Nasze wakacje nad morzem [relacja]

Chciałabym Wam napisać kilka słów o naszych tegorocznych wakacjach , którymi żyłam już od kilku miesięcy. Oboje wiedzieliśmy jednak od samego początku, że wyjazd nad morze nie będzie w naszym przypadku równoznaczny z bezczynnym leżeniem na plaży. Owszem zdarzyło nam się raz trochę poobijać, ale poza tym...

Poszukiwania noclegu wstępnie zaczęłam po naszym powrocie do PL  czyli już w marcu. Ostatecznie na pokój w Swarzewie zdecydowaliśmy się w okolicach maja. Przeważył fakt, że znajdowały się one w cichej okolicy, a jednak dość blisko do pobliskich turystycznych miejscowości.Nie będę mówić, że cena nie miała znaczenia, bo była istotna. Pokój miał być dla nas jedynie miejscem do spania , a nie życia więc nie mieliśmy specjalnych wymagań. Udało nam się znaleźć lokum u przemiłej p.Gosi za jedyne 30zł  ( noc/osoba). Pokoje pomimo niskiej ceny były bardzo przyzwoite ( było tv, wifi, wysposażona wspólna kuchnia, łazienka w pokoju). Z kuchni i ogrodu ( dość sporego i z placem zabaw dla dzieci) nie korzystaliśmy , bo tak naprawdę nie było kiedy. Sama miejscowość okazała się być cichą wsią do której można było dostać się autobusem, busami czy pociągiem.


Zdecydowaliśmy się na podróż pociągiem i w sumie oboje uważamy , że był to dobry wybór, bo na miejscu okazało się, że wszędzie są gigantyczne korki. Do Gdyni dotarliśmy w sobotni poranek, by około  13-tej spokojnie siedzieć już sobie w swoim pokoju. Co prawda pierwszy dzień dawaliśmy sobie na odpoczynek po podróży, ale zwyciężyła ciekawość... i fakt, że we Władysławowie był akurat koncert Luxtorpedy. Popołudniem zwiedziliśmy przystań i zatokę w Swarzewie by wieczorem wsłuchiwać się w brzmienie ulubionej muzyki.


Niedzielę rozpoczęliśmy  od powitania morza we Władysławowie, pogoda wydawała się początkowo dość posępna , ale szybko wyszło słońce , co uprzyjemniło nam zwiedzanie. Zahaczyliśmy o Muzeum Motyli w którym prócz tych tytułowych było też można obejrzeć inne owady. Później zawędrowaliśmy  do Muzeum Iluzji gdzie akurat panował straszny tłok i spędziliśmy tam sporo czasu, żeby "dopchać się " do kolejnych atrakcji. W obu przypadkach było warto.



Popołudnie przeznaczyliśmy na spacer po Ocean Parku. Zapowiadało się całkiem przyjemnie  i generalnie uważam , że tak było , chociaż nie za ta cenę. Zdecydowanie 20zł od osoby to za dużo.No chyba , że ktoś jest posiadaczem gromadki dzieci i w cenie chce je wysłać na ogromny plac zabaw. Sporo rodzin z tego co zauważyliśmy korzystało wyłącznie z tej opcji bez oglądania oceanicznej  ekspozycji. Plusem był fakt, że będąc we Władku otrzymaliśmy dwie ulotki promujące obiekt z którymi przy zakupie biletu można było wybrać sobie mały upominek. Upominkami okazały się tabliczki ze śmiesznymi napisami, więc coś w naszym klimacie. Ja skusiłam się na "babę za kierownicą ".



Poniedziałek miał być dniem przeznaczonym na Gdynię. Niestety nieczynne było wówczas tamtejsze oceanarium więc wybraliśmy Gdańsk. Jarmark Dominikański przeszliśmy kilkukrotnie, a ja przygarnęłam na nim cudowny kubek z Zakład że 3miasto na który miałam ochotę już od dawna. Piękne połączenie w sam raz dla fanki i morza i klimatu rodem z PRLu. Odwiedziliśmy tam tylko jedno muzeum w którym można było obejrzeć zabawki sprzed lat. Niestety robienie zdjęć było zabronione.

Kolejny dzień upłynął nam pod znakiem Gdyni i Sopotu. Na naszej liście było molo z racji tego, że mój Ślubny nigdy tam nie był. Później zachwyt portem , a w końcu czekanie w mega długiej kolejce do Oceanarium. Tu też było fajnie, chociaż następnym razem wybrałabym pewnie to w Jastrzębiej Górze, bo myślę że tam uniknęlibyśmy takich tłumów. W drodze powrotnej trafiliśmy na stoisko autora książek promującego swoje dzieła. Nie mogłam nie podejść. Od słowa do słowa okazało się, że p.Józef Wójcik pochodzi z Podkarpacia,ale los rzucił go w tamte strony. Przygarnęłam jeden egzemplarz jego książki na pamiątkę, a w środku otrzymaliśmy osobistą dedykację. Takich pamiątek życzyłabym sobie na przyszłość!




Hel pojawił się na naszej liście jako ostatnia pozycja czego trochę żałuję, bo nie spodziewałam się, że jest tam tak pięknie i przyjemnie. Pewnie gdybyśmy zaczęli od niego na nic innego nie starczyłoby nam czasu i chęci. I chociaż pierwotnie skupiliśmy się tylko na Fokarium szybko okazało się, że znajdują się tam o wiele ciekawsze obiekty.


 Mnie zaskoczyła liczba schronów i wieżyczek strzeleckich pozostałych jeszcze z czasów wojny. Zdecydowaliśmy się na zwiedzenie kilku obiektów. Największe wrażenie wywarł na mnie jeden ze schronów w którym nie tylko przypominano o tym jaką zagładą jest wojna, ale podkreślano też, że wszelkimi sposobami trzeba jej zapobiegać w przyszłości. Odwiedziliśmy także Muzeum Obrony Wybrzeża, oraz Etnograficzno- Przyrodnicze.Nie mogłam się także oprzeć wystawie minerałów...


 Ostatni dzień poświęciliśmy na odrobinę luzu we Władysławowie.Chwilę na plaży zamieniliśmy jednak na spacer po Alei Gwiazd Sportu i zwiedzanie domu do góry nogami. Na sam koniec zostawiliśmy sobie swarzewskie muzeum Kocham Bałtyk, gdzie można było obejrzeć nietypowe obiekty, bo wykonane z klocków Lego.




Zgodnie twierdzimy że tydzień to stanowczo za mało, żeby zobaczyć to co oferuje nam okolica.
Być może jeszcze kiedyś zdecydujemy się na taki tygodniowy wypad, chociaż w Polsce jest tyle innych miejsc , które nas kuszą...Swój cel osiągnęliśmy , a najlepszą pamiątkę stanowią wspomnienia i masa zdjęć , które zamierzam ulokować w albumie scrapowym.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger