poniedziałek, 15 lutego 2016

Ziołowe ukojenie od Sylveco [balsam do ciała]

U mnie na tapecie zioła w każdej postaci. Nie dość, że popłynęłam podczas zakupów nasion to jeszcze piszę Wam dzisiaj o balsamie do ciała- niecodziennym, bo z wykorzystaniem ziół właśnie. Generalnie, co da się zresztą zauważyć korzystam z szerokiego przekroju kosmetyków. Raz bliżej mi do tych bardziej chemicznych, a innym razem stawiam na ECO, a właściwie SylvECO. Nie będę ukrywać , nie bez znaczenia jest dla mnie pochodzenie tych kosmetyków, bo czuję się z nimi związana regionalnie... Nie dość, że polskie, to jeszcze NASZE - podkarpackie.



Balsam przywiozłam ze sobą z sanockiego spotkania organizowanego przez Magdę w maju. Miałyśmy wtedy możliwość na wszelkie sposoby przetestować ówczesną ofertę firmy. A jak wiecie od tamtego czasu miała ona okazję rozrosnąć się o całą nową serię kosmetyków VIANEK. Tych akurat jeszcze nie miałam, ale wszystko przede mną. Naoglądałam się na blogach tych cudów i mam ochotę na kilka konkretów, ale muszę zużyć nagromadzone zapasy. Wracając do tematu , bo dzisiaj chciałam Wam napisać o KOJĄCYM balsamie do ciała. Dedykowany dla skóry przesuszonej i podrażnionej , po opalaniu lub depilacji. Początkowo trochę zastanawiały mnie te konkrety we wskazaniach do stosowania. Jednak po pierwszym użyciu było jasne dlaczego...


Balsam ma przyjemną  stosunkowo lekką konsystencję. Wchłania się generalnie bez problemu, chyba że nałożymy zdecydowanie dużą ilość kosmetyku- wtedy potrzebuje odrobiny czasu.  Po użyciu zdecydowanie odczuwalne jest uczucie chłodu. Stąd też idealnie nada się do skór ze wskazań z opakowania. Jednak prawda jest taka, że każdemu kto lubi takie doznania powinien przypaść do gustu. Warunkiem dodatkowym powodzenia takiego romansu ciała z kosmetykiem jest zdecydowanie uwielbienie do ziół, a właściwie do mięty. To ona przeważa swoim zapachem w balsamie i wyczuwalna jest nie tylko w czasie aplikacji , ale i w chwilę "po". To co ja dodatkowo lubię to dość bogato rozbudowana na opakowaniu informacja o składnikach aktywnych. A ten kojący gagatek w nie obfituje. Zaczynając od witaminy E przez olejki np. z pestek winogron właśnie ,aż do ekstraktów : z kory brzozy, aloesu czy krwawnika pospolitego. Większość z nich odpowiedzialna jest właśnie za przyspieszenie procesu regeneracji czy też zniwelowanie uciążliwych skutków podrażnień.  Dla mnie podczas cieplejszych dni, a zwłaszcza po nadmiernej ekspozycji na słońce był on prawdziwym wybawieniem. Nie dość, że poprawiał mój komfort psychiczny,  to jeszcze skóra przy regularnym stosowaniu wydawała się szybciej regenerować. Jak ktoś również opala się na raka jak ja, ten wie ile to niesie za sobą nieprzyjemnych odczuć. Z tym balsamem było mi zdecydowanie lżej przejść przez to wszystko.


Od strony technicznej: opakowanie z pompką ( dobry pomysł) mieszczące 300ml kosmetyku. Balsam ważny 6 miesięcy od otwarcia. Cena w zależności od sklepu 34-38zł. Skład zapożyczony ze strony producenta : Woda,  Olej z pestek winogron,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego, Gliceryna,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Stearynian glicerolu,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Ekstrakt z krwawnika pospolitego, Witamina E,  Olejek miętowy,  Alkohol benzylowy,  Betulina,  Ekstrakt z aloesu, Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy 



Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia