SPAday

Weekend i zakupowy szał... zwyczajnie mnie minęły. I to wcale nie dlatego, że nie pojechałam na zakupy. Pojechałam i w sobotę i w niedzielę, ale jak to ja kody zniżkowe zostawiłam w domu. Z jednej strony i tak nic sensownego z ubrań na siebie nie wypatrzyłam. Z drugiej zaś pewnie skusiłabym się na jakieś botki , gdybym miała przy sobie potrzebny kod zniżkowy.A Wam udało się coś upolować?

Żeby nie było, że wróciłam z pustymi dłońmi...Co to to nie. Kupiłam podkład Affinmat na promocji w Rossmanie za ok 17zł. Liczyłam na to, że faktycznie urwie mi tyłek- tyle pozytywów naczytałam się na blogach na jego temat. Niestety na mnie niespecjalnie zrobił wrażenie. Żałuję, że nie trafiłam na ulubioną Celię. Przygarnęłam też kilka maseczek głównie o działaniu nawilżającym( bankietowa dla mamy )

A że ostatni weekend był niezwykle leniwy postanowiłam go przeciągnąć do poniedziałku. Wtedy też urządziłam sobie dzień piękności - aczkolwiek efektów jakoś nie widzę. Grunt, że trochę się zrelaksowałam  :) 
Całość zaczęłam niepozornie od nałożenia na włosy maski z Pilomaxu. Ogólnie trzymałam ją na włosach jakieś 4 godziny po czym zmyłam szamponem z tej samej serii ( maska przyjemnie pachnie kawą).Następnie już tylko na kilka minut nałożyłam tą samą maskę co uprzednio i całość zmyłam zimną wodą.Zdjęć "po" niestety nie mam , bo mój aparat raz działa raz nie...a z lampą błyskową już w ogóle ;/ 


Przez chwilę miałam ochotę na białą glinkę, ale maseczka błotna skutecznie mnie skusiła. Skóra była po niej dość miękka i oczyszczona, ale jednocześnie niezbyt przyjemnie napięta. Zdecydowałam się więc  na  użycie serum hialuronowego. Przyznam , że zaskoczyła mnie nieco jego konsystencja i kolor wpadający lekko w zieleń;)  Wycisnęłam całą tubkę przez co warstwa była naprawdę spora i wchłaniała się około godziny ;) 

Całą twarz potraktowałam na koniec tonikiem z rodzimego Sylveco. Malec, choć na początku śmieszył mnie pojemnością całkiem całkiem daje sobie radę z wydajnością. Przypadł mi do gustu głównie dzięki swojej konsystencji.

Ponieważ lubię peelingi zafundowałam średnio-zaawansowane tarcie swojemu ciału. Wykorzystałam peeling Organique- wersja z bambusem. Wcześniej miałam okazję używać jego  bliźniaka- z guaraną. Zdecydowanie obecna wersja bardziej przypadła mi do gustu pod względem zapachu. Działanie mają natomiast praktycznie identyczne , więc niespecjalnie jest się nad czym rozwodzić. Obie wersje trafiły do mnie za sprawą Shinybox'a. Szczerze powiedziawszy nie skusiłabym się na samodzielny zakup , ponieważ opakowanie starczyło mi raptem na 4 użycia. Co jak co ale wydajności mu nie można przypisać.

W ciągu dnia, pomiędzy poszczególnymi zabiegami oddawałam się ulubionemu zajęciu- czytaniu książek. Przygarnęłam ostatnio w Biedronce 3 pozycje - korzystając z promocji " trzecia za grosz" ;p

I to by było na tyle.... Nowości mało , ale może niedługo coś się zmieni :) 
Ze względów osobistych nie mogę Wam obiecać, że będę tu zaglądać tak regularnie jak  to miało miejsce.
Całuję;*

9 komentarzy:

  1. Och też by mi się przydał taki dzień spa...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kusi mnie ta maska od pilomax: )

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, ja ostatnio jakoś nie mam czasu na takie dłuższe relaksy ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja już szykuję się na taki dzień od jakiegoś czasu jednak zawsze coś mi wypadnie :( Chyba muszę sobie zarezerwować niedzielę na to :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przynajmniej raz w tygodniu organizuję sobie taki dzień SPA - wtedy łazienka należy tylko do mnie i wymyślam tam sobie różnego rodzaju atrakcje kosmetyczne dla ciała i zmysłów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam wszelkiego rodzaju maseczki na twarz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. również muszę sobie urządzić taki dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szampon i maska Pilomax się u mnie sprawdziły. :-)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger