W duecie najlepiej ( krem+ serum Soraya)

Wygląda na to, że kosmetyki tak jak i ludzie łącząc się w pary wychodzą na tym lepiej. Dzisiaj podwójna recenzja- nieprzypadkowo zresztą. 

Firmy kosmetyczne dochodzą do wniosku, że tworzenie kosmetyków seriami wyjdzie im na dobre. Z reguły tak jest , bo spore grono osób kupując pielęgnację decyduje się na zakup całej nowej serii, a nie na wymianę jednego kosmetyku. Osobiście na szczęście tak nie mam, bo chociaż generalnie ciągle coś zmieniam w swojej pielęgnacji  to są to jedynie pojedyncze sztuki, ale znam kilka osób które jak już coś wymieniają to hurtem :)
Zdarza się  oczywiście, że trafia do mnie kilka kosmetyków z jednej linii jak to miało miejsce właśnie z zestawem o którym piszę dzisiaj.Zarówno krem jak i serum trafiły do mnie podczas jednego z blogerskich spotkań. Stosunkowo niedługo zajęło mi dobranie się do nich , bo zachęta producenta jednak podziałała. Żyję w nieustannym przekonaniu,że zarówno moje włosy jak i twarz potrzebują nawilżenia -ekspresowego i dogłębnego. Boję się, że przedwcześnie wyschnę przez złą pielęgnację.Tak więc poprzednią pielęgnację zużywałam w tempie natychmiastowym, żeby tylko jak najszybciej... 

Duet jaki trafił w moje ręce oprócz nawilżenia zapewnić miał wygładzenie ( krem +30) . Generalnie firma stworzyła jedno serum zwane też jak widać  przeciwzmarszczkowym koncentratem kwasu hialuronowego oraz kilka  kremów o różnym działaniu i przeznaczeniu dla różnych wiekowo buziek.
Ponieważ niespecjalnie przejmuję się wyznacznikiem wiekowym stosowanym przez producentów, nie obraziłabym się gdyby zamiast wersji +30 trafiła do mnie ta +60 ( odbudowująca).

Wygładzający krem z transdermalnym kwasem hailuronowym na dzień i na noc- u mnie stanowczo był kremem na dzień.Lekka konsystencja, a co najważniejsze wchłaniająca się w bardzo szybkim tempie pozwalała na równie szybkie nałożenie podkładu. Ze wszystkimi mazidłami do twarzy które posiadam tworzył fajne połączenie.Opakowanie przypadło mi do gustu, bo nie powiem że nie- lecę na szkło :D Trochę szkoda, że na zakrętce odbijały się mało estetycznie paluchy, ale cóż zrobić.

Serum jest natomiast faktycznie mocno skoncentrowane,bo po nałożeniu go bez dodatków napinało mi twarz niczym po liftingu ;p Dość wodnista konsystencja szybko znikała z tubki, a nawilżenia jak nie było tak nie było. Dopiero metodą prób i błędów doszłam do tego, by serum stosować bezpośrednio przed kremem z serii. Wtedy nie było problemów z uczuciem napięcia skóry, które mnie osobiście się nie podobało. Bez kremu miałam wrażenie, że serum bardziej wysusza niż nawilża. Razem dały naprawdę dobry efekt. Szkoda tylko, że krem jeszcze został, a po serum już dawno prócz tubki nie ma śladu...

Gdybym miała zrecenzować te produkty oddzielnie to serum niewątpliwie otrzymałoby miano bubla. Szczęśliwym trafem krem uratował sytuację.

Kto miał?Jak wrażenia?

Komentarze

  1. Póki co nie stosuję kremów ani serum przeciwzmarszczkowych ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nastawiałam się na serum :/ Dobrze,że krem uratował sytuację

    OdpowiedzUsuń
  3. nie miałam okazji próbować tych produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za produktami tej marki. Ilekroć coś testowalam to okazywało się klapą :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam i raczej się to nie zmieni ;) Ogólnie nie przepadam za tą marką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ten duet w zapasach, ciekawe jak u mnie się spisze... :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. moja mama mega uwielbia ta sorayke serum ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam i krem i serum. Serum trafiło na listę ulubieńców, a krem dałam mamie ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)