sobota, 31 października 2015

Jeszcze jeden post o Meet Beauty.

Fala postów dotyczących konferencji blogerów urodowych Meet Beauty przelała się już w większości przez blogi, więc w końcu i ja pojawiam się wpisem. Chciałabym Wam napisać o moich odczuciach związanych z wyjazdem do Warszawy.

Podróż do Warszawy zajęła nam trochę czasu , ale nie będę Wam pisać o rzeczach oczywistych... Na miejscu byłam około godziny 9 i w okolicy budynku jak i w nim samym kręciło się już sporo osób. Chwilę później ruszyły zapisy. Organizatorom udało się ogarnąć listy obecności, dzięki podziałowi nazwisk wg alfabetu. Kilka stanowisk pozwoliło na szybkie uzyskanie identyfikatorów , ankiet dotyczących samego wydarzenia i planu dnia. Samo rozpoczęcie imprezy miało małą obsuwę czasową , ale nie ma co narzekać. Był to moment w którym siedzieliśmy na miękkich krzesełkach w największej z sal ( gdzie później miały miejsce pogadanki na różne tematy). 
Jako pierwsze na mojej liście znajdowały się "warsztaty " makijażowe w wykonaniu firmy Pierre Rene. Jak większość muszę się tutaj przyczepić. Szkoda, że poszczególne tematy zostały nazwane warsztatami, bo życie zweryfikowało , że tylko na paznokciowym panelu można się było czegoś nauczyć.Wracając do tematu firma Pierre Rene zaprezentowała swoje nowości i gamę produktów zarówno makijażowych jak i tych do paznokci. Usłyszałyśmy też co nieco o samej historii i początkach. Niestety prowizoryczne ścianki pomiędzy salami spowodowały, że odgłosy przechodziły z jednej strony na drugą. Ciężko było skupić się na słuchaniu. Przeszkadzała także muzyka puszczona odrobinę za głośno na głównym holu.Na niektórych podobno prezentowano makijaż krok po kroku, niestety nie na tym spotkaniu w którym uczestniczyłam ja...


Następnie wybrałam się na warsztaty w panelu paznokciowym , które prowadziła firma NeoNail.Tak naprawdę na każdym kroku było widać, że jest ona obecna na konferencji. Po salach spacerowały piękne panie w uroczych charakterystycznych sukienkach. Zapraszały one do robienia sobie zdjęć na ściance, do skorzystania z usługi stylizacji paznokci lakierem hybrydowym. Na samych zajęciach przedstawiono trzy propozycje zdobień. Kilkukrotnie powtórzono nam krok po kroku sposób wykonywania manicuru hybrydowego, więc nie trudno było zapamiętać kolejne działania. Dodatkowo firma każdej z uczestniczek zagwarantowała zestaw do wykonania hybryd w domu. Ja przyznam szczerze skusiłam się na zrobienie jej i u mamy i u siebie, a przerwę miałam sporą, bo ostatni raz robiłam hybrydę jeszcze na zajęciach w szkole kosmetycznej czyli przeszło 2 lata temu.


Jako ostatnie odwiedziłam warsztaty włosowe prowadzone przez firmę Remington. Szłam na nie ze sporą dawką niechęci , bo od wcześniejszych uczestniczek słyszałam już , że szału nie było. Na miejscu okazało się, że jedynym celem Remingtona było wręczenie nam katalogów z produktami i reklama najnowszych  produktów. Szkoda, że nie mogłyśmy ich nawet dotknąć. Co więcej nie uważam żeby taka nachalna reklama kogokolwiek zaciekawiła ( chociaż może...). Śmieszne było , że na ich temat wypowiadał się fryzjer który używał ich jak sam zresztą powiedział od tygodnia czasu. Nie wydaje mi się, żeby był  to wystarczający okres ... Urozmaiceniem miało zastosowanie produktów na jednej z uczestniczek. Na naszym spotkaniu przedstawiono kręcenie włosów prostownicą... u uczestniczki , która włosy miała już w ten sposób ułożone wcześniej. Generalnie ciężko mi uwierzyć w to, że w prostownicy , lokówce czy suszarce zamknięte zostały odżywki i olejki które są uwalniane podczas użytkowania. 

Całość wypadła całkiem dobrze, chociaż kolejnym razem zadbałabym osobiście o nocleg przed już gdzieś w okolicy, bo jednak podróż dała się we znaki i na samą konferencję zabrakło już sił.

Czytaj dalej »

środa, 28 października 2015

Rozgrzej mnie!

Ironia losu, bo na blogu pojawiają się ostatnio same dwufazowe  kosmetyki , a generalnie za takimi nie przepadam. Nie mogłam się jednak oprzeć w te jesienne wietrzne wieczory połączeniu wanilii z rozgrzewającymi przyprawami.Ot, taka uczta dla ciała.


Gdy wybrałam ten balsam do ciała z katalogu Avon był on zupełną nowością. Sama byłam do niego bardzo sceptycznie nastawiona, bo jednak napis informujący o tym, że produkt jest dwufazowy trochę mnie zdziwił. Jak balsam zamknięty w jednej prostej w budowie tubce ma być dwufazowym kosmetykiem?  Otóż jak się z czasem okazało wielorakość tego produktu miała polegać na jego warstwowym ułożeniu w opakowaniu. W rzeczywistości średnio to wyszło, bo przez kilka pierwszych użyć z tubki udawało mi się wydobyć jedynie wersję waniliową. Ani pod względem działania , ani zapachu szału nie robiła . Po jakimś czasie podczas aplikacji zaczęłam zauważać nieco inny odcień i ku mojemu zaskoczeniu czuć było przyjemne ciepło po rozsmarowaniu . W połowie tubki nadszedł ten moment gdy warstwy jednocześnie zaczęły się wydobywać ze środka. 



Jak możecie się domyślać pierwszym zaskoczeniem w samym opakowaniu okazał się otwór...Megaaaa duży.... Ogromna dziura! Na szczęście kosmetyk nie jest zbyt lejący i nie wypływa więcej niż tego oczekuję. Sama tubka jest wykonana z miękkiego tworzywa i wyciśnięcie ostatku kosmetyku nie powinno stanowić problemu. Ważność to 12 miesięcy od otwarcia, ale nie oszukujmy się 150ml na pewno szybko zniknie , bo balsam nie jest jakoś specjalnie wydajny. Niestety nie ma większego działania nawilżającego.Podobno wzbogacony jest masłem shea, ale niespecjalnie można odczuć jego właściwości na skórze. Zawiera w sobie drobiny dobrze zmielone dzięki czemu uzyskujemy efekt przyjemnego rozświetlenia.  Trochę mnie to dziwi, bo skoro kosmetyk  minimalnie rozgrzewa ( a przynajmniej sprawia takie wrażenie na skórze), to raczej większość sięgnie po niego w zimne dni podczas których ciało jest bardziej zakryte niż odkryte. Efekt rozświetlenia byłby idealny na lato, ale wtedy zapach może się okazać za ciężki i zbyt duszący.Podsumowując było dość przyjemnie, ale nie porwało mnie aż tak by sięgnąć po kolejną tubkę.

Całuję:*

Czytaj dalej »

wtorek, 27 października 2015

Nicole, ale dla mężczyzn... [Nicole Cosmetics]

Lubicie eteryczne i zmysłowe zapachy...dla mężczyzn?! Ja bardzo! Nie ma nic przyjemniejszego niż ciało ukochanego owiane pełnym magii zapachem. Jak się spisała tajemnicza 800-ka?

Lubię różnorodność , ale moje wybory zapachowe - także te z przeznaczeniem dla mojego męża- oscylują wokół głównych kilku nut zapachowych. Mam takie szczęście, że razem z Michałem mamy podobne gusta pod względem zapachów. Nie muszę się więc obawiać, że coś co spodobało się mnie nie będzie trafionym wyborem dla niego . Gdy pojawiła się możliwość przetestowania zapachu Nicole Cosmetics  dla mężczyzn, pomyślałam, że to dobry moment na odkrycie czegoś nowego.



Tajemnicza "800"... Nie miałam pojęcia jak pachnie zanim nie otrzymałam przesyłki. Jednak oczami wyobraźni, a raczej jej nosem starałam się ją wywąchać.  Przyznam szczerze, że moja decyzja   była kierowana jedynie opisem nut zapachowych . Nie będzie chyba zaskoczeniem, że mój wybór padł na zapach z tzw. grupy zapachów zmysłowych. Bo bez wątpienia taki on jest! Tajemniczy, trochę wilgotny ( jak deszczowy las), a jednak z nutą świeżości. Połączenie przypraw i owoców nie mogło się nie udać. Zwłaszcza gdy mieszanka jest mocno rozgrzewająca. W buteleczce zamknięte zostały bowiem m.in kwiat pomarańczy, gałka muszkatołowa , paczula, bergamotka, jałowiec, bursztyn, anyż, cynamon, labdanum oraz śliwka. Mam słabość do większości z nich... No dobra, do każdego z osobna. Co do bursztynu przywiozłam ze sobą takie małe skarby z wakacji nad morze. Cieszę nimi oko, a teraz mogę i zmysły, gdy mój facet użyje zapachu na sobie. Na przedzie wyłania się słodki zapach owoców, który z czasem przeradza się w stabilne nuty dość ciężkie... Mnie nieodmiennie kojarzy się jak już wspominałam z zapachem lasu po ciepłym deszczu. To ten moment gdy paruje rozgrzana ziemia! Przyjemnie się patrzy na prostą buteleczkę z matowego szkła. Jedyne co mi przeszkadza to brak nazwy na opakowaniu. Obawiam się, że na dłuższą metę naklejka z zatyczki mogłaby się gdzieś zapodziać gdybym to ja używała tych perfum. Jednak podróże w torebkach nie służą zbytnio kosmetykom.Niska cena sprzyja większym zakupom i poznaniu szerszej gamy zapachów.A kupić można tu.

A jak tam u Was w temacie zapachów? Korzystacie z odpowiedników lub tańszych zapachowych alternatyw?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 października 2015

Argan & keratyna dwa bratanki... [ odżywka od Bioelixire ]

Kto mnie śledzi ten wie, że dość często odświeżam bądź zmieniam kolor włosów. Oczywiście staram się sięgać po mniej inwazyjne farby, ale nie oszukujmy się nie zawsze mi się to udaje. Czasami potrzeba intensywnej zmiany jest silniejsza...

Staram się jednak wynagradzać swoim włosom różne niedogodności związane z koloryzacją. Od czasu do czasu poświęcam cały dzień ( lub noc) na olejowanie. Z chęcią sięgam po cięższe maski i nanoszę je na włosy od połowy ich długości. Niestety ciężko mi znaleźć kosmetyk , który mogłabym stosować na skórę głowy bądź włosy znajdujące się blisko niej. Wszystko to z prostej przyczyny- tendencji do przetłuszczania. Staram się w tych newralgicznych miejscach stosować produkty lekkie , nieobciążające .


Połączenie tak pożądanych ówcześnie składników w jednym produkcie wzbudziło moją ciekawość.  Bo i argan i keratyna...  Do tego w ciekawym wydaniu, bo jako produkt dwufazowy.( Tak wiem , pisałam, że dwufazie mówię NIE- ale tylko w przypadku demakijażu ) Ponieważ buteleczka jest dość przejrzysta widać, że dolna część jest zdecydowanie ciemniejsza, a część na wierzchu sprawia wrażenie lekko spienionej.Zmieszanie następuje bardzo szybko i tak naprawdę nie trzeba się specjalnie wysilać by połączyć oba płyny. Jak informuje nas producent produkt oparty jest na bardzo lekkiej formule. Ma on za zadanie m.in pomóc w rozczesywaniu włosów , uelastycznić je czy też nadać zdrowego połysku. Pomimo zawartości w odżywce m.in olejku słonecznikowego czy jojoba odżywka nie przetłuszcza i nie obciąża niepotrzebnie włosów. Wypróbowałam ją już na każdy możliwy sposób. Nakładałam przed myciem w dużej ilości, nakładałam po... Bez wątpienia ułatwiła mi ona rozczesywanie moich kapryśnych włosów. Zmniejszyło się też ich puszenie na końcach co bardzo mnie ucieszyło, bo miałam z tym problem od powrotu z UK.


Pachnie trochę chemicznie , ale jednak dość słodko i przyjemnie. Używam jej przy każdym myciu od sierpniowego spotkania na którym ją otrzymałam, więc od dwóch miesięcy. Zużyłam w tym czasie połowę z 250ml kosmetyku, co daje całkiem przyjemny wynik, bo wychodzi na to, że przede mną jeszcze dwa kolejne miesiące użytkowania.   
A muszę tu wspomnieć, że 250ml buteleczka to koszt zaledwie 14zł. Rozkładając tą kwotę na cztery miesiące , wychodzą z tego naprawdę śmieszne pieniądze. Odżywkę otrzymałam do testów dzięki uprzejmości Bosco Design , jednak nie ma to wpływu na moją opinię  o tym produkcie.

Widziałam , że odżywka trafiła do wielu osób i ciekawa jestem Waszej opinii na temat tego produktu.
Pozdrawiam:*


Czytaj dalej »

piątek, 23 października 2015

Jak znaleźć sobie kochanka?! [Kochanek z Malty]

Kochanek z Malty pilnie poszukiwany!A może by tak pokojówkę do pary?
Kochanek określany włoskim romansem trafił w moje ręce za sprawą Aldony, która zechciała mi go wypożyczyć na na jakiś czas. Czasami nawet najbardziej zagorzały fan dramatycznych historii potrzebuje odskoczni. Dla mnie odskocznią są właśnie nieskomplikowane historie miłosne...

Zaczyna się niepozornie od opisu jednej z arystokratycznych rodzin i ich służby. Ponieważ sam autor od początku książki zwraca szczególną uwagę na kilka osób już po przeczytaniu pierwszych stronic namiętny książkoholik   jest w stanie przewidzieć bieg zdarzeń. Dobrze, że pojawia się trochę mało zobowiązujących , ale jednak , wątków pobocznych. Rodzinne intrygi, gonitwa za pieniądzem i  ogromna chęć posiadania pewnego mężczyzny łączą w tej powieści spore grono osób . Nie mniej jednak na kartach książki prócz niuansów  z życia wyższych sfer możemy tez przeczytać o kilku dość ironicznych zbiegach okoliczności. 


To idealna pozycja na te wieczory podczas których niekoniecznie jesteśmy w stanie skupić się na słowie pisanym . Nie wymaga od nas myślenia, a jednocześnie zapełnia czas wolny.  Wyidealizowany obraz związku dwóch osób. Bajkowa sceneria... Zbyt uproszczony tak myślenia.Ale jednak... jestem zdania, że warto od czasu do czasu rozleniwić swoje ciało i duszę. Mnie trochę brakowało pikanterii, ale dla wielu osób jest to w końcu element zbędny...Nic dodać nic ująć.Szybkie czytadło z pozytywnym w końcowym rozrachunku  wątkiem miłosnym. 


Może skusicie się na piątkowy wieczór z żywiołowym kochankiem?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kochani już w nocy wyjeżdżam na Meet Beauty, po powrocie z tego wydarzenia będę miała raptem 4 godziny na sen i... do szkoły. Wrócę do Was w niedzielny wieczór , a przynajmniej się postaram... :) 
p.s. Mam ukochaną torbę od Baczyńskiej. Więcej na  fb.
 Całuję:*
Czytaj dalej »

wtorek, 20 października 2015

Sól która koi... [ sandalwood & calm ]

Świat pędzi do przodu , a my nie zawsze za nim nadążamy. Warto znaleźć w tym wszystkim chwilę na złapanie większego oddechu. Moją odskocznią są kosmetyki. Fantastycznie gdy trafiam na takie, które spełniają moje potrzeby. Jeśli lubicie drzewne nuty zapraszam do dalszej lektury posta w którym kilka słów o tym  jak spisało się połączenie soli z sandałowcem?!



Za sprawą łańcuckiego zlotu w moje ręce trafił kosmetyk niebanalny. Przez moje ręce przewinęło się sporo kąpielowych umilaczy, ale w tym przypadku chciałoby się prosić o więcej i więcej...
Niepozorna  butelczyna bez wątpienia zwróciła moją uwagę prostotą. Lubię gdy z daleka widać z czym mamy do czynienia. A gdy dodatkowo nos wiedziony jest zapachem... Po odkręceniu po raz pierwszy przepadłam. Spotkanie trwało jednak w najlepsze a ja z buteleczką soli przy nosie wyglądałabym co najmniej dziwnie. Pierwsza kąpiel z solą... celebrowałam ją... Odmierzałam kolejne dawki zachwycając się roznoszącym zapachem. Było intensywnie! Bardzo intensywnie... 


Sól bocheńska... źródło kompleksu biopierwiastków,  które przyswaja nasze ciało. A gdyby tak dodać do niej tajemniczy składnik? Mnie sandałowiec zawsze kojarzył się z eterycznością i magicznym klimatem. Wykorzystanie olejku z sandałowca w połączeniu z solą ma zapewnić naszemu ciału ucztę. Mnie przekonało jednak wpływem nie na ciało, a na ducha. Od dawna nie sypiam zbyt dobrze. Generalnie wypróbowałam na sobie sporo metod, ale żadna nie okazała się na tyle skuteczna. Po wzięciu kąpieli z dodatkiem tej soli nie marzę o niczym innym jak o ciepłym łóżku. Dobrze jest nie musieć myśleć o problemach dnia doczesnego i móc się skupić na swoich potrzebach. Według producenta opakowanie ma nam wystarczyć na 3 aromatyczne kąpiele. Mnie z dobrym efektem udało się wykorzystać tą ilość soli na 4 aplikacje, a co bardziej wrażliwe nosy na pewno podzielą tą ilość na jeszcze mniejsze porcje. Zawsze byłam zwolennikiem dużej ilości piany, bo to wydawało mi się czynnikiem relaksującym. Sól się nie pieni... Ale perfekcyjnie broni się swoim zapachem i działaniem. Nic dodać nic ująć!  Sprawcą tego iż sól trafiła w nasze ręce jest Ambasada Piękna .Stanowczo jestem jednak zdania, że sól ta nie powinna być wyłącznie wersją limitowaną.

p.s. Niestety mnie po soli pozostała już tylko buteleczka, ale gdy tylko pomyślę o roznoszącym się zapachu... O tym, że olejek z sandałowca jest też uznawany za afrodyzjak chyba nie muszę pisać....  :) 


Czytaj dalej »

poniedziałek, 19 października 2015

My Asia i BingoSpa [Współpraca ]

Słoneczka wracam do Was po małej przerwie. Jak wiecie dość spontanicznie wyjechałam do Warszawy na kilka dni, ale napiszę Wam o tym jak już otrzymam zdjęcia z tego wydarzenia. Przed wyjazdem udało mi się również dostać do testów kosmetycznych i dzisiaj na świeżo chciałabym się Wam pochwalić paczkami. 


Jakiś czas temu na facebook'u sklepu My Asia pojawiła się informacja o tym, że poszukują oni osób chętnych do przetestowania zestawu próbek.Zgłosiłam się i przez cały czas miałam nadzieję... W końcu z kosmetykami azjatyckimi nie miałam jeszcze styczności  , a zestaw dodatkowo prezentuje się tak pięknie... 


Generalnie nie mam w zwyczaju pisać o próbkach, ale ponieważ nie są to powszechnie dostępne kosmetyki i wiele z Was zastanawia się nad ich zakupem pojawi się na blogu post podsumowujący. Postaram się dość szczegółowo napisać o moich odczucia  , a w przypadku kremów BB/CC zamieszczę zdjęcia z efektami na buźce, bo wiem jak przydatne są takie zdjęcia.  Ponieważ nie każda próbka mi coś o sobie mówiła sprawdziłam sobie na stronie sklepu co i jak i w związku z niektórymi mam spore obawy :)  A jednocześnie ciekawość nie daje mi spokoju...




Około trzy tygodnie  temu otrzymałam na e-mail informacje o tym, że dostałam się do testów na Bingo Spa . Każda z testerek miała do wykorzystania kwotę 50zł. Ja wybrałam sobie cztery produkty starając się by przeznaczone były do różnych części ciała.   Nie mogłam sobie odmówić produktów z serii borowinowej. Miałam wcześniej wersję podstawową , a tym razem dobrałam sobie nektar z miodem. 


A co tam u Was nowego ?:)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 12 października 2015

sabat czarownic [spotkanie blogerek w Łańcucie 10.10.2015r. ]

Jak już pewnie wiecie z blogów innych dziewczyn miałam przyjemność brać udział w zlocie ( przyznajcie- całkiem ładnych!) czarownic. Z różnych stron Podkarpacia zleciałyśmy się w przyjemne i klimatyczne miejsce - lokal o nieoczywistej nazwie Kamienica. O godzinie 13.00 był już komplet czyli 15  bez wątpienia czarujących kobiet.



O dodatki do zdjęć zadbała firma pinkdrink.pl


W czasie wolnym od pogaduch i jedzenia odwiedziła nas również przedstawicielka Oriflame, która opowiedziała co nieco o polityce firmy i możliwościach współpracy a także o samych kosmetykach. Mogłyśmy pomacać, powąchać , dopytać o szczegóły... 




Naszej dobrej zabawie towarzyszył po raz kolejny szczytny cel. Dobrze jest wiedzieć, że blogerki to siła... Tym razem zbierałyśmy za sprawą organizatorek Asi i Kasi pieniążki na rzecz ich niepełnosprawnego znajomego, Tomka. Suma jaką udało się zebrać jest spora , bo to aż 921zł .Pozwoliły na to dobre serducha dziewczyn oraz sponsorzy, którzy zechcieli przesłać fanty na licytację. Znalazło się też sporo chętnych firm chcących umilić nam dodatkowo nasz zlot przekazując upominki. Na licytacji zdobyłam dwa kosmetyki Bandi - maseczkę oraz tonik. Szczerze żałowałam, że nie miałam do dyspozycji większej gotówki, bo sporo licytowanych przedmiotów dosłownie do mnie wołało :) 





Sponsorzy: Pinkdrink ,  Etja , AllBag , Duafe ,  Wydawnictwo Kaktus ,   Etuo , Venisima ,



Dziękuję za możliwość uczestnictwa i dawkę dobrej energii...
W tym momencie chciałoby się napisać " do następnego !".

Czytaj dalej »

czwartek, 8 października 2015

Czy naprawdę warto kupować czasopisma branżowe?! [Make-up trendy + makijaż inspirowany ]

Chcąc nie chcąc każdy z nas jest powiązany w swoim życiu z jakąś branżą. Wraz z rosnącym zapotrzebowaniem w latach ubiegłych na rynku zaczęły się pojawiać broszury lub czasopisma odnoszące się do konkretnych zawodów. Ale czy w dobie internetu naprawdę są one potrzebne?! 

Internet otworzył przed nami wiele drzwi, ale nawał informacji i ich przemieszanie wcale nie sprawiło, że lepiej  dotrzeć nam do wiedzy. Sporo informacji trzeba przefiltrować względem ich prawdziwości. Każdy ma obecnie dostęp do portali branżowych i może tam generalnie napisać co chce, a nie zawsze informacje te są sprawdzone i potwierdzone przez specjalistę w danej dziedzinie. Wbrew pozorom nie każdy ma również swobodny dostęp do sieci lub zwyczajnie nie każdy posiada  umiejętności korzystania chociażby z komputera. Chociaż kosmetyka czy wizaż poszły w ostatnim czasie znacząco do przodu to jednak sporo jest jeszcze osób , które wykonują te zawody wg wytycznych których nauczyły się lata temu.  Nie każdego stać na bieżące uczestnictwa w szkoleniach zwłaszcza , że nowości pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ja jestem wierna szkoleniom w jednej z hurtowni kosmetycznych i nie ma tygodnia żebym nie dostała od nich informacji o nowościach , które chcieliby zaprezentować. Fajnie gdy można skorzystać z tego bezpłatnie ( chociaż trzeba być dyspozycyjnym , bo często bezpłatne prezentacje mają miejsce w tygodniu gdy sporo osób zwyczajnie pracuje), nierzadko trzeba jednak zapłacić i to nie małe pieniądze. Sama po sobie wiem, że gdybym chciała skorzystać z oferowanych dobrodziejstw to musiałabym na nie poświęcić cały czas wolny i spore fundusze. Czasopisma branżowe są dla mnie FILTREM, który pozwala zapoznać się z innowacyjnymi rozwiązaniami , a dzięki temu mogę wybrać spośród nich te które naprawdę mi się przydadzą. Każdy ma swojego konika. Tak z zawodu jestem kosmetyczką. Cieszę się z ukończenia szkoły o takim kierunku głównie pod względem wiedzy dla siebie. Z chęcią wykonuję zabiegi na ciało lub twarz, ale zwyczajnie obrzydza mnie pedicure i jest to zabieg którego generalnie się nie podejmuję ( nawet u siebie działania na stopach ciężko odchorowuję ). Nie przepadam za stylizacją paznokci i uważam , że nie jest to moja bajka. Są osoby , którym działania okołopaznokciowe sprawiają przyjemność i jestem zdania , że lepiej by one się tym zajęły. POSIADANIE UMIEJĘTNOŚCI NIE ZAWSZE RÓWNA SIĘ Z CHĘCIĄ ICH WYKONYWANIA. Jestem takim typem człowieka , który nie robi nic na siłę. I zupełnie nie rozumiem osób , które wmawiają mi, że "na paznokciach to jest kasa".  Fakt, że zapotrzebowanie jest spore nie sprawi , że nagle zapragnę to robić. Wracając do tematu : pamiętam jak w szkole kosmetycznej podchodziłam do wizażu jak przysłowiowy pies do jeża. Pamiętam też jak się malowałam w tamtym czasie i szczerze często się teraz z tego śmieję. Minęło kilka lat i masa obejrzanych kanałów na YT czy blogów wizażystów. Powoli zaczęłam sięgać po coraz większą ilość kosmetyków kolorowych. Wydaje mi się, że musiałam dorosnąć do decyzji, że chcę się właśnie w tym kierunku zacząć rozwijać. Oczywiście nadal blokuje mnie strach. Jest cała masa ludzi tworzących na oczach prawdziwe dzieła sztuki. Sięgam jednak po kilka pozycji , które pomagają mi powoli iść do przodu. 



Co znajdziemy w czasopismach powiązanych z "naszą" branżą?
- informacje o nowościach,
- uporządkowaną wiedzę z konkretnych tematów zawartą w pigułce,
- opisy krok po kroku często ze zdjęciami przedstawiającymi konkretne działania,
- recenzje kosmetyków , porównania cenowe,

Dlaczego  sięgam po Make-up trendy? 
Z prostej przyczyny- lubię piękne wydania na papierze. Można po nie sięgnąć w każdej chwili, poczytać, pocieszyć oko cudownymi zdjęciami. Można za ich sprawą doskonalić swoje umiejętności. 

Biorąc pod uwagę numer który prezentuję Wam na zdjęciu... W środku ukazał się m.in artykuł o brwiach, nadawaniu im kształtu czy sposobom podkreślania ich. Wprawne oko zauważy , że i u mnie nastąpiła mała zmiana. Właśnie za sprawą tego artykułu. Co prawda nie jest jeszcze idealnie, ale zawsze to krok do przodu. Podoba mi się, że większość makijaży przedstawiona jest krok po kroku. Chcę Wam dzisiaj zaprezentować makijaż do którego zainspirowała mnie praca p.Marzeny Tarasiewicz - możecie zobaczyć ją tutaj lub właśnie w pierwszym numerze Make-up trendy z bieżącego roku .Od razu mówię, że nie miałam do dyspozycji tak pięknej modelki  i zmuszona byłam malować swoje lico. Po wtóre : mój makijaż powstał wg wskazówek zawartych w artykule ale nie oznacza to, że jest kropka w kropkę. Każda z nas korzystała z zupełnie innych produktów, a poza tym za p.Marzeną stoją lata doświadczenia i nieustannej praktyki. Ja jestem dopiero na początku swojej drogi. Ale może z czasem... :)  Dobra motywacja, nie jest zła!  





Ponieważ mam jednak problem z regularnym zakupem z racji tego, że mogę je dostać dopiero 50km od siebie podjęłam decyzję o prenumeracie. Wydaje mi się to fajnym rozwiązaniem, ponieważ zmianie ulega cena ( na niższą) i dodatkowo mam pewność, że otrzymam to czego chcę. Kto kiedykolwiek trzymał Make-up trendy w rękach ten wie, że to całkiem spory okaz wykonany z  grubszego, trwałego  papieru. W moim odczuciu jest wart każdej wydanej złotówki zwłaszcza, że wydawany jest raz na kwartał ,a jego normalna cena to 16,90zł.

A Wy po co sięgacie? Kupujecie czasopisma związane z Waszym zawodem/hobby?




Czytaj dalej »

środa, 7 października 2015

Jednak wole jedną fazę... [ wyniki rozdania]

Produkty do demakijażu zużywam litrami i chociaż dodatkowo oczyszczam twarz żelami to jednak komfort podczas demakijażu jest dla mnie ważny.

W ostatnim czasie miałam okazję używać różnorakich produktów do demakijażu. Jedne wspominam milej inne mniej... Niestety dwufazowe cuda ni jak nie wpisują się w moje gusta. Produkt firmy Eveline Cosmetics zużyłam ponieważ miałam takie zapotrzebowanie  jednak nie mogę powiedzieć, żeby była to dla mnie CZYSTA przyjemność. Nie mogę mu zarzucić złego działania,bo generalnie z większością kolorówki radził sobie całkiem dobrze. Jedynie po niektórych wodoodpornych tuszach coś tam jeszcze zostawało co musiał później domyć żel. Nie jestem jednak w stanie znieść tłustej powłoki na skórze jaką pozostawia. Fakt faktem, że jest to chwilowe bo emulsja z Alterry dość dobrze zmywa jego pozostałości, ale jednak w chwilę po mam wrażenie, że moja twarz jest wręcz sztuczna. Efekt odbiega od tego na jaki liczyłam. Kiedyś namiętnie stosowałam metodę OCM i nie miałam takiego problemu.


Mimo szczerych chęci do kosmetyków dwufazowych chyba się już nie przekonam. Zdaję sobie jednak sprawę z tego , że wiele z Was bardzo lubi produkty tego typu.  Dodatkowo wg producenta ten gagatek to 8w1 chociaż nie wiem gdzie można się w nim doliczyć tylu właściwości , bo niespecjalnie różni się od innych kosmetyków tego typu , które kiedyś przewinęły się przez moje ręce. Zastosowanie bławatka również nie jest nowością w kosmetyce, ponieważ  w ofercie YR już od dawna jest płyn z jego wyciągiem. Napisu Professional na buteleczce nawet nie będę komentować...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ ~~~~~~~~

WYNIKI





Nie przedłużając nagrodę główną w moim konkursie zdobywa : 

LYANNA

a nagroda pocieszenia poleci do :

KANWUJE CZYTAM TESTUJE


Gratuluję, na adresy czekam do godziny 20.00 w niedzielę (11.10.2015r)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 października 2015

niedziela w zdjęciach/ nowości

Co u Was Słońca? Post z bublem od Bourjois cieszy się dużym powodzeniem , ale dzisiaj przychodzę już z czymś przyjemniejszym. Chciałam Wam napisać trochę o tym jak spędziłam niedzielę i co nowego pojawiło się w moich kosmetycznych zbiorach. 

Zacznę od kosmetyków bo na ich temat mam zdecydowanie mniej do powiedzenia. Mam już w swoich rękach kolejne zamówienie z Avon'u. Jak już wspomniałam na blogowym facebooku w ostatnim katalogu pojawiła się promocja w której to można było połączyć  trzy  kosmetyki z wybranej oferty za jedyne 15zł. Skusiłam się więc  na zestaw żeli i szamponów. Dodatkowo zaciekawił mnie jeden z zapachów. Postanowiłam więc przygarnąć go w formie perfumetki, a mowa tu o Rare Pearls.Zapłaciłam za nią 13,99zł. Potrzeba chwili zmusiła  mnie do zakupu płynu do demakijażu z Ziaji, zaciekawiła mnie także emulsja z Alterry. W ramach testów już jakiś czas temu otrzymałam zapach dla męża z Nicole Cosmetics nr 800. Udało mi się dzisiaj załapać po raz pierwszy do testów Biedronki  i otrzymam paczkę z herbatami yerba. A w klubie Dr.Ireny Eris zdecydowałam się wymienić zebrane punkty na płyn micelarny.




Wczorajszy dzień spędziliśmy na wędrówce nad Jeziorka Duszatyńskie. Pogoda dopisała i tylko droga stawiała opory, bo niestety nie udało nam się podjechać na parking bliżej wejścia na szlak. Przez roboty drogowe musieliśmy w sumie nadrobić pieszo przeszło 8km. Ogólnie rzecz biorąc mamy za sobą ponad 15km wędrówkę.... i zakwasy w nogach. Przyznam szczerze, że ostatnio nawet do sklepu jeżdżę samochodem, a ostatni raz wędrowałam gdzieś dalej trzy lata temu- szlakiem na Bukowe Berdo. Miejsce samo w sobie całkiem przyjemne , chociaż moje wyobrażenia o nim okazały się przesadne. Naoglądałam się wielu cudownych zdjęć z tamtej okolicy ,a rzeczywistość okazała się
być nieco inna.  Brakowało mi jednak takiej wędrówki i jedynie ubolewam nad tym, że jesień w lesie nie jest jeszcze na tyle widoczna . Tylko kilka drzew przy jeziorze złociło się w słońcu, a reszta nadal zielona...  Co do samych jeziorek są one efektem osuwiska. Pierwotnie powstało ich trzy, ale spory czas temu z najmniejszego została spuszczona woda. Czas działa na ich niekorzyść, bo największe liczące kiedyś ponad 2.5ha obecnie ma trochę nieco ponad 1,25ha. Trochę to przykre , że za kilkadziesiąt lat może ich już nie być. Sama woda jest zdradziecka i podobno zaraz po ich powstaniu głębokość dochodziła nawet do 14m, obecnie jest to podobno 6m. Jeziorka chociaż kuszą niosą za sobą żniwo śmierci. Z racji tego, że znajdują się głęboko w lesie woda nie ogrzewa się tak jak na innych otwartych zbiornikach, a wycieńczone i rozgrzane do czerwoności  serca turystów szukających w tej toni ochłody nie wytrzymują takich zmian  temperatury. Na szczęście kilka śmiertelnych przypadków chyba stało się skuteczną przestrogą, bo od 1990r. na szczęście nikt nie wpadł na pomysł kąpieli.




Całuję :*
Czytaj dalej »

sobota, 3 października 2015

w sam raz na halloween [mascara Black Jack od Bourjois]

Bez pamięci jestem zakochana w podkładzie 123 Perfect od Bourjois. Ponieważ w UK miałam łatwiejszy dostęp do tej firmy i nie oszukujmy się większe fundusze na kosmetyki skusiłam się kilkukrotnie na zakup innych kosmetyków tej firmy. Znalazł się wśród nich taki, który rozczarował mnie niemal pod każdym względem.Miał być efekt glamour, a co z tego wyszło?!


Zacznę od kosztów, bo mascara nie była tania. Dałam za nią po przeliczeniu blisko 50zł, więc oczekiwania względem niej miałam spore. Volume Clubbing Black Jack Mascara wg producenta ma zapewnić naszym rzęsom niemal 10-krotne pogrubienie rzęs bez grudek.  Nowością jest też zastosowanie w opakowaniu dwóch komór przez które kolejno przechodzi szczoteczka nabierając prócz kosmetyku wiadomego również złote drobinki. Generalnie producent pisze o złotej poświacie, ale są to całkiem spore brokatowe gagatki, które można ujrzeć jedynie przy zmywaniu, bo na rzęsach efekt jest żaden. Zresztą o tym przekonacie się za chwilę. Na zdjęciach poniżej wprawne oko dopatrzy się tych drobin.


Prawdziwą udręką jest dla mnie korzystanie z zastosowanej w kosmetyku szczoteczki. Nierównomiernie nabiera  tusz z opakowania i brudzi. Na zdjęciach z efektami będziecie mieli okazję zobaczyć jak fatalnie wygląda okolica nad rzęsami. A muszę zaznaczyć, że wyjątkowo starałam się uważać podczas aplikacji.  Ponieważ chcę ją zużyć męczę się z patyczkami higienicznymi i staram się oczyścić w ten sposób powiekę. Stosuję go zwykle gdy nie nakładam nic poza mascarą, bo nie wyobrażam sobie takiej sytuacji ze zrobionym w pełni makijażem oka.Zdaję sobie sprawę, że moje rzęsy au naturel również pozostawiają wiele do życzenia, ale po nałożeniu jednej warstwy produktu przypominają bardziej pajęcze odnóża niż zalotne spojrzenie. 



Specjalnie może nie  tworzy grudek, ale bardzo skleja . Na zdjęciach widać zresztą dość dobrze ten  "efekt". I cóż z tego, że rzęsy wydają się dłuższe, jak żyją własnym życiem. Chwilami wydaje mi się wręcz, że każda rozejdzie się w swoją stronę ( chociaż nie wiem czy przy takim sklejeniu to możliwe).Po około 6-8 godzinach całość zaczyna się kruszyć , co nie jest  dla mnie specjalnie zaskakujące.  Sam widok szczoteczki po wyciągnięciu z opakowania również nie zachwyca, wydaje się być zwyczajnie toporna. 


Zdecydowanie wolę produkty, które nie wymagają nakładu pracy przy aplikacji . Zwłaszcza, że na rynku jest na prawdę sporo o niebo lepszych i zdecydowanie tańszych rozwiązań .
Czytaj dalej »

piątek, 2 października 2015

O czym pisałam we wrześniu?! [skrót]


Cześć moje Słoneczka, 
dzisiaj post nietypowy, ale taka zbiorcza forma spodobała mi się na Waszych blogach na tyle, że postanowiłam sama stworzyć coś takiego. Ponieważ wrzesień zleciał mi bardzo szybko i dość intensywnie sama nie miałam czasu na bieżąco śledzić Waszych wpisów i dodawać swoich dość regularnie. Chociaż pod względem ilości postów i tak miesiąc ten wypadł lepiej od poprzedniego :) 


Początek września był dla mnie przede wszystkim złapaniem oddechu w babskim gronie, po sierpniowym spotkaniu blogerek w którym to pierwszy raz byłam organizatorem, co prawda wtedy było to zajęcie z doskoku, ale już w listopadzie... Relacje ze spotkania udało mi się popełnić już 2 września, bo dotarły do nas wówczas zdjęcia z tegoż wydarzenia. Rozpisałam się i na temat miejsca i uczestniczek oraz prezentów od sponsorów. Wyszedł mi z tego spory tasiemiec.
Ponieważ namiętnie zużywamy teraz z Małżem kosmetyki do pielęgnacji rąk zdecydowałam się wspomnieć Wam o naszym ostatnim ulubieńcu - serum do rąk . Nie byłabym sobą gdybym po długiej przerwie nie dała szansy kosmetykom Avon.Za sprawą Aldony popełniłam swoje pierwsze od dość dawna zamówienie. A o tym co wybrałam również mogliście poczytać na blogu.
W tym miesiącu pojawiło się również kilka zupełnie zwyczajnych makijaży  ( taki też był) ,  ale pojawił się także jeden dość nietypowy jak na moje wykonanie .Udało nam się także przy współpracy z mężem stworzyć całkiem przyjemne zdjęcia z ukochanym kitulcem :) Zrobiło mi się również zielono za sprawą Bell i ich lakieru do paznokci. Nie jest to typowy dla mnie wybór, ale jednak... Sprawdźcie czy między nami "zagrało".Pisałam zarówno o tym co chciałabym mieć - wishlista, ale również o tym co zakupiłam- hurtownia awanti. Korygowałam niedoskonałości swojej buźki z pomocą Iwostinu oraz delikatnie upiększałam ciało za sprawą Venus i ich musu CC.W ostatnim czasie pisałam o moim sposobie na gładką i oczyszczoną buźkę za sprawą Apis. A ciału dawkowałam odrobinę przyjemności w postaci książek , których tematyka niestety nie należała do najłatwiejszych. 

Tyle właśnie działo się na blogu podczas ostatnich 30 dni :) 





Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia