piątek, 27 czerwca 2014

Mocniej dzisiaj...

Wariacki dzień. Pierwsza sesja w studio... Wszystko umówione na konkretne godziny, a przez korki w mieście cudem się udało.Wszystko w biegu;) Makijaż szedł jak po grudzie, ale obstawa 2-latków była niezła i chętnie pomagali w malowaniu- czekoladą. Efekty być może w przyszłym tygodniu , a teraz zanudzę Was moim dzisiejszym makijażem.



Mam tylko nadzieję, że wszystko wyjdzie tak jak chciałam, a właściwie chciałyśmy... wraz z modelką.
Uciekam szyć , a właściwie kompletować z kawałków suknie do sesji w plenerze,ale o tym ciiii....

Buźka;*
Czytaj dalej »

czwartek, 26 czerwca 2014

Makijaż ślubny dzisiaj na tapecie...

Czasami pomimo tego, że coś jest naszą pasją trzeba odpocząć. Tak było z moim robieniem czegokolwiek samodzielnie. Na bok odszedł scrap i jemu pokrewne... Nie robiłam od kilku miesięcy nic twórczego, aż do wczoraj.

 Setny raz oglądalam z mężem American Pie, chociaż  teksty oboje znamy już na pamięć;) Niestety albo stety nie było pod ręką nic do przegryzania podczas seansu, a nie lubię siedzieć bezczynnie , bo nigdy nie wiem co zrobić z dłońmi. Przypomniało mi się jak jedna z Was prezentowała materiałowy bukiet na swoim blogu i pomyślałam, że i ja spróbuję uklecić jakiegoś kwiatka. Do bukietu póki co nawet się nie przymierzam, bo aż taki zapał do tworzenia mi nie wrócił. Nie mniej jednak powstał stroik , który kiedyś osiądzie na opasce do włosów - o ile ją w końcu kupię- oraz pojedyńczy kwiat- bez konkretnego  przeznaczenia ;)  
Spać kładłam się już z myślą, że muszę ten dodatek jak najszybciej wykorzystać, by przypadkiem zapomniany nie wylądował w jakiś zakamarkach pokoju...






Nieco z przekory, ale i dlatego, że piosenka ta od wczoraj towarzyszy mi niemal przez cały czas....
Zasłuchujcie się, bo tekst chociaż smutny i taki prawdziwy pełen jest uroku...
Ja sama podkradłam ją wczoraj od jednej  z Was...
 
Pozdrawiam;*
Czytaj dalej »

wtorek, 24 czerwca 2014

Przygarnęło mi się kilka rzeczy;)

Poniższe zakupy tłumaczę sobie awarią bloggera. Jakoś trzeba było przecież zrekompensować  sobie jego kolejny wybryk;)  A zaczęło się całkiem niepozornie.... Rozdanie u Angel było wstępem do dobrego.

Szybkie rozdanie i równie szybkie ogłoszenie wyników na blogu i na fb. Znudzona patrzę w minitor i wyszukuję czegoś co chociaż na chwilę zatrzyma na sobie mój wzrok. Śledzę najnowsze wpisy i co widzę?! Kilka razy sprawdzam czy aby faktycznie... Później wrócam na bloga Angel raz jeszcze sprawdzić czy pod postem ze zgłoszeniami nie ma przypadkiem mojej imienniczki.Ale nie... Ostrożnie jeszcze pełna niedowierzania piszę do Agi e-mail... Kilka dni później przesyła od Green Sin jest już u mnie.
Jeśli ktoś już jest w tym wieku lub na tym etapie, że świadomie korzysta z wszelkich dobrodziejstw ten wie, że wybór odpowiedniego półśrodka jest bardzo ważnym elementem. Przetestowaliśmy sporo powszechnie dostępnych na rynku firm, ale do tej pory żaden żel nie sprostał naszym wymaganiom. Przed YES jest więc spore wyzwanie.

Póżniej na fb pojawiła się fala postów z zakupami poczynionymi w Ziaji. Powiem szczerze, że jej najnowsza seria " Liście Manuka" od razu do mnie przemawiała chyba za sprawą szaty graficznej. Długo przyglądałam się tym produktom, ale jak tylko faktycznie trafiła się okazja do zakupu przygarnęłam pastę i żel normalizujący. Teoretycznie z myślą o Ślubnym- bo dobra wymówka nie jest zła. No przecież! Zamówienie zlożyłam w jednej z internetowych aptek stąd też na zdjęciu pojawił się również magnez. Gratis otrzymałam saszetki jakiegoś kremu do stóp. Całkiem przyjemnie;)

Kilka dni temu natrafiłam natomiast na post traktujący o tym jak zwiększyć porost włosów. Po nitce do kłębka wygooglałam sobie tabletki, a dzisiaj  jestem już w ich posiadaniu. Dodatkowo uzupełniłam braki w "pokrzywowej", bo moje wcześniejsze zasoby się skończyły.

Na sam koniec zostawiłam kosmetyczne zwyklaczki.
Nie licząc artykułów higienicznych przygarnęłam szampon z Malwy- Czarna Rzepa z myślą o zmywaniu olei , bo akurat te najtańsze okazują się przy tej czynności najskuteczniejsze. Kolejny szampon dla małżonka mego. Znając życie zużyje go w tempie ekspresowym, a że wielkich wymagań nie ma postawiłam na ten z Biedronki. Skusiłam się na kolejny żel Oceania, bo dzisiaj był na promocji za 2,36zł. Niestety ten zapach nie podoba mi się już tak bardzo jak w wersji zielonej, ale nie mówię, że zupełnie go skreślam.


No i takim oto sposobem z pomocą małych zakupów powstał post tasiemiec.
Przyjemnej lektury Wam życzę;)
Buźka;*

Czytaj dalej »

sobota, 21 czerwca 2014

Bio Bławatek z Yves Rocher

Produkty do demakijażu są tymi, które schodzą u mnie w tempie natychmiastowym. Nie wiem jak to się stało, że skusiłam się na płyn do demakijażu  z wyciągiem z bławatka , skoro to takie maleństwo.A jednak...


Plastikowa, przezroczysta buteleczka , prosta szata graficzna i 125ml zawartości- tak można scharakteryzować dwufazówkę z YR Pur Bleuet. Przy składaniu zamówienia jakoś przeoczyłam kwestię pojemności i dopiero po otwarciu paczki uświadomiłam sobie ile faktycznie tego jest. Przeraziło mnie , że tak naprawdę starczy mi tego produktu na krótki okres czasu, ale.... Muszę przyznać, że pomimo małej pojemności, niespecjalnie oszczędnego atomizera ( zwykła dziurka ) zużycie wcale nie jest specjalnie duże. U mnie służy ok 3 tygodni i jak widzicie zostało go jeszcze dość dużo. Myślę, że spokojnie na tydzień lub dwa użytkowania.Doświadczenie podpowiadało mi , że może pojawić się problem z nierównomiernym zużywaniem się poszczególnych faz. Z buteleczki zaczęło jednak ubywać ich w miarę jednakowej ilości. Płyn po zmieszaniu ma mocno tłustą konsystencję ze względu na co zmywanie nawet wodoodpornego makijażu nie stanowi dla niego większego problemu. Osobiście po przedarciu nim oczu mam dziwne wrażenie, że pomimo tego iż przypomina olejek jest suchy. Czuć tłusty film( który ja muszę dodatkowo zmywać, bo za nim nie przepadam),  a jednocześnie czuję , że wacik nie przesuwa się gładko po skórze, czuć delikatny opór. Zmywa idealnie nawet sporą ilość kosmetyku, jednak po przedostaniu się do oka tworzy powłoczkę i dopóki nie zmyje jej się wodą widać jak przez mgłę. Tak było w moim przypadku. 


Obaw było sporo, jednak teraz otwarcie mogę powiedzieć, że z chęcią ponownie go zakupię, zwłaszcza gdy trafi się promocja 2 w cenie 1;)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udanego weekendu,
Pozdrawiam;*
Czytaj dalej »

środa, 18 czerwca 2014

Przywitaj lato z Quiz Cosmetics- moja wersja.

Przez przypadek trafiłam wczoraj na facebook'u na post udostępniony przez którąś z Was o konkursie organizowanym przez Quiz Cosmetics. W nocy dosłownie nie mogłam spać , bo w głowie kłębiły mi się setki pomysłów.Muszę Wam jednak powiedzieć, że rzadko tak mam by do rana zapał i chęci malowania przetrwały.Ale tym razem się udało;) Postawiłam na zieleń, która całkiem przyjemnie zaprezentowała się w nowym odcieniu włosów.




Wprawne oko dopatrzeć może się braku wytuszowanych rzęs. Doszłam do wniosku, że ostatnie o czym marzę podczas upalnego lata to ciążący na nich tusz.Tak więc bez tuszu dzisiaj ;)

Taka sytuacja ;D 
Jak Wam się podoba moje "powitanie" lata? 


Czytaj dalej »

wtorek, 17 czerwca 2014

Makijaż zainspirowany Mazidłem- Bollywoood

Bollywood był inspiracją dla Agnieszki (http://mazidlo.blogspot.com) , a że ona sama zorganizowała konkurs w którym zainspirować można się jej makijażami - był inspiracją również dla mnie...

Tematy przewodnie były dwa; Makijaż Przedmiotowy lub Makijaż zainspirowany Mazidłem. Więcej na temat konkursu ( który nadal trwa!!! został przedłużony do 22.06 ) poczytacie u samej organizatorki.

http://mazidlo.blogspot.com/2014/05/konkurs-makijazowy-2014-przedmiotowy.html

Ja przeglądając makijaże zwróciłam uwagę na ten w stylu Bollywood z tego samego względu dla którego wykonała go Aga.Nie miałam do tej pory styczności z makijażem tego typu i chciałam się spróbować.
Jej wersja ( zdjęcie poniżej) była dla mnie inspiracją, ale nie byłabym sobą gdybym koniec końców nie stworzyła czegoś " swojego".

Ostatnio nie wiem czemu idę w róże, chociaż w ogóle nie czuję, by był to mój kolor. Samo jakoś tak się układa.  Tak było i tym razem- przy użyciu paletki Technic Electric Beauty.



;*

Czytaj dalej »

sobota, 14 czerwca 2014

Co z tym czasem?! oko w kolorze

Wczoraj mój Ślubny zadbał o to by poziom adrenaliny i ciśnienie nieco podskoczyły mi w górę. Kilka opiłków w oku zafundowało nam obojgu rajd po okulistach. Koniec końców przyjęto go  w szpitalu , jako przypadek "wypadku w pracy" i pomimo, że takie teoretycznie przyjmowane są w pierwszej kolejności czekaliśmy prawie 3 godziny, aż w końcu ktoś w ogóle obejrzy mu oko. Mój poranny zapał wykonania makijażu ślubnego spełzł na niczym , bo nie miałam już później ani głowy ani chęci na malowanie.

W ogóle ogarnęło mnie totalne lenistwo....a w parze z nim czuję nieustające poczucie winy, że marnuję swój czas, że być może nie zdążę czegoś w swoim życiu zrealizować. Z jednej strony zrobiłam spory krok do przodu  w dziedzinie swojego zawodu, a z drugiej strony wiem ,że powinnam wymagać od siebie więcej... i że na więcej mnie stać po prostu...
Nie mówię nic, żeby nie zapeszyć. Poza tym niedawno miałam okazję przekonać się jak bardzo  krzywdząca jest zazdrość innych...
W końcu odnalazłam swoją idealną dewizę życiową. Śmieszne, że cały czas była na wyciągnięcie ręki...;)

Żeby nie było, że nic zupełnie nie robię, bo coś tam jednak mi się zdarza....


Buźka;*
Czytaj dalej »

czwartek, 12 czerwca 2014

Smoky na dziś.

Na moich powiekach miał dzisiaj gościć kolor... Po pomalowaniu jednego oka  i próbie zrobienia zbliżeń okazało się, że akumulatorki raczyły się wyładować. Tak mnie to wykurzyło, że zmyłam to co już było i dałam sobie spokój z makijażem....Aż do 17... Wtedy tchnęło mnie na kolejną próbę. I jak widać stanęło na "smoku" . Tym razem z lekką poświatą  fioletu...



Także tak ;) Dzisiaj wpadłam tylko na chwilę i zabieram się do projektu , który rozpoczęłam;)
Pa;*
Czytaj dalej »

środa, 11 czerwca 2014

Uniesienie z Byebra.

  Zapewne nie jedna z Was miała do czynienia z problemem z którym ja zetknęłam się podczas fali wesel w rodzinie.  Sukienka bez pleców i natrętna myśl o biustonoszu który „zepsuje” wizualnie kreację. Zaopatrzyłam się w wersję z silikonowym tyłem, w wersję z samymi silikonowymi miseczkami i… za każdym razem ten sam marny efekt. Szkoda, że wówczas nie wiedziałam o takim rozwiązaniu jak plastry ByeBra.


         Byebra to innowacyjne rozwiązanie. Plastry wykonane są z potrójnej warstwy folii i mają za zadanie unieść biust nadając mu jędrności ,a jednocześnie  poprawiając jego kształt. Użyte w plastrach materiały są przebadane dermatologicznie i co ważne hipoalergiczne.
      Przyznam , że właśnie tego aspektu dotyczyły na początku moje obawy. Jestem tym osobnikiem, który na wszelkie plasterki ochronne i podobne im rzeczy reaguje natychmiastowo- wysypką i swędzeniem. Tak bardzo bałam się podrażnień, że pierwszą parę potraktowałam testowo. Na kilka dni przed wyjściem podczas którego miałam faktycznie potrzebę użycia plastrów  postanowiłam spróbować ich działania. Ponieważ był to dzień spędzany w domowy zaciszu zabrałam się do ich aplikacji już z samego rana chcąc przetestować również ich wytrzymałość na skórze. Sama aplikacja nie jest niczym strasznym. Na opakowaniu oprócz instrukcji opisowej znajdują się przejrzyste obrazki i to właśnie nimi się sugerowałam. Na początku wspomnę o tym, że plastry dostępne są na stronie  RK Lingerie 
w trzech wersjach dla miseczek:
 A-C (4pary w zestawie+ 8 nakładek na sutki) -99,90zł
 D+ ( 3pary+6 nakładek) -109,00zł
 F+(3pary+6 nakładek) - 119,00zł

Ponieważ jestem posiadaczką skromnego B zastanawiałam się  co z dopasowaniem plastrów. Po wyjęciu ich z opakowania sprawa się wyjaśniła. Plastry mają oznaczenia dzięki którym możemy przyciąć je do  interesującego nas rozmiaru. Aplikacja taśmy na oczyszczoną skórę nie była problemem. Dzięki temu, że zabezpieczenia na plastrze są podzielone możemy spokojnie najpierw umieścić na piersi jego dolną część zapewniającą przyczepność  , a później spokojnie za sprawą drugiego elementu podnieść biust i wybrać zadowalający nas efekt. Przy pierwszej testowej aplikacji podciągnęłam plastry do maximum by sprawdzić, czy z biegiem czasu nic się nie przesunie i nie opadnie. Nosiłam je wówczas niepełne 10 godzin( zalecane jest użycie nie dłużej niż 8h), a przez ten czas bacznie obserwowałam zachowanie zarówno skóry jak i plastrów.


Na szczęście faktycznie obietnice producenta zostały spełnione. Nie wystąpiły na moim ciele żadne skutki niepożądane ;) Po zdjęciu skóra była minimalnie zaczerwieniona , ale akurat po tylu godzinach pod plastrem nie dziwi mnie to. Co do samego plastra to na początku   przez chwilę czułam lekki dyskomfort spowodowany głównie obawami o to czy wszystko znajduje się na swoim miejscu. Z upływem czasu  zapomniałam o nich zupełnie. Wykonywałam różne prace fizyczne , ale pomimo tego plastry do wieczora były na swoim miejscu. Jedyne co zauważyłam, to lekkie pomarszczenie w ich górnej części widoczne jednak jedynie po odkryciu tego miejsca. Przez ubranie nie było to zauważalne.
Bardzo dobrze, że w zestawie znajdują się również nakładki na sutki, bo niekomfortowo czuła bym się bez nich. Pokryte są cielistym materiałem dzięki czemu nie odcinają się od ciała a tym samym nie prześwitują przez ubrania. Ich przyczepność była równie dobra jak plastrów, więc nie ma obaw.
Dodatkowo jedną parę przetestowała moja mama nosząca miseczkę C.
U niej plastry również uniosły i wymodelowały biust, jednak trzymały się nieco krócej , bo ok 7 godzin.

    Dzisiaj bogatsza o nowe doświadczenia wiem już, że kolejnym razem gdy zajdzie potrzeba nie będę nawet szukać  innych rozwiązań  i sięgnę po ten produkt. Cena za opakowanie to koszt od 99-119zł, ale uważam, że warto chociażby ze względu na komfort psychiczny, nie wspominając o tym, że efekt wizualny dla mnie jest naprawdę zadowalający.


UWAGA! Dla moich czytelniczek firma przygotowała dwadzieścia  20% zniżek ( nie obejmują one kosztów wysyłki). Chętne osoby przy składaniu zamówienia muszą jedynie podać kod rabatowy "zmalowanalala20". Jest on ważny do 19.06.2014r do północy.Link do sklepu - RK Lingerie . 

Która z Was miała okazję używać plastrów?Jakie są Wasze odczucia w związku z nimi?
m.

Czytaj dalej »

wtorek, 10 czerwca 2014

"Moje" suplementy diety i herbaty.

Każda z nas do czegoś dąży nie zdając sobie niekiedy nawet sprawy ze swoich działań. Ja przez długi okres czasu również byłam nieświadoma niektórych ze swoich potrzeb , ale dzięki stworzonej jeszcze w styczniu mapie marzeń sporo z nich już zrealizowałam. Zdobycie kilku kolejnych wydaje się mniej problematyczne niż dawniej. Patrzę na przygotowany plakat i przypominam sobie jaki jest mój cel.

Jednym z wielu marzeń , które znalazły się na mojej mapie była walka o jędrne ciało i poprawę stanu włosów. O oba walczę , ale z różnym skutkiem. Dzisiaj chciałabym ponudzić Was pisaniną o tym jak moja walka wygląda od wewnątrz. Od pewnego czasu prócz diety bogatej w warzywa i owoce ( tu akurat nie potrzebowałam zmian, bo od zawsze jestem roślinożerna) zaczęłam również stosować gotowe suplementy diety. 

W walce o poprawę stanu włosów rozpoczęłam przyjmowanie Vita-min'u dla kobiet , a później Skrzypovity. Po tym drugim suplemencie widziałam  efekty i w związku z tym "trzymam się" go już od kilku miesięcy. Przyrost moich włosów to obecnie około 1.5 cm miesięcznie. Na skórze co jakiś czas pojawiają mi się wypryski, ale nie jest to już problem na taką skalę jak dawniej. Dodatkowo Skrzypovita w połączeniu z olejkiem do paznokci z Ikarov sprawiła , że w końcu te paznokcie mam. Całkiem mocne i w końcu dające się  bezproblemowo zapuścić.  Ponieważ zdrowe ciało jest szczęśliwe  zdecydowałam się na przyjmowanie Żuravit'u, zwłaszcza , że od dłuższego okresu stosuję antykoncepcję hormonalną i wolę chuchać na zimne. Osłonowo jak widać stosuję Harmonellę.

Prócz tabletek staram się dużo pić, a że jestem nałogową pijaczką herbat mam w swoim zapasie kilka takich, które uznaję za wspomagacze;) Z żurawinowej z Posti jestem najmniej zadowolona.Akurat ta jest jakaś taka chemiczna w smaku, ale skoro już kupiłam...

Te z Was które śledzą mojego bloga od dłuższego czasu wiedzą też, że namiętnie farbowała włosy przy użyciu farb chemicznych. Generalnie miało to miejsce raz lub dwa razy w miesiącu, przez co moje włosy nie były w najlepszej kondycji. Chociaż pewnie powinnam się cieszyć, że w ogóle były ;)
Obecnie- od marca- przerzuciłam się na koloryzację henną w proszku.Ogólnie jakiejś mega poprawy póki co nie widzę, ale zapach henny tak mi się spodobał, że chyba nie będę już w stanie go sobie odmówić;)

Dzisiaj nawet nabyłam kolejną saszetkę- tym razem jednak nie Venita...;)

A Wy stosujecie jakieś suplementy? Jak z efektami?





Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Małe zakupy u Ladymakeup

Mój eyeliner w żelu wyzionął ducha, pomimo że zużycie nie było duże.Może to wina samego kosmetyku, może źle zakręcającego się słoiczka... W każdym bądź razie zaczęłam się rozglądać za czymś nowym. Przeglądnęłam allegro i w sumie kilka sztuk miałam wstępnie odłożonych "do koszyka", ale wtedy trafiłam na post  jednej z Was o cieniach Myio. Postanowiłam, że zamówię sobie chociaż jedną sztukę na próbę. Niestety na allegro ich nie uświadczy, a do Natury mam za daleko, żeby fatygować się po jedno maleństwo. Szukałam więc sklepu online , gdzie byłyby dostępne. I już miałam złożyć zamówienie na stronie Pierre Rene, gdy zauważyłam, że u Ladymakeup są o złotówkę tańsze. Dla jednych to kwota nie warta zachodu- dla mnie owszem;) Zwłaszcza , że udało mi się również dobrać i eyeliner i bazę pod cienie.
Zdecydowałam  się na dwa żywe nasycone kolorki : 13-chili oraz, 27 sunrise. Bazę pod cienie wybrałam również z Myio, bo naczytałam się o niej sporo dobrego. Dziewczyny zwracały jednak uwagę na to, że  występują problemy z jej opakowaniem, ponieważ nie dokręca się ono idealnie , przez co baza z czasem wysycha i zmienia swoje właściwości. Niestety z moim opakowaniem również jest ten problem, ale mam nadzieję, że chociaż trochę mi posłuży. Co do eyelinera zdecydowałam się na Viperę i jej Mineral Brow&Eyeliner  w kolorze 01 coal , czyli najzwyczajniejszej czerni.Fajny patent z pędzelkiem ukrytym w zakrętce. Poza tym dzisiaj był on od razu w użyciu i jestem w sporym szoku, bo moje poprzednie żelowe eyelinery nawet w chwilę po kupieniu nie miały tak lekkiej i miękkiej konsystencji. Trochę będę się musiała wprawić w jego używaniu;) 

A to już dzisiejsze pierwsze próby "na szybcika" zarówno z  żółtym cieniem jak i z eyelinerem oraz z bazą... 

Sama może w końcu nadrobię zaległości na Waszych blogach, bo potrzebuję odrobiny relaksu i odskoczni od życia codziennego. Poza tym coś tam sobie ciekawego planuję, ale pomysł jeszcze w powijakach, więc chwalić się nie ma czym ;)
Całusy;*
Czytaj dalej »

piątek, 6 czerwca 2014

Makijażowy przegląd tygodnia.

Wczoraj pisałam Wam o lawendzie w nieco innej postaci, a dzisiaj przychodzę z szybkim przeglądem makijaży z ostatnich dni.  Moje oko w tym tygodniu było nieco intensywniejsze niż zwykle. 
fiolet, niebieski i pomarańcz wpadający w złoto

biel, popiel i zieleń



brązy w połączeniu z fioletem

dzisiejszy , z którym aparat nie chciał współpracować,
fiolet z odrobiną turkusu i różu oraz brokatową fioletową kreską.

No więc dla mojego aparatu fiolety, szarości i odcienie niebieskiego to zazwyczaj jeden kolor w nieco innym nasyceniu. Ubolewam nad tym faktem, ale generalnie coś na tych zdjęciach widać, resztę dopisałam.

Po weekendzie pojawi się coś z moimi nowościami z Myio;)
Pozdrawiam;*
Czytaj dalej »

czwartek, 5 czerwca 2014

Zapachniało lawendą...

Jak do sporej ilości blogujących tak i do mnie trafił dzięki agencji Werner i Wspólnicy zamknięty w solidnym szklanym słoiczku "magiczny" peeling. Czekał na swoją kolej z cierpliwością , a po otwarciu zaskoczył mnie zupełnie... Czym- dowiecie się w dalszej części posta.

Lawendowe ukojenie, czyli cukrowe drobiny zanurzone w naturalnym olejku z lawendy....
Mieszczący 200g słoiczek wydawał mi się na pierwszy rzut oka zupełnie niepozorny. Prosta szata graficzna, drobne kwiaty jako element ozdobny.... Po odkręceniu słoiczka wiedziałam już, że przepadłam jeżeli chodzi o doznania zapachowe. Mocny intensywny według mnie nieco męski zapach. Podobno lawendy- nie mogę jednak tego potwierdzić, ponieważ nigdy nie miałam okazji wąchać prawdziwych jej kwiatów. Zmieni się to mam nadzieję niebawem, bo tak bardzo zapach przypadł mi do gustu, że zamówiłam sobie jej nasiona.

Jak możecie zauważyć na powyższym zdjęciu konsystencja jest mocno oleista... Dość ciężko się z nią współpracuje , ale nie twierdzę, że jest to jakiś większy problem.Niestety wpływ na oleistość ma nie tylko obecny w składzie olejek, ale i parafina- która bądź co bądź znajduje się na pierwszym miejscu... Drobiny radzą sobie zupełnie dobrze, chociaż ja oceniam to bardziej pod kątem masażu niż złuszczania skóry. Faktycznie  do relaksującej kąpieli jak znalazł;)

Serc fanek mocnego tarcia/oczyszczenia/złuszczenia raczej nie zdobędzie, ale uważam , że warto go mieć. W końcu raz na jakiś czas każdemu z nas potrzeba ukojenia;)

Całusy;*


Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dzień Dziecka- outfit i oczyska me.

Dzieckiem się czuję... czasami.
To taki piękny stan, kiedy nie myślę o tych gradowych chmurach , które od czasu do czasu się nad nami zbierają. Pozwalam sobie na małe szaleństwa ;) Może byłoby inaczej gdyby mój Mąż był poważnym,uporządkowanym facetem. Ale nie jest -na szczęście! Bez wątpienia jest dojrzały, ale gdy trzeba potrafi sprawić, że mogę się przy nim czuć jak małe rozkapryszone dziecko albo postrzelony nastolatek :)

Dawno nie nosiłam niebieskich rajstop , bo kojarzyły mi się z dzieciństwem. Wróciły w odświeżonej wersji  właśnie w niedzielę. Kolorystycznie miały wiązać się z prostą bokserką. Do tego dobrałam spódnice tubę z wysokim stanem , a całość przełamałam brązowym pasem na talię.

A to już niedzielne oko;) Przepraszam za zdjęcia z samochodu, ale o dziwo tam wyszły najlepsze pod względem oświetlenia.


 A jak tam Wasz Dzień Dziecka?!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia