Jak pielęgnuje swoje ciało ?! [apis]

Jak pielęgnuje swoje ciało ?! [apis]

Po przyjeździe z Anglii mocno ograniczyłam swoją  pielęgnację. W końcu doszłam do wniosku, że mniej znaczy więcej i w mojej łazience został wyłącznie jeden peeling i jedno masełko- w użyciu, bo w zapasach wiadomo... Trochę tego jeszcze jest :) 


Jeszcze kilka miesięcy temu ćwiczyłam namiętnie każdego dnia. Zresztą pracowałam wówczas na pełnych obrotach i moja kondycja jak i ciało były w zadowalającym stanie.Po powrocie do domu pofolgowałam sobie trochę w kwestii ćwiczeń, a i nadrobiłam 3 kg rzucając się łapczywie na dobre domowe jedzenie.
Obecnie ważę 50kg przy 168cm wzrostu, co uważam za całkiem fajne połączenie. Brakuje mi jednak jędrności przed kilku miesięcy. Zwłaszcza uda wymagają lekkiej poprawy- dla mojego własnego samopoczucia.
W związku z tym prócz powrotu do aktywności fizycznej wyciągnęłam z czeluści swoich zbiorów  dwa masażery. Stosuję je obecnie zamiennie do masażu swoich ud czy brzucha. Pierwszy z nich jest bardzo delikatny w działaniu, bo obrotowe kulki jedynie umożliwiają lepsze rozprowadzenie kosmetyku . Drugi to cięższe działo, bo o ile wypustki umieszczone są na miękkiej gumie o tyle one same wykonane są z twardego tworzywa i dają spory wycisk.


Nie będę ukrywać, że do ciała lubię stosować mocne zdzieraki. Zawsze towarzyszyły mi peelingi o sporych drobinach , ale tym razem jest trochę inaczej. Owszem peeling Optima zawiera sporo drobin, ale doceniam go także za oczyszczanie na trochę innym poziomie. Zawiera on bowiem w sobie minerały z Morza Martwego o działaniu detoksykującym. W tle przewija się dodatkowo zapach jaśminu, zielonej herbaty  czy grejpfruta. Oczyszcza i jednocześnie odświeża. Przyprawia o dobry nastrój nie tylko moje ciało :)  Wygodne opakowanie sprawia, że z chęcią po niego sięgam.
Po oczyszczeniu nawilżam swoje ciało masłem Inspiration o działaniu odżywczym.Wcześniej nakładałam je wyłącznie dłońmi , teraz rozprowadzam za pomocą masażera o którym wspomniałam wcześniej. W maśle dość mocno czuć błotne nuty, podejrzewam, że odpowiedzialne są za to właśnie morskie minerały. Nie mniej jednak ja uważam ten zapach za przyjemny i relaksujący. Kojarzy mi się z profesjonalnymi  kosmetykami z których korzystałyśmy w szkolnej pracowni.Co ważne, szybko się wchłania i równie szybko koi suchą , podrażnioną i szorstką skórę.

Mało ma średnio- gęsto konsystencję i jest mega wydajne.
A w peelingu za złuszczanie odpowiadają drobiny lawy wulkanicznej.
 Do mycia używam wszelkiej maści żeli. Zamiennie są to ostatnio te z Le Petit Marseillais, ale dzisiaj otrzymałam mydło Błototo wygrane na fb Urodomania.com. I  ze względu na to, że całkiem fajnie komponuje się z kosmetykami Apis pod względem składu i działania mam zamiar zacząć stosować je na uda. Ciekawe jak mocne okażą się drobiny w tym mydełku? :) 
A Wy co robicie dla swojego ciała?! :) 




Jesteś, różowy krem na cieście... [makijaż]

Jesteś, różowy krem na cieście... [makijaż]

Tak mi się słodko dzisiaj zrobiło. Sezon ślubny w pełni , więc postawiłam dzisiaj na makijaż, który mógłby posłużyć za ślubny fance takich klimatów. Dla mnie osobiście trochę za cukierkowo, ale raz na jakiś czas.... 

Ku Waszemu zaskoczeniu dzisiaj w użyciu była paleta MUR "Eat, sleep, makeup, repeat" . Korzystałam z cieni : Rave on, Right now, Right here, Ibiza Heaven. W sieci można znaleźć sporo zdjęć przedstawiających tą paletkę wraz z opisami więc ciekawscy będą sobie mogli dokładnie wygooglać użyte przeze mnie odcienie. Zresztą widać jak na dłoni , że  całość kręci się wyłącznie wokół różu i fioletów.Podkład z serii tych na co dzień( Perfecta make up kryjący , formuła nawilżająca), bo nie chciałam nakładać ciężkiego Bourjois , jednak równie kryjący. Mój kolor to 01 waniliowy.Róż MUA-Cupcake.A na ustach Rimmel Lasting Finish by Kate nr 101. Zaszalałam i tym razem zrobiłam delikatne kreski od połowy powieki.



Jak Wam się podoba?!

Dobroci z sanockiego spotkania [ sponsorzy]

Dobroci z sanockiego spotkania [ sponsorzy]

Moją relację ze spotkania miałyście okazje poznać w tym wpisie. A dzisiaj chciałabym Wam pokazać co w ramach spotkania otrzymałyśmy od sponsorów.


Zacznę od prawdziwych słodkości, czyli uroczo zapakowanych czekoladek, którymi to zresztą musiałam podzielić się z resztą rodziny, więc w ostatecznym rozrachunku dostało mi się jedno czekoladowe serducho :)

Mały ręcznik akurat  do buźki pojedzie ze mną na pewno na wakacje. Pilniczków i polerek nigdy dość.

Sylveco, które dzięki p.Gabrieli poznałyśmy dogłębnie... Nie mogłam się nacieszyć płynem micelarnym z Biolavenu. Obecnie w użyciu jest już także krem pod oczy. Odlewki i próbki pomogą w wyborze ulubionych kosmetyków.


Kwiat Kobiecości kolejny raz zadbał o to, żebyśmy zwróciły uwagę na to co najważniejsze- zdrowie.


Kolorów nadała też Barwa z pięknie pachnącym mydełkiem. U mnie musi jednak jeszcze troszkę poczekać, bo mam inne w użyciu.

Masła od Duafe nigdy dość! ;)

Słynna już odżywka Revitalash w duecie z piękną pokrytą koronką kosmetyczką.

 
Kolorówka, czyli coś z mojej bajki. Z Debby nie miałam jeszcze styczności , więc pora bliżej zapoznać się z ich ofertą.

Zapach ciasteczek będzie się rozchodził w moim domu za sprawą wosku ;)


O lekturę na letnie wieczory zadbał Znak, a że ja książkomaniaczka.... Przepadłam.


I dla mnie zupełne zaskoczenie , fluid od Iwostinu z zestawem próbeczek.



Podziękowania należą się  Revitalash  Chocolissimo  Sylveco  Iapteka   Duafe 
Kwiat Kobiecości (chusteczki nawilżające do higieny intymnej)  Znak
Pachnąca wanna  FB  Debby   Barwa   Diamond Cosmetics  oraz Magdalenie- organizatorce spotkania.




Twelfth Night MUA [makijaż , recenzja]

Twelfth Night MUA [makijaż , recenzja]

Sobotni luz blues , spowodował, że pozwoliłam sobie na małą inspirację stylem boho. 

Nie mogło się więc obejść bez palety Twelfth Night od MUA, która jest zbiorem ziemistych kolorów, ale wcale nie tak oczywistych jakby się wydawało.  Akurat tą paletkę zdobyłam za darmo, bo przytrafiła się w Superdrugu promocja i za wydane 10f na kosmetyki tej marki można było ją dostać  w prezencie. Jest to jedna z moich ulubienic, po którą sięgam regularnie i często. Widać to nawet po najjaśniejszych cieniach, bo powoli dobijają one dna.

Co fajne, w tej wersji każdy cień ma już swoją nazwę i są one podane na naklejce na spodzie palety.Opakowanie jak we wszystkich paletkach tej firmy wykonane jest z plastiku i nie posiada lusterka, co dla niektórych jest problemem. Mnie akurat jego brak nie przeszkadza, bo i tak maluję się zawsze przy dużym ustawionym przy oknie. 
Przykładowe kolorki. Większość zawiera w sobie opalizujące drobinki.A właściwie wszystkie prócz cielistego z dolnego rzędu. Póki co jedynym okazem z którego nie korzystałam jest srebrny cień (3 w górnym rzędzie), ale wynika ta wyłącznie z tego, że niespecjalnie przepadam za tym kolorem.
 I moje oko z wykorzystaniem wyłącznie powyższej paletki :) 

Pozdrawiam;*
Glamour nights [ MUA recenzja + makijaż]

Glamour nights [ MUA recenzja + makijaż]

Moją miłość do MUA mieliście okazję już poznać, dzisiaj przychodzę natomiast z pierwszą recenzją. Pod lupę wzięłam tym razem paletkę , która jest w moich zasobach najkrócej. 

Glamour Nights zakupiłam przed wyjazdem z UK korzystając z promocji obowiązującej na stronie firmy za 2f. Nie byłam do niej specjalnie przekonana, ponieważ zdjęcia w sieci były trochę nijakie. Dopiero po tym jak ją odebrałam i wymacałam zaczęłam się do niej przekonywać. Kilka z cieni w niej zawartych jest typowymi matami, natomiast pozostałe są dość zaskakujące, ponieważ zawierają w sobie opalizujące drobinki.

Dzisiaj pozwoliłam sobie wykonać makijaż za pomocą dwóch pierwszych cieni z górnego rzędu : biel i opalizujący fiolet. Dodatkowo w użyciu był pierwszy cień z dolnego rzędu czyli czerń wpadająca w ciemną zieleń z drobinami , kolejno delikatne złoto na dolną powiekę w celu rozświetlenia. Matowy fiolet posłużył za bazę i to na niego nakładałam wymienione wcześniej kolory.

Czytałam różne opinie na temat palet MUA, jednak to one są moimi faworytami, a miałam wcześniej do czynienia m.in ze Sleekiem czy MUR. Dobrze mi się z nimi pracuje, chociaż niektóre maty ( w innych paletkach) trochę kuleją. W tej wersji jednak nie ma tego problemu.  Zdarza się , że te kolory które zawierają w sobie zbyt duże drobinki trochę się osypują. W tej paletce jest nieco problematyczny brąz ( pierwszy w górnym rzędzie od prawej ). Ja natomiast ze szkoły wyniosłam przyzwyczajenie że wykonuję najpierw  makijaż oka, a później twarzy, więc nie obawiam się "zepsucia" buźki.




Cienie z MUA, są jedynymi, które nakładam na powiekę bez uprzedniego użycia bazy. Nie boję się, że coś mi z oka w czasie dnia zginie, coś się zroluje... Nie potrzebują one też dodatkowego "podbicia", bo same w sobie są intensywnie napigmentowane.

Przepraszam, za nieco ubrudzone opakowanie , ale nigdy tego nie mogę ogarnąć :) 


Jak Wam się podoba?! Może ktoś używa i podzieli się swoją opinią?

sobotni Sanok [ kameralne spotkanie jest o.k]

sobotni Sanok [ kameralne spotkanie jest o.k]

Sanok jeszcze do niedawna był miastem, które kojarzyłam jedynie zza szyby samochodu mijając jego zabudowę   w drodze nad Solinę. Nie oszukujmy się, kolejny powodem jest Kaufland- jedyny w okolicy. Przeszło rok temu po raz pierwszy za sprawą Magdy, miałam okazję poznać to miejsce lepiej i od innej strony niż dotychczas. A w zeszłą sobotę pojawiła się kolejna okazja , bo po raz kolejny Magda postanowiła nas ugościć :) 

Miejsce inne niż poprzednio i chociaż na pierwszy rzut oka miałam obawy co do tego co zastaniemy w środku, było całkiem przyjemnie. Sporo sal , a w jednej z nich naprawdę piękna tapeta. Wpadła mi w oko i gdyby nie fakt, że jesteśmy po niedawno wykonanym remoncie... Na spotkaniu miało nas być wstępnie 7 ( szczęśliwa 7! ) , ale niestety Karolina nie mogła przybyć tego dnia na miejsce. 
Od samego początku towarzyszyła nam p.Gabriela, przedstawicielka firmy Sylveco. Ostatnio mam szczęście do spotykania kompetentnych i pełnych pasji osób. Tak było i tym razem. Obyło się bez nudnych prelekcji, a rozmowa toczyła się jak między dobrymi znajomymi. Miałyśmy okazję poznać nie tylko historię samej firmy, ale i powstawania kolejnych kosmetyków. Bardzo fajnie, że dano nam także możliwość wypróbowania i powąchania każdego z kosmetyków. Już wiem, że przepadłam biorąc pod uwagę zapach serii Biolaven.  Chociaż żel z miętą też mnie nęci- idealne odświeżenie na lato.

Pomiędzy  kawą a herbatą znalazłyśmy czas na tematy około kosmetyczne i nie tylko.W końcu nie samymi kosmetykami  człowiek  żyje :) Podobno...


Dopisała nam również pogoda co widać na grupowym selfie , robionym z najdłuższej ręki w tej grupie :)



Takie soboty to ja lubię...
Mały reset w życiu kosmetykomaniaczki :) 

wymianka, przesyłki  [ nowości]

wymianka, przesyłki [ nowości]

Och, ile mnie tu z Wami nie było. Pierwsze miałam kilkudniowe kłopoty z internetem, który odmówił zupełnie posłuszeństwa, później w tajemniczych okolicznościach zaginął mi kabel do aparatu i siłą rzeczy nie miałam jak podładować baterii. Ale już jestem i mam nadzieję, że nie będzie większych przerw w pisaniu.A przychodzę dzisiaj do Was z wpisem na temat wymianki organizowanej przez Szkatułkę


Zacznę od tego, że w tej wymiance nawaliłam. Jak zawsze miałam na wszystko czas i nie spieszyłam się z wysyłką, a jak już byłam zdecydowana wybrać się na pocztę okazało się, że nie mam do Justyny adresu ( a to właśnie organizatorkę wylosowałam do obdarownia) , a internet co by sprawdzić e-mail nie działa. Zdaję sobie sprawę, że czekała bez znaku życia ode mnie i raz jeszcze chciałabym przeprosić. Mam jedynie nadzieję, że paczka ode mnie dotrze cała i zdrowa i wpisze się w Twoje gusta :) 

Ja sama otrzymałam paczkę idealną. To co zaznaczyłam w swoich preferencjach zostało wzięte pod uwagę i tak oto stałam się posiadaczką...

Jestem fanką kosmetyków w saszetkach. Maseczki w takiej formie to moja mała mania, więc wiadomym było, że delikatnie je zasugeruję. Otrzymałam zestaw jak z bajki, bo każdą z nich miałam już kiedyś okazję używać i z każdej byłam zadowolona. Fajnie ,że w moje ręce wpadły także peelingi enzymatyczne, bo ostatnio tylko takich używam.

Moje drugie chciejstwo dotyczyło lakierów do paznokci. Pamiętam , że dokładnie napisałam, iż interesuje mnie róż a'la barbie. I trafiły do mnie dwa takie cuda!  Jasny róż pochodzi z serii Summer Trend i oznaczony jest nr 1. Drugi to neonowy odcień z nowej serii Butterfly Colors  - nr 3.
Prawda jest taka, że zostałam zaspokojona w związku z różowymi pazurkami, bo sama kupiłam sobie również lakier z serii Summer Trend nr 2. I mam teraz 3 piękne odcienie.

Dodatkowo jak już pewnie wiecie jestem fanką herbat. W paczce wymiankowej zostało uwzględnione i to chciejstwo. Dodatkowo w parze z herbatą otrzymałam pełną uroku filiżankę. Cudo! 

Tyle szczęścia, że ciężko to wyrazić słowami. Raz jeszcze dziękuję za prezent idealny! A paczkę przygotowywała mi Kasia  , do której zapraszam.

Jakiś czas temu brałam udział w konkursie na szybkość na profilu Laboratorium Kosmetycznego Joanny. Niestety nie załapałam się do wymaganej 10 szczęśliwców, ale w związku z tym, że byłam zaraz za nimi zostałam również obdarowana zestawem kosmetyków.  Trafiła do mnie seria Argan Oil, którą już zresztą testuję.

Wczoraj natomiast udało mi się szczęśliwym  trafem dorwać w sh'e buty z tally weijl w moim rozmiarze, idealnym stanie i pasujące do sukienki którą zakupiłam z myślą o weselu. Kosztowały mnie całe 10zł , więc nie mogłam ich nie przygarnąć. Na zdjęciach niespecjalnie się prezentują, ale w rzeczywistości są urocze. I nawet 12,5cm nie jest aż tak odczuwalne ;p 


Jutro czeka mnie cały dzień poza domem. Biorę udział w warsztatach blogerskich organizowanych przez Magdę  Spotkanie co prawda zaczyna się o godz. 11, ale z domu będę musiała wyjechać już o 6 rano. Także proszę resztę uczestniczek o zrozumienie, jeśli będę straszyć wyglądem :D   
Udanego weekendu Wam życzę ;*
08.05.2015r. Douglas [spotkanie]

08.05.2015r. Douglas [spotkanie]

Otrzeżenie! To będzie bardzo długi post, bo mam do powiedzenia i pokazania sporo :)

Ku mojemu zaskoczeniu w okolicy wtorku na mojego e-maila otrzymałam wiadomość od Ani, znanej szerszemu gronu jako Balbina Ogryzek  z zapytaniem czy nie chciałabym uczestniczyć w spotkaniu z przedstawicielkami Perfumerii Douglas. Nie musicie zgadywać- zgodziłam się w tempie ekspresowym popychana zwyczajną ludzką ciekawością. Nie będę owijać w bawełnę, W Douglasie byłam raptem kilka razy głównie dlatego, że tak naprawdę zawsze kojarzyłam ich z jakościowo dobrymi kosmetykami o bardzo wysokich cenach ( Na szczęście zostałam już wyprowadzona z błędu. Jakość owszem jest na wysokim poziomie, ale ceny są zróżnicowane i przystępne.)
Na spotkaniu usłyszałyśmy sporo o markach własnych firmy  oraz tych na wyłączność.
Natalia- Regionalny Ekspert ds.Pielęgnacji zapoznała nas z różnymi produktami przeznaczonymi do pielęgnacji twarzy i ciała. Osobiście pod względem zapachowym przypadła mi do gustu seria Beauty of Hawaii gdzie prym wiodą jako nuty zapachowe m.in lubiany przeze mnie grapefruit, konwalia czy nuty typowo drzewne.

W ogóle powinnam zacząć od tego, że pierwszy raz tak naprawdę byłam na spotkaniu podczas którego osoby prowadzące wiedziały co mówić i nie robiły tego na siłę, a z czystego przekonania o tym, że te produkty które reprezentują są dobre.Dało się odczuć energię jaka emanowała od dziewczyn. Z pasją mówiły o produktach, których same zresztą używają. Życzyłabym sobie, żeby w każdej drogerii czy perfumerii można było trafić na osoby z takim powołaniem :) 


Wracając do tematu pielęgnacji wybrałam sobie wstępnie kilka produktów , które mnie zainteresowały i jak tylko nastaną w mojej pielęgnacji braki z przyjemnością wybiorę się na zakupy.Zastanawiam się tylko czy jest w ofercie jakaś świeca do masażu, bo ostatnio mam na tym punkcie hopla i z przyjemnością wypróbowałabym coś nowego. W końcu na spokojnie mogłam zapoznać się chociaż w minimalnym stopniu z ofertą Douglasa.

Druga część spotkania była bliższa mojemu sercu ( w chwili obecnej ;p ) ponieważ dotyczyła makijażowej oferty. Kinga- Makijażysta Regionalny- zapoznała nas nowymi produktami do makijażu Douglas Make Up. Miałyśmy także okazję wypróbować innowacyjnej metody doboru podkładu dzięki Douglas Color Expert. Tak się wkręciłam w temat , że zaraz po powrocie do domu pobrałam sobie aplikację perfumerii na androida. Z tej części spotkania robiłam nawet krótkie notatki z zaznaczeniem produktów , które szczególnie zwróciły moją uwagę. Nie będę ściemniać, że jako mała gadżeciara poczułam się skuszona oryginalnie opakowanym różem Toupie Cream Blush ( na zdjęciu poniżej- w tle moje zapiski ;p ) Moją uwagę zwrócił też  granatowy kohl o fantastycznie miękkiej konsystencji i mocnym napigmentowaniu. 


Można by z nim robić cuda!  Nie obraziłabym się także gdybym weszła w posiadanie pędzla podróżnego z wymiennymi końcówkami. Niestety nie chciał się w miarę przyzwoicie zaprezentować na zdjęciu.Zaprezentowano nam także makijaż francuski , którego cechami szczególnymi są m.in czerwone usta czy mocno podkreślone brwi. Sama pozwoliłam sobie wykonać dzisiaj takie cudo, żeby sprawdzić jak czułabym się w takim wydaniu :) 
Każda z nas otrzymała również upominek od firmy. Nie muszę tłumaczyć w jaką euforię wprawiło mnie to co otrzymałam. Szczęśliwym trafem w moje ręce wpadła pianka pod prysznic z tej serii o której pisałam Wam na początku posta.Zapachowe wow! Ponadczasowa czerwień z przeznaczeniem do paznokci i do ust została przeze mnie wypróbowana z samego rana. 

Nie mogłabym nie wspomnieć o samej organizacji. Przedstawicielki Douglas przygotowały dla nas iście francuski poczęstunek. A dzięki temu, że spotkanie było kameralne mogłyśmy się wzajemnie lepiej poznać. Miłe było też to, że każda z dziewczyn reprezentujących firmę przedstawiła nam się osobiście.Nie wiem jak pozostałe dziewczyny, ale ja zwracam uwagę na takie szczegóły :) 
Mam cichą nadzieję, że będę miała  jeszcze kiedyś w życiu okazję  brać udział w takim spotkaniu,w szkole makijażu Douglas lub innym podobnym wydarzeniu podczas którego jeszcze lepiej poznam 
ideologię perfumerii.

Uff... Myślę, że nie pominęłam czegoś o czym chciałabym Wam napisać. Jeszcze nie ochłonęłam, a wczorajszy wieczór wspominam bardzo przyjemnie.
Całuję ;*
nude [makijaż]

nude [makijaż]

Majowy weekend zaowocował w kilka delikatnych i świeżych makijaży, które idealnie nadawały się według mnie na dzień, a po lekkiej modyfikacji i na wieczorne wyjście.Dzisiaj przedstawiam Wam jedną z moich propozycji w której to delikatne tym razem było i oko i usta.Coś innego niż zwykle...


Na buźce jak to ostatnio bardzo często miało miejsce podkład 123 Perfect od Bourjois, ale tym razem rumieńców nadał mi róż od Glazela w chłodnym odcieniu. Oko delikatnie podkreśliłam cieniami z jednej z paletek MUA. Odrobina brązu w połączeniu z delikatną lekko opalizującą  żółcią wpadającą w wypłowiałe złotko zdecydowanie rozświetliły powiekę. Linia wodna jak rzadko kiedy, tym razem pociągnięta kredko w odcieniu nude (lovely).Usta prawie niewidoczne za sprawą nudziaka od MUR, później nieco ożywiłam pudrowym różem od Bourjois.





Idealna alternatywa na wyjście podczas którego nie będziemy miały okazji sprawdzenia czy wszystko  o.k.  Nie ma się specjalnie co rozmazać, a i nieestetyczne osypywanie się kosmetyków jest  zminimalizowane . Jednak osobiście w takiej wersji light czuję się starsza niż jestem.
A Wam jak się podoba?!
Całuski;*
Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger