wtorek, 30 grudnia 2014

żyje w innej czasoprzestrzeni [ makijaż/mapa marzeń ]

Nie ogarniam czemu połowa moich znajomych żyje dziś myślą, że jutro Nowy Rok. Może i czas mamy tu nieco przesunięty w stosunku do PL, ale o kalendarzu nic nie słyszałam:) Nie mniej jednak planów sylwestrowych nie mam, a kolejny rok powitam w pracy , więc prócz refleksji nad zeszłoroczną mapą marzeń jakoś specjalnie nie odczuję zmiany.

Żeby nie było drętwo i wyłącznie o tym co się udało lub nie w zeszłym , a właściwie jeszcze trwającym roku na wstępie wrzucam kilka zdjęć bardzo zwykłego makijażu wykonanego w jeden z wolnych dni :P Podejrzewam , że większość Was pozostanie wyłącznie na tym etapie posta, czego nie mam nikomu za złe. Kto by chciał czytać kolejne podsumowanie z rzędu... :) 




A przechodząc do rzeczy ( ponieważ nowej mapy marzeń jeszcze nie mam) dzisiaj skupię się na podsumowaniu tej zeszłorocznej. Zdumiewające ile z moich pragnień zostało chociaż w jakimś minimalnym stopniu zrealizowane.
No więc: 
- nowy aparat został nabyty stosunkowo niedawno,
- pędzle w zamówieniu ,
- decyzja o zapuszczaniu włosów zapadła i w końcu mam kudły które można związać, a nie jedynie postawić na żelu,
- nadal poszukuję swojego złotego środka, ale skonkretyzowałam nieco swoje podejście do wiary, świata, ludzi (konkretnych :P),
- wybrałam się z mężem i przyjacielem na kilka spontanicznych mniej lub bardziej rozsądnych wypraw,
-mieszkam obecnie bliżej wielkiego zbiornika wodnego niż w PL ( nocleg nad polskim morzem był już załatwiony, ale jakoś ta Anglia tak wypadła - może za rok),
- tatuażu co prawda się nie dorobiłam, ale tak mocno jęczałam na ten temat mojemu Ślubnemu, że w chwili obecnej sam już przegląda różne wzory ( a był zagorzałym przeciwnikiem takich ozdób ciała),
- pracuję i powoli, bardzo powoli staram się zmieniać swoje życie na bardziej usystematyzowane (chociaż do przysłowiowej kury domowej mi jeszcze daleko). Zresztą jak to mówi mój mąż " nie ten typ po prostu ",
- wydaje mi się, a właściwie jestem pewna , że poczyniłam małe postępy dotyczące sztuki makijażu - jeszcze kilka lat i zostanę mistrzem  w tej dziedzinie :) Taki żart. Słyszałam już , że maluję specyficznie i zdaję sobie sprawę, że jakieś mega landrynkowe te moje twory to jednak nie są,
- przełamałam w tym roku strach przed publicznym śpiewaniem ( zapora w Solinie zdaje się być do tego naprawdę dobrym miejscem) , a uwierzcie mój głos  podczas śpiewu"boli "  słuchaczy ,
- pobiłam niechlubny rekord jedzenia ogromnej ilości fast foodów  odkąd w naszej rodzimej okolicy powstała nowa budka z żarełkiem - do tego panini gyros to mi się tęskni, oj tęskni ( tu nadrabiam " chicken'em")

I tylko mojego Morświnka nie mogę przeboleć. Nasz koci przyjaciel zaraz po naszym wyjeździe zaginął, i tyle ile przeryczałam z tego powodu wie tylko mój mąż. Morze łez i tak nie zapełni pustki. 
I chociaż komuś może się to wydawać śmieszne lub żałosne, to ten kociak był dla mnie jak dziecko.Ale to zrozumie tylko prawdziwa kociara....

A poza tym bez zmian - nadal jestem mentalnie starym, zmęczonym życiem człowiekiem, który przejawia objawy szaleństwa. I nadal nie wiem co chcę robić w życiu...Ale do tego akurat idzie się przyzwyczaić  :D 


A co do marzeń, to mówią, że podobno lepiej ich nie mieć.... 
Lepiej je realizować... na bieżąco :P 

Bawcie się dobrze Kochani!
Nie tylko w sylwestra, ale przez całe życie.
:*
Czytaj dalej »

niedziela, 28 grudnia 2014

Zieleń & złoto [makijaż]

W tym roku okres świąteczny nie był dla mnie czasem wolnym. Właściwie przez cały czas prócz jednego dnia spędzałam święta w pracy i taki stan utrzymywać się będzie jeszcze jakiś czas.Niestety czasu na życie  było stanowczo za mało stąd też  jeśli chodzi o bloga nawet nie zabierałam się za pisanie postów. Dzisiaj pojawiam się w końcu ze świeżynką makijażową - dzisiejszym oczkiem wykonanym przy użyciu paletek MUA.





Tym razem użyłam... 
- podkład 123 Perfect Bourjois,
- puder korygujący HD Be Beauty,
-  mascara Black Jack  Bourjois,
- cienie z palet : Twelfth Night Winter Shades , Romantic Efflorescence MUA


Czytaj dalej »

sobota, 20 grudnia 2014

uproszczone retro.[makijaż dzienny+ nowe palety MUA]

Bez zbędnych wstępów przedstawiam Wam dzisiaj mój zupełnie zwyczajny makijaż dzienny.Szczerze mówiąc w wolne od pracy dni staram się dać odpocząć swojej buźce od zbędnych warstw. Dzisiaj planowałam jednak wypad do Superdrug po paletki MUA i jakoś nie pasowało mi wyjście bez drobnych poprawek.

Zacznę od tego, że wczoraj na stronie drogerii wypatrzyłam informację o promocji. Zakup  kosmetyków MUA za kwotę przynajmniej 8f miał mi dać możliwość odbioru najnowszej paletki za darmo. Ponieważ w planach i tak miałam uzupełnienie kolorówkowych braków wybrałam się do pobliskiego Superdruga po konkrety. Zdecydowana byłam na dwie paletki : Poptastic ( ponieważ brakowało mi tutaj kolorowych cieni zupełnie), Romantic Efflorescence ( bo od pierwszego spojrzenia faktycznie przemawiała do mnie jej kolorystyka). Miałam już na tym etapie zakończyć wybór, bo wymagane 8f mi się uzbierało, ale wypatrzyłam jeszcze PowerBrow czyli pisak do podkreślania brwi w połączeniu z rozświetlaczem ( do wykorzystania na łuk brwiowy) za 3f. A że takich produktów nigdy dość. Poza tym ciekawość mi nie dawała... ;) 

Przy kasie nie doczekałam się jednak na swój dodatek więc zupełnie nie będąc sobą upomniałam się o niego grzecznie. Jeszcze jakiś czas temu zawiedziona wyszłabym z drogerii bez słowa... Oczywiście pani obsługująca nie miała pojęcia o żadnej promocji chociaż i na szafie Mua jak i na ulotkach przy kasie była o niej mowa. Dopiero ochroniarz uratował sytuację potwierdzając, że faktycznie powinnam dostać jako prezent paletkową nowość Twelfth Night Winter Shades. I takim oto sposobem stałam się posiadaczką kolejnej trójki :)

Nie mniej jednak siłą rzeczy makijaż jaki dzisiaj prezentuję nie jest wykonany z ich użyciem, a trochę szkoda, bo kolory zwłaszcza ze środkowego okazu z chęcią bym już wykorzystała.

 Kolejna okazja zmalowania czegoś innego dopiero w czwartek , kiedy to będę miała jeden dzień wolny od pracy, żeby się trochę poobijać :)
Czytaj dalej »

czwartek, 18 grudnia 2014

Mix domowy+ Macadamia Oil Extract Foot Pack [ spa dla stóp]

Czwartkowe popołudnia są jakieś nostalgiczne. Pogoda smętna i nie ma we mnie odrobiny chęci do działania. Najchętniej schowałabym się w czeluściach łóżka pod swoją nową zwierzęcą pościelą rozkoszując się świątecznym woskiem Yankee.

Wcale nie jest tak, że czuję jakiś niesamowity pociąg do tej marki. Nie mniej jednak wygodnie mi teraz kupować ich woski czy samplery, bo są na wyciągnięcie ręki. Poza tym zapachy mają na tyle intensywne, że bez wątpienia są w stanie przygłuszyć zapach angielskiej wszechobecnej stęchlizny.
Nie czuję też magii świąt. W ogóle nie czuję nawet, że nadchodzą, więc w sztuczny sposób staram się wywołać w sobie chociaż odrobinę  świątecznego nastroju. Zresztą zakup nowego kominka jest chyba wystarczającym pretekstem do zakupienia dwóch nowych zapachów ;) 

Bez wątpienia poprzednik był oryginałem sam w sobie. Zamiast pomagać w wypalaniu wosku skutecznie go chłonął. Na zdjęciu nie jest to tak widoczne, ale jego  biel już do połowy nieestetycznie nasiąkła. Przy różowym mam chociaż pewność , że nie będzie się to tak rzucało w oczy. 

Wracając do tematu skusiłam się na dwa świąteczne zapachy. Byłam zdecydowana na zakup dwóch wosków , ale nic konkretnego mnie nie przyciągnęło, a  Christmas Baking dostępne było tylko jako sampler właśnie. Więc wzięłam. W kominku wypalam jednak właśnie drugi z dzisiejszych zakupów Frosted Snow. Obawiałam się nieco, że nie będzie wyczuwalny, ale jest dość inwazyjny.

Nie mogłam nie dodać zdjęcia nowego kubka, a właściwie rozmiarowo wręcz garnka :) W nim nektar bogów , którym raczę się w UK często gęsto- kawa z piankami Marshmallow. A żeby nie było, że po pracy tylko się obijam , co to to nie- uczę się- języka. W końcu najwyższa pora... 

Przechodząc w końcu do właściwego tematu posta...
Dzisiaj kilka słów poświęcę na opisanie Wam maski do stóp w znanej już w blogosferze formie skarpet. Tym razem nie będzie o złuszczaniu, ale o spa stóp dla leniwych. Przyznaję, że stopy to ta część ciała o którą dbam, ale wciąż jakby za mało. Postanowiłam więc zapewnić i sobie i im odrobinę relaksu. Do wyboru w Funciaku było 3 lub 4 wersje masek w takiej formie, a mnie zdecydowanie skusiło opakowanie.  Same skarpety na szczęście są nasączone wyłącznie wewnątrz. Co ciekawe skarpeta składa się z dwóch części: wewnętrznej nasączonej "czymś" oraz zewnętrznej foliowej. Po założeniu na stopy ja dodatkowo ubrałam jeszcze normalne skarpetki, żeby całość przypadkiem nie zsunęła mi się ze stóp. Producent  przewiduje 15-20 minut na zabieg z czego ja swoje SPA zakończyłam na 15 ze względu na uczucie chłodu jakie zapewnia kosmetyk. Zdecydowanie jest to wersja którą można polecić na upalne dni. 
 Jednorazowy zabieg nie sprawił cudów, ale i nie na to liczyłam.Zależało mi na nawilżeniu przesuszonych partii i tak też się stało. Zaskakujące jak dobrze poradził sobie ten produkt. Oczywiście nie wygładziło i nie odmłodziło mi to stóp w 100%, ale są one miękkie , a co za tym idzie przyjemniejsze w dotyku. Potraktuję takie maski jako pomoc doraźną i będę je stosować regularnie - przynajmniej raz w tygodniu. Na plus oceniam także folię z której zostały wykonane. Nie jest to bowiem typowo szeleszczący i irytujący materiał, ale całkiem przyjemna grubsza wersja.Cena- 1f.

I jedyne na co mogę trochę ponarzekać,  to fakt, że uczucie chłodu utrzymuje się na stopach jeszcze jakiś czas po usunięciu foliowych skarpet ;p 

Czytaj dalej »

środa, 17 grudnia 2014

Twarzowa zmiana pielęgnacji [ Ayuuri/Ayumi Naturals]

Jakiś czas temu okazało się, że nie wszystko mojej buźce służy. Drogą dedukcji za zły stan mojej cery koniec końców obarczyłam chusteczki do oczyszczania twarzy, ale że trafiła się okazja wymiany pielęgnacji nie mogłam nie skorzystać.

Zaczęło się od tego, że idąc na łatwiznę zaczęłam tutaj korzystać z chusteczek do demakijażu i oczyszczania twarzy. Niestety po pewnym czasie w okolicach ust i brody , a także na czole zaczęły się pojawiać podskórne grudki. Z czasem ewoluowały one w wypryski, by potem stać się czerwonymi uciążliwymi plamami, które z twarzy zniknąć nie chciały. Nie byłam pewna co tak naprawdę dokładnie wywołuje taki stan, więc przez pewien okres straszyłam wyglądem, a jednocześnie eliminowałam kolejne kosmetyki. Niestety o chusteczkach pomyślałam jako o ostatnich, a powinnam postawić je na samym początku swojej testowej kolejki za sam fakt posiadania alkoholu w składzie.
Nie mniej jednak jak tylko doszłam do wniosku, że to one są winne całemu zamieszaniu ruszyłam po nowy zestaw pielęgnacyjny. Stosuję go zaledwie od 3 tygodni , ale już widzę znaczną poprawę. 
Zdecydowałam się na zakup kosmetyków firmy Ayuuri tudzież Ayumi Naturals. Produkowane są one przez ta samą firmę w UK, szata graficzna jest łudząco podobna stąd też wnioskuję, że zmianie uległa tylko sama nazwa.
Mój zestaw ratunkowy składa się z trzech kosmetyków: maski, żelu i kremu na dzień.Brakowało mi porządnego oczyszczenia bez wysuszenia na wiór. Z dozą niepewności podchodziłam do  żelu, ale nie zawiódł mnie. Zmywa nawet najcięższy gabarytowo makijaż, bez przesuszenia skóry, Nie czuć nawet delikatnego napięcia, ale spokojnie daje się odczuć jego moc myjąca, gdyż buźka po umyciu jest wręcz skrzypiąco czysta ;) Polskie tłumaczenie na opakowaniu brzmi mało zachęcająco 
" Oczyszczanie dziki mycia twarzy kurkuma" , ale cóż. I tak jestem w szoku, że w ogóle jakieś się znalazło. Żel ma ogólnie za zadanie oczyszczać skórę z problemami. Radzi sobie z tym dobrze i podejrzewam, że kupię go ponownie nie raz. Zresztą kurkuma na mojej twarzy dawała bardzo dobre efekty podczas stosowania w domowych maskach więc nie zaskakuje mnie zbytnio ten fakt. 

 W komplecie do żelu dobrałam maseczkę. Wspólnym mianownikiem tych dwóch produktów jest kurkuma. W masce połączono ją z Papają. Przeznaczenie takież samo jak w poprzedniku  z tym, że dla odmiany tutaj możemy się jeszcze doszukać m.in lukrecji czy ekstraktu z jagód goji. Konsystencja dość przyjemna w użytkowaniu, ale radziłabym wstrząsnąć tubką przed każdym kolejnym myciem, bo czasami coś lubi się rozwarstwić. Producent radzi pozostawić kosmetyk na 20 minut na twarzy po czym zmyć. Moje max to 15 minut, ponieważ maseczka mocno oczyszcza i złuszcza, a niekoniecznie lubi to mój nos. Raz zaryzykowałam 20 minutowym działaniem co zaowocowało jego wylinką ;p Chociaż raz na jakiś czas takie złuszczanie nie jest złe. 
Do kompletu dobrałam krem na dzień którego składniki aktywne są połączeniem dwóch w.w produktów z dodatkiem Arjuna extract cokolwiek by to nie było. Tubka całkiem spora, bo 100ml mieści istną bombę zapachową. Dla mnie trochę za dużo tych zapachów zwłaszcza , że raczej nie są one wyłącznie naturalnym tworem ( ale mogę się oczywiście mylić). W chwilę po nałożeniu na szczęście nic nie jest już wyczuwalne.Krem wchłania się bardzo szybko i trzeba nabrać wprawy w jego aplikacji. Świetnie współgra z kosmetykami kolorowymi.Ma najdłuższy spośród tej trójki skład i trochę się boję dokładnie wnikać co tam w nim w środku siedzi, bo skoro działa...
Maleństwo kosztowało 5f, natomiast 200ml butle żelu i maski - 3f/szt.

Dzięki tej świetnej trójcy przebarwienia na buźce udało mi się nieco przygasić. Podskórne grudki uległy już prawie całkowitej degradacji. Natomiast zaskoczyło mnie to jak wyglądają obecnie moje pory na nosie, a właściwie jak nie wyglądają. Przyjemnym efektem ubocznym użycia tych produktów jest liczna eliminacja zaskórników.Pory są zwężone i już nie straszą tak ja na początku mojego pobytu tutaj. Jestem zadowolona z wprowadzonych zmian, ale przyznam, że inne serie kosmetyczne z tej firmy również mnie kuszą. Może z czasem... 


Czytaj dalej »

poniedziałek, 15 grudnia 2014

hello hydration conditioner [Herbal Essence]

Nie mam co do tego wątpliwości, że dzisiejszy post będzie postem pochwalnym na cześć odżywki, która nie tyle zawładnęła moim światem , co włosami.

Ponieważ w nowej pracy godziny powrotu do domu są nieustannym zaskoczeniem, nie mogę sobie pozwolić na olejowanie włosów tak często jakbym tego chciała. Odczuwałam jednak silnę potrzebę wygładzenia i nawilżenia, stąd też rozglądałam się od dłuższego czasu za jakąś ciekawą odżywką. Przyznam , że ta o której dzisiaj mowa, na samym początku uwiodła mnie zapachem. Kokos i orchidea pachną mi typową pinacoladą. Jest słodko, ale przyjemnie. Dopiero po dokonaniu zakupu i powrocie do domu zainteresowałam się tak naprawdę tym kosmetykiem. Znalazłam na jego temat sporo pochlebnych recenzji , chociaż trafiło się też kilka zwracających uwagę na mało ciekawy skład. Przyznam , że nie zagłębiałam się w ten temat licząc na to, że zwyczajnie moje włosy się z nią polubią. 

Naczytałam się także o różnorakim sposobie stosowania. Osobiście wypróbowałam 2 metody: nakładałam ją na godzinę przed myciem bądź mieszałam z szamponem i używałam do mycia włosów. Wersja druga jest wersją mocno przyśpieszoną i kilka razy byłam zmuszona z niej skorzystać. Włosy po takim  umyciu były łatwe do rozczesania i bardziej zdyscyplinowane. Mnie jednak bardziej podoba się efekt z użyciem odżywki na sporą chwilę przed myciem włosów szamponem. Po pierwsze cudny zapach pozostaje na włosach. Po drugie wizualnie wyglądają bez porównania lepiej. Są błyszczące i zdrowo wyglądające. Co najważniejsze sypkie. Odżywka nie obciąża moich włosów. Nie sprawia też puszenia, z czym miałam problem przy stosowaniu czystego oleju kokosowego. Znalazłam niezłego sprzymierzeńca w cenie 1f za 400ml kosmetyku.  Pomimo tego, że nie oszczędzam jej  sobie podczas nakładania wydaje mi się , że z butelki mało co ubywa. Być moźe skuszę się również na inne odżywki z tej firmy, bo przyznam , że ciekawość nie daje mi spokoju.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Piękno Ziemi Brzozowskiej... moje zdjęcia

We wrześniu męczyłam Was informacją o tym, że udało mi się dostać na kurs fotografii. Sponsorowany  był on ze środków unijnych , a głównym celem było wypromowanie regionu zamieszkania.

Kurs udało mi się skończyć , ale niestety na wystawę "po" już się nie załapałam, ponieważ w momencie gdy była ona organizowana , ja byłam już w UK. W końcu mam jednak dostęp do zdjęć i mogę się pochwalić tymi które  ja wykonałam. Naprawdę trudno było mi popatrzeć na swoją miejscowość inaczej niż dotychczas. Nie będę ukrywać, że swojej wsi miałam swego czasu po dziurki w nosie i byłam przekonana, że żadnego piękna nie będę w stanie się w niej dopatrzeć. 
Ze swoich zdjęć jestem średnio zadowolona. Osobiście wybrałam zupełnie inne zestawienie wiążące się bardziej z przyrodą czy detalami, ale prowadzący warsztaty świetni zresztą ludzie z Kuźni Światła postawili tzw. kropkę nad I wybierając spośród moich zdjęć właśnie te. Typowo miejscowe- siedliszczańskie :P 





Jak widać motywem przewodnim mojej planszy był czas. Ponieważ nie chciałam powielać wschodu i zachodu w takim samym ujęciu dość spontanicznie powstał pomysł z odbiciem w lustrze. Całość upływu czasu chyba dość dobrze obrazuje opuszczony i zapomniany od dawna dom...

Gdzie kiedyś tliło się czyjeś życie....

Ciekawa jestem jak Wy przedstawilibyście piękno swojej miejscowości? Dostrzegacie jej urok na co dzień?

Czytaj dalej »

piątek, 5 grudnia 2014

Moja lista przyziemnych życzeń

Nie pisałam dla Was przez całe dwa tygodnie. Było to związane z naszą przeprowadzką oraz z pracą. Wczoraj miałam pierwszy dzień wolnego i postanowiłam coś dla Was napisać. A ponieważ z samego rana wybrałam się na zakupy do Primarka liczyłam na to, że po powrocie uraczę Was postem chwalipięckim. Niestety przez najbliższy okres będę musiała korzystać z zasobów zdjęć , które mam już na laptopie, bo z dniem wczorajszym nasz aparat definitywnie umarł.Nie jestem sobie obecnie w stanie pozwolić na nowy zakup, więc będę musiała również wycofać się z wyzwania makijażowego nad czym chyba najbardziej ubolewam. Nawet zakupy nie poprawiły mi humoru - no może prócz butów , które naprawdę mi się podobają. Przygarnęłam sukienkę z myślą o X-mas Party w pracy, ale jakimś cudem pomyliłam rozmiar. Dopiero w domu zauważyłam, że na metce nie widnieje 6...
Dodatkowo ekspedientka nie policzyła mi mgiełki do ciała, a ja nie zwróciłam uwagi na to ,że nie została wyjęta z koszyka. Tak więc zostałam bez mgiełki z  dużą sukienką do tego :P

Podchodziłam do napisania tego posta wczorajszego wieczoru kilka razy, ale gdy tylko sobie pomyślałam... Nie mniej jednak ochłonęłam i przychodzę do Was dzisiaj z moją listą przyziemnych życzeń.

Choruję na kilka drobiazgów z Primarka. Niestety w tym w którym wczoraj byłam nie były one dostępne w ogóle  lub nie było zwyczajnie mojego rozmiaru.
W Superdrug'u zainteresował mnie olejek do twarzy i perfumy- głównie ze względu na flakonik. Czyż nie jest uroczy?!:)

W Asdzie podobno dostępne są pełne miłości talerze i miski. Niestety w tej koło mnie ich nie widziałam...

Wygooglałam sobie również zupełnie przypadkowo ubrania które mnie zaciekawiły. Niestety nie wiem jakiej są marki i gdzie można je dostać. Jednak tak wpadły w mi w oko, że nie mogłam nie umieścić ich w tym zestawieniu.


O aparacie wspominać chyba nie muszę. Na chwilę obecną przydałby mi się jakikolwiek działający :)
A Wy o czym marzycie?

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia