środa, 2 lipca 2014

Jednocześnie dobre i złe...Yves Rocher

Czasami kosmetyki stawiają nas przed niewygodnym dylematem : czy skutki uboczne ich stosowania da się znieść skoro efekty nas zadowalają?! Podczas swojej kosmetycznej przygody z YR trafiłam właśnie na taką  dwulicową odżywkę.


Odżywka była owocem mojego drugiego zamówienia złożonego w YR. Kupiłam ją wraz z szamponem z tej samej serii pełna nadziei. Jedwabista odżywka z wyciągiem z owsa, bo o niej tu mowa, okazała się być nad wyraz złożonym kosmetykiem. O ile o szamponie mogę powiedzieć jedynie, że był- bo po pierwsze skończył się wieki temu , a po drugie nie specjalnie robił coś z moim owłosieniem, o tyle o odżywce tej mogłabym pisać bez końca. Z kilku powodów....

Przeznaczenie: włosy suche i szorstkie. Odżywka miała pomóc w ich wygładzeniu i regeneracji.
Pojemność 150ml- cena - ok 10zł
Wydajność- duża , a na pewno o niebo wieksza niż szamponu ;p



Działanie , czyli najważniejsza część mojego wywodu:
Odżywka wg producenta stosowana powinna być na mokre włosy po każdym ich myciu, a następnie
spłukiwana. Taki sposób użytkowania nie wniósł dla moich włosów nic i w sumie byłam skłonna zupełnie ją przekreślić. Trafiłam jednak na jednym z blogów na wzmiankę o tym, że nakładana przed myciem na dłuższy czas daje efekty. Ponieważ mogę sobie pozwolić na taki sposób aplikacji ze względu na czas -postanowiłam spróbować.  Nałożona na włosy przed myciem chociażby na 20 minut zdziałała cuda. Czasami zwiększałam długość aplikacji, ale efekt pozostawał ten sam. Włosy na końcach zostały ujarzmione, przestały być tak sianowate jak to miało miejsce wcześniej. Wygładzone i błyszczące, przyjemne w dotyku.
I wtedy, po pierwszej dłuższej aplikacji pojawił się jeden problem. Skóra w miejscu kontaktu z odżywką niemiłosiernie zaczęła mnie swędzieć. Na początku nie skojarzyłam tego faktu z tym kosmetykiem, ale z kolejnymi aplikacjami nabrałam pewności... Jest to wg mnie jedyna wada odżywki,  aczkolwiek bardzo irytująca. Ponieważ moje włosy przetłuszczają się u nasady staram się nie obciążać ich odżywkami i maskami, ale wiadomo, że czasami mimowolnie kosmetyk jest w stanie  się tam przedostać, a co za tym idzie kontakt ze skórą głowy jest...
 Cieszyć się z jej działania mogą więc tylko końcówki...


10 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie stosowałam mojej na skórę głowy, aż strach

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to zdecydowanie nie dla mnie ta odżywka, ja często miewam łupież także wolę nie ryzykować! Aczkolwiek szampony z YR należą do moich ulubionych! :) Który miałaś Ty, że tak średnio Ci przypadł do gustu? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam szampon z tej serii i u mnie spisał się dobrze :) odżywki nie miałam, ale kusi mnie wypróbowanie - i tak nakładałabym ją od połowy długości włosów więc swędzenie głowy mi nie straszne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, uczuliła Cie :/ niedobrze... ale ważne, że na końcówki możesz ją stosować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja mam jakieś 2 wersje ich odżywek i co do jednej mam straszne mieszane uczucia. Drugiej jeszcze nie używałam. Również stosuję ją od połowy włosów, czyli na końce, bo strasznie szybko przetłuszcza mi włosy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że się do końca nie sprawdziła. Ja zazwyczaj nie nakładam odżywek na skórę głowy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją w zapasach. Będę pamiętać o tym sposobie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam, że mimo wszystko warto wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z tej serii miałam do włosów farbowanych i ogólnie byłam zadowolona. Teraz kupiłam krem na noc zobacztymy co z tego wyjdzie ;) Chociaż i tak z Yves najbardziej lubię kosmetyki kolorowe.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia