sobota, 31 maja 2014

Sobotnie troszkę mocniejsze oko.

Udało się pomimo pochmurnej pogody zrobić kilka sensownych zdjęć mojego dzisiejszego makijażu. Lubię swoje oko w nieco mocniejszej wersji, ale przeraża mnie niekiedy demakijaż stąd też jednak w tygodniu staram się nosić coś lżejszego. A że dzisiaj sobota... dość mroczna, deszczowa i pochmurna na oku pojawiła się czerń- jednak nie w czystej postaci.
Postawiłam na czarny mat ze sporych rozmiarów drobinami, ale naprawdę w minimalnej ilości, dlatego też na zdjęciach są praktycznie nie widoczne. Na załamaniu powieki pojawił się matowy brąz, a całość nieco ożywia złoto-miedziany pyłek na dolnej powiece.






Jak Wam się podoba?
Całuski;*

p.s DO ANONIMA, który pytał o to czy nie spacerowałam kiedyś po mieście lub galerii z koleżanką za rękę. Owszem robiłam to nie raz i nie jest to tajemnica,ani nic zdrożnego wg mnie. Grunt to mieć dystans do ludzi i do siebie;)
Czytaj dalej »

środa, 28 maja 2014

Tydzień w zdjęciach ponownie

Zaspamuję Was dzisiaj urywkami mojego dość monotonnego tygodnia.

1.Spełniłam marzenie... i mam w końcu sweetaśny pas do pończoch;)

2.Znowu bawię się w ogrodnika... 

3.Mam z moim Ślubnym urwanie głowy... dzisiaj wykończył kolejnego pilota  ;p

4. Obżeram się namiętnie... kotletami sojowymi. Uwielbiam <3

5.Smakowe odkrycie... Napój mleczny Joopla- są różne wersje smakowe, ale moim faworytem jest właśnie kiwi.

6. Jaram się ... widokiem truskawek w ogródku, zarówno kwiatów jak i owoców;)



7. A 7 miejsce w tym krótkim zestawieniu zajmuje PECH... Podobno nic tak nie uszczęśliwia innych jak fakt, że komuś jest gorzej. No cóż- dobrze nie jest, ale nie dam nikomu tej satysfakcji ;D

Czytaj dalej »

piątek, 23 maja 2014

face chart

Prosty tytuł dla prostego posta. Ponieważ nie czuje się jeszcze dobrze,( żeby nie powiedzieć, że jest jednak nieco gorzej niż było  ;P ) wpadłam do Was z krótką notką o tym jakie makijaże już niedługo będą do zobaczenia na blogu. Wybrałam sobie za inspirację po dwa face chart'y z Illamasqua oraz MAC.
W jakiej kolejności się pojawią- jeszcze nie wiem;)





 Który z face chartów wpadł Wam w oko najbardziej?
Buziaki;*

p.s face chart'y jak już kiedyś wspominałam były moim utrapieniem podczas nauki w szkole kosmetycznej  ;p 
Czytaj dalej »

środa, 21 maja 2014

Nowy wygląd bloga mam! + sesyjnie z kociakami

Dzisiejszy dzień, chociaż sponsorowany przez chorobę dał mi sporo radości. Leżąc przed laptopem wypatrzyłam wpis pewnej dobrej blogerskiej duszyczki. Od słowa do słowa i... spełniła moja marzenie o nowym wyglądzie bloga. Moje poprzednie próby zapewne nie jedną z Was raziły po oczach więc tym bardziej cieszę się  że jest- profesjonalny, przejrzysty w sam raz dla początkującej pin up'ki :)

Podziękowania należą się zasłużenie Magdalenie Malinowej  - która to poczarowała  i stworzyła...(fb)
Raz jeszcze Ci  dziękuję;*
 A tym którzy są zainteresowani zmianą wyglądu Magdalenę oczywiście polecam;)

W wolnym czasie, by całkiem nie poddać się nudzie stworzyłam mini sesję moich Skarbów.



No dobra.... Zdjęć wyszło do cholery i jeszcze trochę, ale nie mogę Was przecież aż tak spamować :)
Buźka Słońca moje;*

Czytaj dalej »

wtorek, 20 maja 2014

Zasłuchuję się....


od kilku dni wyłącznie "Angela".... 
kwestia gustu. 
nie wszystkich zachwyci...

choruję sobie dzisiaj.
odpoczywam
wrócę ;*
Czytaj dalej »

sobota, 17 maja 2014

O tańszej alternatywie- zapachy dla mnie i dla domu.

Zaczęło się od nudy. Poszukiwałam dla siebie jakiegoś pachnidełka, ale jak zwykle ciężko mi się było zdecydować na coś konkretnego. Oryginalnych zapachów które posiadałam nie chciałam powielać, a  przypadkowy wybór przez internet jest dość ryzykowny przy dużych kwotach. Takim też sposobem zdecydowałam się na zakup odpowiedników znanych zapachów.
Trafiłam na aukcję, gdzie prócz nich dostępne były również różne gadżety do domu... I tak się zaczęło.
Przy pierwszym zamówieniu złożonym w środę zdecydowałam się na przygarnięcie:
Jakim oryginałom odpowiadają chyba nie trudno się domyślić. Ponieważ miałam okazję wąchać "Light Blue" oraz "Jamajce" w oryginale mogę powiedzieć, że minimalnie się od nich różnią. Jedyne co to nie utrzymują się na skórze tak długo, ale przy 100ml/8,90zł za szt można sobie pozwolić na kilkukrotne popsikanie dla odświeżenia zapachu. 

U tego samego sprzedawcy wypatrzyłam także areozole-wkłady do odświeżacza powietrza.Do tej pory używałam 2 dyfuzorów z Air Wick . Do tej pory kupowałam do nich oryginalne wkłady za ok 16zł/szt.
A że te oferowane przez sprzedawcę kosztowały jedyne 6,90 skusiłam się na jeden w celu sprawdzenia czy w ogóle zadziała.
Posiadam dwa różne modele 
Po lewej oryginalny wkład Air Wick, po prawej odpowiednik z Green World. Odpowiednik jest minimalnie mniejszy, ale działa w obu moich "psikaczach" bez problemu. Przy pierwszym zamówieniu skusiłam się na zapach Tutti Frutti, który jest istna owocową mieszanką;) W sam raz coś dla mnie.

Zdecydowałam się jednak dzień później złożyć kolejne zamówienie na spółkę z kuzynką i wówczas przygarnęłam dwa kolejne zapachy: After Rain- mnie przypomina męską perfumę oraz Bubble Gum- nazwa mówi sama za siebie.Pachnie jak guma;) Obłęd!


Dodatkowo dobrałam kolejne dwa zapachy: w tym jeden męski( nie dla mnie rzecz jasna ;p )

Co zdumiewające  przesyłki miałam już na drugi dzień od zamówienia a miały kawałek drogi do przebycia, bo z Gdańska aż na Podkarpacie...

Na dniach przygarnęłam również kilka innych drobiazgów. W końcu zakupiłam podkład z Revlon'u ColorStay. Przyznam szczerze, że wolałabym Bourjois 123 Perfect, ale jak się nie ma co się lubi...
Mój kolor to 150 buff , a zakupiłam wersję dla cery suchej. Dobrze, że szybko doszedł, bo potrzebuję teraz dobrego pokrycia pomaseczkowej alergii... ;/  Dobrałam sobie również mini paletkę z Ruby Rose w odcienach brązu oraz puder brązujący w pędzlu tej samej firmy. Różowa kredka z Up Girl kliknęła się przypadkiem. A chusteczki większość pewnie zna i kojarzy z Biedronki.


A tak "załatwiła " mnie różana maseczka Hesh ( zrobię jeszcze próbę na ręce , bo być może weszła z innym kosmetykiem w interakcję, ale szczerze mówiąc wątpię w to)...
Nie muszę chyba wspominać, że rzecz jasna cała moja twarz tak wygląda. Łącznie z szyją... ;/ 




Czytaj dalej »

czwartek, 15 maja 2014

Eco Box mam !

Wybaczcie, że będzie zwięźle , ale piszę tego posta 4 raz i blogger nie chce mi go zapisać,  a że mam problemy z internetem to co chwilę muszę to robić od nowa.


