Niedziela dla włosów (5) - przemieszanie z poplątaniem

Niedziela dla włosów (5) - przemieszanie z poplątaniem

Cały czas mam wrażenie, że moje włosy potrzebują nawilżenia. Ciężko mi jednak znaleźć odpowiedni zestaw kosmetyków, tak by nie obciążał włosów. Dzisiaj kolejna z prób.

W sobotni wieczór ( z racji tego, że i tak nic ciekawego nie miałam w planach) tchnęło mnie na nałożenie na włosy oleju. Właściwie to olejku... i to nie żadnego naturalnego po którego nałożeniu na włosy czułabym wręcz  bezpośredni kontakt z przyrodą. Co to to nie... Aż takiej potrzeby nie odczuwałam, a nawet gdyby się pojawiła to wciągnięcie przed snem pizzy( sztuk dwie) uniemożliwiło mi jakąkolwiek chęć oderwania pupy od miękkiej powierzchni fotela.  Zapragnęło mi się kontaktu z  silikonową bombą. Takie natychmiastowe bum (!) dla włosów. Nałożyłam- przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku,  że nic nie stoi na przeszkodzie, by na olejek nałożyć jeszcze maskę z tej samej serii. Jak szaleć to szaleć...Całość przetrzymałam na kudełkach przez noc w związku z czym jestem dla siebie pełna uznania, bo to wcale nie taka prosta sprawa, zwłaszcza gdy kosmetyk do włosów ma dość intensywny zapach. To chyba on spowodował , że w niedziele od blisko 8 rano byłam już na nogach, a wtajemniczeni wiedzą, że u nas to ewidentne odstępstwo od normy. 

Całość zmyłam szamponem z BingoSpa, którego to w sumie nie miałam w planach, ale po chwili przemyśleń doszłam do wniosku, że użycie szamponu z Balei byłoby już co najmniej monotonne. Postawiłam  więc na  wersję kolagen & oliwa z oliwek. Starałam się zmyć maskę i olej dokładnie ze skóry głowy, bo akurat tam nie potrzebowałam dodatkowego obciążenia. Na długości włosy były jedynie przepłukane pianą z szamponu i nie specjalnie uważałam na to by nic już nie zostało w ich czeluściach. Całość doprawiłam jeszcze po wstępnym odsączeniu maseczką z Biovax'u (genialną swoją drogą). Dopuściłam się również suszenia i to ciepłym nawiewem. W sumie wymuszone to było sytuacją, a nie moim "widzimisię". 


Biorąc pod uwagę całość- efekt przerósł moje oczekiwania. Zdecydowanie moim włosom taka pielęgnacja się spodobała. Niestety nie uświadczą tego zbyt często, bo to dość czasochłonna jak dla mnie metoda. Spróbuje jeszcze kiedyś przetrzymać olejek z maską krócej- powiedzmy z godzinkę- a nóż widelec efekty będą równie zadowalające ;) (przepraszam za rozmazane foto, ale dopiero na laptopie zauważyłam , że wszystkie takie wyszły)


Uciekam- może w końcu zmobilizuję się do zrobienia jakiegoś makijażu ;p 
Makijażowy ulubieniec za 10 zł (Celia Nude)

Makijażowy ulubieniec za 10 zł (Celia Nude)

Przypadek rządzi naszym życiem i taki też był początek mojej przygody z Fluidem korygującym z Celii. Szczęśliwym dla mnie trafem przez pewien czas był on dostępny w Biedronce i wtedy też go przygarnęłam...

Z dozą niepewności podchodzę do taniej kolorówki. Zwłaszcza , jeśli chodzi o podkłady bądź kremy BB. Kupując fluid Celii byłam przekonana, że krycie będzie miał równe zeru. Ewentualnie, że uda mu się chociaż wyrównać koloryt- taka była optymistyczna wersja moich przemyśleń. Ciekawość była jednak tak silna , a cena tak przystępna , że nie mogłam go sobie odmówić. Trafiłam akurat na świeżą dostawę i nic nie było jeszcze  wyciskane, wypaćkane paluchami. Wybrałam sobie najjaśniejszy odcień 01-ecri i początkowo miałam obawy, że będzie jednak za ciemny. Po powrocie do domu i pierwszej próbie  miło mnie zaskoczył pod względem dopasowania kolorystycznego, zwłaszcza , że brałam w ciemno, bo niestety nie było dostępnych testerów.


Pierwsze podejście z pełnym makijażem zaskoczyło mnie jeszcze bardziej... Dobre krycie, przyjemny, ale jednocześnie nie płaski efekt matu na twarzy. Kolejną niespodzianką był fakt, że nie podkreślał suchych skórek. Przy aplikacji miałam wrażenie, że nakładam na twarz zwykły krem. Żadnych problemów z aplikacją. Ideał można by rzec! Jedyne nad czym ubolewam, to fakt, że już się skończył, a niestety u mnie nie jest dostępny stacjonarnie.Pozostaje czekać , aż kolejny raz pojawi się w Biedronce. 

Ktoś używał? Jak wrażenia?:)
Pozdrawiam


P.s Powróciłam do niezawodnej bieli. Zmieniłam też nazwę bloga powracając do korzeni ( taka tam mała modyfikacja). Potrzeba zmian była zbyt silna...
Glinka glince glinką : test z Kalina Sklep

Glinka glince glinką : test z Kalina Sklep

Miłość do glinek jest trudnym uczuciem. Nie ma się co oszukiwać, tego typu pielęgnacja nie jest dla każdego. Glinki od Kalina Sklep były kolejną próbą w poszukiwaniu ideału.


Jako posiadaczka cery mieszanej, a wcześniej dodatkowo dość problematycznej stawiałam w swojej pielęgnacji na mocne oczyszczanie. Okres gimnazjum był dla mojej twarzy jednym z gorszych. Kolejne porażki w walce z trądzikiem owocowały coraz drastyczniejszymi metodami. Były codzienne mocne peelingi była i  czysta zielona glinka.... Nie przykładałam się ani do jej regularnego stosowania, ani do odpowiedniego nawilżania "po" jej użyciu przez co skóra była przesuszona. Ze skrajności w skrajność. A kto miał do czynienia z suchymi skórkami ten wie, że bywają równie nieestetyczne i upierdliwe jak wypryski.  Zielona glinka stosowana wówczas zniechęciła mnie zupełnie... Kilka lat później przyszedł czas na Ghassoul. Różne wariacje na temat tej maseczki okazywały się mniej lub bardziej udane. Nie mniej jednak było o niebo lepiej niż przy zielonej. Był to jednak jeszcze ten czas gdy pozwalałam glinkom wysychać na twarzy na wiór ( co dla mnie akurat jest nie do przyjęcia, ale do tego doszłam całkiem niedawno). 
Wiecie jak to jest jak będąc w wieku nastoletnim wydaje nam się , że wiemy wszystko najlepiej. Ja wówczas żyłam w przekonaniu, że glinka która na twarzy wysycha do cna zdziała więcej i lepiej niż ta zwilżana w międzyczasie. Później wpadłam na pomysł łączenia glinki z olejem by zneutralizować nieco uczucie napięcia. A dopiero w tym roku ( albo pod koniec poprzedniego)  zaczęłam glinkę nałożoną na twarz zwilżać hydrolatami bądź tak  jak  teraz - wodą różaną. 
I wtedy zaczęło się coś dziać, coś pozytywnego... Obecnie zupełnie nie korzystam już z peelingów mechanicznych do twarzy. Trochę brakuje mi "mocnego tarcia", ale widzę, że moja twarz ma się lepiej, więc walczę z przyzwyczajeniami. 
 Gdy sklep Kalina ogłosił na swoim fb , że poszukuje testerek dostępnych w swoim asortymencie glinek- zgłosiłam się! Każda z wybranych osób otrzymała cztery rodzaje glinek po 20g każda, Taka pojemność wystarczyła mi na dwukrotne wykorzystanie każdej z nich.  Nie mogę więc wypowiedzieć się o długoterminowych efektach ich użytkowania, ale wstępnie wyrobiłam sobie zdanie na temat każdej z nich czym się z Wami dziś podzielę.


Jak widzicie do testów otrzymałam glinki : Kambrysjką, Wałdajską, Anapską oraz z Morza Martwego. Największe obawy miałam co do użycia glinki z Morza Martwego, ponieważ bałam się, że zbyt mocno zadziała na moją skórę i przesuszy ją, a tego oczywiście nie chciałam. Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne. Najsłabiej pod względem działania spisała się glinka Anapska. Oczyszczanie nią było delikatne i nawet gdy miejscowo glinka niechcący wyschła, nie powodowała skutków ubocznych w postaci napięcia skóry bądź przesuszenia.  Najlepiej poczułam się po użyciu glinki Wałdajskiej. Moja buźka była po jej użyciu zarówno miękka jak i widocznie oczyszczona. Przyjemna w dotyku gładkość spodobała mi się ;) 
Każdą z glinek można stosować na twarz bądź ciało. Ja wybrałam pierwszy sposób , bo jednak na ciało 20g wydawało mi się zbyt małą ilością. Ok 10g glinki mieszałam z podobną ilością wody. Maskę o konsystencji gęstej śmietany nakładałam na twarz grubą warstwą i zostawiałam na mniej więcej 15 minut.

Ponieważ osobiście wolę informacje uporządkowane w tabeli  postanowiłam każdą z glinek scharakteryzować właśnie w taki sposób. Być może zaskoczy Was moja ocena glinki Anapskiej, ale pomimo najmniej efektywnego oczyszczania naprawdę przypadła mi do gustu i podejrzewam, że przy częstszym, regularnym stosowaniu dałaby o wiele lepsze efekty.


Każdą z glinek możecie zakupić online. Koszt 100g to około 9zł. Kalina-sklep dziękuję za możliwość przetestowania, nie mniej jednak  fakt otrzymania produktów w ramach współpracy w żaden sposób nie wpływa na moją ocenę. Teraz przy zakupie kolejnej glinki nie będę miała wątpliwości co do tego która nadaje się dla mnie najlepiej.
http://kalina-sklep.pl/kalina/SKLEP14/

Mix Shinybox & zakupy BingoSpa

Mix Shinybox & zakupy BingoSpa

Zniżki i promocje nadciągają z każdej strony niczym te okropne deszczowe chmury. Chociaż z tych pierwszych jest przynajmniej jakaś radość. 

Jakiś czas temu Shiny na swoim profilu ogłosiło wyprzedaż pudełeczek w cenie 19zł o czym informowałam nawet sama na swoim fb, bo pomysł mi się spodobał. Pudełeczka miały być połączeniem różnych goszczących już wcześniej w Shinybox kosmetyków. 
Zamówiłam i czekałam... Ze sporą dozą niecierpliwości. Zwłaszcza , że na Mix skusiła się również moja kuzynka i miała go wcześniej ode mnie. Wiedziałam , że jej trafiła się wersja m.in z deo z Rexony  i żelem OS. Przyznam szczerze, że byłam psychicznie nastawiona na identyczną wersję i jedyne do czego mogłabym się ewentualnie przyczepić w tym pudełku były bibułki matujące, bo akurat ich bym nie zużyła. Zaskoczenie przyszło jednak wraz z otwarciem mojej paczki. 
Dostałam jedną z lepszych wersji pudełeczka, aczkolwiek chyba nie jestem z tego powodu specjalnie szczęśliwa ;) Otóż zamawiałam wcześniej czerwcowe pudełko i z mixem pokryło mi się aż 4 na 5 produktów. Szczęście , że chociaż inna wersja zapachowa peelingu do mnie dotarła, a deo z Dove okazało się być większej pojemności niż ostatnio. Koniec końców jednak jedyną nowością okazał się być dla mnie szampon Phenome. Wiele osób z żalem pokazywało swoje paczki na profilu Shiny , narzekając na  podłą zawartość. Osobiście mnie każda z wersji pudełka się podobała.Każde z nich miało również oczywiście zawartość przewyższającą 19zł,Niestety jak to mówią jeszcze się taki nie urodził.... co by każdemu dogodził. I to niezaprzeczalny fakt.

Odkąd tylko na profilu BingoSpa pojawiła się informacja o bonach zniżkowych śledziłam ich maniakalnie. Taka okazja nie trafia się zbyt często , a już na pewno nie wtedy kiedy mam na wydaniu jakiś grosz... A tym razem fundusze były, lista zakupów zresztą też. Nie liczyłam na załapanie się na pierwszy z kodów, bo i tak moje zakupy opiewały na kwotę wyższą niż 80zł, więc spokojnie mogłam od razu skorzystać z drugiej opcji. W przeciwieństwie do niektórych reklamy firmy , które jakiś czas zbulwersowały blogosferę mnie osobiście bardzo się podobały. Stąd też nie miałam oporów co do zakupów w sklepie.Bez zniżkowego bonu koszt mojego zamówienia wynosił  ok 86zł+17zł wysyłka kurierem.Po obniżeniu wartość zamówienie spadła do 36zł+ 17, więc różnica jest spora. Zawsze to te 53zł , a nie 103 ;)
Przy zamówieniu kierowałam się potrzebami bieżącymi biorąc też pod uwagę te produkty, które "schodzą" u nas w domu najszybciej. Stąd też skusiłam się na m.in szampony, żele , mydełka. 
Prawie wszystko zdążyłam już  powąchać i dochodzę do wniosku, że nic nie pachnie lepiej niż kosmetyki z serii borowinowej. Przyjemny nieco męski aromat chodzi za mną odkąd odpakowałam paczkę.




I to by było na tyle dobrego. 
Ciekawa jestem czy Wy też skorzystałyście z którejś z tych promocji?!

Szybka  wrześniowa wykończeniówka kosmetyczna.

Szybka wrześniowa wykończeniówka kosmetyczna.

Mam wrażenie , że podobny post gościł tu  w zeszłym roku- ostatnio. Nie mam serca do robienia zdjęć zużytym kosmetykom, a tym bardziej do przechowywania tych biednych opuszczonych opakowań.


Udało  mi się jednak zrobić porządki kosmetyczne i wyszło na to, że pustych opakowań jest całkiem sporo. Królują kosmetyki do włosów, których faktycznie używam teraz sporo, trochę pielęgnacji i o dziwo ( lub jak kto woli i jak to mówi jeden z uczestników kursu " o pani" ) kilka kosmetyków do twarzy.


WŁOSY

Jeśli chodzi o pielęgnację włosów prym wiedzie Pilomax, a właściwie wiódł, bo niewiele z kosmetyków tej firmy mi jeszcze zostało. 
1. Szampon WAX DAILY do włosów ciemnych ( Laboratorium Pilomax) nie spisał się u mnie najlepiej. Włosy po jego umyciu były szorstkie i ogólnie przypominały miotłę. Zużywałam z prawdziwą udręką i często gęsto mieszałam go z innymi szamponami bądź najzwyczajniej myłam nim podłogi ;p 
2 i 3. To kolejno odżywki w spray'u Regenerująca do włosów ciemnych oraz Daily Mist do włosów ciemnych ( Laboratorium Pilomax). Obu używałam zamiennie po umyciu włosów , ponieważ pomagały mi w ich bezproblemowym rozczesywaniu. Dopiero przy okazji tego denka zauważyłam, że pomimo innej szaty graficznej i pochodzenia z dwóch różnych serii kosmetycznych Pilomaxu, mają one identyczne składy. Ciekawe czy procentowo również tak samo się to rozkłada?!
4.Szampon regenerujący do włosów jasnych (Laboratorium Pilomax) zużyłam szybko, bo 70ml pojemności nie jest jakoś obłędnie wydajne. Nie powodował u mnie żadnych "skutków ubocznych " jeżeli chodzi o włosy i skórę głowy. Nie radził sobie jedynie ze zmywaniem oleistych maseczek.
5.Maseczka regenerująca do włosów jasnych (Laboratorium Pilomax). Podobnie jak szampon pojemność wynosiła 70ml, więc niespecjalnie długo cieszyłam się jej posiadaniem. Wygładzała włosy i nadawała im miękkości. Nie obciążała. 
6.Odżywka do włosów zniszczonych , cienkich, bez objętości Wax Express ( Laboratorium Pilomax). W końcu coś o konkretnej pojemności , bo 250ml. Przyjemna w użytkowaniu tuba,mieszcząca kosmetyk o średnio gęstej konsystencji. Włosy po jej użyciu były miękkie, ale nie jestem przekonana co do tego, by była sobie w stanie poradzić z naprawdę zniszczonymi włosami,
7.Szampon upiększający Nutri-Gloss Cristal (Elseve; L'oreal). Obawiałam się poczatkowo drobinek w nim zanurzonych , bo jednak tego typu połysk nie jest tym czego szukam, ale wypłukują się one z włosów bezproblemowo. Dobrze wymywa wszelkie mazidła włosowe, jest wydajny przez to, że dobrze się pieni. Całkiem przyjemny kosmetyk do codziennego użycia.
8 i 9 to kolejno szampon i żel z Natura Siberica. Po saszetkowych pojemnościach nie bardzo można się wypowiedzieć na jakikolwiek temat , ale jedyne co mogę, to przyznać rację, że obydwa kosmetyki przyjemnie pachną.

CIAŁO

1. Żel Playboy w męskiej wersji. Używałam razem  z TŻ-em o czym on nie wie...;) Ale miał taki przyjemny zapach ;) 
2. Jardins  du Monde Cytryna z Meksyku ( Yves Rocher) pachnie obłędnie (rozetrzyjcie w dłoni liśc cytryny i będziecie wiedzieć o co chodzi).Soczysty aromat wyczuwalny jest jednak jedynie pod prysznicem . Nie utrzymuje się na ciele. Pomimo małych pojemności , żele te są dość wydajne. 
3.Oceania Aromatic Poziomka& winogrono pojawia się u mnie kolejny raz. Ta wersja zapachowa najbardziej przypadła mi do gustu.Dobrze myje, przyjemnie pachnie i śmiesznie mało kosztuję , bo niecałe 3zł/500ml. Dostępny jest w sieci sklepów Biedronka.
4. LactaMed Zel do higieny intymnej (Dermapharm; Eveline Cosmetics) Sceptycznie podchodzę do pielęgnacji z tej firmy , ale żel spisał się na 5. Wersja którą zużywałam była przeznaczona na "podrażnienia i upławy". Co do podrażnień żel wybawił mnie od cierpienia w ciągu zaledwie 3 dni.Jeśli zajdzie potrzeba sięgnę z pewnością po kolejne opakowanie. Jedyne na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że żel powinien być stosowany tylko w okresie gdy faktycznie mamy jakiś problem intymny. 
5. Złoty peeling-masaż drenujący z kofeiną Slim Extreme 4D ( Eveline Cosmetics) . To moje drugie opakowanie , które trafiło do mnie w ramach testów. Niestety kosmetyk ten nie podbił mojego serca, chociaż drobiny peelingujące ma przyzwoite.Nie siadł mi zupełnie jego  zapach.

TWARZ

1.Krem ochronny Sopot Spa (Ziaja) - przyjemna, lekka konsystencja , która szybko się wchłania. Dobrze współgra z kolorówką. Nie zauważyłam jednak , by jakoś fenomenalnie nawilżał, a takie jest jedno z jego zadań.
2. Wygładzający krem z transdemalnym kwasem hialuronowym (Soraya). To już drugie opakowanie jakie zużyłam. W połączeniu z serum z tej samej serii czyni u mnie cuda;) Nawilża, wygładza, nie powoduje wyprysków. Sama jestem zaskoczona, że przy moim "mieszańcu" spisuje się tak dobrze;)
3. Oczyszczający żel Liście Manuka (Ziaja). Robiłam sobie co do niego spore nadzieje i generalnie nie zawiódł mnie. Jednak chociaż posiadam cerę mieszaną nie mogłam go stosować na strefę T częściej niż co 2 dzień, bo mocno wysuszał skórę.Zapach jak najbardziej mi się podobał.
4. Serum przeciwzmarszczkowe (Soraya) zużywała je moja mama więc jej opinia niebawem pojawi się na blogu. Sama mogę wypowiedzieć się jedynie co do zapachu, który mnie urzekł. Dawno nie wąchałam nic równie przyjemnego.
5. Matujący fluid korygujący Nude ( Celia). 30ml zakupiłam w Biedronce, gdzie przez pewien czas były dostępne. Mój kolor to 01ecri. Fluid zaskoczył mnie swoją jakością i przyznam szczerze, że przez ostatni miesiąc nie rozstawałam się z nim ani na krok. Szkoda , że już się skończył... Ale gdy tylko ponownie na niego trafię.... ;)
6. Chusteczki nawilżane Shmaker - chusteczki jak chusteczki.Koszt ok 1.50
7 i 8 Próbka maseczki Natura Siberica i kremu CC (kolastyna). Oba kosmetyki mnie zaciekawiły i póki co zapachowo przypadły mi do gustu. Krem zaskakująco dobrze wyrównuje koloryt i być może skuszę się na pełną  jego wersję.




Chyba nigdy aż tak nie rozpisałam się na temat produktów, których już nie mam;) 
Miłej lektury;)
Niedziela dla włosów (4)- odświeżamy kolor!

Niedziela dla włosów (4)- odświeżamy kolor!

Nie będę ukrywać, że niedziela dla włosów tym razem miała miejsce w środę i w piątek. Zaczęło się od odświeżenia koloru, a skończyło na wypróbowaniu kosmetyków Natura Siberica.


Na blogowym fb pisałam o perypetiach związanych z zakupem odżywki koloryzującej, której zawsze używam. Zakup miał miejsce w zeszły poniedziałek ,więc  w sumie to wtedy wszystko się zaczęło....Ponieważ nie dostałam dwóch jednakowych odcieni z tej samej firmy, zmuszona byłam do zakupu dwóch różnych firm i odcieni. Osobiście bardziej skłaniam się ku Eld , bo daje intensywniejsze kolory na włosach.


W środę postanowiłam w końcu zabrać się do pracy. Odżywki z henną nałożyłam na włosy na mniej więcej 4 godziny. Po czym zmyłam całość ( po raz pierwszy) wyłącznie samą wodą. Do piątku dałam włosom odpocząć od wszelkich kosmetyków.  W ten sposób chciałam "dać czas" barwnikom. W piątek z racji tego, że miałam zaplanowany wyjazd umyłam włosy i wystylizowałam je próbkami otrzymanymi do testów.

 Po jednokrotnym zastosowaniu mogę o nich powiedzieć jedynie tyle, że obydwa kosmetyki miały przyjemny zapach. Ku mojemu zaskoczeniu  żel nie obciążył mi włosów .
Nowy kolor prezentuje się następująco:

W porównaniu do  poprzednika jest bardziej nasycony i bez wątpienia wpada w czerwień, a nie w rudości . Natomiast włosy na połączenie dwóch różnych firm zareagowały nieco wzmożoną sztywnością. Z  każdym myciem  jest jednak coraz lepiej;)

A tu dla porównania zdjęcie "przed" i "po". Różnicę widać ;)

Nic ponad powyższe z włosami nie robiłam... Może następnym razem... ;)
Plastic is fantastic!  wyzwaniowa lalka

Plastic is fantastic! wyzwaniowa lalka

Kolejny makijaż na wyzwanie Marleny. Tym razem pojawia się wcześniej niż zwykle. Jedyne co łączy go z ostatnim to pośpiech w tworzeniu, co niestety nieco widać...Szczerze żałuję, że nie było czasu na bardziej dopracowaną w szczegóły wersję.

Od jutra jestem znowu wyrwana z życia na rzecz kursu fotografii w związku z czym makijaż powstał dzisiaj rano, a że zaplanowane miałam już wyjście śpieszyłam się zarówno z wykonaniem jak i z jego usuwaniem z twarzy.  Użyłam fluidu z Celii, o którym zresztą już niebawem. Całość mocno wypudrowałam HD zakupionym w Biedronce, dzięki czemu lekko wybieliłam twarz, co by widoczne były na niej później różowe policzki. Owłosienie w kolorze blond pożyczyła mi sąsiadka...






Taka sytuacja...


Swoją drogą piosenkę osobiście lubię ;D 

Pozdrawiam;*
Niedziela dla włosów (3)- pod znakiem Balei...

Niedziela dla włosów (3)- pod znakiem Balei...

Tak między nami , to nawet nie niedziela, a wtorek... Kurs wyssał ze mnie wszelkie pokłady energii i czasu  w związku z czym nie miałam okazji poświęcić włosom właśnie niedzieli . Poza tym mąż po kursie zabrał mnie na randkę... na lody... do Grycana... Sami rozumiecie ;D 


Postawiłam na pielęgnacyjną prostotę rodem od Balea. Bez udziwnień umyłam włosy szamponem z linii arganowej, po czym na długości nałożyłam odżywkę z tej samej serii. Gościła na moich włosach nie dłużej niż minutę, ponieważ nie miałam dzisiaj serca do jakiejś dogłębnej pielęgnacji. Wypłukałam ją niezbyt dokładnie zresztą...

Następnie na końce nałożyłam serum ochronne Marion. Ostatnimi czasy staram się stosować je w miarę regularnie , aczkolwiek różnie to wychodzi. Ciężko utrafić mi z jego ilością. Zbyt mało nie daje efektu i włosy  po suszeniu są rozpierzchnięte na końcach, zbyt dużo za bardzo je obciąża. Dzisiaj było go chyba jednak za mało...zwłaszcza, że nie suszyłam włosów za pomocą suszarki, a pozwoliłam im na swobodne schnięcie. 

Czekam z niecierpliwością na ten moment , gdy włosy sięgną poza linię ramion...Bo nie ma nic bardziej denerwującego jak takie włosowe "byle co" jakie mam na głowie obecnie.Ogólnie po zastosowaniu takiej pielęgnacji włosy są miłe w dotyku, ale na długości widać trochę , że delikatnie się puszą.

A to raz jeszcze wgląd na to z czym miały kontakt moje włosy...

Pozdrawiam;)


Rajski ptak bez piór - wyzwanie u Marleny

Rajski ptak bez piór - wyzwanie u Marleny

Drugi tydzień wyzwania u Marleny opuściłam, ponieważ nie mogłam się zebrać w sobie. Do trzeciego tygodnia byłam nastawiona jak najbardziej na tak, ale że wypadł kurs...

Makijaż zrobiłam w czwartkowe popołudnie. Obyło się bez masy piór i przepychu, bo nie miałam nawet żadnych pod ręką , żeby móc je wykorzystać. Na szczęście w zasobach kolczykowych znalazłam takie, które odpowiadały mojej wizji. Kolorystyka makijażu jest wynikiem inspiracji nimi.
Skorzystałam z paletki Technic Electric wykorzystując jej fiolety i róże.  









Już raz robiłam coś podobnego inspirując się innymi pierzastymi kolczykami , więc dla przypomnienia wrzucę i tamtą wersję ;) 


Uciekam i obiecuję poprawę, co do udziału w wyzwaniu.
Całuję ;*
Kilka nowości ;) Dm, Biedronka

Kilka nowości ;) Dm, Biedronka

Pewnie gdy ten post ujrzy światło dzienne, będę już kawałek od domu...Sprzyjający zbieg okoliczności sprawił, że nie muszę już "zazdrościć" Szkatułce jej szkoleń w Lbl ;) Sama przez najbliższe weekendy będę się dokształcać, bo... UDAŁO MI SIĘ DOSTAĆ NA KURS FOTOGRAFICZNY;) Niby nic, ale cieszy, zwłaszcza , że:
-dowiedziałam się po czasie, 
- nie było już miejsc, ale szczęśliwym dla mnie trafem jedna osoba zrezygnowała,
- uczestnicy nie pokrywają kosztów kursu ;p

Tak więc sami rozumiecie, że czas będę mieć zajęty do maximum. Ponieważ planowane są również sesje zdjęciowe nocą nie wiem czy znajdę w ciągu trzech kolejnych dni chwilę na poczytanie o tym co u Was słychać. Najwyżej zaległości nadrabiać będę cały tydzień ;) A zaraz po weekendzie replay naszego Wielkiego Dnia ;p   Sami rozumiecie.... ;)

Dobra nie przedłużam i się chwalę, bo jest i czym.
Prosto z niemieckiego Dm'u dotarły do mnie dobroci. Prosząc kuzynkę o zakup miałam na myśli wyłącznie produkty do oczyszczania twarzy ( wypatrzone na blogu Bianki ). W ramach prezentu otrzymałam jeszcze żel w wersji zapachowej Carambola Lambada oraz balsam Mango Mambo ;) 

Po napadzie na Biedronkę do moich zasobów dołączyły tabletki do stóp i dłoni. Korzystałam już z jednych i drugich i jak na mój gust jakoś specjalnie tyłka nie urywają. Wybrałam też dwie wersje deo od Garniera. Pod spodem wprawne oko wypatrzy 3(!) próbki w ramach testów od Natura Siberica.

Chcąc nie chcąc podczas kolejnej wizyty w Biedronce skusiłam się jeszcze na jeden drobiazg- jagodową babeczkę do kąpieli.

Udało mi się również wygrać w konkursie organizowanym na fb przez Pięknalia wraz z KOKO design. Nagroda już do mnie dotarła , a jest nią woda różana w duecie z fiołkowym olejkiem Khadi.


Zdecydowałam się na udział w konkursie na recenzję książki. Otrzymałam w związku z tym pozycję ze zdjęcia.  Akurat zostawiam ją do czytania  na dojazdy na kurs ;)


Nowości w prasie... Co to Hot, mogłam go sobie odpuścić... Ale nie oglądać filmiki Radzki o trendach. Czytając gazetę  cały czas słyszałam jej głos w tle...  ;p Wszystko o czym mówiła w filmiku jest w tej gazecie albo odwrotnie, bo nie zagłębiałam co ukazało się jako pierwsze .



Pozdrawiam 
i życzę Wam równie owocnego weekendu ;)
Zwykłe oko w zwykły dzień...

Zwykłe oko w zwykły dzień...

Poniedziałkowe dokładnie...  ;) Nie oczekujcie rewelacji, bo generalnie nigdzie się  specjalnie nie wybierałam, ale postanowiłam popróbować inglotowskie trio  , które gdzieś mi tam zalegało w szafce.

Tym razem na oku beże i brązy w połączeniu z czerwienią na ustach.  Nic porywającego, aczkolwiek takiego makijażu jeszcze na moim blogu nie było. A że ostatnio spodobało Wam się oko w delikatniejszym wydaniu...





Zbliżenia wyszły przyzwoicie i nawet widać jakich kolorów i gdzie użyłam. Życzyłabym sobie za każdym razem takich zbliżeń ;)

Pozdrawiam;)

Mix życiowy w zdjęciach

Mix życiowy w zdjęciach

Miało być regularnie , ale nie wyszło.Co jakiś czas będę się pojawiać z takim mix'em zdjęć. Większość wrzuca takie fotki na Insta ja zrobię to w formie posta ;p

1. W kuchni królował....ryż- na zdjęciu akurat z warzywami, ale opcja z jabłkami też była.


2. Najczęściej używałam.... białej glinki, wcierki kawowo-imbirowej i pięknie pachnącego mleczka Femi


3. Szczęście dopisało... nie tylko w zdrapce (8zł szał ;D ), wygrałam kilka rozdań.


4. Czasami czytuję... dla odmiany coś z branży Męża.


5. Osładzam sobie życie... cukierkami z Biedry. Znikające w szybkim tempie , a wszystko dla słoiczka.


6. Nie mam wolnego łóżka... bo ciągle zajmują je koty... Przy szóstce jest ciężko o miejsca siedzące ;D


7. Testuję... z Naturą Sibericą (szał z ilością próbek ;p) Zastanawiam się na podstawie czego niektórzy chcieli pisać recenzje.

8. Przygarnęłam... korektory Kobo. Niestety ucierpiały w drodze ;(


8. Zakupiłam... kwiatki.Na zdjęciu akurat te dla teściowej ;p


9. Bawiłam się... w ogrodnika. Kolejny już raz...


10.Na twarz... nakładałam namiętnie glinkę...


11. Malowałam się.... stosunkowo często.




Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger