sobota, 31 stycznia 2015

szaro. [ makijaż]

Podobno miałam dzisiaj odpocząć, ale z wolnymi sobotami jest tak, że nie zawsze na to pozwalają. 
Usilnie próbowałam rano pospać dłużej, ale nijak moje oczy i umysł nie chciały się zgodzić na taki stan rzeczy. Wstałam gorzej zmęczona niż się kładłam . A jakby tego było mało zamiast delikatnego dziennego makijażu wyszło to co zawsze- mocniejsze przydymione lekko oko ;) 
Żarty żartami - w końcu zrobiłam sobie od dawna upragniony dzień spa. Po porannym makijażu i zdjęciach przyszła pora na oczyszczanie i odpoczynek. Na ryjku jak zwykle Ziaja tym razem w anty- stresowej wersji, w dłoniach kubek gorącej czekolady , a w tyle YT i mocniejsze brzmienia Kabanosa- jestem w domu- chciałoby się powiedzieć.... No tylko kotów brak.


Przy pierwszym oku, a właściwie w jego połowie byłam taka zirytowana tym co powstaje, że miałam ochotę przerwać. Wersja końcowa podoba mi się jednak na tyle, że przedstawiam Wam ją na świeżo na blogu. Pewnie widzicie różnicę co do zbliżeń oka. W końcu widać kolory i ostrość jest w miarę przyzwoita.





W użyciu kolejny raz była paletka z MUA , tym razem jednak Twelfth Night Winter Shades ( górna powieka: frost, enchant, star shine; dolna powieka - plum). Oprócz podkładu 123 Perfect z Bourjois użyłam także korektora z MUA Hide& Conceal w kolorze fair. Policzki delikatnie podkreślił Rimmel Wake Me Up 003 Peach Glow . A na ustach zagościła pomadka z Bourjois Rouge Edition w kolorze 02 Beige trench. Osobiście na wyjście do ludzi nie użyłabym tej pomadki, bo niekoniecznie pasuje mi do tego oczka, ale z braku laku... Niestety nie mam tu nic ciekawszego. 

A teraz zachęcam Was do przesłuchania mojej nowej piosenkowej miłości. 
Kabanos o tym, co w życiu ważne. 

Miłego dnia!


czwartek, 29 stycznia 2015

Ustne wariacje + nowe nabytki [ zakupy jednym słowem]

Zastanawiałam się ostatnio jaką wagę przykładam do pieniędzy. Są chyba dla mnie dość ważne , bo cały czas żyję w lęku, że mogłoby mi ich zabraknąć. Jednocześnie miewam momenty zapomnienia , gdy wydaję je beztrosko na " bardzo ważne " kosmetyczne pomoce ;p Nie ukrywam, że duży wpływ na moją chwilową rozrzutność ma mój mąż , który każdy dołek finansowy komentuje hasłem : " przejmujesz się tym?przecież będzie dobrze". I jest. Na tyle, że moje wyrzuty sumienia w związku z wydaniem nadprogramowej gotówki odchodzą w zapomnienie... :)

Tak więc pokazuje Wam swoje ostatnie zakupy, chociaż po cichutku wspomnę, że było ich wiele więcej, ale przecież musiałam zakupić rodzinie jakieś drobiazgi w ramach prezentu :) Zresztą wiecie, każda wymówka jest dobra.
Przy okazji przedostatniej wizyty w Superdrugu przygarnęłam kilka ich drobiazgów.  Róż w zbliżonym odcieniu do tego , który wzięłam dla Niuni - 1f. Przygarnęłam również 2 pomadki w nieco niestandardowych kolorach : czarną oraz soczyście bordową jakby się mogło wydawać ( niestety na ustach nie daje tak mocnego efektu kolorystycznego ). Kolejno zainteresował mnie Countour Eye Pen 3w1 w kolorze czarnym. Próbowałam  już kreski z jego użyciem i zapowiada się całkiem przyjemnie.Obawiam się trochę  że po starciu ( w wyniku zużycia) ostrych krawędzi będzie problem z narysowaniem ostrej, wyraźniej linii.

Chorowałam przez długi czas na dermaroller bądź derma roller jak kto woli. Zdecydowałam się na jego zakup dopiero tutaj, bo nie ukrywajmy dopiero teraz  pozwoliły mi na to finanse. 0.5mm igły już dwukrotnie rolowały moją buźkę. Uczucie nie specjalnie przyjemne, wizualnie zaraz po zabiegu skóra nie prezentuje się najlepiej, ale na drugi dzień "po" jest już w porządku. Jak przyjadę do domu zaopatrzę się w odpowiednie kosmetyki pod rolkę. ( Dopiero teraz zauważyłam, że  mam tylko zdjęcie z osłoniętymi igłami. Ale generalnie wiecie co i jak)

Najświeższy nabytek to zestaw pędzli , który odebrałam dzisiaj. Nie jest to nic specjalnego. Ot zwyklaki, ale byłam zmuszona do ich zakupu, bo naprawdę "wyszłam  zupełnie" z tego rodzaju pomocników. Tak naprawdę spodobały mi się ich proste drewniane rączki. Nie mogłam ich nie wziąć. 

A na ostatek, żeby nie było, że po powrocie z pracy nic już nie robię- moja dzisiejsza wariacja na temat ust. Takie tam najzwyklejsze zabicie nudy :) 




Pozdrawiam Was ciepło :*

wtorek, 27 stycznia 2015

M(U)A-kijaż niesponsorowany

Moje zafascynowanie kosmetykami MUA trwa w najlepsze. Co rusz przynoszę sobie z Superdruga "nową" zabawkę i tylko korzystać nie mam z nich kiedy... Dzisiaj się udało :)





Oko , usta (  na zdjęciu kolor bardzo mocno przekłamany)  i delikatne podkreślenie policzków to własnie zasługa tej firmy. Bardzo dobrze mi się pracuje z tymi kosmetykami i najchętniej używałabym ich codziennie, ale cóż. Bliżej poznamy się dopiero w połowie marca, gdy będę miała chwilę wytchnienia :) Moja kolekcja powiększa się o kolejne produkty nie tylko do oczu.A ponieważ moja Niunia także zajmuje się makijażem zakupiłam dla niej dzisiaj jedną z palet i jeden z róży, w dość podobnym odcieniu co mój. Mogę Wam pokazać te drobiazgi, bo wiem, że bidulka jest teraz bez internetu i na pewno ich nie zobaczy   :P  Paletka którą dla niej wybrałam nosi nazwę " Undress Me Too" a kolory w niej zawarte są zbliżone do tych  zamkniętych  w jednej z moich palet.

A Wy jesteście fankami ten firmy?! Czego używacie, a co polecacie??
Pozdrawiam :*

czwartek, 22 stycznia 2015

Właściwie miało go nie być [ makijaż]

Czasami tak jest, że człowiek coś sobie zaplanuje i nic z tych planów nie wychodzi. Innym razem bez planowania powstaje "coś". Takim cosiem jest własnie mój wczorajszy naoczny twór, który miał być generalnie tylko " próbą" cieni z jednej z paletek MUA.

Przyznaję bez bicia, że jedynym elementem który był w miarę przemyślany było oko. Odwaliłam brwi , a twarzy nie umalowałam w ogóle, bo nie zakładałam, że efekt będzie mi się podobał na tyle, by umieszczać go na blogu. Przekornie nawet aparat dał z siebie więcej niż zwykle dzięki czemu zbliżenia wyszły dość sensownie , chyba po raz pierwszy zresztą.
Wszelkie mankamenty wybaczcie, wszakże każdy ma jakieś wady :P 


Nie często się zdarza, żebym umieszczała to zdjęcia swojego pyszczka bez podkładu. Chyba powoli dorastam do takich rzeczy :)  Nie podaję nawet użytych kosmetyków, bo główną rolę gra tu MUA Poptastic.

środa, 21 stycznia 2015

[środowa] niedziela dla włosów (8)

W Anglii mój czas biegnie zupełnie innym rytmem. Nie żyję tu od weekendu do weekendu, bo go dla mnie po prostu nie ma. Staram się jednak wykorzystywać jak najlepiej wolne chwile.

Wiedząc , że czeka mnie wolna środa na odrobinę relaksu pozwoliłam sobie już we wtorek wieczorem. Nałożyłam na oczyszczoną buźkę różaną maseczkę z Ziaji , a włosy zaimpregnowałam wręcz sporą ilością olei. (Zdjęcie mojego wczorajszego  nader uroczego wizerunku wisi na blogowym fb. ) Niedługo po moim przylocie tutaj chwaliłam się, zakupem 2 olei faktycznie przeznaczonych do pielęgnacji włosów. Od momentu zakupu używałam ich zamiennie, czasami łączyłam. Wczoraj jednak nie oszczędzałam sobie z ilością. Olej narobił mi trochę szkód ubraniowych , bo skapywał wręcz z kosmyków.Nadrobię te braki przy najbliższych zakupach. Warto było poświęcić jedną bluzkę...

Oleje potrzymałam na głowie mniej więcej przez dwie godziny, chcąc zdążyć z ich zmywaniem przed powrotem innych lokatorów. Wszakże zmycie czegoś takiego trochę trwa. Uzbroiłam się więc w szampon i ruszyłam do boju. Trzykrotnie dość intensywnie myłam je szamponem. Po ostatnim razie jako posiłki w rozczesywaniu użyłam odżywki Herbal Essence. Potrzymałam ją na głowie ok 2 minut, po czym spłukałam niekoniecznie dokładnie.


Ponieważ nie mam tutaj nic działającego termoaktywnie na włosy musiałam czekać na ich samodzielne wyschnięcie. Niestety było to na tyle nużące zajęcie, że mniej więcej po czterech godzinach dałam sobie spokój i położyłam się spać. Trochę obawiałam się , że wstając zamiast włosów ujrzę szczotkę , ale ...mmm.... Efekt "po" takich włosowych manewrach bardzo mi się podoba. Zresztą sami zobaczcie :)


Pozdrawiam;)

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Provokator [ modelator twarzy Dr Irena Eris]

Był taki okres w blogosferze gdy na temat tej serii kosmetyków rozpisywało się wiele z Was. Posty o nich czytałam namiętnie, ale miłości nie było. Co więcej nie narodziła się nawet ciekawość , która skłoniłaby mnie do zakupu. Przypadek sprawił, że "provokujący" zestaw wygrałam. 

Jasnym było dla mnie jednak, że kosmetyków tych używać nie będę. Oddałam je swojej Rodzicielce bez żalu. Z jednym wyjątkiem... Modelator twarzy został ze mną. Nie będę oszukiwać, że stało się tak głównie ze względów praktycznych. Po co mi trzy odrębne kosmetyki skoro mogę je mieć w jednym zgrabnym pudełeczku. Szata graficzna i wykonanie jak najbardziej do mnie przemawiały , więc tej jednej przyjemności posiadania nie mogłam sobie odmówić. Białe proste , ale solidnie wykonane... z lusterkiem na jednej połowie- moje estetyczne potrzeby zostały zaspokojone.
W trakcie bliższego zapoznawania się z kosmetykiem pojawiła się myśl, że naprawdę go lubię. Co więcej nie wyobrażam sobie na chwilę obecną makijażu bez jego użycia. Tak łatwo i przyjemnie wziąć w dłoń jedno urocze pudełeczko i móc dzięki niemu uzyskać tak różne efekty. Zdarza mi się mieszać, zdarza używać pojedynczo, ale za każdym razem jestem zadowolona. Nie mniej jednak do brązu musiałam się przekonać z czasem, bo nie jest to odcień z którym byłabym jakoś specjalnie obeznana.
Modelator pozytywnie mnie zaskoczył i do tej pory zastanawiam się jak to możliwe, bo po przeczytaniu tak wielu recenzji na jego temat i po obejrzeniu tylu zdjęć wydawało mi się, że to nic nadzwyczajnego. Obecnie w każdym makijażu pojawiającym się na blogu w mniejszym bądź większym stopniu możecie dostrzec moje zauroczenie tym produktem.
Pozdrawiam 
;*

środa, 14 stycznia 2015

Przewrotna jestem [ zakupy kosmetyczne]

Będąc w Polsce żyłam myślą o kosmetykach zagranicznych. Całe lata rodziła się we mnie chęć przetestowania czegoś nowego . Teraz będą poza granicami kraju przewrotnie kupuję polskie kosmetyki.

Przez moje ręce, a właściwie ciało przewinęło się wiele różnorakich kosmetyków. Czasami faktycznie okazywały się one strzałem w 10, innym razem kosztowały mnie trochę nerwów gdy okazywało się, że uzyskany efekt jest inny od pożądanego. Nie mniej jednak jakąś stabilizację kosmetyczną powoli udawało mi się uzyskiwać i pewnie byłoby coraz lepiej gdyby nie nasz wyjazd. Po przylocie do UK wydawało mi się, że nie będę w stanie oprzeć się nowościom .Stety albo niestety z każdym dniem moje pragnienie powrotu " do korzeni" okazywało się silniejsze. Wtedy też postanowiłam złożyć zamówienie w jednej z polskich  drogerii internetowych w UK. Postawiłam na zakupy w Drogerii Uroda  z jednego konkretnego powodu: mieli oni na stanie jednoczenie serum termoaktywne z Eveline Cosmetics oraz maseczki z Ziaji. Złożenie zamówienia nie było niczym problematycznym i gdyby nie to, że nie było nikogo w domu to kosmetyki pojawiłyby się u mnie już wczoraj. Niestety musiałam ruszyć dzisiaj szanowny tyłek na pocztę i odebrać je osobiście. To by się nawet dobrze składało, bo jakby nie było serum termoaktywne zamówiłam w konkretnym celu. A tak między nami to zamówiłam je głównie z tego względu, że faktycznie nieźle grzeje. A jeśli dodatkowo coś mi tam napnie , coś ujędrni...  :) 


Niestety mojego ukochanego żelu pod oczy z Floslek'u nie uświadczyłam. Zamiast niego wybrałam sobie kapsułki z Gala, ale niestety jak się później okazało te też nie były dostępne. Zastępczo poprosiłam o dodanie do paczki innych w zamian. I takim sposobem trafił do mnie Koenzym q10. Zamówiłam również 3 maseczki z Ziaji- Różaną, Regenerującą, Kozie Mleko. Do zamówienia otrzymałam w gratisie 6 innych saszetek z czego 3 trafiły do mojej kuzynki z którą to robiłam wspólne zamówienie.
Koniec końców żel pod oczy znalazłam w Wilko. Żeby nie było mu tak całkiem samotnie dobrałam sobie chusteczki do demakijażu z tej samej serii. Na wyjściu skusiło mnie jagodowe masełko do ust. Gdyby nie jego urocze  , przyciągające wzrok opakowanie, pewnie nie miałabym okazji przekonać się na własnej skórze jakie jest dobre :)
Z pomocą raptem kilku zdobyczy powstał post tasiemiec nie wnoszący zapewne nic ciekawego do Waszego życia.Nie mniej jednak musiałam sobie trochę popisać:) Szykuję się do zrobienia wpisu o nowościach ubraniowych , ale jak sobie pomyślę, ile już mi się tego uzbierało...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wykorzystując promocję z Boots [ Bourjois]

Maniakalnie wręcz wyszukuję promocji związanych z pierwotną tematyką tego bloga- kosmetykami. O tym, że nie zawsze dobrze na tym wychodzę mieliście okazję czytać nie raz. Jednak w przypadku tej promocji, mogę powiedzieć, że było warto :P

Dawno , dawno temu... bo jeszcze w listopadzie bądź na początku grudnia w Boots'ie zawrzało.Pojawiło się sporo informacji o promocji na kilka znanych marek dzięki której za zakup kosmetyków danej firmy na wymaganą kwotę możliwe było odebranie upominku - paczki z pełnowymiarowymi wersjami kosmetyków.Ponieważ jestem namiętna fanką podkładu Bourjois 123 Perfect który to miałam okazję poznać jakieś 1.5 roku temu dzięki Monice znanej już teraz szerszemu gronu dzięki kanałowi na YT  postanowiłam skorzystać z okazji. Akurat w przypadku Bourjois wymaganą kwotą było 15 f z czego 11 kosztował mnie akurat sam podkład. Chciałam do niego dobrać jakiś korektor z tej samej firmy, ale niestety nic sensownego już nie ostało się na półkach. W ramach desperacji skusiłam się na tusz , który okazał się kompletną pomyłką, ale o tym napiszę innym razem. 

Zapominamy o tuszu i przechodzimy do przyjemniejszej części- prezentów.  Wartość zestawu , który otrzymałam to aż 29f. Specjalnie patrzyłam na ceny produktów w szafie Bourjois chcąc sprawdzić, czy cena giftowego pudełeczka nie jest jakoś zawyżona co by przyciągnąć żądne istoty.Ale nie... Faktycznie gdybym miała osobiście kupić to co otrzymałam w gratisie o taką kwotę uszczuplił by się mój budżet. 


Tak więc pomimo , że od zakupów minęło już całkiem sporo czasu ja nadal cieszę się jak dziecko. Żałuję jedynie, że nie skusiłam się dodatkowo na zestaw z Max Factor'a , ale mówią, że nie można mieć wszystkiego... ;) 


sobota, 3 stycznia 2015

Pin up Przemyśl Girls [ inicjatywa warta uwagi]

Są ludzie , którzy potrafią zarażać uśmiechem i optymizmem. Ja o kilku takich fantastycznych osobach dowiedziałam się kilka miesięcy temu dzięki TVP Rzeszów. 

Cała moja przygoda z Pin up Przemyśl Girls zaczęła się w kwietniu , kiedy to regionalna telewizja wyemitowała krótki reportaż o przemyskiej grupie. Zwrócił on uwagę mojej mamy, ona wspomniała o tym mnie, a moja ciekawość nie dała za wygraną i jeszcze tego samego wieczora "wygooglałam" sobie szczegółowe informację. Nie byłabym sobą gdybym nie skomentowała profilu dziewczyn na fb. W chwilę później odezwała się do mnie inicjatorka i założycielka tej niesamowitej grupy- Marta.
Od słowa do słowa... Niecały tydzień później brałam już udział w spotkaniu grupy. Niestety ze względów osobistych moja przygoda z dziewczynami nie była zbyt długa, ale całym sercem nadal wspieram ich działania, bo to co robią jest niesamowite.

Grupa powstała ponad rok temu - 19 października obchodziła swoje pierwsze urodziny. 
Pomimo tego, że cel grupy wydaje się jasny i sprecyzowany  dziewczyny działają w różnorakich kierunkach. Organizują tematyczne sesje zdjęciowe, promują miasto i biorą udział w wielu  mniejszych lub większych inicjatywach. Czasami zastanawiam się skąd znajdują na to czas?! :) Każda z nich ma  przecież swoje życie prywatne, rodzinę , pracę, a mimo to chce im się czegoś więcej!  Gdybym miała w sobie chociaż odrobinę ich zapału... :) 




To miłe , że w tym plastikowym już świecie znajdują się jeszcze osoby z pasją i energią, zarażające innych do pozytywnych zmian. Obecnie na profilu dziewczyn trwa konkurs ( ale tylko do 5.01- więc śpieszcie się) w którym do wygrania jest pin up'owy gadżet. A na stronę dziewczyn zapraszam nie tylko fanki tego klimatu. Optymistycznej energii starczy dla każdego!

p.s
Być może któraś z Was słyszała już o tej grupie?!Na ich temat ukazało się sporo artykułów w polskiej prasie. Teraz niech podbijają świat! :) 
Profil dziewczyn : PIN UP PRZEMYŚL GIRLS
Zdjęcia: Kamil Kucharski Photo  

piątek, 2 stycznia 2015

Weź się w końcu ogarnij! [bezradnik]

Skończyło się dobre! Zeszłoroczne plany i postanowienia odeszły we odstawkę , a tym samym trzeba ponownie ( jak co roku w styczniu) ruszyć szanowną dupkę i pomyśleć, co by tu sobie...
Człowiek ma chyba wrodzony czujnik, który daje nam znać, gdy w życiu jest za łatwo. Wówczas włącza się nam gdzieś tam czerwona lampka sygnalizująca fakt potrzeby zmian. I szukamy sobie wtedy czasami dość nieudolnie i za wszelką cenę nowych problemów z którymi będziemy mogli walczyć kolejny rok. 

Też tak mam! W ogóle ze mnie problematyczny człowiek jest. 
W tym roku np. mam ambitny plan podciągnięcia swoich umiejętności językowych. Z tego co pamiętam z roku na rok figuruje on na mojej liście rzeczy do zrobienia, ale w tym roku mam w końcu powód- jestem w UK. Tylko czy aby na pewno jest on wystarczający? Po fazie zapału przyjdzie czas na przemyślenia,  bo skoro jakoś'( pokrętnie bo pokrętnie, ale jednak) się dogaduję, to może nie ma  sensu tracić cennych minut z życia na dalszą naukę gdy ten czas mogę spokojnie zmarnować  na leżenie w łóżku lub inne równie ważne zajęcia. 

O! Albo siłownia... Przybrało mi się całe 3kg. Pasowałoby coś z tym zrobić , bo w końcu lato za pasem. Wrócę do kraju- być może- i pasowałoby nie straszyć wyglądem. Co więcej może pozwolę sobie nawet wbić swoje 4 litery w bikini... Plan ćwiczeń jest. Siłownia lub "coś" na własną rękę w domu. Zaczyna się obiecująco- nowe buty, strój na siłownię, obowiązkowo torba. Później już z górki : " dzisiaj sobie odpuszczę bo wróciłam późno z pracy", " dziś boli mnie głowa", " zakupy mnie wyczerpały", " brzydka pogoda-wychodzić się nie chce". I tak do lata prócz wyrzuconej w błoto kasy nie będzie nic. No chyba , że wyrzuty sumienia nie pozwolą mi w spokoju jeść i schudnę... z głodu :D

W końcu może wybiorę jakąś swoją drogę zawodową. No w sumie wyuczony zawód jak to się ładnie mówi już mam. Ale nie zaszkodziłoby zrobić jeszcze czegoś sensownego. Zapiszę się na nowy kierunek, by po pół roku uświadomić sobie, że to w ogóle nie moja bajka. A dodatkowo stracę czas i pieniądze na dojazdy, materiały na zajęcia. I żebym nie zapomniała- ponarzekam sobie na dojazdy- bo przecież ileż można czekać na PKS. Porażka! A może wytrwam?! Będę miała później kilka zawodów, a podczas pytań o pracę będę mówiła " Dlaczego nie pracowałam w żadnym ze swoich zawodów?No wie pan, nie było pracy w tym kierunku, poza tym uświadomiłam sobie, że to jednak nie to. O i płaca taka niska. Konkurencja duża." 

Zacznę oszczędzać. Całe życie obcy ludzie wiedzieli lepiej ode mnie, że jestem rozkapryszoną i rozpuszczoną jedynaczką. Może pora w końcu uciąć im tematy do rozmów. Każdy zarobiony grosz zacznę namiętnie odkładać : na wszystko jak leci. Przecież zawsze można sobie znaleźć nowy cel. A gdy już będę miała górę pieniędzy i 100 lat na karku umrę sobie spokojnie i całe moje skąpstwo trafi szlag! Dobra z tym ostatnim punktem robię sobie  jaja- każdy kto mnie zna, ten wie, że co jak co , ale pieniądze się mnie ewidentnie nie trzymają :) 



I w ciągu tych 23  jedno pozostaje w moim życiu  niezmienne: drobinkę specyficzne poczucie humoru. 

A teraz całkiem poważnie... 
Wszystkim Wam życzę żeby Wasze plany nabrały w tym roku mocy! I bez spiny Kochani, bez spiny ! Takie życie :*