piątek, 9 maja 2014

Lorea'l Revitalift laser X3 : krem-maska na noc

Młodsza się już nie zrobię w związku z czym od czasu do czasu nachodzi mnie myśl o wypróbowaniu kosmetyku o działaniu przeciwzmarszczkowym, bo w końcu lepiej zapobiegać...
Jakiś czas temu pisałam Wam , że w moje ręce trafił krem do twarzy Revitalift Laser Renew - L'oreal , który u jednych wzbudził spore zaciekawienie u innych dozę sceptycyzmu. W przypadku takich kosmetyków staram się ostrożnie podchodzić do tematu stąd też na publikację tej recenzji musieliście aż tyle czekać.

Krótko o tym co obiecuję nam producent:
1. Wypełnienie skóry i redukcja zmarszczek
2.Poprawa struktury powierzchni skóry
3.Pomoc skórze w przywróceniu jej właściwości ochronnych

Pierwszy raz miałam do czynienia z kremem w tak solidnym szklanym opakowaniu. Ma to swoje plusy i minusy, bo owszem poczułam tą dozę luksusu , ale z drugiej strony pełna byłam obaw co by się stało gdyby niechcący mi upadł. Jest szansa, że słoiczek by przetrwał, ale wolałam nie próbować... :) Sam kosmetyk zabezpieczony był plastikową membraną , którą spokojnie można wielokrotnie zdejmować i zakładać, czego ja oczywiście nie robiłam, bo gdzieś ją zapodziałam po pierwszym użyciu.
Na początku zignorowałam napis" krem-maska " i skupiłam się na pierwszej części członu stosując go najzwyczajniej w świecie jak każdy krem na noc. Zdziwiła mnie konsystencja, a raczej jego zachowanie na skórze. Przy nakładaniu zachowywał się jak lekki krem na dzień, bez problemu się rozprowadzał . Na skórze natomiast miałam wrażenie, jakbym nałożyła na twarz mocno treściwy , tłusty krem. Wydawało mi się, że wypełnia on każdy najdrobniejszy ubytek, a efekt na skórze przypominał trochę ten po użyciu bazy pod makijaż.Oczywiście wizualnie  i namacalnie zmarszczki nadal były  i w tej kwestii nic się nie zmieniło, bo niby jak...







Kilkudniowe codzienne stosowanie przyniosło następujące wnioski : moja skóra nie potrzebowała aż takiego odżywienia i konieczne były przerwy co kilka dni w stosowaniu. Fakt drugi : rano konieczne było zmycie wszelkich pozostałości po kremie , ponieważ kolidował on z moja kolorówką. Bez względu na to jaki podkład nałożyłabym na twarz, rolował się on w miejscach  gdzie krem niedostatecznie się wchłonął ( głównie na linii włosów i żuchwie). Mniej więcej po zużyciu 3/4 opakowania czułam, że lepiej będzie przestawić się na "tryb maski". Od tamtego czasu , aż do końca opakowania stosowałam go mniej więcej co 3 dni , ale nakładając grubszą warstwę.

Co zyskałam?  Skóra stała się jędrniejsza. Moim zdaniem miała zdrowszy wygląd niż normalnie,ale stan ten utrzymywał się tylko przez okres użytkowania kosmetyku. Gdy dobiłam dnia i powróciłam  do swojej "starej" pielęgnacji   wszystko wróciło do stanu wyjściowego. Zmarszczek mam kilka- mimicznych , widocznych głównie na czole i nie mogę powiedzieć, że zniknęły, bo nadal tam są oczywiście. Ale w okresie stosowania przez owo ujędrnienie o którym pisałam wcześniej sprawiały wrażenie mniej rzucających się w oczy. Nie potrafię powiedzieć z pewnością, że właściwości ochronne uległy poprawie , bo do tego moim zdaniem potrzebne byłoby badanie "przed" i "po", ale krem na warunki zimowe w jakich go stosowałam spisywał się idealnie.Skóra nie złuszczała mi się tak jak to miało miejsce  w przypadku stosowanej wcześniej  delikatniejszej pielęgnacji podczas ekspozycji na mróz.

Zużycie: i tu przeżyłam lekki szok...:) Musiałam chyba nakładać na siebie sporą ilość tego kremu skoro mnie 50ml słoiczek wystarczył na nieco ponad miesiąc użytkowania, a czytałam u innych dziewczyn, że im starczał nawet do 3 miesięcy. Ciężko mi się w takiej sytuacji wypowiedzieć co do wydajności , bo jak widać sporo zależy od Was samych :)

Moja mama , która ma już swoje +40 , kilkukrotnie podbierała mi tego gagatka i jej bardzo przypadł do gustu. Także, jeśli ktoś oscyluję w takowej granicy wiekowej może się spodziewać , że krem spiszę się u niego idealnie.

A jak Wasze wrażenia? Stosowała go  któraś z Was?

10 komentarzy:

  1. OOO dobrze wiedziec, ze jest taki gagatek ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jest ;) Przyjrzeć mu się można, a nóż widelec przypadnie do gustu, a przede wszystkim spełni oczekiwania:)

      Usuń
  2. Bardzo nie lubię jak mi się coś roluje na buźce. Nie przejmuj się ja też szybko kończę kremy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie rolowanie to tragedia, nie wiadomo czy zmywać całość czy co z tym robić. Ale jako maska się spisał ;) No ja trochę wątpię, że komuś mógł starczyć na 3 miesiące, bo aż tak wydajny to nie jest moim zdaniem. Ale skoro dziewczyny tak piszą... Może, może...

      Usuń
  3. miałam serum z tej serii, ale potwornie mnie zapchało..
    dałam mamie i ona pokochała je wręcz ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serum nie miałam okazji używać, ale to chyba nawet lepiej, bo znając moją buźkę też mogłoby wywołac problemy.

      Usuń
  4. kupiłam go mamie na gwiazdkę - niestety strasznie ją podraznił :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mojej się sprawdził. Co cera to inne wymagania.Mam nadzieję, ze Twoja mama trafi na jakiś świetny kosmetyk dla siebie:)

      Usuń
  5. Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z tym kremem :)

    Zostałaś na moim blogu nominowana do zabawy Liebster Blog Award :) Zapraszam :)

    http://womancosmeticsreccomending.blogspot.com/2014/03/liebster-blog-award-kolejna-nominacja.html

    OdpowiedzUsuń
  6. A może i ja też sobie go kupie :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia