piątek, 26 czerwca 2015

odrobina prywaty, nowości

Za każdym razem wstęp wychodzi mi gorzej, zwłaszcza jeśli chodzi o nowości. No nie wiem , nie umiem się już chwalić czy co?:) 

Zacznę od tego, że czerwiec jest dla mnie pierwszym do dawna tak dobrym miesiącem pod względem wygranych. Było ambasadorstwo Rimmel, wygrana z Biodermy, kolorówka  z MUR, box od Szkatułki i... mini kombajn kosmetyczny od Importmania.pl Na te ostatnie zresztą jeszcze czekam. Cieszę się, bo dodaje mi to sił.Zwłaszcza, że w przypadku kombajny kosmetycznego zwycięstwo przyniósł mi mój post Przykro mi jednak gdy dostaję anonimowe komentarze na blogu, że za dużo teraz tych wygranych mam. Fakt, pod tym względem mi się ułożyło, ale los odebrał sobie w czym innym. Naprawa auta wyniosła blisko tysiąc złoty, a największą bolączkę przeżyłam gdy kolejny raz pewne osoby z rodziny wbiły mi nóż w serce.  Nie będę się rozwodzić nad tą sytuacją, ale wisi ona nad nami kolejny miesiąc i chociaż staram się, żeby nie było po mnie widać jak bardzo daje mi to popalić , to jednak gdzieś w środku mnie siedzi uciążliwy żal...

Zacznę od kosmetyków , które sama zakupiłam. Skusiłam się na przyspieszacz opalania, użyłam raz i od tamtej pory słońca u nas nie uświadczy takiego by można byłoby go użyć ponownie. Sam w sobie tworzy chyba lekką brązującą  poświatę , bo ciężko mi uwierzyć, że po jednej chwilowej ekspozycji na słońce moje nogi stałyby się o ten ciemniejsze :)  Mgiełkę Apis z ostatniego box'a wysyłkowego ( wybaczcie, nie pamiętam czy shiny czy glossy) odkupiłam na fb grupie. Myślę, że z czasem przygarnę pozostałe jej wersje, bo przecież mogą mi się przydać...


W związku z tym, że czesze mnie koleżanka po blogerskim fachu zakupiłam ozdobę do włosów, chociaż nie jestem pewna czy akurat tą wykorzystamy. Być może coś jeszcze od kogoś pożyczę, co będzie lepiej pasowało do mojej stylizacji. A tatuaż zmywalny zagości jutro na mojej łydce jako rodzaj biżu.Nie będę się już dodatkowo obwieszała .


Zdjęcia poniżej przedstawiają paczkę od Sylwii . Przesłała mi ona dwie herbatki oraz arsenał kosmetyków na lato. Przydadzą się podczas wakacji.Nie wiedziałam nawet, że Rossmann i jego Sun Ozon mają balsam- żel pod prysznic. W końcu będę się mogła przekonać czy i jakie efekty daje takie rozwiązanie.



 Czuję, że o czymś zapomniałam, ale nadrobię zaległości w przyszłym tygodniu. Ze względu na wesele pewnie nie będę tu szybciej niż w niedziele ze zdjęciami swojego ootd, makijażu i fryzurki.
Udanego weekendu;*






środa, 24 czerwca 2015

lubię brąz [ makijaż]

Miałam ambitne plany związane z postem porównującym moje obecne tusze do rzęs. Niestety przez nadchodzące wesele zupełnie rozbił mi się tydzień i mobilizacja do trochę bardziej wymagającej tematyki jakoś się rozeszła. Mam nadzieję, że dzisiejsze oko zrekompensuje recenzyjne braki. 
Nieskromnie powiem, że mi się podoba...

Bazą w tym makijażu jest pierwsza z moich palet MUA- matowa Winter Forest na którą kolejno nakładałam delikatnie rozświetlone cienie z Romantic Efflorescence.Usta w wersji nude - MUR Matte shade  Nude, czerwień-Smoothie framboise nr 06 Douglas. Na buźce gości Rimmel Wake me up, koloru policzkom nadaje  modelator Provoke.






Całuję ;*

poniedziałek, 22 czerwca 2015

trochę mocniej [makijaż ]

Można by powiedzieć, że makijaż który Wam dzisiaj prezentuję jest wieczorowy. Z tym, że ja właśnie dzisiaj noszę go jako dzienny... Kwestia przyzwyczajenia, upodobania, gustu....

O paletce którą go wykonałam już Wam pisałam, a jest to MUA Glamour Night- więcej o niej tutaj. W linku znajdziecie też makijaż w delikatniejszej wersji niż ten zaprezentowany dzisiaj.





A wykorzystałam...


Pozdrawiam ;*

niedziela, 21 czerwca 2015

minimalistyczne ootd [+makijaż]

Leniwy weekend się ciągnie... Pierwszy dzień lata powitał nas niską temperaturą i przelotnymi opadami deszczu. Ale że udało mi się pożyczyć adapter do kart SD nie mogłam nie wykorzystać aparatu. Dzisiaj przychodzę z postem , który ostatnio pojawił się na blogu  chyba dobre dwa lata temu...

Cenię sobie minimalizm. W moim idealnym domu każdy przedmiot będzie miał swoje miejsce , a blaty mebli będą zdobić jedynie dobrze dobrane detale. No dobra. Żartowałam. Moje chomikarstwo pewnie mi na to nie pozwoli. Marzy mi się jedynie dom pełen domowego ciepła, gdzieś w głębi lasu, z daleka od sąsiadów , a zwłaszcza daleko od kilku osób , które zatruwają obecnie moje życie.
Czasami trudno machnąć na to wszystko ręką, dlatego staram się odnaleźć swój wewnętrzny spokój...
Różnymi sposobami. W ostatnim Cosmo polecano pewną śpiewaną mantrę. Mnie wpadła w ucho. Może i Wam...


Mój makijaż dzisiaj ograniczył się tylko do stonowanego beżu i odcienia zieleni. 


W stroju postawiłam na wygodę. Jeansy czekały na mnie ładnych kilka lat, aż w końcu przytyłam na tyle, że nie lecą mi z tyłka :)  Bluzka należy do jednych z moich ulubionych , a przywiozłam ją sobie z UK.  Buty, to znane Wam już z chwalipięckiego posta  lordsy zakupiona za jedyne 12zl na all. Branso wpadły w moje ręce za sprawą mamy. Nosiła je gdy była w moim wieku:) 



Szykuję rozdanie- będą nagrody dla dwóch osób. Podpowiedzcie czy iść bardziej w Baleę czy może w kosmetyki rosyjskie/naturalne? 

Pozdrawiam;*

p.s. Na włosach jest już " Ostre chilli" od Joanny. Co prawda nie jest tak intensywnie czerwone jak się spodziewałam , ale i tak mi się podoba.

czwartek, 18 czerwca 2015

nie robię nic. [i ja i peeling do stóp Bania Agrafii]

Bardzo lubię kosmetyki zamknięte w saszetkach posiadających zamknięcie do wielokrotnego użytku. Kosmetyku jest na tyle mało, że jeśli się na nim zawiedziemy strata nie będzie duża. Natomiast gdy nam się spodoba...


No właśnie, gdy się spodoba...Niestety jest to dotychczas jedyna saszetka z Bani Agrafii , którą mam w swoich zbiorach, a bez której mogłabym się spokojnie obejść.  Zakupiłam ten peeling z myślą, że jest fajnym zdzierakiem. W końcu raz że przeznaczony jest do stóp , a tam potrzeba mocniejszego tarcia, dwa-  bo naczytałam się na innych blogach o tym jakie to mocne cudo. I w momencie pierwszego użycia mocno się rozczarowałam. Peeling owszem posiada drobiny, ale nie tak liczne jakby się mogło wydawać. Nie są także wystarczająco ostre. Prawda jest taka, że często w wiele mocniejszymi zdzierakami traktuję swoje ciało.


Jak dla mnie pachnie przyjemnie ziołowo, ale obawiam się, że ta woń nie znalazłaby sporego grona  swoich zwolenników. Ponieważ nie spisał się w roli takiej do jakiej go stworzono, musiałam mu znaleźć trochę inne zastosowanie. Używałam go jako maski do stóp. Po uprzednim wymoczeniu stópek w wodzie z solą detoksykującą nakładam w/w gagatka na stopy i zostawiam na ok 5-10 minut, w zależności od tego ile mam czasu do dyspozycji. Po takiej maseczce stopy są miękkie w dotyku, ale martwy naskórek nie ulega usunięciu, co to to nie. Po prostu wtedy uaktywnia się chyba bardziej działanie zapobiegające odciskom( bo taką rolę ma też pełnić ten kosmetyk).Wtedy nawet najbardziej niewygodne buty z kolekcji są mi niestraszne. Niestety efekt ten utrzymuje się krótko, za krótko...Rzeczoną saszetkę zużyję oczywiście do końca, ale kolejnej nie mam zamiaru kupować, chociaż koszt nie jest wysoki, bo to ok 6zł/100ml.


Trochę informacji na temat składu. Pierwsza pozycja specjalnie zaznaczona na czerwono, bo działania  tego składnika się w tym kosmetyku niestety nie dopatrzyłam...
Składniki aktywne, zawarte w peelingu, to m.in.:
  •       kamczatski pumeks wulkaniczny – widocznie usuwa zrogowaciały naskórek, zmiękcza i wyrównuje powierzchnię stopy
  •       olej z igieł sosny karłowatej – dzięki zawartości witamin E, F i aminokwasów, ma działanie silnie ochronne dla skóry
  •       olej kamforowy – ma działanie gojące i przeciwzapalne
  •       ekstrakt organiczny prawoślazu lekarskiego – dzięki zawartości garbników i flawonoidów, ma działanie nawilżające skórę i stymulujące jej procesy regeneracji.

Plusem natomiast jest fakt, że kosmetyk ten składa się w 100%  z naturalnych składników.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nic mi dzisiaj nie idzie. Popsułam ostatni adapter do kart SD, przez co nie mogę teraz  ani zapisać zdjęć  ani przerzucić już tych zrobionych na lapka. Podczas pisania tego posta wyłączył mi się zresztą dwa razy przez co musiałam zaczynać od nowa ;p  Nadłamałam jeden paznokieć i musiałam ratować się sposobem z sieci, żeby go jakoś utrzymać przy takiej długości. Marnie widzę jednak fakt, że donoszę resztę do wesela, które będzie miało miejsce za tydzień. 

Całuję;*

wtorek, 16 czerwca 2015

że niby w fiolecie [makijaż MUR]

Byłabym zwyczajnie chora, gdyby nie udało mi się jak najszybciej sięgnąć po najświeższy nabytek- paletkę wygraną u Agi i Gosi . Już po jej odpakowaniu i przemacaniu zwróciłam uwagę na różnicę w konsystencji i jakości cieni w porównaniu do palety MUR , którą posiadam już jakiś czas. Obie były zakupione w UK, więc trochę dziwi mnie ta różnica. Nie mniej jednak teraz już wiem, że te cienie mogą się podobać i współpraca z nimi nie jest tak toporna jak z tamtą paletką. Zastanawiam się jednak czy cienie różnią się między sobą ze względu na to, że pochodzą z dwóch odmiennych serii MUR czy zwyczajnie ja źle trafiłam ze swoim "Eat, sleep, makeup , repeat". Wersja którą otrzymałam to Essential day to night .



Oczywiście rano zaczęłam od prania pędzli i myślałam już , że niestety nie uda mi się za ich sprawą dzisiaj nic stworzyć. Jak już przeschły pojawił się problem z wyborem kolorów. Najchętniej spróbowałabym wszystkie jednocześnie, ale rozsądek tym razem wygra i zdecydowałam się na użycie....  7  z 12 kolorów :) No cóż chyba jednak coś nie tak z tym rozsądkiem.



Na zdjęciu poniżej oznaczyłam Wam kolory jakich użyłam. Konsystencja cieni w paletce też jest zróżnicowana. Jedne w moim odczuciu są bardziej kremowe inne sypkie. Jednak bez względu na różnice współgrają ze sobą  idealnie. Na buźce tym razem Rimmel i jego Wake me Up, bo zabrałam się pełną parą do testów. Co do podkładu mam mocno mieszane odczucia, tusz natomiast jest o.k.


Wy o tym nie wiecie, ale ja tak- dzisiaj miał powstać jakiś delikatny makijaż. Wyszło jak zawsze! :) 
Pozdrawiam;*

P.s. Do wszystkiego trzeba dorosnąć. Ja po raz pierwszy w życiu w zeszłą sobotę  ubrałam złotą biżuterię. Jeden z tych pierścionków czekał na ten moment dobre 14 lat :) Ale swojej ślubnej na żółte złoto mimo wszystko bym nie zamieniła ;p 

piątek, 12 czerwca 2015

zakupy i wygrane

W ostatnich dniach przybyło mi kilka drobiazgów , więc postanowiłam pokazać Wam co  dobrego będę miała okazję testować. Udało mi się także skorzystać z biedronkowej promocji na książki, więc i o nich trochę w tym poście.

Zacznę od smakołyków. Dla mnie zupełna  nowość herbaciana , dwa trochę nieprzewidywalne smaki. O połączeniu melisy z pomarańczą już słyszałam.Ale żeby z truskawką?! Co do drugiej to trochę burzy mi szyki, bo osobiście wolę ciacho do herbaty, a nie w herbacie. Nie mniej jednak faktycznie smakuje jak domowe wypieki. 


Kolejno pozwoliłam sobie na małe zakupy w Rossmanie i DC( płyn do higieny i deo dla męża).
Po tym jak moja paletka korektorów zakończyła swój żywot na płytkach musiałam przygarnąć coś nowego. Stanęło na Wibo, bo spodobał mi się w niej dodatek rozświetlacza, którego w poprzedniej nie miałam. Udało mi się jednak trafić tylko na jeden jedyny niemacany okaz- odbity paluch na rozświetlaczu to już moje domowe dzieło.Koszt nieco ponad 14zł. A ponieważ moje włosy cierpią w te upały skusiłam się na ochronny olejek, za ok 7zł. Był już w użyciu i nie dość że ładnie pachnie to wygładza i ładnie nabłyszcza włosy.  Zachwycił mnie natomiast deo od  Sanex. Używam go od kilku dni  i jako jedyny kosmetyk tego typu pachnie wieczorem tak samo intensywnie jak rano zaraz po użyciu.Na pewno pokuszę się jeszcze o zakup innych wersji. 



W SH dorwałam bransoletę niestety próby zrobienia jej normalnych zdjęć spełzły na niczym. A w rzeczywistości jest taka piękna. Zapłaciłam za nią 7zł. Na żywo złote aplikacje wyglądają jak postarzone, ale musiałam trochę podrasować to zdjęcie, bo nic a nic nie było widać.


Do poczytania wybrałam w tym miesiącu Avanti i Claudię. Głównie z myślą o przeglądzie stroi kąpielowych. Nie zawiodłam się, bo w obu gazetach przeznaczone jest na tą tematykę kilka stron. Trzymam się jednak wersji upatrzonej na all z cichą nadzieją, że bez problemu trafię przy zamawianiu z rozmiarem.


Wiem, że jest lato, ale nie mogłam się nie pochwalić botkami otrzymanymi od mojej bratowej , która nie trafiła z rozmiarem i przekazała je w moje ręce ;* W rzeczywistości ich kolor to ciemny granat.Fajne, bo ocieplane również w środku, w sam raz dla takiego zmarzlucha jak ja.


Chwilę temu odebrałam natomiast ambasadorską paczkę od Rimmel. Tak bardzo cieszę się z faktu, że w końcu będę mogła przetestować  podkład Wake me Up.Nadchodzi kilka imprez rodzinnych , więc pasuje zabłysnąć. A co! :)  Gdybym wiedziała, że ten podkład tak przyjemnie pachnie sięgnęłabym po niego o wiele wcześniej.


I na koniec prezentuję Wam swoje zakupy książkowe. Wszystkie pozycje przygarnęłam wczoraj podczas zakupów w Biedronce. Z chęcią dobrałabym jeszcze jakieś tytuły z dominującej w tym poście serii, ale niestety w moim oddziale dostępne było tylko te pięć pozycji. Jako szósty tytuł dobrałam sobie lekki i ironiczny poradnik.



A Wy co dobrego ostatnio upolowałyście?!

czwartek, 11 czerwca 2015

Amazonia [ sól do kąpieli Amazonas]

Deszczowy las...     na przemian z nieba spadają na ziemię promienie słoneczne przeplatając się ze strugami deszczu....       do ziemi dociera jednak zaledwie niewielka ilość wody, bo gęste korony drzew tworzą naturalną ochronę....      jest gorąco, bardzo gorąco....      przez wilgotne powietrze ciężko złapać oddech....     do płuc docierają jednak orzeźwiające nuty....    tropikalna  roślinność czaruje swoim zapachem....





Dane mi było móc się zapomnieć. Znaleźć w tym rozszalałym świecie chwilę  na to, by przenieść się do Amazonii- gdzie czas płynie zupełnie inaczej.  Sól trafiła do mnie za sprawą Bathing .Niejednokrotnie miałam do czynienia z tego typu kosmetykami, przerabiałam także perełki, tabletki musujące, proszki czy kule. Ale faktycznie orzeźwienie i relaks przyniosła mi ta 60g saszetka. Drobiny nie przypominają standardowej soli, są drobniejsze , dzięki czemu szybciej ulegają także rozpuszczeniu w wodzie. Ich aromat wyczuwalny był jeszcze gdy saszetka grzecznie czekała na swoja kolej. A ponieważ jestem fanką gorących kąpieli ( tak wiem, że nie służą one urodzie, ale nie zamierzam sobie odmawiać ) klimat w mojej łazience na czas kąpieli przypominał pewnie chociaż odrobinę amazońskie warunki. 


I chociaż było gorąco, a wilgotność powietrza znacząco wzrosła czułam orzeźwienie. Gdybym miała  powiedzieć, co było wyczuwalne w tej soli, to bez zastanowienia powiedziałabym, że był to ciepły letni deszcz. Taki przyjemny zapach unoszący się w chwilę po zwilżeniu wyschniętej ziemi przemieszany z lekką, zmrożoną miętą. Trochę później docierały do mnie tropikalne, owocowe nuty. Co prawda mango nie wywąchałam, ale limonkę bez wątpienia dało się  wyczuć.


Sama sól rozpuściła się szybko i do ostatniego kryształka. Woda lekko zmieniła kolor  tworząc delikatnie zieloną poświatę. Zapach utrzymywał się przez cały czas kąpieli. Na ciele był jednak  wyczuwalny przez chwilę. Dla mnie na plus, bo używam specyficznie pachnącego masła do ciała i boję się myśleć, co powstałoby z połączenia tych dwóch zapachów. Skóra nie była wysuszona.Na wannie nie pozostał żaden paskudny osad, a czasami w przypadku niektórych kosmetyków ma to niestety miejsce. Wiem doskonale jak to jest szorować wannę zaraz po relaksującej kąpieli. Cały dobry nastrój pryska jak mydlana bańka.


Dobrze wiedzieć, że o kondycję naszej skóry dba m.in olej z nasion słonecznika czy też masło z mango. Lepiej czuję się także z myślą, że kosmetyk który zastosowałam nie posiada w swoim składzie składników pochodzenia zwierzęcego. Nie ma też SLES  , a wiem, że dla niektórych z Was jest to niesamowicie ważne. Przyznam, że mam ogromną chęć na kolejną wyprawę do Amazonii, chociaż na stronie kusi mnie także kilka innych połączeń zapachowych. Kąpiel w owocach- to byłoby to!  Dla dociekliwych Amazonas pochodzi  z nowej linii The New World of Scents "Nowy Świat Zapachów" - Dresdner Essenz . Dostępny jest również żel pod prysznic, o tym samym zapachu. Miło, że wzięto pod uwagę fakt, że nie każdy jest posiadaczem wanny. W takich chwilach zaczynam jednak trochę żałować , że nie posiadam kabiny prysznicowej. Taki orzeźwiający prysznic o poranku .... w tropikach.... 



środa, 10 czerwca 2015

nowości kosmetyczne [wyprzedażowy joybox]

W końcu się doczekałam! Po przeszło tygodniu dotarło do mnie wyprzedażowe pudełeczko joybox.
A paliło mi się do niego, oj paliło :) 

Wersja wyprzedażowa była zbieraniną produktów pochodzących z każdej wcześniejszej edycji. Różniło się jednak ceną i ilością, bo koszt z przesyłką wynosił 39zł, a do wyboru było 6 kosmetyków. Było z czego wybierać, ale co ciekawsze kąski szybko się rozeszły. 


Ja wykorzystałam okazję i przygarnęłam kolejne kosmetyki firmy Apis Natural Cosmetics. Są to już kolejno 5 i 6 nabytek tej firmy w mojej kolekcji. Tak bardzo przypadły mi do gustu, że teraz przy każdej najbliższej okazji będę starała się poszerzać swój zbiór. Najlepsze w tym pudełku jest to, że za oba te kosmetyki w normalnym sklepie  zapłaciłabym tyle co tutaj za całe pudełeczko. Można więc spokojnie powiedzieć, że kolejne cztery produkty  otrzymałam za darmo :)Mogę jedynie dodać, że seria z jaśminem, z której pochodzi poniższy krem do rąk pachnie obłędnie. Można się zapomnieć. Maseczka jest dla mnie nowością, ale skoro spisuje się u mnie ich serum i peeling enzymatyczny, myślę że i w tym przypadku nie będzie inaczej.


Kliknęło mi się także na  balsam do ciała z masłem shea od Organique. Takich kosmetyków nigdy dość. Wcześniej miałam okazję używać tylko dwóch peelingów z tej firmy , więc pora na coś bardziej konkretnego  .


Kolejno mój wybór padł na miniaturkę bazy Smashbox. Przyda się, zwłaszcza że szykują nam się na wakacjach dwa wesela i czuję że pogoda może mocno dać w kość.  Przyda się coś co pomoże przetrwać mojemu makijażowi te ekstremalne warunki. Z kolorówki dobrałam sobie jeszcze konturówkę od Mary Kay. Zaskoczył mnie trochę kolor, bo myślałam, że dostępne są tylko w wersji czarnej, a mnie trafiła się piękna butelkowa zieleń. Noszę ją już zresztą na oku. Skusiłam się natomiast głównie dlatego, że nie miałam wcześniej do czynienia z tą firmą i byłam zwyczajnie ciekawa.


Dla rozkoszy ciała wybrałam olejek do kąpieli. Chyba jako jedna z nielicznych nie miałam jeszcze okazji testować nic od Kneipp. A że mam w domu wannę szkoda byłoby nie wykorzystać możliwości. Wąchałam go już oczywiście i pod względem zapachu jest ok. Ciekawią mnie  natomiast jego właściwości pielęgnacyjne. 


Ja jestem zadowolona.Jak z każdego pudełeczka zresztą. Ciekawi mnie jednak, czy ktoś z Was również skusił się na zakup, a jeśli tak to jakie produkty wybraliście?!

wtorek, 9 czerwca 2015

Mój sposób na jędrną i zdrową skórę [pielęgnacja twarzy]

Pisałam Wam ostatnio o mojej dość okrojonej pielęgnacji skóry ciała, dzisiaj przyszła kolej na twarz. W tym przypadku będzie sporo do czytania i oglądania, bo sporo się u mnie dzieje w tej kwestii. 
Zapraszam do dalszej lektury.


Był taki okres w moim życiu , że kolejne spojrzenie w lustro przyprawiało mnie dodatkowo o ból głowy. Trądzik , przebarwienia... Walczyłam z nimi wtedy jak mi się wydawało w najlepszy sposób- wysuszając - nie tylko wykwity , ale i całą skórę. Od skrajności w skrajność- do czasu gdy odkryłam  bardziej naturalne niż dotychczas rozwiązania. W mojej kosmetyczce zaczęły pojawiać się kosmetyki bez alkoholu, a sporo z nich można zaliczyć także do grona  "naturalnych".



Zacznę od rzeczy dla mnie najważniejszej - oczyszczania. Dopiero niedawno odkryłam jak robić to prawidłowo, chociaż mogłoby się wydawać, że to taka prosta sprawa. Obecnie używam do oczyszczania  twarzy m.in  szczoteczki  oraz do demakijażu mini wersji Glov. Ze względu na to, że często się maluję, ten pomocnik jest niezastąpiony. Inaczej straciłabym fortunę na płatki kosmetyczne. Już nie do oczyszczania, a w celu pobudzenia mojej skóry do działania raz w tygodniu roluje swoją buźkę derma rollerem  z igiełkami o długości. 0,5 mm. Coś co dla innych byłoby dramatem , mnie sprawia czystą przyjemność.



Prócz gadżetów w kwestii oczyszczania nieocenione są kosmetyki. Obecnie do odświeżania buźki w ciągu dnia używam wody oliwkowej z Ziaji. Dogłębne oczyszczenie zapewnia mi Dzięgciowa maseczka Banii Agrafii. Zaprzestałam używania peelingów mechanicznych na rzecz enzymatycznego cudaka z Apis, który podbił moje serce. Nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego na zdjęciu znalazł się także płyn micelarny Biolaven- dobrze się spisuje, a jak pachnie... 



Pomimo tego, że staram się swoją buźkę nawilżać jak najlepiej czasami pojawiają się dodatowe problemy. Stosuję wówczas różnego rodzaju kapsułki o działaniu nawilżającym, a także przeciwzmarszczkowym. Często sięgam po gotowe maski np. te z Ziaji, bo służą one mojej cerze. Umiłowałam sobie także glinki, ale nie zawsze znajduję czas na to by móc je nałożyć. Codziennie natomiast rozpieszczam swoje lica gruszkowym serum Apis, oraz żurawinowym kremem inteligentnie nawilżającym z GoCranberry. O okolice moich oczu dba natomiast Sylveco, który nie tylko nawilża, ale i koi. Z ciężkich fluidów przerzuciłam się w okresie letnim na ten z Iwostinu wzmacniający dodatkowo naczynka krwionośne.




Dodatkowo staram się, chociaż raz dziennie - rano lub wieczorem- podczas nakładania kosmetyków nawilżających wykonywać masaż szyi i twarzy, bo grawitacja jednak zaczyna powoli działać.Nie mniej jednak nie zawsze jest czas i nie zawsze są chęci. Nie będę oszukiwać, ale to zwykle na weekendach, chociaż teoretycznie mam więcej czasu ograniczam mocno swoje działania pielęgnacyjne. W tygodniu natomiast staram się to wszystko nadrobić :) 

A Wy jakich kosmetyków do pielęgnacji twarzy używacie? Może jesteście w posiadaniu ciekawych gadżetów?



Post bierze udział w konkursie „Piękna cera z Importmanią“ organizowanym przez http://importmania.pl/


poniedziałek, 8 czerwca 2015

pierwsze zamówienie [zalando]

Kilka dni temu pisałam Wam o tym, że dostałam się do projektu reklamującego Zalando.pl, a dzisiaj przychodzę z postem dotyczącym moich pierwszych zakupów w tym sklepie.

Jak wiecie ostatecznie zdecydowałam się na zakup trzech ubrań, a właściwie dwóch ubrań i jednego dodatku. Dla przypomnienia były to : 
Każda z tych rzeczy w momencie zakupu była na promocji, a rozkład cenowy prezentował się wówczas tak :  sukienka -41,60zł , chusta - 29,50zł , koszulka- 27,30zł
Dzisiaj przed południem odebrałam swoje zakupy i mogę podzielić się z Wami moim pierwszym wrażeniem na ich temat .Po pierwsze ze względu na lekkość i małe gabaryty mojego zamówienia, nie otrzymałam go w tym uroczym pudełeczku prezentowanym w reklamach , a w formie listu. Po otwarciu mile zaskoczył mnie dodatek w postaci reklamy zawierającej w środku dwie kawy w saszetkach. Przyznaję szczerze, lecę na takie  dodatkowe bajery. A dobra kawa nie jest zła, jak to mówią :) 

Na pierwszy rzut zaprezentuję Wam chustę z której jestem naprawdę bardzo zadowolona.Miękki , zwiewny i co ważne nie sztuczny materiał przyciągnął mnie do siebie już na starcie. Podoba mi się także kolorystyka, która jest nawet intensywniejsza niż na zdjęciu podglądowym umieszczonym na stronie sklepu. A ponieważ mam już upatrzone nowe bikini, wiem, że będzie mi do niego pasowała jak ulał.


Przy sukience nieco się przestraszyłam. Co prawda wzięłam rozmiarową S-kę, ale po wyciągnięciu sukienki przeraziła mnie nieco jej długość- zupełnie niepotrzebnie, bo jest ona wiązana na szyi , przez co całość się wydłuża. Przy moich 168cm wzrostu sięga mi minimalnie przed kolano, a tym samym trafia w moje gusta idealnie. Tu także materiał jest oddychający i miło ją na siebie włożyć.Co do samego printu nie mam żadnych zastrzeżeń, a wręcz jestem zachwycona :) 




Ostatnią zamówioną przeze mnie rzeczą jest prosta biała bluzeczka, którą tak jak już wspominałam kupiłam z myślą, o założeniu "pod" coś. I w tym przypadku trochę zaskoczyła mnie rozmiarówka, bo marzyłam o dość obcisłym odzieniu i zamówiłam rozmiar XS. Bluzeczka natomiast jest na mnie dość luźna i spokojnie mogłaby ubrać ją M z mniejszym biustem. Nie jest to dla mnie jakaś wada, bo i tak będę ją nosić, tylko do innych stylizacji niż te o których myślałam wstępnie. Jest to jedyna w zakupionych przeze mnie ubraniach rzecz pochodząca  z linii Zalando Essentials i zastanawiam się czy w przypadku każdego z ubrań z tej serii występuje ten sam problem z rozmiarami czy dotyczy to wyłącznie tych bluzeczek. Do materiału przyczepić się nie mogę.


Jakość ubrań jest zadowalająca, czas przesyłki także. Być może już niedługo będę składać kolejne zamówienie tym razem z myślą o Ślubnym i wtedy już dokładniej wyrobię sobie zdanie na ich temat.


A Wy zamawiałyście już coś?! Jak wrażenia?