piątek, 29 kwietnia 2016

Transparentnie [ Kobo]

Nawet u mnie maniaczki i posiadaczki całkiem sporej ilości kosmetyków nadchodzi czasami taki moment, że oto... coś się kończy. Jest to najlepszy dowód na moją miłość względem danego kosmetyku i chociaż za serce chwyta żal to jest i radość, bo dobrze jest trafić na coś naprawdę dobrego w całym morzu oferowanych nam kosmetyków. Jako posiadaczka cery mieszanej muszę dodatkowo zadbać o to, by ze strefy T nie umknęło mi to co najistotniejsze w moim makijażu. Korzystam z baz pod podkład, na większe wyjścia używam fixera, ale poczucie bezpieczeństwa w tej kwestii od zawsze zapewnia mi puder. Przez moje ręce trochę się ich przewinęło i były to zarówno prasowane jak i sypkie okazy. Z czasem doszłam do wniosku, że jednak ta druga forma jest mi bliższa.Tak wiem ma tylu zwolenników co przeciwników, bo przecież się osypuje, bo produkt ulega zmarnowaniu , bo może się niepostrzeżenie wysypać... A mimo to dla mnie jest ideałem.



Jak widzicie w moim opakowaniu zostało coś jeszcze na potrzeby zdjęć i kilkukrotne użycie.Właściwie nawet nie przypuszczałam, że nadchodzi pora rozstania się z tym konkretnym opakowaniem, bo tak dobrze było nam razem... Zdecydowanym minusem jest ścierający się napis. Chciałabym na zdjęciach umieścić pięknie prezentujące się opakowanie, ale moje jest już zwyczajnie w dużej mierze wytarte. Oczywiście w niczym to tak naprawdę nie przeszkadza, prócz niezbyt ciekawego efektu wizualnego. Pomimo, że jest wykonane z plastiku jest trwałe.U mnie zaliczyło kilka upadków i nie pojawiły się chociażby pęknięcia. Aplikator- siteczko sprawia swoje zadanie, Początkowo bałam się, że tymi dziurkami wszystko się wydostanie, ale obeszło się bez takich czarnych scenariuszy. Ja zwykle robiłam to tak, że przechylałam zakręcone opakowanie na chwilę " do góry nogami". Po tym zabiegu delikatnie odkręcałam, a kosmetyk do użycia znajdowałam na wieczku skąd  nakładałam go sobie za pomocą pędzla.  Taka metoda sprawdziła się u mnie najlepiej, ale z chęcią poznam i Wasze sposoby.




Puder w moim przypadku działał na tyle dobrze , że nie robiłam poprawek w ciągu dnia . Kosmetyk nie bieli buźki, ale warto uważać na pierwsze przyłożenie, bo jeśli znajduje się go za dużo na pędzlu to można się później zdziwić :) Pomimo matu twarz wygląda na świeżą i zdrową.Uważam też, że jest wydajny. U mnie wykorzystywany był niemalże każdego dnia ( a trafił do mnie w grudniu), teraz mamy koniec kwietnia i jego też jeszcze troszkę jest. Przez pięć miesięcy skrupulatnie wykorzystywałam to swoje 8g szczęścia. Z każdym z moich podkładów bardzo dobrze współgrał.Prawdę mówiąc stosowałam go z powodzeniem także na kremy BB i te nasze i te azjatyckie. Jego składniki aktywne mają pochłaniać nadmiar sebum i w moim przypadku tak było. Trudno się więc dziwić, że jest on dedykowany głównie tłustym buziom lub do makijażu scenicznego. Widziałam w sieci sporo zróżnicowanych opinii. Dla jednych jego zdolności matujące są za słabe innym przeszkadza ,że delikatnie wpada w beż. Ja mogę śmiało powiedzieć, że nie mam mu nic do zarzucenia, a tak różne zdania potwierdzają tylko regułę , że każda twarz jest inna.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)