niedziela, 31 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów (1)

Wpisy "Niedziela dla włosów" z przyjemnością czytuję na innych blogach. Wiele stosowanych przez Was kosmetyków jak i technik  mnie zaskakuję. Sporo z nich wypróbowałam z czystej ciekawości na swoich włosach- z różnym skutkiem. W końcu nadszedł dzień w którym i ja przygotowałam wpis z tej serii.A wszystko przez to, że szukam motywacji do poprawienia stanu swojego upierzenia.

Jak na większości blogów tak i u mnie przeczytacie o tym, że włosy ścięłam zaraz po komunii.Od tamtego czasu na mojej głowie gościły fryzury mniej lub bardziej asymetryczne- ale z długością włosów max. do linii ucha. W ostatnim czasie wzięło mnie jednak na wspominki i przyznam szczerze , że brakuje mi trochę możliwości układania włosów na różne sposoby. Nie mogę sobie pozwolić na wysokiego kucyka, na warkocz.... Poza tym ciekawe jak teraz wyglądałabym w długich włosach... 
Pierwsza niedziela....
Przed myciem rozczesałam porządnie włosy ( a to nowość, bo zwykle myję takie poplątane ;p) po czym nałożyłam na nie odżywkę z Balea w sporej ilości. Całość popsikałam jeszcze odżywką z Biovax'u  nałożyłam czepek i zostawiłam na godzinkę ( może dwie) na włosach. Później umyłam je dokładnie żelem z siemienia lnianego z dodatkiem odrobiny sody, bo chciałam na własnej skórze sprawdzić jak spisze się takie połączenie zamiast szamponu.

Kolejnym krokiem było zastosowanie płukanki z kawy ( robiłam ją pierwszy raz w życiu). Potrzymałam ją na głowie ok 10 minut , po czym spłukałam.
 Włosy o dziwo udało mi się pozostawić do samodzielnego wyschnięcia. Nie były też układane- jedyne co- to rozczesałam je po wyschnięciu. Jak widać na zdjęciach nie bardzo służy im taka metoda.Były jak na mój gust nieco przeciążone, aczkolwiek miękkie w dotyku.Co do wywijającego się tyłu...On zawsze żyje swoim życiem. Kiedyś traktowałam go dzień w dzień prostownicą.Teraz staram się związywać włosy, że aż tak  nie raziło mnie to po oczach  i żeby moje kłaczki mogły odpocząć od prostowania. Chciałabym całkowicie z niego zrezygnować.

Zdaję sobie sprawę, że jestem lata świetlne za większością dziewczyn prowadzących tą serię wpisów. Mam jednak nadzieję, że z czasem i moje włosy zostaną okiełznane ;)
Czytaj dalej »

sobota, 30 sierpnia 2014

Makijaż z wybiegu, czyli odpowiedź na wyzwanie.

Tym razem dałam się skusić właścicielce bloga Kuferek m'Arleny . Do czego?! A do kolejnej makijażowej inicjatywy- wyzwania. Organizatorka przygotowała nam kilka inspirujących tematów , a my- uczestniczki - mamy je zrealizować wg własnej wizji. 

W związku z tym, że do niedzieli trwa pierwszy etap pt. MAKIJAŻ Z WYBIEGU, dzisiaj chciałabym go Wam w końcu zaprezentować.Pewnie zrobię to jako jedna z ostatnich, ale nie wiem czy każda z malujących się tak ma czy też nie, ja największą wenę mam gdy gonią mnie terminy ;) 

Zwykle makijaż , którym się inspiruję ( o ile wymaga tego wyzwanie) wrzucam na początku posta. Tym razem pozwolę sobie jednak zacząć od swojej interpretacji.
Wybranie inspiracji szło mi naprawdę topornie. Makijaże z wybiegów często wydają się być niedopracowane. Osobiście w większości widzę tylko jakieś plamy lub maziaję, chociaż zdaję sobie sprawę, że zapewne są pracochłonne. Ale w  końcu znalazłam coś co wizualnie zaspokajało chociaż w minimalnym stopniu moje potrzeby.










Jak widzicie postawiłam po raz kolejny na mocne oko i usta. Dobrze się czuję w takim look'u , chociaż pewnie nie wpisuje się on w kanony piękna ;) Takie życie. 

Do wykonania makijażu użyłam:
-matujący fluid korygujący Celia Nude nr 01ecri ,
- puder brązujący- Mariza
-pomadka Collection 2000 Lasting Colour - 7 Mudslide,
-maskara Scandaleyes - Rimmel London
-baza pod cienie Myio,
-cienie z paletek Meis nr 01 oraz Qianyu 01

Na sam koniec przedstawiam moją inspirację...


Banerek do wyzwania znajdziecie na pasku bocznym. Zostawiam Was z lekturą posta i oceną mojej pracy. Sama zaczynam się zastanawiać nad kolejnym tematem do realizacji. Ciekawe co tym razem przyjdzie mi do głowy ;) 
Pozdrawiam;*
Czytaj dalej »

piątek, 29 sierpnia 2014

Spragniona?! Celestynkowy Celestin

Dzisiaj o kosmetyku z którym czuję się podwójnie związana. Miejsce jego produkcji jest mi dobrze znane.Bywam tam kilkukrotnie w ciągu roku i zawsze wracam z taką samą przyjemnością. Rymanów Zdrój.... w tym miejscu wszystko się zaczęło. 

Co dobrego ma dla nas Rymanów Zdrój? Mała miejscowość uzdrowiskowa pełna urokliwych ścieżek zdrowotnych z zachowaną ciekawą architekturą. To tam ( bądź w Iwoniczu ) można wstąpić do pijalni wód leczniczych i wypróbować tego co ma nam do zaoferowania tryskająca z ziemi woda. Jeśli ktoś nastawia się na ucztę do podniebienia, to niestety muszę go rozczarować. Wody nie porywają smakiem, a wręcz niektóre z nich są niesmaczne, ale skoro mają dobrze działać na organizm, to czemu by nie spróbować.O tym samym pomyślało Uzdrowisko Rymanów wykorzystując swoje bogactwo do produkcji linii kosmetyków Celestin.
Co więcej kosmetyki te mam na wyciągnięcie ręki, bo w sklepie , którego ideologię można określić jednym słowem- EKO.  Wspominam o tym, bo wiem, że kilka znajomych osób od czasu do czasu czytuje mojego bloga i być może będą miały ochotę również wypróbować coś z Celestin'u. 


Osobiście skusiłam się na Mleczko do demakijażu  Argan&zioła w skład którego w wielkim skrócie wchodzą : olejek arganowy, oleje roślinne, masło shea, wyciągi z polskich ziół z dodatkiem wód mineralnych.
 Koszt 250ml to około 18zł- mnie wystarczyło na 2 miesiące użytkowania. Ważne 6 miesięcy od otwarcia- o czym warto pamiętać. Opakowanie z funkcjonalną pompką oznaczone prostymi graficznie etykietami. 
Jako posiadaczka cery mieszanej nie miałam obaw co do jego używania, chociaż czytałam na kilku blogach , że dziewczyny z podobnymi cerami jak u mnie zrezygnowały. Nie wiem czemu i nie wiem skąd wzięło się niewłaściwe podejście do sprawy i wiele posiadaczek cer tłustych bądź mieszanych unika nawilżania. A przecież nawilżanie i natłuszczanie to zupełnie dwie różne rzeczy. Sama wiem po sobie, że im lepiej moja buźka jest nawilżona tym lepiej wygląda.  Osobiście obdarzyłam więc mleczko kredytem zaufania. 

Dobrze radzi sobie z oczyszczaniem twarzy, trochę gorzej z wodoodpornym makijażem oka. Trzeba mu dać trochę czasu na rozpuszczenie całości. Przyjemny rumiankowy zapach nie pozostaje jednak zbyt długo na skórze.  Po użyciu mleczka nie tworzy się tłusty film ( na szczęście!),ale czuć że skóra jest nawilżona i miękka w dotyku. Zdarzało mi się czasami w chwili pośpiechu nie nakładać po jego użyciu kremu, a mimo to nic złego z buźką się nie działo. 
Gdyby nie fakt, że czeka na mnie mleczko z Femi oraz że jestem w posiadaniu Glov , bez wahania zakupiłabym kolejną butelczynę. Jednak będzie na mnie musiała chwilę poczekać ;p





Czytaj dalej »

czwartek, 28 sierpnia 2014

Korzystając z darmowej dostawy... ;)

Czasami ma się ochotę na  "coś". Za mną taka ochota chodziła już od dawna, zwłaszcza, że miałam dość długą przerwę od zakupów kosmetycznych.Nie chciałam jednak kupować na siłę , a w sumie nic mi się nie kończy. Nie było więc braków do uzupełnienia. 

Sprawę uprościło kilka sklepów, które z mniej lub bardziej konkretnej okazji wprowadziły u siebie jednodniowy dzień darmowej dostawy. Zaczęło się od takowej promocji w  Ukraina Shop . Tam akurat nie określono ceny minimalnej zamówienia. A że bez wątpienia chciałam przetestować kosmetyk z tamtejszych regionów przeszukiwałam ofertę sklepu kilkukrotnie, by koniec końców wybrać jedynie dwie glinki.  Cała przesyłka kosztowała mnie ni mniej ni więcej jak tylko 9,19zł
Po lewej: Lecznicza biała glinka z wyciągiem z bambusu- 100g ; za nią zapłaciłam ok 5zł
Po prawej :czysta biała glinka- 60g ; ok 4zł


Dzień później, no może dwa darmową dostawę ogłosiła Ladymakeup . Minimalne zamówienie miało opiewać na kwotę 20zł.  Tutaj byłam od razu zdecydowana na konkretne rzeczy i nie rozglądałam się nawet, żeby nie zbłądzić i nie dobrać czegoś niepotrzebnego. Od dawna wiedziałam, że muszę w końcu zakupic Make Up Trendy , żeby na własnej skórze przekonać się czy to czasopismo branżowe jest warte swojej ceny. Celowo nie wzięłam aktualnego numeru, bo akurat do archiwalnego  w gratisie dołączona była książka "Akademia Makijażu" oraz kredka do oczu. Zestaw ten kosztował 14,99zł , a na książkę miałam już dawno ochotę.  Wiedziałam też , że do koszyka muszą trafić matowe pomadki z MUA. Wzięłam obie z dostępnych w sklepie wersji - 5,90zł/szt. Fajne, jest to, że prócz pomadki samej w sobie otrzymujemy również błyszczyk ( tak myślę) umieszczony w odkręcanym spodzie. Akurat to one uwiecznione zostały na zdjęciu.



Z kolei dzisiaj pojawiły się w Biedronce nowości kosmetyczne. Miałam chęć na kilka rzeczy , ale ostatecznie z szafy wybrałam jedynie puder korygujący( 9,99). Skusiło mnie również małe opakowanie chusteczek antybakteryjnych ( koszt ok 1.50zł) , Vitalsss z żeń-szeniem( 2,99) i żel do którego powracam już setny raz- wersja poziomka& winogrono (2,95zł). Perfumkę ze zdjęcia przygarnęła moja rodzicielka- u nas w sklepie poszły jak woda, bo gdy dotarłam około 11 ostało się zaledwie 3 sztuki. Koszt to 19,99/30ml.

Kurier już był więc mogę spokojnie zrobić sobie maseczkę z glinki, skupić się na lekturze nowego czytadła i bezkarnie opychać się powidłem a'la nutella. Tak...zaszalałam i zrobiłam dzisiaj na próbę kilka słoiczków. 


Całuję;*
Czytaj dalej »

środa, 27 sierpnia 2014

NYC a może N(I)C - high definition liquid eyeliner

Eyelinery ze sztywnym kałamarzem to nie dla mnie.... Żelowe i owszem- lubię, ale ciągnęło mnie do nowego.  Moje kosmetyczne rozleniwienie sięgnęło zenitu i jedyne czego pragnęłam to szybko i sprawnie. I tak w mojej głowie narodził się pomysł. Ani zły ani dobry jak się później okazało...

Nie chcę Was skłamać co do tego gdzie zamówiłam swój okaz, ale najprawdopodobniej było to allegro. Koszt około 5 zł. Euforia po złożeniu zamówienia bezcenna- w końcu miałam wejść w posiadanie kolejnego eyelinera- tym razem w pisaku. Jego fenomenalnie prosta obsługa miała powalić mnie na kolana, a intensywna kreska na oku czarować. Ale po pierwszym użyciu miałam wrażenie , że coś z moimi oczami nie tak. Odcień DEEP BROWN wcale nie był taki deep... Ale w ogóle o czym mowa?
Dziś w rolach głównych eyeliner NYC. 




Pojemność 1,6g zużywam już od kilku miesięcy.Niestety albo stety nie stosuję go do robienia seksownych kresek na oku. Kolor nie jest tak głęboki , żeby był mnie w stanie estetycznie zaspokoić. Dopiero 5-krotne pomalowanie daje coś na co mniej więcej liczyłam. Ale przecież miało być prosto... bezproblemowo... Nie dla mnie taka eyeliner'owa udręka. Znalazłam mu jednak inne - zastępcze zadanie. Ponieważ jest dość delikatny za jego pomocą mogę obrysować i wizualnie uzupełnić braki w swoich brwiach. Nie muszę się martwić, że w ciągu dnia moje brwi gdzieś zginą. Cały czas są na swoim miejscu-podkreślone.
po lewej 1 warstwa ; po prawej 5x
I takim sposobem moje chciejstwo posiadania magicznego pisaka zostało spełnione, aczkolwiek nie w sposób  o jakim marzyłam....

Ciekawa jestem czy któraś z Was używała tego kosmetyku? Jak inne odcienie?
Pozdrawiam

P.s. Odzyskałam aparat. Oczywiście żaden sms powiadamiający o możliwości odbioru od MediaMarkt do mnie nie dotarł. Jedynie moja niecierpliwość zaowocowała spontaniczną wizytą w sklepie i natarczywym dopytywaniem. Okazało się , że czekał od 2 dni. Nowe oprogramowanie "odpukać" działa bez problemu. Jedyne co mnie ewidentnie gryzie po oczach to klapka od baterii, którą również mi wymienili. Do czarnego połysku dodali mi zamknięcie w kolorze czarnego matu- ale jak się nie ma co się lubi... Więcej wybrzydzać nie będę.




Czytaj dalej »

piątek, 22 sierpnia 2014

Rock N Roll !!!

Sąsiadka wpadła na chwilę, więc wykorzystałam ją, a raczej jej aparat na tyle na ile mogłam. Nie mniej jednak podczas pogaduch o niczym udało mi się uwiecznić na zdjęciach wykonane wczoraj mani. Czerwień od Rimmel London - Rock N Roll nr 703.  Jeszcze kilka miesięcy temu czerwień na moich paznokciach była dla mnie nie do pomyślenia.Czas przynosi zmiany...

O ile ten gagatek nie odpryskuje, o tyle na końcach ściera się u mnie już po jednym dniu. Aplikacja ze względu na szerszy pędzelek jest jednak dla mnie bardzo przyjemna przez co nawet codzienne malowanie nie jest męczące. Duża buteleczka sprawia, że początkowo miałam obawy czy będę w stanie go zużyć, ale jest na tyle rzadki,że idzie jak woda. Zwłaszcza, że nanoszę 3 warstwy by zakryć całkowicie odcinające się wizualnie białe końcówki paznokci.  Pomimo, że nie jest bez wad, bardzo się polubiliśmy. 


Może zapragnę kolejnego koloru z tej serii. Kto wie...?!
Czytaj dalej »

czwartek, 21 sierpnia 2014

Czuć jesień...

Powoli roznosi się w powietrzu... Dzisiaj i na fb i na blogach można poczytać o zachwytach lub żalach związanych z tą porą roku. Ja jestem tym typem , który ubóstwia opady deszczu, mgłę i ogólną szarówkę. Jesienny wiatr daje mi poczucie wolności, a jednocześnie przypomina o konieczności założenia czegoś cieplejszego.  W związku z wolną chwilą "pobawiłam " się dzisiaj na allani.pl tworząc kilka przykładowych stylizacji na początek jesieni bądź schyłek lata - jak kto woli...

Właściwie miałam pisać dzisiaj o tym co zawsze- kosmetykach. Brakowało mi jednak wpisu w którym mogłabym się wyżyć ze swoimi mniej lub bardziej ciekawymi przemyśleniami. Przez chwilę miałam pomysł by poruszyć ważny temat, temat zazdrości. Doszłam jednak do wniosku, że napiszę coś co dla mnie jest już oczywiste , a co i tak nic nie zmieni. Bo przecież każdy ma swoje zdanie na dany temat.


Nie przedłużając. Oto moje fantazje stylizacyjne na nadchodzącą jesień. Dość trudne do realizacji, bo szafę obecnie mam zgoła inną , a funduszy na wymianę wszystkiego jak leci brak. Jak tak przeglądam to co jest w moim posiadaniu z ubrań rzecz jasna,  to zastanawiam się co mnie popychało do takich a nie innych decyzji zakupowych. Tęsknię za klasyką. Zwykłymi prostymi zestawieniami, przy których nie trzeba zbyt intensywnie myśleć nad tym co do czego dobrać. Takie też proste w moim odczuciu są dzisiejsze zestawy. Przewidywalne , bez nuty tajemniczości...Wygodne.




Swoją drogą pogoda idealna na to, by w końcu światło dzienne ujrzały moje czarne botki.Już nie mogę się doczekać wyjścia z domu ;)
A Wy czujecie już  nadchodzącą jesień? W co chętnie zaopatrzyłybyście się na tą porę roku?

Pozdrawiam  Was ciepło 
znad kubka kakao ;p


Czytaj dalej »

wtorek, 19 sierpnia 2014

Nowe pourlopowe zdobycze ;)

Kilka dni mnie nie było. Wypadłam z blogowego życia i trochę mi zajęło przystosowanie się do niego na nowo. Ale oto jestem- zwłaszcza , że sąsiadka kolejny raz użyczyła aparatu.

Zacznę od kosmetyków , które przebyły do mnie nie małą drogę, bo przyjechały z Niemiec. Jakiś czas temu w jednym z filmików Moniki usłyszałam po raz pierwszy o odżywce z Balei z olejem arganowym. Tak ją zachwalała, że moje chciejstwo wzrastało z minuty na minutę.Na szczęście miałam kogo poprosić o zakup. Z niecierpliwością czekałam na przesyłkę i... jak już miałam ją w dłoniach dało się wyczuć, że jest coś więcej niż sama odżywka ;)  Moje Skarby dokupiły mi dodatkowo szampon i olejek . Wow! ;)

Sama podczas urlopu byłam o dziwo dość oszczędna z zakupem kosmetyków. Przygarnęłam tylko to czego naprawdę potrzebowałam- zmywacz i płyn do płukania jamy ustnej. Na zdjęciu znalazł się jednak również tonik z Sylveco , który to zaskoczył mnie swoim rozmiarem oraz lakier z rossmanowskich "wyprz". Tester pomadki Celii nr 107 przywędrował do mnie z allegro.

I małe zbliżenie.... Tutaj jeszcze dodatkowo wdzięczy się pigment z Essence kupiony na przecenie za 2.99zł

W Kik'u znalazłam na przecenie sztuczne rzęsy w cenie 0,40zł/szt. Żal było nie wziąć. Jakościowo nie powalają , ale raz na jakiś czas do makijaży artystycznych będą jak znalazł.Szkoda tylko, że tych bardziej ozdobnych nie było w innych wersjach kolorystycznych, bo one prezentują się najciekawiej.

Nie pamiętam gdzie, ale chyba w Pepco- dorwałam na promocji kolczyki "wkrętki". Do tej pory gustowałam w długich wiszących i rzucających się w oczy okazach... ale jakoś mi przeszło. Te wpisały się w moje gusta. Przepraszam za brak na zdjęciu jednej pary, ale jest już w użyciu;)
Uciekam ogladać setny raz z rzędu "Skrzydlate świnie";)
Pozdrawiam
Czytaj dalej »

wtorek, 12 sierpnia 2014

Burning Heart od Manhattanu

Coraz częściej zdarza się , że na moim blogu pojawiają się makijaże. Brakuje jednak znacząco postów dotyczących kolorówki, a dokładniej recenzji. W związku z tym , że zdjęcia tego cienia czekają już długo na publikację nadeszła pora na post.

Intense Effect Eyeshadow ; kolor Burning Heart ; Manhattan
Tego gagatka zamówiłam dawno, ale spory okres czasu leżał i czekał na swoją kolej. Zupełnie nie było mi do niego po drodze i pojęcia nie mam co strzeliło mi do głowy składając zamówienie, że zdecydowałam się na właśnie taki kolor. Nie zapłaciłam za niego chyba zbyt dużo. Do zakupu pchnęła mnie czysta ciekawość, bo z tą firmą nie miałam wcześniej styczności.Opakowanie schludne i naprawdę solidne. U mnie niejedno przeszło- przetrwało nawet kilka przeprowadzek, a niespecjalnie uważałam wówczas na kosmetyki, a pomimo to nie posiada nawet zbyt wielu zarysowań. Napisy jak były tak są. Zawartość właściwa waży 1,5grama i z tego co wyszukałam w sieci dostępnych jest 6 odcieni. 
Pomijając fakt, że jest to pierwszy kosmetyk tej firmy, to dodatkowo jest to również pierwszy cień wypiekany w mojej kolekcji. Według zapewnień producenta miał on mieć jedwabiście miękką strukturę i akurat ta kwestia zawodzi. Trzeba się trochę napracować, by nabrać cień na pędzelek i dodatkowo skutecznie przenieść go na powiekę. Podobno można używać go również w wersji " na mokro", natomiast tego akurat nie próbowałam. Kolor faktycznie jest intensywny i na oku prezentuje się dość ciekawie, a wg mnie na pewno lepiej niż na dłoni ;p 




Z ciekawości sprawdzałam opinię na jego temat na wizażowym KWC i tam większość wypowiedzi oddaje dokładnie i moje odczucia. Całkiem dobry kosmetyk - i chyba niekończący się ;)  Nie mniej jednak jego cena regularna w zależności od sklepu waha się od 12-16zł. A w tym zakresie cenowym dostać już można paletki  np. Technic, które ja osobiście sobie chwalę.

Cienia tego używałam m.in w makijażu opublikowanym na blogu już spory czas temu o tutaj.

Pozdrawiam;)


P.s.
W drodze do mnie jest już kilka intensywniejszych kolorków pomadek ;p

Czytaj dalej »

piątek, 8 sierpnia 2014

Sierpniowe dary losu

Początek sierpnia okazał się być zwariowanym okresem w naszym życiu . Zwariowanym i szczęśliwym ;)  Poszczęściło mi się również w rozdaniach i takim oto sposobem w moje ręce trafiły kosmetyki/produkty , których namiętnie  pożądałam.

Pierwsza dobra wiadomość dotarła do mnie ze strony Proastiq.O samej firmie napiszę więcej podczas recenzji. Wspomnę jedynie, że to rodzima firma, bo podkarpacka ;) Pierwszy raz miałam z nią styczność podczas  lipcowego spotkania blogerek . Wtedy w ramach testów otrzymałam krem na noc, który bardzo przypadł mi do gustu.Gdy tylko na fb firmy trafiła się możliwość zdobycia wybranego kosmetyku nie mogłam nie spróbować swoich sił. Znalazłam się w gronie 4-ki szczęśliwców. Dzięki możliwości wyboru skusiłam się na krem na dzień.  
Po lewej : Zegarek, który  otrzymałam w prezencie, a opaskę przygarnęłam w chińczyku za 1zł ;p 


Kolejno, bo tego samego dnia , dowiedziałam się o wygranej u Kosmetycznej Obsesji . Tam również bardzo , ale to bardzo mi się poszczęściło, bo w moje ręce trafiło Glov.W końcu i ja będę miała okazję przekonać się co do jego działania. Być może pokocham go miłością wzajemną i będę mogła zrezygnować z mleczek do demakijażu ?!  ;)

Próbka perfum o pojemności 15ml w buteleczce z atomizerem , a dodatkowo darmowa przesyłka. Nie mogłam nie skorzystać. Akcja nadal trwa- tutaj  Można wybierać spośród zapachów zarówno damskich jak i męskich.  Sama skusiłam się na orientalna nutę"First". Jestem pod jej wrażeniem.Ciekawe ile zapach utrzyma się na skórze.

Podczas szybkiej wizyty w Rossmanie skusiłam się ponownie na maseczki z Ziaji. Regenerująca wyjątkowo przypadła mi do gustu. Celem mojej wizyty była natomiast pomadka z Alterry, którą stosuję jako kurację wzmacniającą rzęsy i brwi. Efekty podpatrzone na Waszych blogach bardzo mi się spodobały, a za 5zł nie można nie spróbować na sobie ;)

I to by było na tyle  ;D Więcej do powiedzenia dzisiaj nie mam. Nadal oczekuję na swój aparat, a póki co dzisiaj udało mi się zrobić dla Was zdjęcia dzięki uprzejmości sąsiadki, która podzieliła się swoim sprzętem;)
Czytaj dalej »

środa, 6 sierpnia 2014

Paznokcie pomalowałam w końcu...

Podczas niedzielnego wypadu w Bieszczady z którym to wiąże się mnóstwo historii " nie do uwierzenia" nasz niespełna 2-letni Olympus zechciał nieco "odpocząć". Połowa trybów automatycznych odmówiła współpracy w związku z czym wczoraj odwieźliśmy go do naprawy.Nie mam pojęcia kiedy do nas wróci więc póki co pojawiać się będą  posty do których mam jakieś sensowne zachomikowane w czeluściach komputera zdjęcia. W związku z zaistniałą sytuacją dzisiaj właśnie taki post...

   Moje problematyczne paznokcie sprawiły, że od dłuższego czasu lakierów unikałam jak ognia...
Nie chciało mi się bawić w malowanie  wiedząc , że po pierwsze paznokcie będą schły godzinami, a po drugie lakier i tak nie dotrwa do dnia następnego. Zmywacz w swoich zasobach kosmetycznych mam, ale z reguły nie jest mi potrzebny, bo bez względu na firme i trwałość obiecywaną przez producentów  lakier odpada mi z paznokci płatami. Nawet porządne zmatowienie czy odtłuszczenie nie daje efektów.
Jakiś tydzień temu dotarł do mnie mały pomocnik Seche Vite.Nie pokładałam w nim nadziei jeśli chodzi o trwałość i fakt faktem wiele się nie pomyliłam, bo lakier mam dalej max  jeden dzień, ale za to wysycha w mgnieniu oka, co jest pocieszające.

W związku z tym skusiłam się w ostatnim czasie na dwa zwyczajne mani. Bez szału i bez większej staranności , gdyż były to pierwsze próby z Seche Vite. 



Szczerze podziwiam te z Was , które na paznokciach potrafią czynić cuda. Lubię oglądać Wasze małe dzieła sztuki- ja nie mam do tego ani serca ani chęci.




Czytaj dalej »

piątek, 1 sierpnia 2014

Mocniej...

Zawsze zwracacie mi uwagę na to, że usta w moich makijażach są niewidoczne. Fakt faktem, nie jest to ta część makijażu i twarzy na której skupiałabym swoją uwagę. Nie będę owijać w bawełnę- unikam ich malowania z czystego lenistwa. Na co dzień przeciągam je jedynie błyszczykiem lub pomadką ochronną. Naprawdę sporadycznie dzieje się na nich coś więcej niż NIC...
Dzisiaj więc pomimo tego, że zdecydowałam się na mocniejsze oko , postanowiłam również podkreślić mocniej usta. Zdaję sobie sprawę z tego , że pewnie przeczytam w komentarzach, że albo jedno albo drugie. Ale osobiście mnie efekt się podoba, a to najważniejsze.





Z takim okiem jestem sobą... Moje kolory, moje nasycenie... Szkoda tylko, że przy demakijażu waciki schodzą jak woda :) W całej tej zabawie  najlepsze jest to, że makijaż jest zaskakujący... Za każdym razem...Gdyby tak setce osób kazać wykonać identyczny , to tak naprawdę każdy byłby inny... Bo każdy ma swój charakterystyczny styl. 

Pozdrawiam Was Słoneczka 
Miłego dnia;*
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia