piątek, 31 października 2014

Fokus T25 czas zacząć, czyli o kolejnym wyzwaniu ćwiczeniowym...

Niebiesko- szarą podglądam już od dłuższego czasu, więc gdy dzisiaj na fb utworzyła wydarzenie w związku z wyzwaniem T25 nie zastanawiałam się zbyt długo czy do niego dołączyć...


Nie mogę narzekać na swoje ciało, bo od kilku lat moja waga oscyluje wokół 45kg. A były czasy, że dochodziła niemalże do 70kg. Teraz jest przede wszystkim lżej, chociaż nie mówię , że idealnie. Trochę tęskni mi się za zaokrąglonymi biodrami, bo teraz kości niestety odznaczają się pod ubraniami, co dla mnie jest mało przyjemne pod względem wizualnym. Nie mniej jednak jak już wspominałam z wagi jestem zadowolona- z jędrności i siły już mniej. Udział w wyzwaniu mam nadzieję pomoże mi w zyskaniu lepszej kondycji, ale wpłynie też chociaż w minimalnym stopniu na jędrność.

O samym wyzwaniu możecie poczytać na blogu Niebiesko-szarej, ponieważ obecna edycja jest już drugą. Ponieważ nie mogłam się doczekać poniedziałku  przystosowałam tabelę dostępną na blogu do swoich potrzeb- czyli z rozpoczęciem od dnia dzisiejszego. Postanowiłam stworzyć tabelę w excelu, gdzie będę odznaczać wykonane każdego tygodnia ćwiczenia bądź umieszczać komentarze do nich.



Tak to się u mnie prezentuje na chwilę obecną. Miałam zamiar wrzucić Wam zdjęcia z chwili obecnej, ale mój mąż utknął póki co w metrze, a ostatnimi czasy lampa błyskowa w naszym aparacie nie działa. Postaram się to zrobić w formie porównania po zakończeniu pierwszego tygodnia ćwiczeń. 
Dzisiejszy dzień jak możecie wyczytać z tabeli upłynął mi pod znakiem Cardio. Niestety nie wytrwałam 25 minut, a zaledwie połowę z nich co świadczy o tym w jak bardzo złej kondycji fizycznej jestem. Muszę coś z tym zrobić dla własnej satysfakcji i lepszego samopoczucia.
Mam nadzieję, że z jutrzejszym Speed 1.0 będzie lepiej ;)

A tak nawiasem byłam dzisiaj na wyprzedaży , ponieważ kilka dni pod rząd zachwycałam się spódnicą ołówkową z George. Dzisiaj , gdy byłam już zdecydowana na zakup okazało się, że mój rozmiar został wyprzedany ;p pech... Przygarnęłam w ramach pocieszenia żel do mycia twarzy i dwa cienie W7, których foty wrzuciłam na blogowego fb

Całusy;*
Czytaj dalej »

środa, 29 października 2014

Jednak nie wanilia...-Hot Vanilla Fudge

Kilka dni temu chwaliłam się maseczkowym zakupem z Primarka. Jedna mała saszetka , a tyle szczęścia.Do czasu aplikacji chciałoby się powiedzieć...


Nie skusiła mnie jako nowość, bo maseczki tej firmy miałam już okazję używać w PL, z różnym skutkiem zresztą. Niestety tak już mam, że jeśli na danym kosmetyku pisze, że ma on działanie rozgrzewające, to z reguły jest mój. Prędzej czy później. A że cena nie była zaporowa, bo 90p. W Primarku było dostępne chyba 3 wersje , natomiast pełną ofertę widziałam w Asdzie- tam ceny były nieco wyższe bo wahały się od 1-1,28f  za sztukę.

Po otwarciu saszetki okazało się, że ma ona konsystencję lepkiego gęstego budyniu.Zapach przyciągał uwagę, bo był słodki,ale nie specjalnie mdlący. Bardziej na mój gust karmelowy niż waniliowy, ale co kto woli. Po aplikacji na twarz od razu dało się odczuć przyjemne ciepło i to niewątpliwy plus tego kosmetyku. Problem zaczął się mniej więcej w 3 minucie , kiedy to całość chciała mi wyemigrować z twarzy.Wszystko zaczęło spływać przez co i bluzkę i legginsy miałam ubrudzone. Próbowałam  je ratować przecierając chusteczką co dało jeszcze gorszy efekt ponieważ maseczka po wyschnięciu była niczym mąka ziemniaczana...


Wrażenia wizualne też nieciekawe. W ogóle miałam Wam  oszczędzić tego widoku, ale koniec końców po to przecież piszę na tym blogu, żeby pokazać coś jakim jest.
Ogólnie po plusie za zapach i za ciepło. Oczyszczenia bądź otwarcia porów tak by można było je oczyścić manualnie samemu niestety nie zauważyłam. Jak na jednorazowy kosmetyk z którym jest sporo zachodu przy aplikacji i zmywaniu na tą wersję ponownie się nie skuszę. Tym razem mam na oku kilka maseczek z Superdrug'a.

A to już nowości, których jest tak mało, że na oddzielny post się nie nadawały, a wspomnieć trzeba ;)
Oba kosmetyki  już w użyciu, bo są ze mną kilka dni. Krem do stóp , a właściwie pięt o fantastycznym działaniu o czym już sama zdołałam się przekonać. Szkoda tylko, że tak mała pojemność, bo jedyne 35ml, ale za to cena przyjemna- 1f. Druga rzecz to serum na noc o działaniu regenerującym Argan Oil.O nim czytałam co nieco na Waszych blogach. Cena jak u poprzednika. 
Dla umilenia sobie życia, bo kwiatów brakuje , oj brakuje- przygarnęłam różę z Lidla w cenie 1.5f. Było kilka wersji kolorystycznych, ale do mnie jakoś ten róż przemówił najbardziej.

Pozdrawiam;)

Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 października 2014

Niedziela dla włosów (6)-mała zmiana koloru.

Jak zmieniać to hurtem. Zaczęło się od zmiany miejsca zamieszkania, poprzez zmianę pracy...do zmiany koloru włosów. W dzisiejszym poście poczytacie więc zatem o zupełnie spontanicznej decyzji.

Nie będę owijać w bawełnę. Nie miałam zamiaru zmieniać koloru włosów. Co więcej ciężko było mi się wręcz zdecydować na powrót do farb chemicznych, ale że kolor z moich włosiąt przez tutejszą wodę wypłukał się zdecydowanie szybciej niż powinien musiałam coś z tym zrobić. Niechętnie podchodziłam do sklepowych półek przeglądając co ciekawego mają do zaoferowania. I już miałam się poddać, gdy wypatrzyłam w Asdzie piękną czerwień wpadającą w róż. Tak bardzo wpadła mi w oko, że dopiero po chwili zauważyłam iż jest to szampon. A na takowy nie miałam w zupełności ochoty, ponieważ teraz gdy mam zamiar systematycznie olejować włosy, nie wyobrażam sobie nieustannego  odświeżania koloru. Wersji trwałej nie było. Poddałam się więc i już z Tż wracaliśmy do domu, gdy na mojej drodze pojawił się Boots. Wstąpiłam... Zmierzając ku półce z farbami widziałam już o wiele szerszą paletę kolorów niż w poprzednich sklepach. I tak skusił mnie fiolet. Właściwie najpierw przyciągnął on wzrok mojego faceta, a dopiero później mój. 

Od razu po powrocie do domu zabrałam się za malowanie , korzystając z szansy dostania się do łazienki na dłużej. Pierwszy raz w życiu spłukiwałam farbę w kabinie prysznicowej i niespecjalnie polecam takie doznania innym. Jakoś wolę wannę ;) 
Kolor wyszedł o niebo ciemniejszy niż na opakowaniu. Na początku byłam wręcz załamana  myśląc , że to czerń. Nie mniej jednak drugiego dnia w świetle dziennym dostrzegłam to co chciałam. Co prawda mój fiolet nie razi po oczach, ale zwłaszcza w dobrym oświetleniu widać co i jak. Starałam się Wam jak najlepiej zobrazować odcień na zdjęciach, niestety nadal mamy kłopoty z aparatem i nie do końca to co widzicie  na fotach jest tym co mam w rzeczywistości na głowie :)

Pierwszy raz po odżywce dołączonej do farby miałam tak miękkie , puszyste i lśniące włosy. Mam nadzieję, że chociaż trochę będzie to widać. Ciekawa jestem tylko jak szybko kolor będzie się wypłukiwał - i czy w ogóle. 
A to już moje włosy na dzień dzisiejszy...

Pozdrawiam;)
Czytaj dalej »

sobota, 25 października 2014

Dawka zakupowa - poundland, asda

Poundland'y oraz Poundword'y  to zło. Nie ma dnia , żeby nie przekroczyła progu powyższych celem znalezienia kolejnej rzeczy " niezbędnej do życia".Ponieważ do tej pory nie miałam czasu na nic, trochę rzeczy przez te kilka dni mi się nazbierało.


Na wstępie przepraszam za różną jakość zdjęć, ale nasz aparat miewa ostatnio lepsze i gorsze dni. Wszelkie przebarwienia w tle są stałym elementem naszej komody- żeby nie było , że robiłam foty w brudach.

Zaczynając od rzeczy naprawdę pierwszej potrzeby- przygarnęłam 2 opakowania patyczków higienicznych w cenie 1f/2szt. Dodatkowo dobrałam zestaw do paznokci oraz wodę toaletową dla TŻ- po funcie.

Ponieważ nie zabrałam ze sobą nic do demakijażu prócz Glov szukałam doraźnego środka. Okazały się nim być chusteczki nawilżane-2op/1f. Jestem w połowie pierwszego z opakowań i póki co radzą sobie z makijażem całkiem dobrze. Poza tym w żaden zły sposób nie wpłynęły na moją buźkę. Dokupiłam również zwykłą szczotkę z tego względu, że z PL przez przypadek zabrałam wyłącznie grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Raz jeden nie było się czym zaczesać ;)

 Ku mojej uciesze wypatrzyłam w Asdzie olej do włosów. W sumie wybór był ogromny ,ale skusiłam się na ten o którym najczęściej czytałam na Waszych blogach-Amla. Koszt to 2,57f. 
Wracając z pracy wstąpiłam do osiedlowego sklepu , gdzie wypatrzyłam kolejny interesujący mnie egzemplarz  Brahmol w cenie 2f. Oba stosowałam póki co jednokrotnie, ale ten drugi zdecydowanie ładniej pachnie i zapach dłużej utrzymuje się na włosach. Ja porównałabym go do oliwki Bambino.


Asda skusiła mnie również woskiem Yankee Candy w cenie 1f.Dokupiłam do niego w funciaku zestaw tealightów oraz kominek. Taki najprostszy w swojej budowie :) 

Brakowało mi również podręcznej torebki do której mogłabym schować najpotrzebniejsze pierdółki, a którą można byłoby przerzucić przez ramię. Trafiłam na taką w Tesco . Kosztowała 8f i przyznam szczerze , że o ile mi się podoba, o tyle teraz wiem, że w Primark'u w tej cenie można kupić fajniejsze...Nie mniej jednak spełnia swoje zadanie dobrze ;p 

Niczego tak mi nie brakowało jak maseczek do twarzy. Dla kogoś może się to wydawać dziwne, ale w domu robiłam je codziennie lub niemal codziennie. Przygarnęłam więc czekoladową wersję z Beauty Formula mającą generalnie za zadanie oczyszczać twarz. Od lewej widnieje natomiast całkiem przyzwoity krem do rąk Cuticura. Mała tubka w sam raz do torebki. Od prawej damska wersja zapachu z tej samej serii co ten dla Tż. Każdy z kosmetyków kosztował mnie 1f/szt. 

Zupełnie świeży , bo dzisiejszy zakup to maseczka waniliowa kupiona w Primark'u za 0,90f oraz szampon/żel pod prysznic Citrus&Peppermint Imperial Leather za 50p

Usilnie poszukiwałam czegoś dla siebie wśród przecen z Primarku( gdzie byłam dzisiaj po raz pierwszy) Wybrałam jednak jedynie czarne zwykłe legginsy oraz rękawiczki- każde za 3f. ( dopiero na laptopie zauważyłam, że zdjęcie nieco się rozmazało). 

Rozpisałam się nieco , ale brakowało mi tego ja cholera ;) Już jutro mam zamiar pojawić się z niedzielą dla włosów, a będzie na co popatrzeć, bo nieco je odmieniłam :P 

Miłego wieczoru Kochani;*
Czytaj dalej »

poniedziałek, 13 października 2014

Piszę już UK- małe zakupy.

Byłam pewna, że kolejny post jaki się tutaj ukaże nie będzie dotyczył zakupów. Ale jednak... Wszystko to za sprawą naszego wyjazdu do Londynu.

Nowe miejsce skusiło mnie zakupami już pierwszego dnia. Starałam się jednak zaopatrzyć na początek w kosmetyki " pierwszej potrzeby". Wszystkie przygarnęłam w tzw. funciaku.
Do mojej kolekcji dołączył m.in szampon z odzywką 2w1 Palmolive, olejek oraz odżywka Macadamia Oil Extract,  jagodowy żel Radox oraz masło do ciała o zapachu kokosa. 

Moje włosy i skóra niezbyt dobrze zareagowały na zmianę klimatu i wody... Muszę im chyba" dać chwilę"  na przystosowanie.

W funciaku kusi mnie sporo, żeby nie powiedzieć, że wszystko ;) Uzupełniłam tam  również braki w środkach czystości, ale o tym nie będę Wam przecież tutaj pisać. Z ciekawszych rzeczy przygarnęłam dla nas nowe kubki. Jakoś tak niespecjalnie wybierałam- oczywiście też za 1f/szt.

Powoli rozsmakowuję się w tutejszym jedzeniu, a w wolnych chwilach przegryzam m.in żelki ;) 

Przygarnęłam również małego śmierdziucha świeczkowego, żeby było przytulniej w pokoju. Zapachowo niestety nie powala , jakieś mało urodziwe kwiaty. Tym razem nie z funciaka , a z Asdy-ale również za 1f ;) Do poczytania na wieczór przygarnęłam w metrze "Metro"

A to już taki przyjemny widoczek z okna. Aż chce się wyjść na zewnątrz;)


I to by było na tyle. Odezwę się może bliżej weekendu.
pa;*

Czytaj dalej »

środa, 8 października 2014

SPAday

Weekend i zakupowy szał... zwyczajnie mnie minęły. I to wcale nie dlatego, że nie pojechałam na zakupy. Pojechałam i w sobotę i w niedzielę, ale jak to ja kody zniżkowe zostawiłam w domu. Z jednej strony i tak nic sensownego z ubrań na siebie nie wypatrzyłam. Z drugiej zaś pewnie skusiłabym się na jakieś botki , gdybym miała przy sobie potrzebny kod zniżkowy.A Wam udało się coś upolować?

Żeby nie było, że wróciłam z pustymi dłońmi...Co to to nie. Kupiłam podkład Affinmat na promocji w Rossmanie za ok 17zł. Liczyłam na to, że faktycznie urwie mi tyłek- tyle pozytywów naczytałam się na blogach na jego temat. Niestety na mnie niespecjalnie zrobił wrażenie. Żałuję, że nie trafiłam na ulubioną Celię. Przygarnęłam też kilka maseczek głównie o działaniu nawilżającym( bankietowa dla mamy )

A że ostatni weekend był niezwykle leniwy postanowiłam go przeciągnąć do poniedziałku. Wtedy też urządziłam sobie dzień piękności - aczkolwiek efektów jakoś nie widzę. Grunt, że trochę się zrelaksowałam  :) 
Całość zaczęłam niepozornie od nałożenia na włosy maski z Pilomaxu. Ogólnie trzymałam ją na włosach jakieś 4 godziny po czym zmyłam szamponem z tej samej serii ( maska przyjemnie pachnie kawą).Następnie już tylko na kilka minut nałożyłam tą samą maskę co uprzednio i całość zmyłam zimną wodą.Zdjęć "po" niestety nie mam , bo mój aparat raz działa raz nie...a z lampą błyskową już w ogóle ;/ 


Przez chwilę miałam ochotę na białą glinkę, ale maseczka błotna skutecznie mnie skusiła. Skóra była po niej dość miękka i oczyszczona, ale jednocześnie niezbyt przyjemnie napięta. Zdecydowałam się więc  na  użycie serum hialuronowego. Przyznam , że zaskoczyła mnie nieco jego konsystencja i kolor wpadający lekko w zieleń;)  Wycisnęłam całą tubkę przez co warstwa była naprawdę spora i wchłaniała się około godziny ;) 

Całą twarz potraktowałam na koniec tonikiem z rodzimego Sylveco. Malec, choć na początku śmieszył mnie pojemnością całkiem całkiem daje sobie radę z wydajnością. Przypadł mi do gustu głównie dzięki swojej konsystencji.

Ponieważ lubię peelingi zafundowałam średnio-zaawansowane tarcie swojemu ciału. Wykorzystałam peeling Organique- wersja z bambusem. Wcześniej miałam okazję używać jego  bliźniaka- z guaraną. Zdecydowanie obecna wersja bardziej przypadła mi do gustu pod względem zapachu. Działanie mają natomiast praktycznie identyczne , więc niespecjalnie jest się nad czym rozwodzić. Obie wersje trafiły do mnie za sprawą Shinybox'a. Szczerze powiedziawszy nie skusiłabym się na samodzielny zakup , ponieważ opakowanie starczyło mi raptem na 4 użycia. Co jak co ale wydajności mu nie można przypisać.

W ciągu dnia, pomiędzy poszczególnymi zabiegami oddawałam się ulubionemu zajęciu- czytaniu książek. Przygarnęłam ostatnio w Biedronce 3 pozycje - korzystając z promocji " trzecia za grosz" ;p

I to by było na tyle.... Nowości mało , ale może niedługo coś się zmieni :) 
Ze względów osobistych nie mogę Wam obiecać, że będę tu zaglądać tak regularnie jak  to miało miejsce.
Całuję;*
Czytaj dalej »

piątek, 3 października 2014

W duecie najlepiej ( krem+ serum Soraya)

Wygląda na to, że kosmetyki tak jak i ludzie łącząc się w pary wychodzą na tym lepiej. Dzisiaj podwójna recenzja- nieprzypadkowo zresztą. 

Firmy kosmetyczne dochodzą do wniosku, że tworzenie kosmetyków seriami wyjdzie im na dobre. Z reguły tak jest , bo spore grono osób kupując pielęgnację decyduje się na zakup całej nowej serii, a nie na wymianę jednego kosmetyku. Osobiście na szczęście tak nie mam, bo chociaż generalnie ciągle coś zmieniam w swojej pielęgnacji  to są to jedynie pojedyncze sztuki, ale znam kilka osób które jak już coś wymieniają to hurtem :)
Zdarza się  oczywiście, że trafia do mnie kilka kosmetyków z jednej linii jak to miało miejsce właśnie z zestawem o którym piszę dzisiaj.Zarówno krem jak i serum trafiły do mnie podczas jednego z blogerskich spotkań. Stosunkowo niedługo zajęło mi dobranie się do nich , bo zachęta producenta jednak podziałała. Żyję w nieustannym przekonaniu,że zarówno moje włosy jak i twarz potrzebują nawilżenia -ekspresowego i dogłębnego. Boję się, że przedwcześnie wyschnę przez złą pielęgnację.Tak więc poprzednią pielęgnację zużywałam w tempie natychmiastowym, żeby tylko jak najszybciej... 

Duet jaki trafił w moje ręce oprócz nawilżenia zapewnić miał wygładzenie ( krem +30) . Generalnie firma stworzyła jedno serum zwane też jak widać  przeciwzmarszczkowym koncentratem kwasu hialuronowego oraz kilka  kremów o różnym działaniu i przeznaczeniu dla różnych wiekowo buziek.
Ponieważ niespecjalnie przejmuję się wyznacznikiem wiekowym stosowanym przez producentów, nie obraziłabym się gdyby zamiast wersji +30 trafiła do mnie ta +60 ( odbudowująca).

Wygładzający krem z transdermalnym kwasem hailuronowym na dzień i na noc- u mnie stanowczo był kremem na dzień.Lekka konsystencja, a co najważniejsze wchłaniająca się w bardzo szybkim tempie pozwalała na równie szybkie nałożenie podkładu. Ze wszystkimi mazidłami do twarzy które posiadam tworzył fajne połączenie.Opakowanie przypadło mi do gustu, bo nie powiem że nie- lecę na szkło :D Trochę szkoda, że na zakrętce odbijały się mało estetycznie paluchy, ale cóż zrobić.

Serum jest natomiast faktycznie mocno skoncentrowane,bo po nałożeniu go bez dodatków napinało mi twarz niczym po liftingu ;p Dość wodnista konsystencja szybko znikała z tubki, a nawilżenia jak nie było tak nie było. Dopiero metodą prób i błędów doszłam do tego, by serum stosować bezpośrednio przed kremem z serii. Wtedy nie było problemów z uczuciem napięcia skóry, które mnie osobiście się nie podobało. Bez kremu miałam wrażenie, że serum bardziej wysusza niż nawilża. Razem dały naprawdę dobry efekt. Szkoda tylko, że krem jeszcze został, a po serum już dawno prócz tubki nie ma śladu...

Gdybym miała zrecenzować te produkty oddzielnie to serum niewątpliwie otrzymałoby miano bubla. Szczęśliwym trafem krem uratował sytuację.

Kto miał?Jak wrażenia?
Czytaj dalej »

środa, 1 października 2014

Delikates jesienny

Za makijaż kojarzący mi się z tą porą roku zabierałam się już od tygodni. Ale zawsze coś...  Nie owijając w bawełnę w tym tygodniu walczyłam wyłącznie ze swoim lenistwem. Udało się! Co prawda w środę, ale i tak nie jest źle biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka dni do końca tygodnia przed nami.

Tym razem- dla odmiany , postanowiłam, że makijaż będzie naprawdę delikatny, a zarazem w kolorze. Wykorzystałam paletkę 160 cieni no name , która kurzyła mi się na półce już od dawna. Wyzwaniem było to, że w makijażu tym użyłam jedynie 2 (!) pędzelków: jednego do oczu i jednego do twarzy. Z prostej przyczyny... była chęć malowania , a reszta pędzli jakie posiadam czekała na wypranie.Nieco uciążliwe było mieć cały czas na uwadze, by nie zepsuć całości nakładając kolor tam gdzie nie trzeba. Przecieranie pędzelka chusteczką też nie było najprzyjemniejsze... Nie mniej jednak wyszło całkiem, całkiem jak na mój gust.




W makijażu swym użyłam :
-podkładu Revlon Colorstay 150buff,
-modelatora do twarzy Dr.Irena Eris,
-pudru korygującego HD,
- paletki cieni no name,
-mascary Gigantic Volume od Eveline Cosmetics,
- pomadki Raisin Wine od Avon,
-palety korektorów Kobo

No! i to by było tyle w tym temacie ;)
Jak Wam się podoba?o ile w ogóle :)
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia