niedziela, 29 listopada 2015

Listopadowe "prawie" Mikołajkowe spotkanie blogerek [Rzeszów, 28.11.2015r Bue Bue]

Jak już wspominałam na facebooku kolejny raz miałam przyjemność organizować spotkanie blogerek. Sama nie raz i nie dwa uczestniczyłam w takich wydarzeniach u innych dziewczyn i chciałam w końcu się zrewanżować. Sam pomysł spotkania powstał we wrześniu. Od tamtego czasu starałyśmy się z Aldoną o właściwą oprawę tego wydarzenia.



W wydarzeniu miało wziąć udział 10 osób, ale dwóm dziewczynom los spłatał figla i nie udało im się do nas dotrzeć.Mam jednak nadzieję, że paczki są już  u nich - na miejscu. Były jednak z nami myślami i wiem, że gdyby tylko mogły , to siedziałyby tam razem z nami przy stole.Uczestniczki - młode i piękne , a co najważniejsze serdeczne osoby:

Paulina Pipska http://www.making-myself-beauty.blogspot.com/
Asia Korniak http://encepencce.blogspot.com/
Gabi Kobylak http://cosmetic-addiction.blogspot.com/
Kasia Pigan http://kolorowemaliny.blogspot.com/
Magdalena Stabryła http://lawendowezapiskim.blogspot.com/
Asia Wilk http://joanna-giovanna.blogspot.com/
Asia Konieczny http://joannaa-lifestyle.blogspot.com/
Kasia Makarska http://malowanasloncem.blogspot.com/
i my Aldona i Mariolka 

Zależało mi na miejscu w którym nie miałyśmy się okazji jeszcze spotkać. To właśnie podczas takich wydarzeń często poznaję lokale do których później z przyjemnością wracam. Przyznam szczerze, że kierowałam się przede wszystkim swoim własnym gustem. Od lat zapatruję się na loftowe wnętrza i lokale z tzw. duszą. Gdy wpadłam na stronę klubokawiarni Bue Bue bez zastanowienia skontaktowałam się z jej menadżerem. Od słowa do słowa i stanęło na tym, że to własnie to miejsce będzie naszą ostoją na te kilka godzin. Odetchnęłam tak naprawdę dopiero gdy byłam już w środku razem z pakunkami od sponsorów. Za przygotowanie sali specjalnie dla nas serdecznie dziękuję. Szkoda tylko, że nie miałyśmy okazji spróbować tamtejszych przystawek. Szczęśliwie większość dziewczyn zjadła coś przed przyjazdem na spotkanie. Ja ostatecznie uprzyjemniałam sobie czas kawą z pomarańczową nutą. 



Pierwszym etapem naszego spotkania było wręczenie paczek, które przygotowywałyśmy dla siebie nawzajem. Później starałyśmy się dawkować dziewczynom niespodzianki i co jakiś czas w ich ręce trafiały upominki od sponsorów, o których napiszę już w następnym poście.Mam cichą nadzieję, że dziewczyny dobrze się czuły , chociaż ja niespecjalnie jestem typem przywódcy i wejście w rolę organizatora było dla mnie trudnym zadaniem.






Sponsorzy naszego wydarzenia- o przygotowanych przez nich upominkach będziecie mogli poczytać w następnym poście.Serdecznie dziękuję za wsparcie produktowe i okazane nam zaufanie.


Całuję :*
Czytaj dalej »

czwartek, 26 listopada 2015

Wyjście AVA-ryjne [ krem nawilżający ]

Oczyszczanie , oczyszczaniem, ale po solidnym myciu moja buźka oczekuje dawki nawilżenia. Często sięgam po olejki do twarzy, jednak na dzień potrzebuję czegoś znacznie lżejszego i nadającego się pod makijaż.   W ostatnim czasie kremem , który towarzyszy mi każdego dnia jest właśnie krem Bio Rokitnik od Ava Laboratorium.


Nie przypominam sobie , żebym miała kiedyś okazje testowania kosmetyków tej firmy. Mogę się oczywiście mylić, bo co jak co ale trochę kremów się przez moje ręce przewinęło, ale przyjmijmy, że  to mój pierwszy raz, Na pierwszy rzut oka widać , że producent postawił na prostotę i przejrzystość w czytelności. Krem opakowany jest w kartonik a na samym słoiczku niewielu informacji można się doszukać. Mnie osobiście trochę drażnią takie rozwiązania, bo nie mam w zwyczaju przechowywać kartonowych opakowań ,a wiadomo z czasem pewne informacje mogą ulecieć z głowy. Zastosowana kolorystyka trochę kojarzy mi się z babciną serią kosmetyków , ale nie przeszkadza mi to w żaden sposób. To tylko takie luźne przemyślenia. 


 Sam krem ma przyjemną , lekką konsystencję dzięki której szybko się wchłania i już po chwili można nakładać kosmetyki kolorowe.Przeznaczony jest dla każdego typu cery wymagającego nawilżenia. W kremie zastosowano kompleks BioRokitnik , stworzony z owoców Rokitnika. Stanowi on źródło witamin oraz czynników zapobiegających starzeniu się skóry.Dodatkowo w kremie odnaleźć można wyciąg z chabra bławatka czy olej z pestek winogron . Z ciekawości sprawdziłam skład i muszę przyznać, że pozycje  te znajdują się wysoko w INCI , co pozytywnie mnie zaskoczyło.  Po 1.5 miesięcznym stosowaniu zauważyłam , że zmniejszyły się moje problemy z wysuszoną skórą w okolicach skrzydełek nosa. Skóra jest przyjemna w dotyku i nie czuję potrzeby stosowania dodatkowych kosmetyków o działaniu nawilżającym . Robię jednak od czasu do czasu, bardziej z przyzwyczajenia, maseczki nawilżające - bo lubię :)  Koszt 50ml słoiczka to ok 28zł.

Jestem w trakcie zmiany dostawcy internetu i jeszcze przez ok. 2 tygodnie będę miała utrudniony dostęp do bloga. Zapraszam jednak na blogowego fb , gdzie ostatnio zdecydowanie więcej się dzieje. 
Całuję :*



Czytaj dalej »

wtorek, 24 listopada 2015

Argan & Moringa oil [CHI ]

Poddałam swoje włosy małym zmianom. Od pewnego  czasu ich długość radykalnie się zmniejszyła. Wszystko to przez chęć zmiany jak również przez zły stan końców. Próby ich ratowania okazały się dla mnie zbyt uciążliwe. Nie specjalnie mi jednak żal tych kilkunastu centymetrów, zwłaszcza że mogę teraz zaczynać z "czystą kartą".

W UK pomimo małej ilości czasu wolnego często sięgałam po oleje i namiętnie nakładałam je na noc na włosy. W domu ciężko mi się jednak zebrać w sobie i częściej sięgam po łatwiejsze w sposobie użytkowania rozwiązania. Kolejna okazja do testów przytrafiła się dzięki Ambasadzie Piękna. W moje ręce trafiła ... no właśnie , cóż to za dziwaczek? Konsystencja oleju, zachowanie włosów po użyciu również jak po olejowaniu , ale bez niechcianego efektu przetłuszczenia. Mowa o lekkiej odżywce , co dla mnie istotne - bez spłukiwania, ale w składzie której są oleje. 


Mały kartonik mieści w sobie jeszcze mniejszą i uroczą butelkę mieszczącą 15ml kosmetyku. Wydawałoby się, że to dość mało, ale na moją obecną długość wystarczy raptem jedna kropla roztarta na dłoniach i wmasowana we włosy. Staram się skupiać na ich końcach, bo jednak to one podatne są na uszkodzenia najbardziej. Zwłaszcza gdy działamy dodatkowo wysoką temperaturą , a u mnie suszarka czy prostownica niestety coraz częściej w ruchu, bo co rusz coś się dzieje i wypada jakoś wyglądać.  Plusem są więc właściwości ochronne  mazidełka. Dodatkowo odżywka ma na celu odmłodzić i nawilżyć matowe/zniszczone włosy. 


Nie wiem czy to dzięki zawartości oleju Moringa czy innym dodatkom odżywka bardzo przyjemnie pachnie. Ja osobiście jestem jej zapachem uwiedziona. Używam jej obecnie po każdym myciu włosów. Dzięki niej udało mi się ujarzmić trochę  niesforne końce. Włosy zdecydowanie mniej się puszą i nie elektryzują się tak jak dotychczas. A co jak co to irytowało mnie niezmiernie. 
Koszt to ok 8zł. 

Kto używa?! Jak się u Was spisuje?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 listopada 2015

Takie nowe mam ...

Pieniądz i prezenty dla każdego stanowią tak naprawdę inną wartość, chociaż nominał pozostaje ten sam . My wypracowaliśmy swój system obdarowywania i pewnie gdy zobaczycie co nowego mam pomyślicie że zwariowałam , bo większości ciężko będzie je zaszufladkować jako prezenty Mikołajkowe :) Dla nas najlepszą formą są jednak podróże więc to co miałoby pójść na ewentualne duperelki odkładamy na przyszłoroczne wyjazdy. Zdarza się jednak, że oboje czegoś potrzebujemy, nie będę Was  jednak zanudzać zdjęciami wyposażenia garażu lub auta :D 
Dzisiaj przyjemniejsza część , bo babska. 

Dałam się wkręcić w hybrydy, a wszystko to przez prezenty od Neonail , które otrzymałam na Meet Beauty. Początkowo zapierałam się nogami i rękami, ale hybryda jest o niebo przyjemniejsza niż żele czy zdobienia akrylowe do których naprawdę nie miałam serca. Pisałam Wam o zamówieniu na stronie Neonail, ale ostatecznie nie doszło ono do skutku  bo z wybranych przeze mnie kolorów były dostępne tylko 2 na 5. Przygarnęłam jednak 5  lakierów Semilac + baza/top. Będzie z czego tworzyć ombre , które tak bardzo mi się podoba. Na moich paznokciach ze względu na długość nie będzie wyglądać efektownie i będę musiała poczekać, ale mam już pomysł na nowe zdobienie przed naszym sobotnim "Prawie mikołajkowym" spotkaniem. ( kolory jak zwykle przekłamane)


Musiałam uzupełnić braki w płynach pilnikach i tym podobnych. Kilka rzeczy możecie zobaczyć, kilku nie wpychałam do zdjęcia, bo każdy wie jak wygląda spory zapas wacików bezpyłowych.


Do moich nie małych już zresztą zasobów produktów do zdobień doszło trochę nowości. Zarówno, naklejek wodnych jak  i cyrkonii. Nie wiem ile rąk, a raczej palców potrzebowałabym do wykorzystania każdego z nich. Czekam na wzorniki więc trochę będzie się pojawiać w takiej formie na blogu.




 Zakupiłam na promocji książkę o szybkich technikach wykonywania makijażu. Za 12zł nie spodziewałam się czegoś szalenie interesującego, ale w ostatecznym rozrachunku wyszło to dość fajnie. Napiszę o niej więcej za jakiś czas. 


No i doszłam do najważniejszego.Od pewnego czasu, a właściwie odkąd zrobiło się zimno marzyłam o ciepłym misiowatym kocu. Małżon  słuchał mojego gderania i z wczorajszych zakupów wróciłam ze sporych rozmiarów szaraczkiem. Niestety wzięcie ma spore i póki co korzystają z niego tylko kociaki, ale na wieczory będzie zarezerwowany dla mnie.



Nie mogłam się oprzeć misiowatej pościeli, którą wypatrzyłam u swojej Niuni. Ja wybrałam dodatkowo wersję z wzorem 3D.  I takim sposobem zima w tym roku mi nie straszna... Szkoda tylko, że na zdjęciach tyle traci, bo w rzeczywistości prezentuje się o niebo lepiej.


A wracając do tematu paznokci zmuszona byłam dzisiaj zrobić porządki w zapasach. W końcu wykorzystałam pudełka po boxach kosmetycznych. Koniec końców wyszło na to, że jestem w posiadaniu dokładnie:
-136 woreczków strunowych  z ozdobami, 
-17 fiolek z brokatem, 
-85 słoiczków 
i 32 zestawów naklejek. 

A mieszkają sobie o tak!


Pora kończyć tego tasiemca. Wam życzę samych trafionych prezentów! 
Całuję!
Czytaj dalej »

czwartek, 19 listopada 2015

Granulki wosku jojoba w natarciu [peeling enzymatyczny]

Piszę do Was... ja. Niegdyś fanka mocnego tarcia, teraz wierna innej formie złuszczania naskórka.
Kolejny raz poczytacie na moim blogu o peelingu enzymatycznym, ale pierwszy raz tej firmy- Jadwiga.  

Z firmą i jej produktami znam się już od kilku lat, bo kosmetyki te były dostępne w naszej szkolnej pracowni. Co więcej miałam okazję brać udział w kilku szkoleniach, dzięki czemu mam też kilka certyfikatów potwierdzających umiejętność wykonywania zabiegów w zakresie ich linii kosmetycznych. Cały czas jestem pod wrażeniem Polskiego Peelingu Ziołowego czy też Papki do cery trądzikowej. Nieznane mi były jednak niektóre oferowane kosmetyki ogólnodostępne. Gdy w związku ze spotkaniem w Łańcucie była możliwość wyboru jednego z kosmetyków do przetestowania bez zastanowienia wybrałam peeling enzymatyczny z granulkami wosku jojoba. Miałam już kiedyś możliwość wypróbowania podobnego produktu innej marki, więc moja ciekawość była spora. 


Zacznę od pojemności , bo dla niektórych może ona być sporym zaskoczeniem. Dostępne są dwie wersje z czego jedna z nich- właśnie ta którą posiadam, mieści 50ml produktu. Tubka jak w większości innych kosmetyków tego typu, ale zdecydowanie wyróżnia ją szata graficzna- niezwykle prosta i przejrzysta. Kolejna rzecz , która zwróciła moją uwagę jeszcze przed użyciem to bardzo krótki skład , bo liczący zaledwie 9 pozycji. Kosmetyk pachnie... aptecznie. Dla mnie to bardziej zapach lekarstwa niż kosmetyku. Daje mi to jednak poczucie , że mam do czynienia z profesjonalnym rozwiązaniem. Początkowo obawiałam się, że taka pojemność wystarczy mi raptem na kilka użyć, ale muszę przyznać, że stosuję go juz 1.5 miesiąca po 2-3 razy w tygodniu , a w tubce jest jeszcze praktycznie 1/3 zawartości. Kilka osób , gdy mówiłam im o tym produkcie zagadywało o drobiny wosku- bo jak to jest , że enzymatyczny , a jednak z drobinami? Otóż woskowe drobinki są tak małe i w tak niewielkiej ilości, że naprawdę ciężko je wyczuć.Po nałożeniu i delikatnym rozmasowaniu na twarzy nie ma po nich praktycznie śladu. Sama konsystencja przypomina żel i jest łatwa zarówno w aplikacji jak i podczas zmywania. Po 15 minutach bytowania na naszej twarzy peeling zwyczajnie zmywamy letnią wodą. Twarz jest wygładzona i miękka w dotyku. Ja nie odczuwam potrzeby szybkiego nawilżenia, bo sam w sobie kosmetyk jest nam w stanie zagwarantować przyjemne odczucia,a za głębokie nawilżanie odpowiadają właśnie woskowe drobiny.Koszt 50ml gagatka to ok 28zł. Kto z Was miał okazję używać?

Pozdrawiam:*





Czytaj dalej »

czwartek, 12 listopada 2015

Listopadowa lista pragnień [ wishlista]

W tak leniwy dzień jak dzisiaj nie byłam w stanie zrecenzować Wam konkretnego produktu. Czasami tak jest , że do konkretnych rzeczy zwyczajnie nie ma się serca. Pojawiam się więc z aktualną listą pragnień na najbliższe miesiące. 


Rozpoczęcie szkoły wiąże się u mnie ze sporymi wydatkami. Muszę zakupić kolejny komplet pędzli i trochę dodatków ułatwiających przygotowywanie makijaży. Ponieważ wciągnęła mnie hybryda zdecydowałam się na zakup kilku kolejnych kolorów od Neonail.  W związku z tym muszę również przygarnąć płyny do dezynfekcji, cleanery, waciki i takie tam inne potrzebne rzeczy. Zdecydowałam się na zakup dużych pojemności bo zwyczajnie jest to bardziej opłacalne.
Będąc w Anglii bardzo często zamawiałam ze strony wish.com . Teraz też spodobało mi się sporo rzeczy. Co prawda ich jakość jest różna, ale w większości aukcji są już dostępne ich zdjęcia w realu przesłane przez klientów. W tym miesiącu mam przede wszystkim zamiar zamówić kilka drobiazgów do zdobienia paznokci . Moją uwagę zwróciło też kilka zegarków , tu pozwoliłam sobie zamieścić tylko wybrane rzeczy. Marzy mi się także dobrze wykonany kubek termiczny lub butelka na wodę.




A ponieważ jako posiadacze auta musimy zaszaleć i zakupić w tym miesiącu opony zimowe, mój budżet będzie mocno ograniczony.Nie mniej jednak mam nadzieję, że kilka z tych rzeczy uda mi się przygarnąć. 


Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 listopada 2015

Biała Perła w natarciu [efekty, odczucia związane ze stosowaniem]

Po łańcuckim spotkaniu przywiozłam do domu produkt, który wzbudza spore emocje w blogosferze. Co prawda sezon ślubny i walka o uśmiech już prawie za nami, ale moda na wybielanie zębów wciąż trwa. Dzisiaj napiszę o swoich odczuciach związanych z Systemem 5 DNI od Biała Perła.


W dość sporym pod względem wielkości pudełeczku znalazłam : żel wybielający, pastę do zębów przed wybielaniem , płyn po płukania po wybielaniu, nakładki na zęby oraz pasek do porównywania odcieni. Mentolowy zapach dało się czuć jeszcze przed otwarciem. Całość utrzymana w przyjemnej prostej szacie graficznej. System 5 dni tak naprawdę spokojnie wystarczy na dłuższy okres wybielania. Ja stosowałam go u siebie równe 10 dni z czego pierwsze 5 dwa razy dziennie, a jak widzicie po tubkach na zdjęciu powyżej zużycie nie jest zbyt duże. Obaw miałam sporo, bo generalnie ciała obce w ustach to na mój gust nic przyjemnego, a w czasie kuracji trzeba nałożyć na zęby aplikatory z tworzywa przypominającego gumę. Dziewczyny wspominały też o nadmiernej produkcji śliny podczas samego zabiegu. Nie mniej jednak ciekawość zwyciężyła i rozpoczęłam kurację. Na samym początku ciężko było mi się przyzwyczaić do 20 minut ciszy :)  Sam żel nie wywołał we mnie żadnych negatywnych odczuć. Dość łatwo dało się go zaaplikować i rozprowadzić na aplikatorach. Faktycznie śliny było trochę więcej niż normalnie, ale nie był to jakiś problem nie do przejścia. 


Mój zgryz nie jest powalający, ale pozwoliłam sobie na wrzucenie zdjęć z efektami "przed" oraz "po". Czytając opinie w sieci miałam nadzieję na większą różnicę w odcieniu moich zębów. Co prawda zęby zmieniły odcień, ale wg mnie raptem o 1-2 tony. Na pewno usunięty został z nich nalot bo sama powierzchnia zębów jest teraz idealnie gładka.  Wydają mi się obecnie bardziej przejrzyste, ale różnica dla innych osób nie jest  jakoś specjalnie zauważalna. Być może taki urok mojego uzębienia, bo nigdy nie miałam śnieżnobiałych zębów. Namiętne picie herbaty także im nie służy, ale na czas kuracji wprowadziłam sobie rygorystyczne zasady i ograniczałam się do jednego kubka dziennie. Mimo wszystko uważam, że każdy powinien wypróbować ten system u siebie, bo jednak przy tego typu kuracjach trzeba indywidualnie podchodzić do tematu. To, że u mnie nie wywołał on efektu WOW! nie oznacza, że u kogoś innego się nie spisze. A nóż widelec! :) 

Stosowałyście?Jak wrażenia?
Czytaj dalej »

środa, 4 listopada 2015

Warszawa : Joy & La Roche Posay [relacja]

Pierwszy wyjazd do Warszawy po bardzo długiej przerwie pomimo moich obaw okazał się najlepszą atrakcją jaka mi się przydarzyła w październiku.Samo zaproszenie do redakcji Joy'a było dla mnie bardzo ekscytującą wiadomością. Nie na co dzień można znaleźć się w takim miejscu i w otoczeniu osób, które zna się tylko z czasopism kolorowych...Zwłaszcza, że w blogowej sferze jestem taką małą, szarą myszką- jeszcze!




W Warszawie dzięki pomocy rodziny pojawiłam się dzień wcześniej i miałam tam zapewniony bardzo przyjemny nocleg. Udało mi się zobaczyć kawałek miasta, piękną wieczorową porą, a na spotkanie mogłam się udać wyspana. Patrząc na zdjęcia nie wiem czy to coś pomogło , bo jakoś specjalnie na nich nie wyszłam, żeby nie napisać że nie wyszłam w ogóle :D  Grunt to mieć dystans do siebie :)  A wracając do tematu przed spotkaniem udało mi się spotkać z Justyną, którą znam już od kilku ładnych lat. I to dzięki niej trafiłam do celu bezbłędnie.


Na miejscu już od recepcji dało się wyczuć klimat rodem z filmu "Diabeł ubiera się u Prady". W pozytywnym znaczeniu. Korytarzami przechodzili się młodzi zdolni... Przyjemny widok móc popatrzeć na kogoś, kto wkłada serce i dużą dawkę kreatywności  w swoją pracę . Na piętrze gdzie miało się odbyć spotkanie kierowałyśmy się wiedzione plakatami promującymi zarówno gazetę jak i linie kosmetyczną La Roche Posay oraz główne hasło warsztatów "Powiedz NIE trądzikowi!".  W sali panował przyjemny półmrok, dzięki  czemu ja osobiście czułam się bardzo komfortowo i klimatycznie. Nie dało się nie zwrócić uwagi na kwiaty. Przyznam szczerze, że to chyba pierwsza tego typu impreza dopracowana pod każdym szczegółem. 

Bardzo przyjemne było powitanie przez redaktor naczelną magazynu Joy - p.Karolinę Weber - Bęben oraz jej zastępczynię Marię Dąbrowską. Opowiedziały one nam co nieco o pomysłach , które zamierzają wprowadzić w kolejnych numerach. Podpytały o to co nas - czytelniczki  interesowałoby jako temat artykułów.  


Po tej części dość płynnie przeszłyśmy do tematu znanego większości z nas , a mianowicie problemów skórnych. Przedstawicielki firmy La Roche Posay postanowiły opowiedzieć nam o historii związanej odkryciem cudownych właściwości wody użytej w kosmetykach. Poznałyśmy główne założenia marki oraz usłyszałyśmy o zmianach w składach kultowych kremów, które wzbogacone zostały o dodatkowe składniki.  Po prezentacji i przerwie na pyszne przekąski pojawiła się na sali specjalista dermatolog dr. Ivana Stanković . Początkowo rozmowa z nią była formą wywiadu ze strony przedstawicielek La Roche Posay. Później same miałyśmy możliwość zadawania pytań, a tym samym rozwiania wątpliwości związanych z tematami około dermatologicznymi. Co prawda ja jak zwykle byłam słuchaczem , a nie rozmówcą, ale wyniosłam z całych warsztatów nową sporą dawkę wiedzy. 



W nasze ręce trafił też prosto z drukarni najnowszy egzemplarz Joy, co było dla nas małym wyróżnieniem, bo na sklepowe półki trafił dopiero dzień później. Organizatorki przygotowały dla nas nie lada niespodzianki. Z Warszawy wróciłam z serią do twarzy, która jest dość szeroko znana w blogosferze. Co dla mnie jako miłośniczki książek równie ważne , z zestawem książek.





Nie wiem jakie odczucia miała reszta uczestników, ale ja dzięki całej otoczce poczułam się wyjątkowo.  A teraz mogę Wam jednie powiedzieć, że kosmetyki są przeze mnie namiętnie testowane....

Pozdrawiam:*



Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 listopada 2015

Tak bardzo boli.... [demakijaż z Dr. Ireną Eris]

Gdy uzyskałam możliwość dołączenia do klubu Dr. Ireny Eris wizja zbierania i wymieniania punktów za zakupione kosmetyki bardzo mnie cieszyła. Skoro już wydaję pieniądze to fajnie móc dodatkowo coś zyskać i do tego mieć możliwość wyboru.


Ponieważ na klubowym koncie uzbierała mi się spora liczba punktów postanowiłam zamienić ją na coś z oferty . A ponieważ najszybciej schodzącym kosmetykiem jest u mnie płyn micelarny... skusiłam się. Po mniej więcej tygodniu czasu od zamówienia dotarła do mnie ładnie zapakowana buteleczka. Prosta szata graficzna i przyjemny aplikator natychmiast podbiły moje serce. Całość sprawia wrażenie dość eleganckiego i profesjonalnego kosmetyku. Obaw nie miałam , bo moja buźka jest generalnie wyjątkowo odporna, a poza tym kosmetyk przeznaczony jest do wszystkich typów skóry (łącznie z wrażliwą).


Pierwsze problemy zaczęły się przy próbie usunięcia makijażu. Nie zawsze stosuję kosmetyki wodoodporne, a wręcz robię to "od święta". Niestety płyn nawet ze zwykłym makijażem nie dawał sobie rady. Jedyne na co było go stać to nieestetyczne rozmazanie resztek po twarzy. Najgorsze spotkało mnie jednak gdy wpadłam na pomysł oczyszczania nim oczu. Z drugiej strony czemu nie skoro producent zapewnia, że kosmetyk jest to w stanie zrobić dobrze. Początkowo nie wiązałam objawów które się pojawiły z tym kosmetykiem. Z czasem wykluczyłam inne czynniki , później przeprowadziłam kilka bolesnych testów i wyszło co wyszło. Po oczyszczaniu, a raczej próbie oczyszczania oczu pojawiał się ból. Nie chodzi mi o ich pieczenie , ale kłucie. Coś jak ziarnko piasku lub rzęsa w oku. Niekomfortowe! Jednocześnie łzawiłam szalenie co najmniej jak po krojeniu cebuli. Tak dużo sobie obiecywałam po produkcie tego typu, że zużyłam przeszło połowę 200ml butelki, żeby się przekonać że to faktycznie powód moich cierpień. 


Przykre to! I cóż , że podobno wykorzystano modyfikowany związek glukozy poprawiający nawilżenie? I nic... Z obietnic dotyczących komfortu użytkowania także nic. Zaskakująca w tej całej historii jest dla mnie jedynie cena regularna, bo to prawie 50zł... I niby sama go nie kupiłam, ale nawet wymienionych punktów szkoda. Gdybym pomyślała, to zajrzałabym wcześniej na wizaz.pl i poczytałabym że u połowy użytkowniczek wywołuje niepożądane objawy... Tylko czy to powstrzymałoby mnie przed nabyciem? Szczęście w nieszczęściu , że z wydajnością jest naprawdę słabo i kosmetyk szybko znika z butelki...



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia