać wręcz głupie, ale naukowo udowodniono przecież , że im częściej o czymś myślimy tym bliżej  tego jesteśmy . Świadomie programujemy swoją podświadomość na sukces! 

Bez względu na to, czy wierzycie w listy postanowień noworocznych czy w mapy marzeń lub czy ten temat jest Wam zupełnie obojętny- życzę Wam realizacji swoich zamierzeń. Nawet gdy nie są one w tak sprecyzowanej formie.


P.s Pozwoliłam sobie na edycję wpisu sprzed lat . Obecnie jestem w fazie zbierania materiałów do nowej mapy i pewnie  w Nowy Rok przystąpimy razem z Małżonem do jej realizacji :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wyzwanie: Poznajmy się lepiej

Dokładnie 24.12 o godzinie 21.39 zapragnęłam zgłosić swój udział w wyzwaniu organizowanym przez Wrzosowisko. Celem wyzwania było stworzenie 5 tematycznych makijaży z króttkim opisem dlaczego tak, a nie inaczej :P  Nie spodziewałam się jednego, że impreza na której byłam 2 dni po zapisie do wyzwania przyniesie swoje żniwo w niedzielny wieczór.I tak to zaczął się mój romans z gorączką... Makijaże tworzyłam dzisiaj przy zalewie 38,5stopnia , więc gdyby coś było naprawdę niezrozumiałe, to uznajcie, że to moje majaki chorobowe :D

W większości przypadków cale lico nie zostało ukazane, bo nie wyglądam od wczoraj zbyt wyjściowo.Nie mniej jednak starałam się wywiązać z narzuconego samej sobie celu i tak powstały kolejno...
p.s.przepraszam, że w jednym poście, ale tak było mi łatwiej....

I.MOJE ULUBIONE JEDZONKO - owocowo-warzywna ze mnie babeczka, więc w mejkapie zainspirowałam się głównie cytrusami i zielonym jabłuszkiem do którego mam słabość. Bardziej wprawne oko zauważy też lekki róż lichi oraz odrobinę czerwieni granata.
Dzięki temu makijażowi doszłam do wniosku, że w sumie z mojej no name'owej palety da się coś stworzyć w kolorze, chociaż pigmentacja nie zachwyca...




II.GDYBYM BYŁA ZWIERZĘCIEM- byłabym kotem... obojętnie jakim. Po prostu tak jak kocury cenię sobie swój indywidualizm i poczucie wolności. Potrafię być charakterna i pokazać pazur , gdy ktoś mnie wkurzy :P


III.MAKIJAŻ W KOLORZE KTÓREGO NIE ZNOSZĘ- i to chwilę się zastanawiałam pomiędzy zielenią, a fioletem .Jak widać stanęło na tym drugim...I w tym przypadku nawet aparat nie chciał współpracować i robić w miarę przejrzystych zdjęć. Przy tym makijażu jako przy jedynym nie próbowałam nawet robić zdjęć całości , bo przesiadywałam akurat z odżywką na swoich włosientach i jedynym co rzucało się w oczy był turban  z ręcznika ;)

IV.MARZĘ O PODRÓŻY DO...- tu nie miałam wątpliwości . Marzę o podróży nad morze. Mam słabość do polskiego, ale makijażowo bardziej poszłam w kierunku nieco barwniejszych morskich wód ;p To marzenie figuruje również na stworzonej niedawno mapie marzeń i czuję, że jego realizacja jest bardzo możliwa :)


V. MAKIJAŻ BIŻUTERYJNY - i tu się nie popisałam w ogóle. Przyznam szczerze , że w momencie jego tworzenia myślałam wyłącznie o tym, by spokojnie położyć się w łóżku... co zresztą widać bo ubogości biżuteryjnej... stać mnie było tylko na dodanie kilku  "błyskających" na powiekę.Z makijażu nie jestem zadowolona, ale cieszę się natomiast z tego, że dotrwałam jednak do końca...

Kończę już swoją dzisiejszą wyzwaniową historię. Mam nadzieję, że chociaż jeden z moich dzisiejszych tworów Wam się spodoba. 
Organizatorce dziękuję za dopisanie w tak późnym terminie i możliwość spróbowania swoich sił.
Pozdrawiam Was ciepło:*


sobota, 28 grudnia 2013

Zmotywowana do malowania... czyli mejkap x2

Tak... Motywacja jest tym czego mi brak. Dobrze, że w blogosferze są takie dobre istoty, które organizują wyzwania lub konkursy...a co więcej przedłużają ich okres trwania ;)
W ostatnich kilku dniach udało mi się zapisać do makijażowego wyzwania na Wrzosowisku i chociaż kończy się ono na dniach mam nadzieję wykonać wszystkie zaplanowane makijaże do tego czasu;)

Ale wracając do tematu tego co ostatnio zmalowałam...
Stworzyłam makijaż sylwestrowy na konkurs organizowany przez Etre Belle Polska

A dzisiaj na fb wypatrzyłam, że Beauty blog- Malinowa188 przedłużyła swój świąteczny konkurs do dzisiaj do godziny 15. Zebrałam się więc w sobie i koło 13 odesłałam swoja pracę.Można było pójść " na łatwiznę" i wysłać stworzony wcześniej i niekoniecznie na potrzeby tegoż konkursu makijaż.Ja postanowiłam jednak , że nie skorzystam z tej opcji i zmalowałam... Moją wizją była śnieżynka... taka dość ostra i mroźna... bo taką zimę właśnię lubie, a na święta niestety nie dopisał śnieg....


Mam nadzieję, że to coś co powoli mnie rozbiera, nie sprawi, że będę straszyć wyglądem i faktycznie makijaże na wyzwanie powstaną... :) 3 majcie za mnie kciuki ;)

Papa;*

p.s. Wiem, że wejście na bloga chwilami jest utrudnione. Ja osobiście nie mogę tego zrobić z opery, więc polecam spróbowania sił z inną przeglądarką.

wtorek, 24 grudnia 2013

W temacie jedzenia...- makijaż spożywczy na konkurs u Malwiny

Dzisiaj natchnęło mnie do zrealizowania pomysłu , który wpadł mi do głowy w związku z konkursem u Malwiny. Tematem jej  konkursu jest makijaż spożywczy , a do jego wykonania trzeba było użyć m.in 3 składników. Na początku miałam zrobić coś co ściśle wiązałoby się z tematem- jedzeniem. Później uznałam, że skoro lubię jesień... I tak powstał bluszcz w jesiennej kolorystyce...

Ponieważ jedyny klej do rzęs jaki posiadam po wyschnięciu pozostaje czarny  musiałam sobie poradzić innym sposobem. W ręce wpadła mi dwustronna taśma. Teraz ze śmiałością mogę powiedzieć, że nie ma nic gorszego  nić wycinanie w niej małych elementów za pomocą nożyczek.
Liście powstały z:
- curry
- przyprawy do grilla,
-bazylii,
Łodyga:
-pieprz czarny
Usta:
-słodka papryka

Miałam wizję stworzenia na twarzy za pomocą cieni zielono brązowej otoczki.W rzeczywistości jest... na zdjęciach aparat oddał tylko fragmenty. Niestety... Paprykę na usta nałożyłam metodą  " na błyszczyk".







Tak oto zrealizowałam swoją jedzeniową fantazję :P Mam w planach zmalowanie jeszcze jednej pracy, ale zobaczymy jak to będzie... Póki co zachęcam do wzięcia udziału, bo co jak co , ale twórczo można się wyżyć. Poza tym Malwina postarała się o naprawdę ciekawe nagrody.

A jak Wa podoba się moja interpretacja tematu?:)

Wesołych świąt Kochane!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Tradycji stało się zadość...

W tym roku przystrojenie mojego domu rodzinnego odbyło się wcześniej niż zwykle, bo dzisiaj... dzień przed Wigilią. Odmianą był również fakt, że w tym roku sama ubierałam świąteczne drzewko i tworzyłam stroiki... Nie dla mnie cały dom w świątecznym przebraniu, ale drobne akcenty już owszem...

Ponieważ dorobiliśmy się w końcu  białej ławy o której marzyłam, pozwoliłam sobie postawić na niej przygotowany własnoręcznie stroik. Za bazę ku przekorze posłużyło styropianowe jajo :)
 Kolejny nowy nabytek czyli komoda... Na niej umieściłam "świeżynki" laseczki, które otrzymałam dzisiaj w paczce od Iwony
 Choinka w tym roku to zupełny misz masz poczynając od tradycyjnych bombek a na papierowych bądź słomianych ozdobach kończąc...


  W wazonie musiała znaleźć się jemioła... a pod nią bombka z siana otrzymana w prezencie...
W świętach najbardziej lubię to, że sami je tworzymy... i to wyłącznie od nas zależy jakie one będą.


Całusy:*

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Przemyśl miastem Mikołajek, czyli o spotkaniu...

Na publikację czeka kilka postów, ale ten był wręcz niecierpiący zwłoki.Może dlatego, że klimat Przemyśla działa na mnie nostalgicznie.To właśnie w przemyskiej restauracji Jutrzenka  spotkało się bardziej lub mniej znane sobie grono blogerek urodowych. Inicjatorka Ewa wybrała miejsce o niecodziennym wystroju.

Listę obecności na sabacie podpisały:
 i ja:)
Jak na większości spotkań byłam raczej słuchaczem niż rozmówcą- taki typ;)
 Nie przeszkodziło mi to jednak w dobrej zabawie - uśmiech od ucha do ucha był;)
Pozwoliłam sobie wykorzystać zdjęcia dziewczyn, bo mój aparat chyba lada dzień wyzionie ducha;/
 
 Jak to zwyczaj mówi, grzeczne dziewczynki dostają fajne prezenty. Jak przystało na rasowe Mikołajki , każda z nas miała swój wór z prezentami;)

A w nim...

 A to zawartość magicznego pudełeczka od Ziaji. Nie dość, że słoiczki takie urocze, to jeszcze taka slodka zawartość.






Do naszego szczęścia przyczyniły się

 ZIAJA 
 WHO  
  CEFARM  

Wszystkie skarby czekają jeszcze na rozpakowanie, a właściwie na nowe mieszkanko ,które jest w drodze;)

Za mile spędzone grudniowe popołudnie chciałabym podziękować przede wszystkim dziewczynom, dzięki którym możliwa była ta chwila zapomnienia;) 

Całusy;*

czwartek, 12 grudnia 2013

Niezdzierające zdzieraki, czyli esej o tym jak się oczyszczam...

Dzisiaj mój wywód na temat kosmetyków powszechnie dostępnych i zapewne znanych Wam firm.
Pod lupę wzięłam kosmetyki o działaniu oczyszczającym/złuszczającym/liftingującym.
Ziaja v. Eveline Cosmetics

Dwa z pośród widocznych Wam kosmetyków to peelingi enzymatyczne, środkowa tubka mieści w sobie kosmetyk na wyrost nazwany mikrodermabrazją.Zacznę tym razem od końca, czyli od najnowszego nabytku.

I. Argan Oil Enzymatyczny peeling odmładzający do twarzy 3w1 - Eveline Cosmetics
Produkt ten gości u mnie od  mniej więcej 2 tygodni przy czym używany był przeze mnie 8 razy. Producent zaleca go wszystkim jak leci... Kosmetyk nie skrzywdzi cer wrażliwych , naczyniowych i da radę suchym. Nie dość , że mało inwazyjnie oczyszcza  to jeszcze wg obietnic  z tubki wzmacnia naczynia krwionośne, niweluje zaczerwienienia, redukuje przebarwienia oraz przywraca jednolity koloryt.
Rezultat gwarantowany przez LUXURY OF YOUTH COMPLEX - cóż mnie osobiście nazwa ta nic nie mówi...Wracając do konkretów: składnikami aktywnymi  w owym cudownym peelingu są m.in olejek arganowy , enzym z papai , naturalna betaina , ekstrakt z lipy.
Nakładamy ten cud na twarz  i czekamy na efekty od 10-15 minut. A tak poważnie nie nastawiajcie się na cuda;) Buźka po zmyciu jest miękka, przyjemna w dotyku, ale jak na mój gust trochę sztuczna.Czuć coś na twarzy i dopiero płyn micelarny sprawia, że wrażenia percepcyjne są dla mnie milsze. 
Peeling ma konsystencję kremu i tak też pachnie- kremidło z średniej półki. Aplikuje się przyjemnie, nie wysusza- jak już wspominałam używałam go 8 razy na 14 dni i o przesuszeniu nie ma mowy. W składzie faktycznie znajdujemy składniki aktywne o których pisze nam producent.Aczkolwiek nie jest to tak, że nic niefajnego w nim nie ma. Tubka 60ml której ważność to 6 miesięcy od otwarcia. Nie mniej jednak kosmetyk zużywa się wg mnie dość szybko i myślę, że w 2014rok już ze mną nie wejdzie.
Dla mało wymagających w dziedzinie oczyszczania - polecam, dla tych z większymi wymaganiami to niestety nie będzie TO...
II. Mikrodermabrazja zabieg domowy Anno d'oro Lifting Solutions Ziaja
Czyli cudniasty cudak:) Przyznam szczerze,  że nie miałam w ogóle w planach zakupy tegoż kosmetyku jednakże życie w pobliżu małego miasta ma to do siebie, że niestety mało co jest tutaj dostępne. I tak też było w lipcu , gdy szukałam peelingu enzymatycznego. Nie było nic, a ziajowska mikrodermabrazja wydawała się być najmniej inwazyjnym kosmetykiem. Nie pomyliłam się;] Zabieg ten wg producenta polecany jest dla osób 40+ u których to wygładzi i przywróci blask zmęczonej skórze. Do mojego wieku ma się to nijak, ale doszłam do wniosku, że co mnie nie zabije... Przyznam się , że moja skóra całkiem dobrze reaguje na w/w kosmetyk i żyją ze sobą w zgodzie. Za oczyszczające służą tutaj nieliczne drobiny.Powiedzmy , że na 80ml produktu dodano ok  jednej płaskiej łyżeczki korundu. Krzywdy raczej nie jest nam to w stanie wyrządzić, chyba, że ktoś faktycznie ma bardzo wrażliwą buzię. Osobiście łyżeczkę korundu swego czasu wykorzystywałam do jednokrotnego zabiegu oczyszczania, więc kosmetyk zwany mikrodermabrazją nie zrobił na mnie większego wrażenia pod względem mega oczyszczania. Muszę natomiast przyznać, że biorąc pod uwagę kwestię liftingu faktycznie napięcie i pojędrnienie skóry było czuć, ale nie był to długo trwały efekt. Wg producenta kosmetyku możemy używać 3-4 razy w miesiącu. Oczywiście łamię tą wytyczną i zdarza mi się używać go ok 2 razy w tygodniu. Jak w przypadku peelingu o którym mowa wyżej cudak nie wysusza skóry. Zapachem najbardziej z tej trójki przypomina mi kosmetyki profesjonalne.
III. Peeling enzymatyczny Ziaja Ulga 
Adnotacja producenta- dla cery wrażliwej. Czyli, że niewrażliwym dziękujemy?  Po troszę tak...ale od początku. Kosmetyk hipoalergiczny, bezzapachowy( chociaż ja tam delikatna woń czuję)  bez barwników , konserwantów i olejów mineralnych...  Ma za zadanie oczyszczać i wygładzać i  robi to. Nie jest to może jakiś boom, ale działa. Co prawda używając tylko jego mogłam sobie pozwolić na praktycznie codzienną aplikację, bo nie jest aż tak inwazyjny. Tubka mieści 60ml ,ale w odróżnieniu od poprzedników ten kosmetyk ma nieco bardziej żelową konsystencję. 


Podsumowując: Do delikatnego regularnego złuszczania w przedziale cenowym oscylującym w granicy 10zł są to kosmetyki jak najbardziej ok. Niestety przy bardzo zaniedbanych lub zanieczyszczonych cerach nie zrobią z nas jednorazowo piękności.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Już w sobotę- spotkanie blogerek w Przemyślu :)
A ja zapraszam Was do wzięcia udziału w wymiance u Justyny:) 
Oby zamówione przeze mnie eyelinery dotarły jutro...:)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pozdrawiam;)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Balsam to czy perfuma? a może jedno i drugie?:)

Długa historia mini kosmetyku zaczęła się... nie wiem gdzie. W każdym bądź razie w moje ręce trafił on na spotkaniu Śląskich Blogerek  o którym możecie poczytać tutaj    . Po pierwszym użyciu wiedziałam już, że jest to świetna alternatywa dla perfum płynnych. Cudowny zapach orientu...

Khalida – to słowo oznacza nieśmiertelność. Jest to zapach intensywniejszy, bardziej wysublimowany i dłużej pozostający na skórze. Zapach orientalny mocniejszy w którym wyczuć można zapachy kadzidła, kory sandałowca i egzotycznych kwiatów. 
Do rąk uczestniczek trafił on dzięki uprzejmości Pachnącej Krainy, gdzie dostępny jest w cenie 14zł/30ml.
Dość toporna konsystencja pod wpływem ciepła dłoni roztapia się i przeobraża w mocno natłuszczające masełko. Ma na to zapewne wpływ baza  na którą składa się Karite ,olejki z kory, nasion, płatków roślinnych, żywic i wonnych soków drzewnych. 
Balsam czy też perfumy, jak kto woli , nie posiadają w swoim składzie alkoholu -dla mnie na plus. 
 Ich trwałość nie zadowoli jednak bardziej wymagających osób. Na moim ciele zapach utrzymywał się ok 4 godzin. Natomiast słoiczek jest tak mały, że nie wydaje mi się , by było problemem nosić go przy sobie- gdzieś w nieskończonych czeluściach torebki;)

I teraz wyjdzie moje gapiostwo. Przez bite kilka miesięcy zastanawiałam się, kto i dlaczego zamknął balsam w takim małym opakowaniu... I czemuż to on tak mocno pachnie skoro inne perfumowane kosmetyki mają zaledwie delikatną zapachową nutę? Wpadłam więc na FANTASTYCZNY pomysł używania go jako perfum. Po czym dzisiaj robiłam zdjęcia do tegoż posta i oświeciło mnie iż nie jest to balsam perfumowany lecz perfumujący :P ot, taka tam drobna różnica :) Ślubny nabijał się tylko,że dobrze iż nie pomyliły mi się wody toaletowe. No ma chłopak poczucie humoru- nie ma co! ;p


 Podsumowując- dla mnie bomba;) 

Pozdrawiam;)


P.s Udało mi się wygrać nowe kremy z Elfa Pharm na ich funpag'u... dla siebie i Iwony 
Ależ się cieszę;)

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajkowa paczka od Moniki ;)

Jednak mam  sobie coś jeszcze z grzecznego dziecka, skoro odwiedził mnie w tym roku Mikołaj rodem ze stolicy. A właściwie to Mikołajka Monika- nie ma to jak równouprawnienie;)
Monika wirtualnie zamieszkuje na Blogu Moniszona i tam też zainteresowani mogą ją odwiedzić.

Na wstępie podziękowania należą się również Hexx, która to za sprawą czarodziejskiej różdżki , tudzież rąk własnych połączyła nas w pary;)

Żałuję, że nie miałam okazji spotkać się ze swoim Mikołajem oko w oko, ale cóż... takie życie.

Nie przedłużając...
 W mojej paczce znalazły się:
- rozmaitej maści próbeczki,
-maseczka Tony Moly,
- różane mydełko, 
- glinka Rhassoul
-balsam z Mydlarni św. Franciszka pomarańcza z chili - obłęd -tyle powiem
-peeling tutti frutti Liczi&Rambutan - dla fanów liczy istny zapachowy raj;)
-lakier p2- czyli mam  drugi piasek w kolekcji :D
-świeca stworzona przez samą Monikę,



Jak widzicie kilka rzeczy jest już w użyciu. Niektóre czekają grzecznie na swoją kolej, chociaż przyznaję, że ciężko mi się powstrzymywać od nieustannego macania i wąchania.
Ponieważ to mój jedyny tegoroczny Mikołaj pozwolę sobie w ramach  świętowania oddać się dzisiaj domowemu SPA.

Miłego dnia;)