Dzisiaj dotarła do mnie paczka w ramach zabawy zorganizowanej przez Patrycję znaną szerszemu gronu jako Smykusmyk . Zmodyfikowała ona nieco zabawę  wymiankową narzucając wybór kosmetyków ekologicznych. Z ciekawości zgłosiłam chęć swojego udziału, bo lubię jak każdy chyba otrzymywać paczki niespodzianki. Moja przyleciała do mnie aż z Wrocławia od Dobrogniewy. Nie wiem czy prowadzi ona bloga, ale jeżeli tak, to zaraz jak tylko do niego dotrę podlinkuję go tutaj.

Nie przedłużając zbędnie... Dotarło do mnie trzy kosmetyki w kolorze miłości:
- balsam do ust "Cherry Candies" z Organique
- maseczka z płatków róży Hesh,
- woda różana Lass Naturals
Czwartym kosmetykiem w paczce był samorobiony peeling na bazie oliwy z oliwek, pomarańczowego olejku z Alterry z cukrem i startymi skórkami pomarańczy. Niestety pomimo dobrego zabezpieczenia całkiem sporo kosmetyku wypłynęło. A właściwie cała część oleista;(  Przykro mi z tego względu, że jak widać, pomimo oklejonej paczki  napisami "ostrożnie" niespecjalnie było po niej widać, żeby ktoś się tak z nią obchodził. To co się dało odratowałam i czeka w lodówce na swoją kolej do zużycia;)

Balsamik mam już na ustach i powiem Wam, że naprawdę trudno powstrzymywać się od ich oblizywania- taka to słodycz. Żadnego z kosmetyku wcześniej nie używałam , więc tym bardziej cieszę się, że teraz mam taką możliwość.

Właśnie zabieram się za zrobienie sobie maseczki.
Kto wie czym zaowocuje romans mojej skóry z różą?!;)

Ja również przygotowywałam boxa, ale z racji tego, że ma być to niespodzianka, a nie wiem czy osoba już odebrała przesyłkę czy nie, nic Wam nie wspomnę. 
Zachęcam do śledzenia bloga organizatorki, bo ma ona zrobić podsumowanie całej zabawy, a przyznam , że innych paczek jestem równie ciekawa;)
Czytaj dalej »

środa, 14 maja 2014

W końcu jestem z zakupami...

Zabierałam się do tego posta kilkukrotnie i jakoś do tej pory bezskutecznie, chociaż chwalipięctwo mam we krwi i nie powinno mi ono sprawiać problemów;) Może to pogoda, a może fakt, że czekam na kolejne nowości ... I doczekać się nie mogę. 
Dzisiaj krótko i zwięźle o tym co przygarnęłam w ostatnim czasie.
Biedronkowe łupy kosmetyczne tak się właśnie u mnie objawiły. Z nowości kosmetycznych nie wybrałam w sumie nic prócz henny- bo tanio wychodzi w stosunku do tej z Venity ( szkoda tylko , że nie było brązowej). Z kolorówki skusiłam się natomiast na matujący fluid z Celii. Przy kasie żałowałam, że trafił do koszyka, ale muszę przyznać, że wybronił się już przy pierwszym użyciu. Podsumowując zadowolona z niego jestem;) Mój nr to 01 ecri- a miałam brać 02. Dobrze, że się nie skusiłam, bo ten pomimo obaw , że będzie za jasny, okazał się idealny. Żel-krem mam po raz pierwszy , a wzięłam go z myślą, bo oczyszczać nim dodatkowo twarz przy użyciu....

No tak. Nie mogłam się nie skusić na tego dziwaczka. Nie miałam nawet zbyt wiele czasu do namysłu , bo w mojej Biedronce zauważyłam wyłącznie dwa egzemplarze. Używałam już każdej z końcówek i moje odczucia w stosunku do każdej z nich są  odmienne.

Maskę do włosów i magnoliowe mydełko otrzymałam jako gratis do zakupów dokonanych w Twojej Mydlarni z myślą o eco boxie. Oliwkową maseczkę z RdL zgarnęłam w ramach zastępstwa, ponieważ mojej ulubionej -nawilżającej akurat nie było. Krem z Isany sam wpadł mi do koszyka jak się dowiedział , że mam słabość do kremów z pompką.  Kosztował ok 6zł/300ml .

I ubraniowo-sh'owo.
Jeansowe luźne spodnie z  licznymi przeszyciami i dodatkowo na gumce oraz ze ściągaczami na dole nogawek musiały być moje. Zwłaszcza, że akurat xs i za jedyne 4zł;)

A i w końcu udało mi się upolować ludowe, babcine chusty na które choruję od dawien dawna. Akurat trafiły mi się z identycznym wzorem, różniące się jedynie kolorami. Cena początkowa wynosiła 7zł/szt, ale  że trafiłam na wyprzedaż -50%...;) 


Czekam jeszcze na kilka ubrań, buty i kosmetyki, ale paczki jakoś niespecjalnie chcą do mnie dojść. 
Perfidne...
Czytaj dalej »

piątek, 9 maja 2014

Kaloryfer mi się marzy ;) - aktualne wyzwania

W styczniu pisałam Wam, że podjęłam się wyzwania przysiadowego w wersji zaawansowanej, co dla mnie osoby nie ćwiczącej od X lat było naprawdę dużym wyzwaniem. Co więcej udało mi się po pewnym czasie dołożyć drugie- wyzwanie nożycowe. Oba szczęśliwie ukończyłam i miałam napisać o efektach oraz zobrazować przemiany u mnie, ale oczywiście moja ówczesna karta do aparatu umarła...

Co mi dały wyzwania prócz zmian wizualnych?
Dały mi pewność , że jestem w stanie zwalczyć swojego wewnętrznego lenia. Zawzięłam się , ale siłę dały mi głównie pełne zwątpienia słowa innych , przekomarzania się na temat tego, że JA na pewno nie dam rady. Dałam , a razem z lepszą kondycją otrzymałam satysfakcję.


Teraz już bardziej świadomie postanowiłam dobrać ćwiczenia pod swoje potrzeby. Zdecydowałam się na wykonywanie jednocześnie dwóch wyzwań dość popularnych obecnie w blogosferze. Zamarzyło mi się głównie wzmocnienie mięśni rąk i nóg stąd też PLANKuję sobie i wykonuję tzw.przysiady przy ścianie. Co prawda trwa to zaledwie od tygodnia , ale przekonałam się już, że wcale nie jest tak łatwo jak myślałam. Pewnie byłoby znacznie gorzej gdyby nie zaprawa przysiadowa wykonana zimą ;p

Jeśli chodzi o plank zaczynałam od wersji z rysunku powyżej, ale wczoraj trafiłam na propozycję poniższą i jakoś bardziej przypadła mi do gustu. Zawsze to mniej monotonnie ;)
Plany ćwiczeń zapożyczone z sieci.

Nie chcę zrzucać już żadnych kg, ale nie obraziłabym się, gdybym nabrała nieco siły i ruszyła sflaczałe mięśnie. Taki jest mój cel na chwilę obecną i mam zamiar ponownie wytrwać w realizacji. 
Pamiętam jednak taki okres w swoim życiu, gdy aktywność fizyczna wiązała się dla mnie wyłącznie ze zwolnieniem lekarskim. Z perspektywy czasu myślę, że dobrze... Jak do wszystkiego tak i do ćwiczeń trzeba dorosnąć... Może gdybym miała wówczas w szkole możliwość wyboru ćwiczeń już wtedy zakochałabym się w sporcie. Niestety takiej możliwości nie było, a piłka ręczna czy hokej na parkiecie nie były i nadal zresztą nie są tym za czym bym przepadała...

Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo motywują hasła wynalezione w sieci. Z jednym z nich Was dzisiaj zostawiam....

Całusy:*

Czytaj dalej »

Lorea'l Revitalift laser X3 : krem-maska na noc

Młodsza się już nie zrobię w związku z czym od czasu do czasu nachodzi mnie myśl o wypróbowaniu kosmetyku o działaniu przeciwzmarszczkowym, bo w końcu lepiej zapobiegać...
Jakiś czas temu pisałam Wam , że w moje ręce trafił krem do twarzy Revitalift Laser Renew - L'oreal , który u jednych wzbudził spore zaciekawienie u innych dozę sceptycyzmu. W przypadku takich kosmetyków staram się ostrożnie podchodzić do tematu stąd też na publikację tej recenzji musieliście aż tyle czekać.

Krótko o tym co obiecuję nam producent:
1. Wypełnienie skóry i redukcja zmarszczek
2.Poprawa struktury powierzchni skóry
3.Pomoc skórze w przywróceniu jej właściwości ochronnych

Pierwszy raz miałam do czynienia z kremem w tak solidnym szklanym opakowaniu. Ma to swoje plusy i minusy, bo owszem poczułam tą dozę luksusu , ale z drugiej strony pełna byłam obaw co by się stało gdyby niechcący mi upadł. Jest szansa, że słoiczek by przetrwał, ale wolałam nie próbować... :) Sam kosmetyk zabezpieczony był plastikową membraną , którą spokojnie można wielokrotnie zdejmować i zakładać, czego ja oczywiście nie robiłam, bo gdzieś ją zapodziałam po pierwszym użyciu.
Na początku zignorowałam napis" krem-maska " i skupiłam się na pierwszej części członu stosując go najzwyczajniej w świecie jak każdy krem na noc. Zdziwiła mnie konsystencja, a raczej jego zachowanie na skórze. Przy nakładaniu zachowywał się jak lekki krem na dzień, bez problemu się rozprowadzał . Na skórze natomiast miałam wrażenie, jakbym nałożyła na twarz mocno treściwy , tłusty krem. Wydawało mi się, że wypełnia on każdy najdrobniejszy ubytek, a efekt na skórze przypominał trochę ten po użyciu bazy pod makijaż.Oczywiście wizualnie  i namacalnie zmarszczki nadal były  i w tej kwestii nic się nie zmieniło, bo niby jak...







Kilkudniowe codzienne stosowanie przyniosło następujące wnioski : moja skóra nie potrzebowała aż takiego odżywienia i konieczne były przerwy co kilka dni w stosowaniu. Fakt drugi : rano konieczne było zmycie wszelkich pozostałości po kremie , ponieważ kolidował on z moja kolorówką. Bez względu na to jaki podkład nałożyłabym na twarz, rolował się on w miejscach  gdzie krem niedostatecznie się wchłonął ( głównie na linii włosów i żuchwie). Mniej więcej po zużyciu 3/4 opakowania czułam, że lepiej będzie przestawić się na "tryb maski". Od tamtego czasu , aż do końca opakowania stosowałam go mniej więcej co 3 dni , ale nakładając grubszą warstwę.

Co zyskałam?  Skóra stała się jędrniejsza. Moim zdaniem miała zdrowszy wygląd niż normalnie,ale stan ten utrzymywał się tylko przez okres użytkowania kosmetyku. Gdy dobiłam dnia i powróciłam  do swojej "starej" pielęgnacji   wszystko wróciło do stanu wyjściowego. Zmarszczek mam kilka- mimicznych , widocznych głównie na czole i nie mogę powiedzieć, że zniknęły, bo nadal tam są oczywiście. Ale w okresie stosowania przez owo ujędrnienie o którym pisałam wcześniej sprawiały wrażenie mniej rzucających się w oczy. Nie potrafię powiedzieć z pewnością, że właściwości ochronne uległy poprawie , bo do tego moim zdaniem potrzebne byłoby badanie "przed" i "po", ale krem na warunki zimowe w jakich go stosowałam spisywał się idealnie.Skóra nie złuszczała mi się tak jak to miało miejsce  w przypadku stosowanej wcześniej  delikatniejszej pielęgnacji podczas ekspozycji na mróz.

Zużycie: i tu przeżyłam lekki szok...:) Musiałam chyba nakładać na siebie sporą ilość tego kremu skoro mnie 50ml słoiczek wystarczył na nieco ponad miesiąc użytkowania, a czytałam u innych dziewczyn, że im starczał nawet do 3 miesięcy. Ciężko mi się w takiej sytuacji wypowiedzieć co do wydajności , bo jak widać sporo zależy od Was samych :)

Moja mama , która ma już swoje +40 , kilkukrotnie podbierała mi tego gagatka i jej bardzo przypadł do gustu. Także, jeśli ktoś oscyluję w takowej granicy wiekowej może się spodziewać , że krem spiszę się u niego idealnie.

A jak Wasze wrażenia? Stosowała go  któraś z Was?
Czytaj dalej »

czwartek, 8 maja 2014

Wehikuł czasu- lata '80 ; makijaż na konkurs u Taida Make-up

Zaczęło się od tego, że zapragnęłam mejkapu w stylu lat 80.Zależało mi na charakterystycznej fryzurze i szukałam w sieci co by tu i jak... Tak trafiłam na metodę kręcenia włosów na rurki do napojów. Efekt... hmmm... przeszedł moje oczekiwania. Zamiast delikatnych fal lub zwiewnych loczków jak kto woli  dorobiłam się afro. Szkoda było nie wykorzystać okazji i tak zmobilizowałam się do malowania.
Postawiłam na cienie Glazel, nie dlatego, żeby się komukolwiek podchlebić , ale dlatego, że akurat tylko z tej firmy miałam zielenie kojarzące mi się z tamtymi czasami. Jednym słowem żal byłoby ich nie wykorzystać.







Zdaję sobie sprawę, że konkursowa galeria u Taidy już się rozrosła i dziewczyny wysoko postawiły poprzeczkę. Pewnie nieliczne na moim miejscu  zgłosiły by ten makijaż , ale mnie osobiście się podoba.Głównie dlatego, że przez chwilę stałam się dzięki niemu inną osobą;)

http://xvivideyes.blogspot.com/2014/04/rozdanie-i-konkurs-na-makijaz-glazel_248.html




Czytaj dalej »

środa, 7 maja 2014

False Lash Wings Mascara; L'oreal - motylem być...

Nadeszła i pora na mnie bym w końcu wyraziła swoje zdanie o maskarze o której pisało już wielu. Ponieważ mój egzemplarz musiał na mnie trochę poczekać, zanim zaczęłam go namiętnie użytkować zdążyłam przeczytać multum recenzji na jej temat. Zdania w blogosferze są zgoła inne, co dla mnie osobiście jest zrozumiałą sprawą, bo każdy ma swoje potrzeby.


Opakowanie- to ono sprawiło, że pierwsze wrażenie maskara False Lash Wings wywarła na mnie pozytywne. Spodobała mi się prostota i elegancja, czytelne i trwałe napisy( po 4 miesiącach maltretowania w kosmetyczce nadal są w idealnym stanie). Chociaż przyznam szczerze, że przy takich gabarytach opakowania spodziewałam się mega szczoty w środku, za czym osobiście nie przepadam.Mile zaskoczył mnie przy pierwszym  użyciu widok zgrabnej silikonowej, asymetrycznej  szczoteczki . Dzięki różnej długości wypustkom możemy same budować zamierzony przez nas efekt na naszych rzęsach. Samo opakowanie przeżyło u mnie kilka upadków na różne powierzchnie i odpukać nic złego się z nim nie stało.


 W makijażu oczu  najlepszy efekt osiągam  gdy zaczynam nakładać maskarę na rzęsy od krótszego włosia przy oku , delikatnie przekręcając szczoteczkę do dłuższego włosia- na końcach rzęs. Trochę zajęło mi czasu wprawne manewrowanie szczoteczką, bo bądź co bądź można nią sobie zrobić krzywdę.Na początku zdarzało mi się niechcący odbić na górnej powiece dłuższe wypustki lub nadać rzęsom efekt masakry, gdy tuszu nabrało mi się zbyt dużo.Miało to natomiast czasami pozytywne znaczenie-zwłaszcza przy makijażach w których chciałam oku nadać dramatyczny wygląd. Od samego początku do chwili obecnej czyli pod koniec 3 miesiąca użytkowania tusz do rzęs ma taką samą średnio- gęstą konsystencję. Dla mnie jest to plusem, ponieważ nie raz i nie dwa używałam kosmetyku tego typu , który w trakcie użytkowania potrafił zmienić się o 180 stopni ze swoimi właściwościami. Konsystencja umożliwia łatwą i przyjemną aplikację. Nie jest zbyt lejąca ani toporna. Wytuszowanie rzęs nie wymaga od nas specjalnego wysiłku;)

To pierwszy tusz firmy L'oreal jaki mam okazję używać, więc postanowiłam przetestować go w zgoła zmiennych warunkach. Przetrwał deszcz, śnieg , mróz i słońce. Aczkolwiek nie zawsze w stanie nienaruszonym. Woda potrafi mu zaszkodzić. Co prawda u mnie nie rozmazywał się na całości a jedynie w zewnętrznych kącikach, tam gdzie rzęsy są najdłuższe i mają największy kontakt ze skórą. Do mniej więcej 10 godzin na oczach nie dzieje się z nim nic, po tym czasie zauważałam u siebie , że nieco się kruszy, ale nie jakoś specjalnie. Wprawne oko wyłapie ten mankament. U mnie wystarczyło wówczas lekkie otrzepanie skóry pędzelkiem - co ważne nic się wówczas nie rozmazywało.  Zdarzyło mi się również RAZ nie zmyć go na noc. Po przebudzeniu nie było tek źle jak myślałam, że może być. Na dolnej powiece została jedynie lekka czarna poświata, którą dało się szybko i skutecznie usunąć zwilżoną chusteczką. Na rzęsach natomiast było widać, że kosmetyk jeszcze jest na swoim miejscu, chociaż nie prezentował się tak efektownie jak w chwilę po nałożeniu.
Nie zawsze demakijaż mascar jest łatwą czynnością. Nie jedna z Was miała pewnie do czynienia z kosmetykiem , który nie chciał współpracować i rozmazywał się po twarzy. Nie ma obaw. Z tym kosmetykiem Wam to nie grozi. Mnie najlepiej usuwa się go z rzęs za pomocą micela tejże samej firmy z serii Ideal Soft lub dwufazówki Yves Rocher.
Generalnie maskara L'oreal za zadanie ma nadać objętości  naszym rzęsom otulając je. Moim zdaniem spisuje się naprawdę świetnie, ale należy pamiętać o tym by mieć umiar w aplikacji. Jak w przypadku każdego tuszu do rzęs nałożenie  10 warstwy nie doda nam  uroku , a jedynie będzie zakrawać o kicz.

Koszt to ok. 30-50zł/7ml. Na pewno więc warto polować na promocje zwłaszcza jeśli dla kogoś cena standardowa jest za wysoka.


Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 maja 2014

Nie tydzień, a dwa- w zdjęciach



Dziś post z serii lekkich i przyjemnych, czyli tydzień w zdjęciach-  na bogato, bo podwójny;)
Sama lubię przeglądać posty tego typu , więc zdecydowałam się również przedstawić Wam kilka migawek z mojego życia. 

Podróżowałam... blisko.

Rezerwat Broduszurki - torfowisko.
Zapora w Myczkowcach

Z Polańczyka na Solinę...

Czytałam...

Nowy stos do przeczytania.

A tu już obecna lektura...

Bawiłam się w ogrodnika...

Moja 3 próba z ogródkiem w szkle- nawet znośna

i próba 4 ;)


Smakowałam...

Jako prawdziwa herbaciara przygarnęłam po raz kolejny. Cytryna& mango to mój ideał <3

Zakochałam się...

Maleństwa zagościły w naszym domu- mają już ponad tydzień;)
Denerwowałam się...

kłopoty z internetem trwają...

Paliłam... 

wanilia w natarciu tym razem
Otrzymałam... 

w ramach wymianki przygarnęłam wstążki, wstążeczki...

Zrobiłam... parę dobrych rzeczy... 

Pamiątkowa komunijna księga

odświeżyłam ściany i... pomalowałam szafę ;p 

Kupiłam...

bluzę... z przymusu- bo zimno było ;D 
Byłam... i jestem...

...szczęśliwa ;)

Dobrnęliście do końca?:) 
Całusy;*
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia