Algi morskie i bioenzymy w natarciu [ peeling enzymatyczny Apis ]

Algi morskie i bioenzymy w natarciu [ peeling enzymatyczny Apis ]

Przed sanockim spotkaniem blogerek korzystając z uprzejmości  Gabi  nabyłam kilka kosmetyków firmy Apis. Dzisiaj przyszedł kres na zakupiony wówczas peeling enzymatyczny w związku z czym chciałabym o nim napisać kilka słów.




Z firmą poznałam się kilka lat temu jeszcze w szkole kosmetycznej i chociaż pracowaliśmy na różnych kosmetykach to właśnie ona podbiła moje serce zarówno prostotą opakowań jak i skutecznością w działaniu. Ponieważ rzadko korzystam już z peelingów mechanicznych ( a właściwie w tym roku używałam produktów tego typu raptem 4 razy ) z chęcią sięgnęłam po peeling enzymatyczny. Wersja którą wybrałam czyli z bioenzymami i algami morskimi pochodzi z serii profesjonalnej, ale nie ukrywajmy bez problemu można zakupić te kosmetyki w sieci. Bez wątpienia plusem tego kosmetyku jest opakowanie. Cenie sobie funkcjonalność, a to własnie zapewnia nam pompka za pomocą której bez problemu możemy wydobyć odpowiednią ilość. Buteleczka mieści w sobie 100ml produktu , który namiętnie używałam od połowy maja do dzisiaj ( właśnie opróżniłam buteleczkę do cna) z częstotliwością 2-3 razy w tygodniu. Przyznam , że producent nakazuje nałożyć go na 5-7 minut, ale u mnie czas ten wydłużał się czasami nawet do 20 i nic złego na buźce się nie działo. 


Warto zaznaczyć, że produkt ważny jest do 8 miesięcy od otwarcia. Siłą rzeczy przy użyciu chociażby jeden raz w tygodniu jesteśmy w stanie zużyć go przed upływem tego czasu.  Głównymi sprawcami w peelingu są  bioenzymy keratynolityczne , które rozpuszczają martwe komórki naszego naskórka. Dodatkowo w składzie odnajdujemy ekstrakt z alg morskich, chociaż w składzie wyprzedzają go m.in  grejfrut, zielona herbata, cytryna , aloes czy ginko biloba. Efekt po użyciu bardzo mnie zadowala. Skóra jest zmiękczona , ale jednocześnie wygładzona i przyjemna w dotyku. Wchłania kolejno użyte kosmetyki jak gąbka( ja stosuję po nim serum nawilżające również tej samej firmy), a co za tym idzie późniejszy efekt jest jeszcze wyraźniejszy.  Przymierzam się do zakupu kolejnej buteleczki, ale to dopiero w przyszłym miesiącu, bo muszę przygarnąć kilka innych profesjonalnych pomocników. Koszt w zależności od źródła zakupu waha się w przedziale 23-30zł.

Macie doświadczenia z tą firmą? 



Historie prawdziwe [które warto przeczytać... ]

Historie prawdziwe [które warto przeczytać... ]

Kto śledzi mojego bloga ten wie, że w ostatniej liście życzeń  wspominałam o czterech propozycjach książkowych , których byłam ciekawa. Bardzo ciekawa... udało mi się w tym miesiącu przygarnąć dwie z nich i muszę powiedzieć , że....

Skorzystałam z zakupów w internetowym sklepie wydawnictwa Znak. Obie książki zakupiłam na wyprzedaży  -60% i zapłaciłam za nie 5,96zł/szt. Obie pochodzą z serii Historie Prawdziwe i bez wątpienia są dramatami. Tak wyszło, że generalnie każda z nich wiąże się tematycznie z dziećmi, ale dotyka różnych problemów. 


Zaczęłam od "Ocal mnie od złego" z przekory. Co prawda bardziej interesował mnie drugi tytuł, ale musiałam sobie dawkować przyjemność czytania. Chociaż z drugiej strony ciężko mówić o tym stanie gdy czyta się tak straszne rzeczy....Narratorką pierwszej książki jest dziewczyna będąca uczestniczką dramatycznych wydarzeń. W życiu ludzkim czasami tak bywa, że to co najpierw wydaje się rozwiązaniem idealnym z czasem staje się przekleństwem. Jako małe dziecko trafia pod opiekę starszej pełnej miłości i doświadczenia kobiety. Sytuacja ta zdaje się być wybawieniem i dla niej i dla jej rodziców , którzy nie są w stanie zapewnić jej tego co najlepsze. W chwili przekazania dziecka nikt nie zdaje sobie sprawy z tego  co przyniosą kolejne lata pod opieką Eunice- religijnej fanatyczki . Zaszczute dzieci z czasem zostają praktycznie odczłowieczone ( autorka książki była pod opieką kobiety-tyrana wraz z innymi dziećmi) . Przez wiele lat nikt nie wie co tak naprawdę dzieje się za przysłowiowymi "zamkniętymi drzwiami". Czytając ciężko uwierzyć w to, że jeszcze kilka lat temu te zdarzenia działy się naprawdę. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jakim poniżeniem psychicznym był stosowany w tym domu system kar.Polecam, chociażby po to, żeby uświadomić sobie do czego są zdolni z pozoru normalni ludzie. Gdyby ktoś zainteresował się incydentami mającymi miejsce w tej rodzinie zastępczej może udałoby się przerwać ten dramat zanim na dobre odcisnął się on w psychice i pamięci tych dzieci.


"Pomóc Jani" to książka , która stanowczo o wiele bardziej mi się podobała biorąc pod uwagę tematykę. Tym razem autorem i narratorem w powieści jest ojciec dziewczynki. Opisuje on ich ciężką drogę od narodzin do postawienia diagnozy ich dziecku, która dla nich brzmiała jak wyrok... schizofrenia.Sama mam w dalszej rodzinie dwie osoby które borykają się z tym problemem, ale u nich choroba uaktywniła się już w dorosłym życiu. W książce czytamy natomiast o przebiegu tej choroby u bardzo  małego a jednocześnie inteligentnego dziecka. Walka jaką toczą jej rodzice każdego dnia o to by nie skrzywdziła siebie lub kogoś z otoczenia wydaje się być bez końca. Choroba doprowadza do tego, że w wieku 5-6 lat dziecko próbuje kilkukrotnie popełnić samobójstwo. Przechodzi przez szereg terapii , ale w każdym z szpitali jej problem zsuwany jest gdzieś na boczny tor. Przez cały czas starano się jej pomagać jedynie metodą prób i błędów co przynosiło często zupełnie odwrotny od zamierzonego efekt. Sami rodzice przechodzili od depresyjnych stanów do euforii ( w momencie gdy pojawiała się odrobina nadziei). Każdy kolejny dzień stawiał ich przed wyborem mniejszego zła...  Jeśli chcecie  wiedzieć czy udźwignęli ciężar opieki nad chorym dzieckiem i z jakim skutkiem- zapraszam do lektury.


Wydaje mi się, że jestem wrażliwą osobą. Czytałam sporo opinii, żeby zwyczajnie nie sięgać po te pozycje gdy rządzą nami emocje. Przeczytałam. Wstrząsnęło, ale chyba nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić, że być może gdzieś obok są osoby borykające się z takimi samymi problemami. Chyba w ludzkiej naturze już tak jest, że jeśli nie doświadczymy czegoś sami, to nie jesteśmy tak na dobrą sprawę poczuć tego co te osoby w danej chwili. Mogę  tu napisać, że były to dramatyczne zapiski (  które czytałam z zapartym tchem), ale byłoby to w pewnym sensie gołosłowne , bo  prawdziwy dramat przeżywały wyłącznie te osoby , które brały udział w tych wydarzeniach. Każdy kolejny przekaz czy słowny czy pisemny umniejsza tragiczności tym historiom...

jesiennie [makijaż]

jesiennie [makijaż]

W ostatnim czasie bardzo ciężko o dobre zdjęcia makijażu . Pogoda za oknem paskudna, a do naszego pokoju normalnie nie wpada zbyt dużo światła , a co dopiero teraz  gdy na zewnątrz taka szarówka. Nie mniej jednak wstałam dzisiaj dość wcześnie i udało mi się złapać chwilowy przebłysk słońca.

Makijaż wykonałam paletka no name na 120 cieni. Użyłam podkładu Wake me Up -Rimmel, modelatora od Dr.ireny Eris, pudru Ingrid. Usta tym razem są zasługa MUA i jego Power Pout. Na rzęsy dla odmiany nałożyłam mascarę Bourjois Black Jack ze złotymi drobinami . I tyle.




Uciekam cieszyć się deszczową niedzielą. 
Całuję :
nowości w garderobie [hurtownia awanti, allegro]

nowości w garderobie [hurtownia awanti, allegro]

Wspominałam na  fb , że czekam na zamówienie z hurtowni Awanti i wtedy pojawię się z postem z nowościami. Chwilę temu odebrałam swoje zamówienie więc pozwolę sobie napisać o moich odczuciach w związku z zakupami w tym sklepie. 

Od pewnego czasu w hurtowni pojawiła się opcja zamówień detalicznych. Doliczana jest wówczas jednorazowa opłata i prowizja od zamówienia przez co zakupy nie wydawały się opłacalne. Udało mi się uzbierać jednak zamówienie na więcej niż 20 sztuk wymaganych do zamówienia hurtowego. Sama dla siebie przygarnęłam z tej puli 9 rzeczy. Jakość jest różna. Połowa ubrań posiada metki, inne nie. Wśród zamówionych ubrań trafiały się firmy których nie znałam , ale były też rzeczy z Bonprix czy Atmosphere. Jestem zdania, że nie w każdym przypadku za wyższą ceną szła lepsza jakość i odwrotnie. Najdroższa z wybranych przeze mnie rzeczy to legginsy ( różowe) za które dałam 12 zł, a ich cena z metki to 20 euro.


Co do samych zakupów mam mieszane odczucia. Zamówienie wysyła się na e-mail podając nr katalogowe produktów, co jest sporym utrudnieniem, zwłaszcza gdy na zamówienie "składa się" kilka osób. Po kilku dniach otrzymałam wiadomość o tym co jest dostępne a co nie. Ku moim obawom nie była dostępna tylko jedna z zamawianych rzeczy więc nie tak źle jak czytałam na innych blogach.  Po wpłacie wysyłka kurierem została szybko dostarczona. Zaskoczona byłam trochę opakowaniem, bo tego, że ubrania będą nieofoliowane  się spodziewałam ,ale całość była zwyczajnie wpakowana do  foliowej torby  od kuriera bez żadnych innych zabezpieczeń. Z doświadczenia wiem , że takie paczki lubią się czasami rozerwać. Nie przedłużając przedstawiam Wam wybrane rzeczy. T-shirty są różnej jakości , najgorsze opisałabym jako te pochodzące od chińczyka, ale biorąc pod uwagę ceny w hurtowni i tak uważam, że warto było je zamówić.Legginsy mnie zadowalają, ale muszę przyznać, że są bardzo długie. Zamówiłam dwie pary w rozmiarze xs i jedną parę s, ale każde trzeba skrócić o mniej więcej 8-10cm. ( a mam prawie 170cm wzrostu)







Zakolanówki są w porządku biorąc pod uwagę, że kosztowały tylko 6,50zł/para. Kiedyś kupiłam identyczne w jakimś sklepie za praktycznie 3x tyle. 



Jakiś czas temu ( o czym pisałam na fb) dokonałam udanej wymiany na vinted i takim sposobem trafiły do mnie baleriny. Później już na allegro zamówiłam kwieciste botki za 25 zł , a w których jestem zakochana po uszy. Dodam tylko, że własnie w pobliskim chińczyku są dostępne za 42 zł. 





I to by było tyle dobrego :) 
Całuję :*

Multifunkcyjny mus CC [Venus]

Multifunkcyjny mus CC [Venus]

Tegoroczne lato przyniosło za sobą kilka rodzinnych imprez. Jak wiecie jestem bladziochem więc rozważałam zakup samoopalacza czy dobrych rajstop w spray'u co by nabrać trochę koloru.Sprawa rozwiązała się sama wraz z pojawieniem się kolejnej edycji Joybox w której to otrzymałam mus do ciała firmy Venus.



Napis 8w1 w ogóle do mnie nie przemawia , bo aż w taka wielofunkcyjność nie jestem jednak w stanie uwierzyć. Nie mniej jednak napis color correction zwrócił moją uwagę.  Powiedzcie same czy nie przemawiały by do Was slogany obiecujące równomierny i naturalny odcień opalenizny, nawilżenie i co dla mniej najważniejsze efekt utrzymujący się do pierwszego mycia?! Mnie zaciekawiło czy poradzi sobie z moimi bladymi nogami, na których pojawiło się kilka pajączków i które do zasinień są niezwykle podatne. Śluby kuzynostwa były za pasem , a ja zdecydowałam postawić wszystko na jedną kartę i zastosować na sobie mus.


Po otwarciu tubki przeraził mnie kolor. Dość ciemny brąz z zatopionymi drobinkami wydawał mi się o wiele za ciemny. Nie miałam jednak nic do stracenia prócz ewentualnych kilku minut na dodatkowy prysznic. Zaaplikowałam więc mus początkowo jedynie na nogi( później na resztę ciała). Efekt wbrew pozorom był dla mnie zadowalający. Zresztą możecie zobaczyć różnicę "przed" i "po" na powyższym zdjęciu. Faktycznie jak zapowiada producent  mus dopasowuje się do każdej karnacji. Nie mniej jednak u osób które naturalnie mają ciemniejszy odcień skóry efekt nie będzie tak spektakularny.  Obawiałam się, że kosmetyk z czasem będzie się miejscowo ścierał i brudził ubranie. Wysokie temperatury podczas obu wesel zweryfikowały i ten aspekt kosmetyku. Nic się nie starło, nie pojawiły się na moim ciele plamy. Jedyne czego mogę się przyczepić to trudna aplikacja w dość problematycznych miejscach jak kostki, kolana czy łokcie. Trzeba było poświęcić im troszkę więcej czasu, żeby dobrze zaaplikować mus. Ogólnie skóra wyglądała na muśniętą słońcem i zdrową.


Nie jestem zgodna z punktem mówiącym o łagodzeniu podrażnień czy intensywnym nawilżeniu. Pod tym względem jest zwyczajnie przeciętny. Zresztą dla mnie to produkt od zadań specjalnych i na wyjątkowe okazje. Jakoś nie wyobrażam sobie użycia  kosmetyku na co dzień. Fakt  faktem działanie wyrównujące koloryt  mi się podoba, ale nie odczuwam potrzeby takiej formy upiększania się każdego dnia :) Z tego co wyczytałam w sieci koszt 200ml tuby to ok 14zł.

Miał ktoś okazję próbować? Jakie są Wasze odczucia?:)

Korekcja od Iwostinu [Correctin Capillin]

Korekcja od Iwostinu [Correctin Capillin]

Iwostin i kolorówka...Do czasu spotkania w Sanoku nie miałam pojęcia, że firma ta specjalizuje się także w produkcji  tego typu kosmetyków. Przyznam szczerze, że początkowo  zaintrygowało mnie bardziej jego lecznicze działanie niż krycie. Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam do dalszej części posta.


Fluid wzmacniający jak pisze o nim producent przeznaczony jest  głównie dla buziek z problemami naczynkowymi. Ja co prawda nie mam widocznych pajączków, ale problem z zaczerwienieniem skóry zwłaszcza  przy nagłej zmianie temperatury  czy w stresowych sytuacjach się u mnie pojawia. Na opakowaniu widnieje napis TRWALE KRYJĄCY . Wczytując się dalej producent wyjaśnia to stwierdzenie przypisując fluidowi  trwały efekt krycia... do 8 godzin. 


Samo opakowanie to przyjemna miękka tuba z której łatwo zaaplikować kosmetyk.  Aplikator wąski niczym dla kosmetyku do stosowania punktowego. Konsystencja średnio gęsta, ale trochę toporna przy nakładaniu. Ja nie wyobrażam sobie aplikacji tego fluidu w inny sposób niż dłońmi. Pędzel czy gąbeczka nie są wg mnie w stanie 100% rozprowadzić produktu.


Mój odcień  nosi nazwę jasnego, dostępne są też wersje : naturalny oraz ciepły beż. Powiedziałabym, że to odpowiednich większości moich podkładów w kolorze tzw. ivory. Ładnie dopasowuje się do skóry i nadaje jej zdrową poświatę. Takie przyjemne rozświetlenie bez przesadnego efektu. Co do krycia... Mam mieszane uczucia. Bez wątpienia wyrównuje koloryt. Nie przesusza skóry , chociaż zdarza mi się go aplikować bezpośrednio na twarz bez użycia kremu czy bazy. Nie obciąża skóry i tak naprawdę nie czuć, że mamy na buźkę nałożony kosmetyk kolorowy.


Niestety z przebarwieniami po wypryskach radzi sobie już średnio. Na poniższym zdjęciu możecie obejrzeć moje policzki. Jeden pokryty fluidem, drugi bez. Różnicę bez wątpienia widać. Niestety na brodzie z którą generalnie mam problemy, na wersji z fluidem przebijają się czerwone plamki. Nie są one bardzo wyraźnie i wystarczy użycie odrobiny korektora, no ale jednak...


Sam kosmetyk posiada dość wysoki filtr , bo 30 SPF. Zawiera w sobie także ekstrakt z kasztanowca  oraz witaminę C przez co nasze naczyńka uzyskują dodatkowe wzmocnienie. Osobiście jestem zdania, że obietnica producenta została spełniona. Produkt ma zapewniać naturalne wykończenie i takie też bez wątpienia ono jest. Bardzo często sięgałam po ten kosmetyk podczas cieplejszych dni. Miałam wtedy świadomość, że moja skóra ma się dobrze, a jednocześnie odczuwałam komfort psychiczny związany z robieniem makijażu :)  Koszt to ok 28zł za 30ml tubkę.


Chciałabym [wishlista ]

Chciałabym [wishlista ]

Nadszedł ten moment w którym na blogu pojawia się wishlista na jesień. W sumie mogłaby być przeznaczona na każdą inną porę roku, ale własnie teraz czuję zapotrzebowanie na dane rzeczy. 

Jak wiecie od października rozpoczynam naukę na dwóch kierunkach ; dziennym i zaocznym. Dojazdy zajmą mi sporo czasu a nie chciałabym go marnować. Planuję więc zakupy książkowe i prawdopodobnie mój wybór padnie na wydawnictwo Znak, gdzie kilka interesujących mnie tytułów jest obecnie dostępnych w cenie 5,96zł.  Obecnie zaczytuje się w pożyczonym od Aldony "Kochanku z Malty". 


Ponieważ mam stosunkowo długie włosy, a dodatkowo planuję na nich delikatne zmiany chciałabym przygarnąć kilka ozdób do włosów. Bardzo podobają mi się bogato zdobione opaski . Skłaniam się bardziej ku tym kwiecistym, ale są okazje na które byłyby niezbyt odpowiednie, więc dobrze byłoby mieć coś bardziej klasycznego.



Brakowało mi tych emocji związanych z powrotem do szkoły. Potrzebuję na ten rok dwóch solidnych brulionów najlepiej w formacie A5. Gdyby dodatkowo miały śmieszne napisy lub grafiki na okładce... marzenie. Jak wiecie jestem fanką takich haseł. Planuję też zakup wiecznego pióra, bo przyznam , że to nim pisze mi się najwygodniej.



Sama się trochę dziwię tego chciejstwa, ale naszło mnie na konkretne zapachy YC. Zbliża się jesień i zima , a w tym  okresie muszę się otulić czymś przyjemnym.


Zdecydowanie muszę także zakupić torebkę mieszczącą format A4. Wybór jest spory jednak ja chciałabym postawić na dość klasyczną formę. Z wybranych przeze mnie propozycji najbardziej skłaniam się do zakupu środkowej wersji. Tylko co do kolorów nie jestem pewna, bo dostępnych zestawień jest kilka i każde równie mocno mi się podoba.




Liczę też na to, że uda mi się zakupić zestaw herbat ekspresowych. Firma jest mi szczerze obojętna, a wybór na rynku wydaje się być spory z tym, że w mojej okolicy jednak ciężko o takie rozwiązanie. Moją miłością niewątpliwie jest kawa Milka- jedyna jaką obecnie piję. Przydałby mi się jej jakiś większy zapas.


Pojawiło się też w Rossmannie trochę nowości kosmetycznych z którymi chciałabym się zapoznać. Ciekawią mnie nowe kremy z Perfecty i kilka kosmetyków Terractive o których do tej pory nie słyszałam. Mają w swojej ofercie m.in. scrub, krem czy maseczki.



A Wy na co macie ochotę?
Poptastic w natarciu [MUA]

Poptastic w natarciu [MUA]

Nie raz i nie dwa wspominałam, że najmniej lubianą paletką MUA, którą posiadam  w swoich zasobach jest Poptastic. Nie brakuje jej nic, ale kolory do tej pory wydawały mi się zupełnie "nie moje" , jeśli rozumiecie co chcę przez to powiedzieć.

Dzisiaj jednak mamy swoje małe- wielkie święto, bo trzecią rocznice ślubu w związku z czym dopisuje mi humor. Na tyle, że zdecydowałam się sięgnąć po kolory i produkty, których zwykle unikam w makijażu oka. Postawiłam na rozświetlenie wewnętrznego kącika jasną żółcią , której tak na dobrą sprawę prawie na zdjęciach nie widać.  W zewnętrznym kąciku najpierw posłużyłam się połyskującym różem , a później wzmocniłam efekt fioletem z większymi drobinami.  Na ustach zagościła fioletowa mocno połyskliwa pomadka z  Deborah Group, której niestety podlinkować Wam nie mogę, bo chociaż szukałam w sieci to nigdzie nie widzę nic podobnego. 







Przyznam szczerze, że nawet mi się podoba i jestem skłonna używać tej paletki częściej. Zobaczymy co dalej wyjdzie z tego romansu :) 
Całuję ;*
żaBELLka

żaBELLka

Dzisiaj post z serii "zielono mi" . Przyznam szczerze, że bardzo rzadko sięgam  w życiu po tego typu odcienie, a na paznokciach dopiero przy okazji testów tego lakieru.

Nie będę owijać w bawełnę , że otrzymałam ten odcień na sierpniowym spotkaniu blogerek. Sama chyba nie sięgnęłabym po niego na sklepowej półce. Generalnie zwykle sięgam po czerwienie i róże, ale przecież czasami dobrze mieć jakąś odskocznie.Taką odskocznią była dla mnie właśnie zieleń ta od Bell  o nr 510. Jak widać jest to nietypowy odcień, bo trochę jak groszek, ale znowu delikatnie wpadający w zgniłą zieleń bądź khaki jak kto woli. Mnie kojarzy się z żabkami, taki małymi zielonymi rzekotkami :) 


Nałożyłam dwie warstwy. Aplikacja sama w sobie jest dość przyjemna a pędzelek nie jest ani za duży, ani za mały. Jeśli ktoś jak ja ma naturalnie mocno białe końcówki paznokci, polecam jednak nałożyć min. jeszcze jedna warstwę  bo przy dobrym świetle dziennym jednak coś tam od spodu przebija. Mnie osobiście taki stan nieco drażni.Nie smuży, ładnie rozchodzi się na paznokciu.


Co do trwałości niestety się nie wypowiem  , bo ze względu na swoją przypadłość każdy lakier po dniu "noszenia"  odchodzi mi całym płatem. W przypadku tego też nie było inaczej. Wiem jednak, że u większości osób spisuje się całkiem nieźle, więc jeśli nie macie problematycznych paznokci może warto dać mu szansę?:) Zaletą jest niewątpliwie szybkie wysychanie. Kończyłam nakładać pierwszą warstwę na drugiej ręce i bezpośrednio mogłam zaczynać nakładanie drugiej warstwy na ręce od której zaczynałam. 


Koszt za 10g buteleczkę to ok 11zł, a dostępność sprawdzić możecie  na stronie producenta. 

Całuję ;*
dzisiejsze "ja"

dzisiejsze "ja"

Słoneczka dzisiaj przychodzę do Was z tematyka która rzadko gości na moim blogu. Chciałabym Wam pokazać efekt mini przydomowej sesji ze spódnicą z sh'u w roli głównej. Ja zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. 

Kocham zakupy w lumpach i nawet okazyjne przypływy gotówki nie zmieniają mojego podejścia w tej kwestii. Niewiele zakupów przynosi mi taka przyjemność. Wyszukanie jakiejś perełki w stosach czasami wielu przeciętnych ubrań jest jak 6 w lotto :) Spędzałam czwartkowe przedpołudnie w jednym z sh przewalając stosy ubrań, podsłuchując miejscowych plot i wtedy... trafiła się ona. Spódnica moich marzeń - maxi, ale z pasem a nie na gumce. Z przyjemną miękką podszewką i zwiewną warstwą wierzchnią.  I jeszcze ten print w panterkę... Cóż wiedziałam, że będzie moja nawet gdyby wymagała przeróbek- przymiarki w domu szybko zweryfikowały , że leży idealnie i żadnej ingerencji maszyny nie trzeba. Zapłaciłam za nią zawrotne 2zł. A zdjęcia są wynikiem małej sesji którą wykonał mi mój Małżon , a która mnie osobiście bardzo się podoba.






Również na oku postawiłam dzisiaj na połączenie zieleni i złota.Nic specjalnego, ale skoro mam już jakieś zdjęcia to postanowiłam Wam je pokazać. A że używałam tych samych produktów co w ostatnim makijażu pominę opis użytych kosmetyków. 



Całuję:* 
Udanej niedzieli Słońca:*
oko [w dzisiejszej odsłonie]

oko [w dzisiejszej odsłonie]

Powód do wykonania tego makijażu był jeden- chciałam wypróbować nową konturówkę do ust, a szkoda było mi nie pomalować do pary także oczu. Postało zestawienie kolorystyczne  dość charakterystyczne dla mnie w makijażu oka. 

Postawiłam na połączenie ciemnej śliwki ze złotem, przyciemniłam  delikatnie zewnętrzne kąciki  matową czernią. Na buźce bez udziwnień. Kształt ust nadałam konturówką z Avon True Red, która na moje oko jest jednak troszkę malinowa. Później nałożyłam ja na całość i poprawiłam wypełnienie czerwoną , klasyczną pomadką z Douglasa do której mam słabość.  Brwi naprawdę delikatnie przeleciałam tylko zestawem od Gosh'a.









 Podkład i puder oraz wodoodporna mascara - Ingrid 
Cienie- MUA 
Pomadka -Douglas
Konturówka, rozświetlacz - Avon

Po ściągnięciu nowej wersji Photo Scape w ogóle nie potrafię ustawić dobrej wielkości zdjęć. Dzisiejsze wyszły jakieś małe w stosunku do tych poprzednich. Będę musiała nad tym popracować.
Jutro wybieram się na warsztaty maseczkowe i mam nadzieję uda mi się zrobić jakieś ciekawe zdjęcia.

Całuję :*
nowości [kosmetyczne]

nowości [kosmetyczne]

Nawaliłam z wczorajszym postem na całej linii, ale byłam tak padnięta , że nawet gotowe/obrobione zdjęcia nie pomogły w realizacji planu. Dzisiaj odwiedziłam jednak w tempie ekspresowym Aldonę i odebrałam swoje zamówienie z Avonu.Więc o nim dzisiejszy post...




Wiecie jak to jest : przejrzałam katalog raz, przejrzałam drugi... Postawiłam na pielęgnację , bo zużywamy tego sporo, a że dawno nie miałam okazji zamówić czegoś z Avonu to wzięłam po troszę z każdej dziedziny.  Mam nieustający problem z moim TŻ , który nie patrzy na napisy i wlewa sobie do kąpieli co popadnie. Zdecydowałam się więc  na zakup żelu/szamponu 2w1 dla mężczyzn. Buteleczka 720ml to w tym katalogu  koszt 13,99zł. Muszę powiedzieć, że spodziewałam się ciężkiej męskiej woni , a zapach mnie zaskoczył. Jest bardzo orzeźwiający i nie wiem czy ja teraz nie będę podbierać tego cuda przy porannym prysznicu.  Kto mnie zna ten wie, że zmarzluch ze mnie. Długo zajmuje mi przystosowanie się do zmian temperatury. Skusiłam się więc na otulający zapachem balsam , który podobno jest nowością - o zapachu wanilii & rozgrzewających przypraw. Podobno jest to wersja dwufazowa i w sumie zaglądając przez dziurkę można się dopatrzeć dwóch różnych odcieni. Dodatkowo zawiera w sobie delikatnie rozświetlające drobinki. Kolejnym , a tak naprawdę pierwszym wybranym przeze mnie kosmetykiem jest żel pod prysznic, którego zapach tak spodobał mi się w katalogu, że przygarnęłam dużą butlę.  Kardamon i drzewo sandałowe...co tu dużo mówić <3 me gusta. Koszt żelu to 9,99zł, a za balsam zapłaciłam 12,99 , ale z tego co się orientuję w kolejnym katalogu jego cena będzie niższa- a do wyboru są jeszcze 2 inne wersje.


Na próbę wzięłam żel do higieny intymnej w cenie 7,99zł ale sporo mam innych kosmetyków tego typu, więc będzie musiał zaczekać w kolejce. Ponieważ intensywniej zainteresowałam się swoimi stopami, zdecydowałam się na zakup lawendowej maseczki , która ma sporą rzeszę fanek. Kolejną nowością z tego katalogu był szampon  werbena& mięta pieprzowa. Zdecydowanie bardziej przebija się zapach mięty. Jak się spiszę- zobaczymy.Deo do stóp i obuwia to już wymysł mojego TŻ. Zupełnie jakbyśmy mieli mało takich produktów ( tylko 5 innych!)


Pora na najładniejsze zdjęcie dzisiejszego dnia, bo przy najlepszym świetle :P Dla małżonka zakupiłam wodę toaletową jako dodatek do prezentu rocznicowego. Wylewa na siebie litrami, to niech ma! Następnym razem ( a tu urodziny już w listopadzie) zamówię mu chyba zapach który otrzymałam w formie próbki rekomendowany przez K.Hołowczyca. Mnie przyciąga buteleczka.Nie ukrywam.Jedyną rzeczą z kolorówki okazała się być w tym zamówieniu czerwona konturówka do ust. Uzasadniać tego zakupu chyba nie muszę :D 


Was zostawiam z postem , a sama idę się powylegiwać w pachnącej kąpieli. 
Całuję ;*
Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger