El romantico - II makijaż wyzwaniowy.

El romantico - II makijaż wyzwaniowy.

Kończy się  drugi już tydzień wyzwania  u Zakochanej w kolorkach. Ponieważ motywem przewodnim było hasło  rozważna i romantyczna, taka też starałam się być. Ponieważ mnie osobiście zawsze rozczula jesień i to wtedy tak naprawdę odczuwam ogrom miłości dookoła postanowiłam wykorzystać jako dodatek nieco tej jesieni własnie... 


Moja wersja makijażu nie emanuje z każdej strony miłością. Jest to jednak taki look w jakim mogłabym się wybrać na randkę, chociaż z fioletem nieustannie się oswajam. Ponieważ nie miałam w swoich zbiorach kosmetycznych  tutaj w UK nic "lżejszego" z kolorówki musiałam zrobić małe zakupy w funciaku rzecz jasna. Ale tym co kupiłam pochwalę się pod koniec posta. Teraz czas na prezentacje mnie w podobno romantycznym wydaniu.





Zdjęcia robione przy dwóch różnych światłach co zresztą widać...

A teraz przejdźmy do rzeczy. Tym razem w makijażu jak już wspomniałam zagościły nowości. Skusiłam się m.in na kuleczki brązujące, , kremowy cień CK w kolorze gold velvet, shimmer od Rimmela z linii Wake me up - kolor 003 peach glow. A na zdjęciu widoczny jest również lakier obok którego nie mogłam przejść obojętnie. Jest to kilkuetapowy zestaw który w ostatecznym efekcie ma nadać paznokciom wygląd żelowych bez użycia lampy. Dzisiaj wieczorem pierwsza próba. Póki co zdecydowałam się na neutralny kolor, ponieważ nic wyskokowego do pracy nosić nie mogę...

Z niecierpliwością czekam na podsumowanie tego tygodnia na blogu Pauliny, bo jak znam życie będzie bardzo zaskakująco i zróżnicowanie.
W filmowym kadrze (2)- przegląd filmów polskich

W filmowym kadrze (2)- przegląd filmów polskich

Po raz kolejny przychodzę do Was z podsumowaniem naszych filmowych maratonów. Z każdym kolejnym filmem coraz bardziej przekonuję się do polskich produkcji. No może poza małym wyjątkiem z dzisiejszej listy, ale w sumie ten film powstał przy współpracy różnych państw...

Na pierwszy rzut oka film wydawał mi się niespecjalny. Ot, rozterki dorastającego chłopaka, a w sumie już mężczyzny. I gdyby nie fakt, że główny bohater staje przed niecodziennym wyborem pewnie uznałabym go za zwykły zabijacz czasu. Ale nie... W tym filmie nie ma mowy o zdradzie mężczyzny z kobietą. Jest za to o ciężkim wyborze... Kuba od dwóch lat trwający w związku z kobietą pewnego dnia poznaje Michała. Jego świat wywraca się do góry nogami. Nie jest gotowy sam przed sobą do przyznania się, że jest homoseksualistą. Potrzebuje czasu, a wraz z jego upływem pojawia się coraz więcej innych problemów. Dziewczyna, reakcja społeczeństwa, żądze... Nie jest to szczęśliwa historia o miłości budzącej się do życia. Film wart uwagi. Nie mniej jednak od teraz na Radka z " Pierwszej Miłości" patrzę nieco inaczej. Taka rola wymaga wyrzeczeń  i zaskoczył mnie fakt, że to akurat on się jej podjął.

Kolejne zaskoczenie nadeszło wraz z tym filmem. Znałam ogólny zarys fabuły, ale nie spodziewałam się, że wywrze na mnie tak mocne wrażenie. Po pierwsze sam fakt, że Macieja Stuhra możemy zobaczyć w thrillerze, a nie w komedii wydaje mi się dość zaskakujący. Ciężko było mi się przestawić pod tym względem.Po drugie spodziewałam się tematu drażliwego, ale chyba nie spodziewałam się , że będzie to temat tak odważny. Film pokazujący , że tak naprawdę wojna jest bestialska bez wyjątku. Wymusza i pobudza do zachowań haniebnych. Spokojna wieś zamieszkiwana przez Polaków i Żydów staje się miejscem tragedii. Miejscowa ludność żydowska ginie , ale nie tak jak to utrzymują mieszkańcy z rąk Niemców. Ich własne pokryte są krwią. Tak bardzo wypierają się tego faktu, że z biegiem czasu praktycznie nikt tak naprawdę nie wie jak to było . Młody mężczyzna odnajduje kilka tablic- nagrobkowych. Przyzwoitość i sumienie nie pozwalają mu na dalsze bezczeszczenie ich przez mieszkańców. Im głębiej drąży temat tym więcej tragedii ukazuje się jego oczom. Decyduje się na krok , który na zawsze zrujnuje jego kontakty z resztą wsi. Nawet ingerencja brata nie jest w stanie zatrzymać machiny nienawiści wywołanej głównie strachem...
Piękny film i w końcu pokazujący, że to nie jest tak, iż w czasie wojny narody wybiórczo mordowały lub były ofiarami. Każdy kraj miał do czynienia i z jednym i z drugim aspektem , tylko o tym się nie mówi...Szczerze mówiąc, po obejrzeniu sporo się zastanawiałam nad tym, jak to było w mojej okolicy. Być może niejedna płyta nagrobkowa albo anonimowy krzyż niosą za sobą historię nie do uwierzenia...

Zapowiadało się na kolejnej zwyczajnej historii. Niesłusznie oskarżony chłopak trafia do więzienia , gdzie ma odczekać czas do  całkowitego rozwiązania sprawy. W więzieniu słyszy nieustannie   o przemocy bądź jest świadkiem takich sytuacji. Po pewnym czasie wsiąka w środowisko i w chwili gdy do celi jego i współwięźniów trafia pedofil nie mają oni chwili zwątpienia. Wydają na niego wyrok śmierci- dla dobra społeczeństwa. Więzienie , które miało mu rzekomo pomóc w powrocie do normalności narzuca mu inne spojrzenie na świat. Podobno właściwe. Niesłuszny wyrok z normalnego chłopaka czyni  przestępcę...


Ostatnia i wg mnie najmniej udana produkcja spośród dzisiejszego podsumowania. Brytyjskie agencje pracy prowadzą nabór na pracowników sezonowych m.in w Polsce, na Ukrainie. Cały film traktuje o nadziei jaką daje się tym ludziom w związku z ich wyjazdem na wyspy oraz o warunkach, nierzadko nieludzkich w jakich  muszą oni żyć i pracować już tu na miejscu. Pieniądz goni pieniądz... A pracownicy czy właściciele agencji tak naprawdę żyją tylko myślą o nakręceniu nowego interesu. Smutna opowieść o tym jakimi prawami rządzi się ten świat. I chyba tym bardziej mnie to boli, że sama  z własnego doświadczenia wiem jak jest. Na emigracji Polak Polakowi wilkiem, więc co dopiero obcokrajowiec...


A jakie są Wasze odczucia? Oglądaliście którąś z przedstawionych dziś pozycji? :)

*** to nie jest najlepszy dzień....

*** to nie jest najlepszy dzień....

Brakuje mi... ostoi.
Brakuje materialnego pewnika, zwanego domem- własnym domem.
W którym to ja byłabym tzw. panią domu.
Gdzie mogłabym się zamknąć i spokojnie pomyśleć.
Z ukochanym mężczyzną przy boku, zestarzeć się przy kubku herbaty.
Takie pragnienie mam...


Ci co nas nie znają, piszą jak nam dobrze. 
Tak dobrze nam- mamy siebie.
Na szczęście ani ja ani ON nie mówimy o tym jak czasami jest źle. 
Jak kłody walą się z każdej stron pod nogi.
MUSI być dobrze.
I JEST...


Zmiany w naszym życiu nie biorą się znikąd. 
Dążymy do nich.
Wy też możecie.
To proste.
Po prostu zróbcie to...


Tak, tutaj jest inne życie. 
Są tacy co zazdroszczą. 

Nie  wiem  tylko czy jest czego?!
To nie takie proste, gdy wyrywasz się bardziej z przymusu niż z chęci
ze swojego poukładanego świata.
Spośród ludzi których kochasz.
I nagle znajdujesz się daleko
Praktycznie sam.
Nieco zagubiony... W wyizolowanym świecie.


A wszystko dlatego, że dążąc do realizacji swoich marzeń czasami trzeba poświęcić coś innego.
Chciałabym żeby kolejne pokolenia nie musiały emigrować, żeby "coś " mieć. Nie musieć żyć na kredyt, nie myśleć czy wystarczy do pierwszego ... Taki mam ból dupy dzisiaj.Szkoda, że mój kraj zabija nadzieję i pozbawia perspektyw... No chyba, że komuś się marzy kredyt na 30 lat i nieustanny lęk o to co dalej....


                                  




No stress z kremem naprawczym na noc- Proastiq

No stress z kremem naprawczym na noc- Proastiq

 Są kosmetyki, które czekają u mnie na zrecenzowanie całą wieczność. Wszystko spowodowane jest faktem,  że najzwyczajniej w świecie nie potrafię się z nimi rozstać.Ale gdy wspólnie sięgniemy dna...Trzeba!

Moja przygoda z Proastiq rozpoczęła się pewnego pięknego, lipcowego dnia , kiedy to wybrałam się na swoje ostatnie przed wyjazdem spotkanie blogerek kosmetycznych w Rzeszowie. To właśnie na nim pojawiło się dwóch młodych mężczyzn , którzy zaprezentowali nam rodzimą(!) linię kosmetyków będącą prawdziwym zaskoczeniem. Po pierwsze zaskoczył mnie fakt, że kosmetyki powstały dzięki inicjatywie mężczyzn.Po drugie zaskoczył mnie składnik aktywny. Pewnie miałyście okazję poczytać już o tych kremach i o składniku jakim jest astaksantyna na innych blogach. Gdy ja w ramach spotkania otrzymałam  swój pierwszy słoiczek kremu nie miałam pojęcia czym ona jest. Pozwolę sobie przytoczyć cytat ze strony producenta obrazujący w prosty sposób ten składnik.
Astaksantyna jest świetnym antyutleniaczem, z której właściwości mogą korzystać także ludzie. Można z powodzeniem nazwać ją czerwonym cudem dla zdrowia skóry. Działa jak szczoteczka, która wyłapuje wolne rodniki przyłączając je do swoich włókien (długich łańcuchów polienowych), dzięki czemu jest niezwykle silnym antyoksydantem. A to właśnie wolne rodniki, które czyhają z każdej strony przede wszystkim przyspieszają proces starzenia się skóry.


W chwili obecnej jestem w posiadaniu dwóch wersji kremu: na dzień i na noc, jednak to na tej drugiej- naprawczej - chciałabym się dzisiaj skupić.
Kolor jest tym co odróżnia ten krem od innych. No może nie kolor sam w sobie, bo akurat nadać odcień kosmetykom za sprawą chemii to nie sztuka, ale za sprawą składnika aktywnego już tak! To własnie dzięki astaksantynie krem ma łososiowy, a właściwie wpadający w pomarańcz odcień.
Konsystencja wg mnie nieco maślana. Właściwie kojarzy mi się trochę z margaryną Aero. Niby tłusta , a bardzo przyjemna i łatwa w aplikacji. Co dla mnie osobiście bardzo ważne krem ten wchłania się   szybko i bezproblemowo. Za każdym razem po  jego aplikacji moja twarz odczuwa ulgę. To tak jakby ktoś dał spragnionemu, schorowanemu człowiekowi szklankę wody...
Prawda jest taka, że używałam tego gagatka nie tylko na noc, ale i na dzień. Był dla mnie świetną bazą pod makijaż. I tak naprawdę mogę mu zarzucić tylko jedno...za szybko się skończył :P
Odsyłam zainteresowanych na stronę producenta, gdzie szczegółowo będziecie mogli zapoznać się ze składami, działaniem itp. Od siebie mogę jedynie dodać, że istnieje możliwość zamówienia próbek, dzięki którym same będziecie mogły się przekonać czy jest to krem dla Was. 
Mojej mieszanej, ale i zestresowanej skórze przypadł mocno do gustu.

Spodobał mi się również sam fakt , że firma rozpoczęła swoje działania promocyjne wśród blogerek z terenu na którym kosmetyk jest produkowany - z Podkarpacia. Chociaż raz nie byłyśmy na szarym końcu i mogłyśmy się jako pierwsze pochwalić,że tak oto mamy swoją kosmetyczną perełkę.Nie mniej jednak to, że kosmetyk otrzymałam w ramach spotkania nie wpływa w żaden sposób na moją ocenę. Krem naprawczy broni się sam w sobie! ;) 

Łapiemy jesień z Zakochaną w kolorkach - czI

Łapiemy jesień z Zakochaną w kolorkach - czI

Jesień potrafi być czasami mocno upierdliwa. Zwłaszcza jeśli chodzi o niespodziewany deszcz. 
Trochę wczoraj zmokłam w drodze do pracy, a dzisiaj leżę sobie grzecznie w łóżeczku i niestety odchorowuję....

Jakiś czas temu Paulina, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, ogłosiła wyzwanie makijażowe. Pierwsza jego część o temacie "Łapiemy jesień " właśnie ma się zakończyć z dniem jutrzejszym. Ponieważ cały tydzień spędziłam w pracy liczyłam na to, że dzisiaj spokojnie się pomaluję. Do południa czułam się jednak tak źle, że dopiero teraz ostatnie promienie zachodzącego już powoli słońca zmotywowały mnie do wyciągnięcia  pędzli i cieni i stworzenia czegoś jesiennego. 
Moja jesień pewnie będzie się różniła od wizji innych dziewczyn, ale własnie o to w tym wszystkim chodzi. Postanowiłam, że nie będę się skupiać na samych brązach i w roli głównej osadziłam piękną butelkową zieleń. Jak to ujął mój mąż- całość przypomina nieco gnijące liście ;] No może nie do końca tym się zainspirowałam, ale...
zresztą same zobaczcie.



Wybaczcie, że tylko 3 zdjęcia i to w takich pozach ( tło z pierwszego przemilczmy ;p ). Niestety nie miałam dzisiaj weny na walkę z aparatem o światło. Poza tym jutro znowu idę do pracy i wolałam nie rozstawać się na dłużej z łóżkiem.
Obiecuję poprawę w przyszłym tygodniu wraz z kolejnym tematem.
Pozdrawiam
m.
Primark, George... i niezawodna czerń !

Primark, George... i niezawodna czerń !

Nie przypuszczałabym, że praca wymusi na mnie zakupy.Ale cóż , jeszcze miesiąc temu nie byłam sobie w stanie wyobrazić, że można powybrzydzać z wyborem pracy... W UK moje obecne zajęcie jest 5-tym (!) w ciągu miesiąca.Tak! No więc, mam nową pracę ;) 

Jednym z wymagań mojego nowego zajęcia jest kolorystyka ubioru. Mogę nosić wyłącznie czarne rzeczy. Pomimo tego, że przywiozłam takowych całkiem sporo z PL , okazało się, że kilka drobiazgów muszę jeszcze dokupić.
Pierwsze zakupy zrobiłam w Asdzie nabywając tam basic'ową czarną bluzkę oraz baleriny. Niesamowicie kojarzą mi się te buty z '80 latami. Wpadły mi w oko, numer był , więc niespecjalnie się nad nimi zastanawiałam. Koszt bluzki to 3,50f, buty kosztowały 8f. 
Urzekający jest wg mnie ten napis w środku:) 


Specjalnie udałam się dzisiaj do Primarka, bo doszłam do wniosku, że jak mam coś kupić wyłącznie z myślą o pracy to nie muszą to być extra drogie rzeczy. Przygarnęłam więc kolejną prostą czarną bluzkę , tym razem jednak z nieco innym dekoltem- koszt 3.50f. Dobrałam do niej skinny za 7f. 
Nie mogłam nie wziąć 50 gumek do włosów za 1f, a 7 par stopek za 2f mimochodem wpadło do koszyka. Na zdjęciu pojawiła się również najzwyklejsza czapka dla TŻ.
Co prawda zakupiłam jeszcze jedną rzecz z biżuterii, ale jest ona na prezent dla mojej mamy, a wiem, że czytuje ona mojego bloga- tym samym nie chcę jej więc zepsuć niespodzianki.



Wczoraj natomiast skusiłam się na sampler YC o czym wspominałam zresztą na fb. Zżerała mnie ciekawość czy faktycznie topi się on równie dobrze co woski. Póki co jestem zachwycona samym zapachem ;) 
I tym , jedynym kolorystycznym akcentem  (innym niż czerń;p) zakończę tegoż posta.
Pozdrawiam;*
Nuda zwana klasyką bądź klasyka zwana nudą...

Nuda zwana klasyką bądź klasyka zwana nudą...

Testy nowej matowej palety cieni trwają. Sama się dziwię , że udało mi się sięgnąć po coś innego niż ta piękna butelkowa zieleń. Kilka odcieni brązu w macie zaowocowało prostym , delikatnym makijażem oka.


Przyjemnie współpracuje mi się z matami. Szczęśliwa jestem iż wyrosłam z etapu perły na oku. Owszem lubię czasami błysk na oku, ale to w matach odnalazłam swoje makijażowe szczęście.
Co prawda niekoniecznie w takiej  wersji , chociaż są takie sytuacje w których poniższy makijaż na pewno byłby odpowiedni.




 Zdradzę Wam, że następny jaki ukaże się na blogu będzie istnym przeciwieństwem tego.
A do wykonania użyłam:
-palety cieni Winter Forest MUA,
-podkładu Matte Perfect kolor Fair MUA
- modelatora twarzy Dr.Irena Eris,
 - pomadek Matte Lipstic Peachy Keen MUA w połączeniu z Raisin Wine -Avon Colortrend
Życzę Wam udanej soboty:)
Pozdrawiam


Żel/szampon Imperial Leather - citrus& peppermint

Żel/szampon Imperial Leather - citrus& peppermint

Chciałam pójść na małą kosmetyczną łatwiznę jeśli chodzi o pielęgnację dla męża. Koniec końców łatwizna okazała się być wciągająca- dla mnie.

Nie ufam kosmetykom typu  2 w 1 bądź jeszcze więcej , bo nie istnieje przecież cudowny środek , który skutecznie będzie działał na każdą część naszego ciała bez negatywnego wpływu na pozostałe. To byłoby przecież zbyt piękne. Nie mniej jednak w przypadku żelu- szamponu byłam gotowa na próbę. W sumie gotowa byłam bardziej z tego względu, że miał być to kosmetyk dla mojego męża. Zwykle zapominał wziąć pod prysznic albo żelu albo szamponu i w związku z tym używał ich zastępczo. Kończyło się to głównie mega szybkim zużyciem naszych owocowych Radox'ów więc musiałam działać szybko i zwinnie. 

Gagatka jakim jest szampon-żel zauważyłam na półce w Asdzie. Akurat trwała na niego promocja i był dostępny za 50p, więc przyzwoicie jak na 250ml kosmetyku. Do wyboru było oczywiście kilka wersji, ale ta wydawała mi się  najbardziej "męska", a jednocześnie kolor z buteleczki nawoływał ;) Połączenie zapachowe ciekawe,  dość świeże i pobudzające. A zapach... Wiem, połowie pewnie by się nie spodobał, bo faktycznie można go podpiąć pod zapachy męskie. Dodatkowo, mnie osobiście kojarzy się z balsamem , którym byłam nacierana jako dziecko w czasie choroby. Ale jest w nim coś takiego, co mnie przekonuje. Po pierwszym prysznicu Tż z użyciem tego żelu nie zastanawiałam się specjalnie czy wypróbować go również na sobie. 
Tak mnie wciągnął, że praktycznie całą buteleczkę w ostateczności zużyłam ja.
Tak-świadomie użyłam go również na włosy.Powiem tyle- na dłuższą metę pewnie mocno by je przesuszył , ale do zmywania olei się nadał. A to mnie cieszy, bo 3 mycia pod rząd Palmolive były dość irytujące. Póki co poeksperymentuję jeszcze z innymi zapachami, ale do tego będę na pewno z przyjemnością wracać.
Mat od MUA - szybki smoky + zakupy

Mat od MUA - szybki smoky + zakupy

Bezsenna noc zaowocowała przemyśleniami na temat cieni. Uświadomiłam sobie, że tu w UK nie mam ani jednego matu i bądź co bądź ubolewałam nawet chwilę nad tym faktem. Szybko przejrzałam ofertę drogerii Boots i Superdrug i zdecydowałam się wstąpić do tej drugiej. 

Ale po kolei.Wczoraj byłam przecież w Bootsie ;) Musiałam wypróbować zamówioną kilka dni temu kartę lojalnościową. Podczas mini zakupów przygarnęłam naprawdę delikatny scrub do ciała z OS w wersji zapachowej Blood Orange, który był  nomen omen na promocji i kosztował ok 1,30f. Dobrałam do niego krem pod oczy Boots z aloesem , którego cena była zbliżona do poprzednika. Na zdjęciu widać również szampon Alberto Balsam o zapachu Granatu- nie mogłam go nie wziąć , gdy zobaczyłam, że jest w Asdzie na promocji za 80p.

Dzisiejszy szybki wypad do Superdrug zaowocował zakupem matowej paletki MUA- Winter Forest. Wszystkie paletki kosztowały tyle samo czyli 4f/szt. Ponieważ trwa promocja 3 w cenie 2 dobrałam do niej z czystej ciekawości matujący podkład tej samej firmy -koszt 2f oraz mega różową pomadkę w  regularnej cenie 1f. Ponieważ jednak był to najtańszy produkt z mojej trójki , to właśnie cena pomadki została odliczona od końcowego rachunku ;) 

Nie mogłam spokojnie dać tym nowościom czekać na swoją kolej. Zaraz po powrocie do domu poszły w ruch pędzle i tak powstał szybki smoky. Niestety aparat nie oddał kolorów tak jakbym sobie tego życzyła. Nie mniej jednak użyłam w dzisiejszym makijażu 5 cieni w wyżej zaprezentowanej palety. Na twarzy wylądował podkład, a na jednym czy dwóch zdjęciach zobaczycie również na ustach nową pomadkę. Akurat ona została nałożona z czystej ciekawości, bo  z całością mało ciekawie się komponowała :D 






i z różową pomadką w roli głównej ;p 

;)
W filmowym kadrze (1) - przegląd filmów polskich

W filmowym kadrze (1) - przegląd filmów polskich

Emigracja ma swoje plusy. Brak dostępu do polskiej telewizji zaowocował u nas  seansami polskich filmów na znanym szerokiemu gronu serwisie Youtube. Pewnie gdyby nie ta wymuszona sytuacja nigdy nie miałabym okazji przyjrzeć się bliżej  tym produkcjom... 


Jestem tym typem, który obdarza polskie produkcje sporym kredytem zaufania. O ile nigdy nie zawiodły mnie "nasze" dramaty czy kryminały, o tyle na temat komedii ( tych stosunkowo najnowszych) nie będę się  specjalnie wypowiadać, bo nie jest to ten typ humoru który lubię. Także komedię dzisiaj zostawiam w spokoju , a zajmę się tym co lubię. Filmy o których Wam dzisiaj opowiem zostaną ujęte w tym poście w porządku chronologicznym , czyli od najstarszej do najnowszej produkcji. Przy każdym z nich wspomnę trochę o moich odczuciach czy przemyśleniach oraz zastosuję zminimalizowaną w punktach ocenę.

Pierwszym biorąc pod uwagę datę powstania, a ostatnim podczas naszego niedzielnego seansu był film "Cześć Tereska". Produkcja znana pewnie większości z Was  pochodzi z 2001r. i została wyreżyserowana przez R.Glińskiego. Film ten zaliczany jest do gatunku : dramat/psychologiczny. Co ciekawe pomimo tego iż jest to stosunkowo nowy , bo zaledwie 13-letni twór, reżyser zdecydował o przedstawieniu go w czarno-białym kadrze. Osobiście wydaje mi się , że dzięki takiemu działaniu  ułatwiony został odbiór. Ja jako odbiorca nie skupiałam się na zbędnych detalach, a na fabule. Taki zabieg nadał też surowości i podkreślił ujęty problem. O ile nie przepadam za Z.Zamachowskim, o tyle w roli Edzia wydawał się on tak prawdziwy... 


Rok 2008 przenosi nas do skorumpowanej Polski, gdzie nielegalne interesy rządzą się swoimi prawami. Czytając recenzje na Filmwebie pokładałam w tym filmie spore nadzieje. Okazało się jednak w trakcie oglądania, że nawet dość wartka akcja nie jest w stanie uratować sytuacji. Do sedna sprawy dochodzimy w połowie filmu i tak naprawdę już wtedy koniec jest kwestią czasu- nie ma co liczyć na zaskoczenie- tak jest przewidywalny.  O ile przedstawioną w filmie sytuację jestem sobie w stanie na upartego wyobrazić o tyle sztuczność całego przedsięwzięcia w ogóle mnie nie przekonuje. 



Ocena kolejnego filmu być może Was zaskoczy. Słyszałam na temat "Drogówki" tyle złego, że zwlekałam z jej oglądaniem tak długo jak tylko się dało. Chociaż nie powiem hasła znajomych wyjęte z tego filmu żywcem obijały mi się o uszy często , gęsto. Film pełen brutalności, ale przemawiający do mnie w 100%. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że takie sytuacje mogą mieć miejsce, zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie sporo się mówi o takich a nie innych problemach. Po tym filmie w końcu udało mi się inaczej spojrzeć na Bartłomieja Topę, który dotychczas był dla mnie tylko i wyłącznie Zenkiem ze "Złotopolskich". Myślałam już, że tamta rola będzie się za nim ciągnęła całe życie. Przemawia do mnie i fabuła i obsada i realizacja. Chociaż wiem , że jest spore grono osób zniesmaczonych niektórymi sytuacjami zobrazowanymi w filmie, wydaję mi się, że takie ich przedstawienie było konieczne. W innym wypadku twórcy nie osiągnęliby takiego  wstrząsającego efektu.


Najświeższy z obecnych , bo wyprodukowany w tym roku film Smarzowskiego (tak jak Drogówka zresztą). Mówi o problemie który występuję chyba na całym świecie- alkoholizmie.Nie jest to jednak typowa fabuła. Cały problem widzimy oczami jednego z alkoholików- Jerzego. Próbuje on odnaleźć się w szponach nałogu. Piszę nawet książkę bazującą na jego własnych przeżyciach oraz innych osób z oddziału na którym są leczeni. Kilka scen dość brutalnych. Trzeba skupić się na oglądaniu, bo są momenty w których tak naprawdę nie wiadomo co jest obecną sytuacją w życiu głównego bohatera, a co wspomnieniem. W filmie sporo znanych z innych polskich produkcji twarzy. Główna rola przypadła R. Więckiewiczowi.



Który z powyższych oglądałyście? Jak Wam się podobały? O ile w ogóle ;)
W kolorze- makijaż tym razem.

W kolorze- makijaż tym razem.

Miałam długą przerwę od malowania. Tak długą, że bałam się, iż nic sensownego już się na mym oku nie pojawi. Dzisiaj z racji tego, że wstałam skoro świt i dysponowałam wolną chwilą powstała mała wariacja w odcieniach fioletu i niebieskiego.

Nie pierwszy raz możecie zobaczyć na moim blogu makijaż w takiej kolorystyce. Za każdym razem mam ochotę na coś zgoła innego, a w trakcie malowania samo  tak wychodzi , że sięgam po sprawdzone kolory. Obecnie zadanie z makijażem mam nieco utrudnione, bo do UK zabrałam tylko 2 mikroskopijnej wielkości palety. Nie kupowałam specjalnie nic nowego, żeby najpierw oswoić się z tym co w ogóle mam do wyboru w drogeriach. 
O ile makijaż poszedł mi w miarę szybko, o tyle ze zdjęciami mordowałam się przeszło godzinę, a i tak wg mnie nic specjalnego z tego nie wyszło.Niestety oświetlenie w pokoju mamy takie a nie inne i aparat niespecjalnie dawał sobie radę w takich warunkach. Ogólnie jakaś taka pomarańczowa wyszłam cała... Cóż z braku laku... ;p 



Całość wykonałam paletką ze sklepu chińskiego zakupioną jeszcze w PL. W zewnętrznym kąciku oraz ku górze roztarłam nieco brązu, tworząc delikatne obramowanie dla kolorów poniżej.
Na twarzy wylądował Revlon Colorstay w połączeniu z pudrem korygującym HD z Biedronki . Konturowanie zawdzięczam modelatorowi z Dr Ireny Eris. Usta to wynik użycia pomadki z Avonu  z serii ColorTrend -Raisin Wine- z którą to obecnie praktycznie w ogóle się nie rozstaję.
Niedziela dla włosów (7)- Macadamia Oil Extract duet maski i olejku

Niedziela dla włosów (7)- Macadamia Oil Extract duet maski i olejku

Po trzech tygodniach używania ( przerywanego obecnie olejowaniem Amlą) nadeszła pora  na to by napisać o tytułowym duecie kilka słów.


I maska i olej trafiły do mnie podczas zupełnie nieprzemyślanych zakupów. Wiecie jak to jest , gdy trafia się w nowe miejsce z masą różnorakich kosmetyków i nie sposób się zdecydować. O wyborze zdecydowała głównie szata graficzna, która przyciągnęła  moje oko w swoją stronę. Później zadecydował napis Macadamia Oil Extract. W takich chwilach nie myślę. Składom i maski i olejku na dobrą sprawę przyjrzałam się dopiero po kilku dniach używania. Trochę mnie zaskoczyły i nie powiem nie jest to to, czego w obecnej pielęgnacji włosów szukałam. Ale skoro już zakupiłam ,to nie mogłam dać im się zmarnować. Zwłaszcza, że kilka początkowych użyć pokazało, iż nie jest wcale tak źle. Co więcej moje włosy polubiły się z nimi w stopniu zadowalającym.


Oczywiście jak to ze mną bywa nie stosuje się do wskazówek producenta dotyczących stosowania. Używam i olejku i maski jednocześnie tak jak to miałam w nawyku robić w Polsce. Najpierw na włosach od połowy długości ląduje olejek, później na całą długość nakładam maskę ( pomijając skalp). Całość zostawiam na mniej więcej 20 minut-do godziny czasu. Zmywam  najzwyklejszym szamponem Palmolive 2w1. Mokre włosy przeczesuję jedynie z grubsza drewnianym grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach i pozostawiam je do samoistnego wyschnięcia. Z reguły w połowie oczekiwania na ich wyschnięcie zasypiam... Rano rozczesuję dokładnie szczotką.Po myciu nic już na nie nie nakładam , ponieważ nie widzę takiej potrzeby.

Maska: ma lekką i łatwą w nakładaniu konsystencję. Pachnie budyniem, ale zapach nie utrzymuje się na włosach. Opakowanie to plastikowy zakręcany słoiczek o pojemności 250ml. Koszt 1f.

Olejek: Wykonana z tegoż samego tworzywa co opakowanie maski buteleczka. Zakręcana, nad czym trochę ubolewam. Mieści 50ml kosmetyku i pomijając zapach konsystencją zupełnie przypomina jedwab do włosów Biosilk. Koszt jak w przypadku maski 1f.



Od drugiej niedzieli dla włosów , która miała miejsce we wrześniu mój przyrost wyniósł 3,5cm. Czyli obecnie mam na głowie całe 37,5cm włosów :D Nie mogę się już doczekać kolejnych centymetrów. Jak same widzicie włosy pomimo powrotu do farb chemicznych są obecnie w najlepszej moim zdaniem kondycji odkąd zaczęłam prowadzić tę serię postów. Przyjemne w dotyku i sypkie, nie napuszone jak to miało miejsce kiedyś.

Pewnie gdy ten post ujrzy światło dzienne , ja wraz ze swoim Skarbem będziemy zwiedzać pobliskie muzeum i park ( o ile dopisze pogoda). A jeśli faktycznie tak będzie w poniedziałek spodziewajcie się na drugim nowo powstałym blogu posta na ten temat. 
Pozdrawiam;*
Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger