poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Kto lubi maślane ciasteczka?!

Wróciłam, ale dzisiaj zamiast postu pachnącego wakacjami będzie post pachnący ciasteczkami.Powinien pojawić się już dawno, bo po wosku nie zostało praktycznie już śladu. Być może większość z Was kojarzy go już z mojego bloga, bo chwaliłam Wam się że otrzymałam go na sanockim spotkaniu blogerek.


Zacznę od tego, że są mi znane tylko dwa inne rodzaje wosków. A właściwie YC i jego mniej lub bardziej udane podróby dostępne na allegro. Z racji tego , że ich koszt nie jest jakiś powalający stosowałam je zwykle jako jednorazówki -jeden kawałek , palenie i do kosza.W przypadku tego wosku pierwsza próba mnie zaskoczyła. Szczęśliwie do kominka zmieścił mi się tylko jeden kawałek, bo zapach jest tak bardzo intensywny, że większa ilość nie była potrzebna. Przy słabych woskach byłam nauczona do tego, że zostawiałam zapalony kominek , a one tliły się "gdzieś w tle". Przy tym wosku , a już na pewno przy moim zapachu nie jest to wskazane. Już w chwilę po zapaleniu kominka po mieszkaniu rozszedł się przesycony przyjemnymi nutami zapach domowych ciastek. Takie jeszcze ciepłe, po wyciągnięciu z piekarnika... Przy użyciu czekałam jednak właściwie tylko do rozpuszczenia wrzuconego do kominka kawałka i natychmiast gasiłam podgrzewającą świeczkę, bo dłuższe palenie mogło spowodować, że zapachu byłoby aż za dużo. Zaskakujące jak w takim kawałku udało się producentowi pomieścić tyle aromatu.


Jak wyczytałam w sieci producent mówi o nim, że jest połączeniem słodkich maślanych ciasteczek z odrobiną toffi i wanilii.To prawda, przy jego wąchaniu nie można się pomylić co do nut zapachowych. Opakowanie mieści 59gram i wystarcza podobno nawet do 80 godzin palenia. Ja nigdy nie wiem jak to jest z tym w moim przypadku , bo w chwili relaksu nie myślę o tym by patrzeć na zegarek.

Dla przyzwyczajonych do twardych wosków Goose Creek może stanowić nie lada gratkę. Osobiście byłam zaskoczona, bo wydawało mi się, że przyjdzie mi dzielić na kawałki coś twardego, jednak konsystencja tego cudaka przypomina w dotyku  plastelinę. Bez problemu poddaje się dłoniom, ale tym samym nie brudząc ich. Nie muszę chyba dodawać, że plastikowe opakowanie jest tylko kolejnym elementem na plus. Po pierwsze wiem jaki wosk posiadam i sprawdzenie nazwy nie stanowi problemu, a po drugie ma on swoje miejsce w którym nie stanie mu się krzywda, a ja nie muszę kombinować gdzie by tu przechować kawałek który jeszcze pozostał do użycia. Cena opakowania to ok 22zł (w zależności od sklepu ) jednak jest wart każdej wydanej złotówki, bo komfort palenia jest nieporównywalny z innymi woskami których używałam. Ze względu na to , że wosk faktycznie wystarcza nam na długo może zaistnieć obawa, że się znudzi( a swoją drogą to tak się da? :) ). Na to też już znaleziono rozwiązanie i  w sieci można znaleźć do kupienia jedynie po kawałku z danych zapachów po ok 3,50 za sztukę. Jest to również dobre rozwiązanie gdy nie chcemy kupować całego opakowania w ciemno. Ja osobiście szykuję się właśnie do zakupu na próbę m.in Bergamot Mist, Cozy Home  oraz Dancing Dandelions.



Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia