czwartek, 5 maja 2016

Gram w zielone z Perfect.ME

Ostatnio tak dziwnie się dzieje, że wszystko co traktowałam jako swój kosmetyczny pewnik, zwyczajnie się kończy. Dzisiejszego poranka ostatni raz ściskałam w ręce zieloną, energetyczną tubkę z szamponem  Perfect.ME - czy ostatnie dwa miesiące z duetem były dobrym czasem?!

Specjalnie sprawdzałam na swojej fb stronie kiedy dokładnie rozpoczęliśmy swoją wspólną drogę : ja i Perfect.ME. 
O ironio, było to dokładnie równe dwa miesiące temu. Jak ten czas leci, a mam wrażenie, że za każdym razem poznaję się z tymi kosmetykami na nowo. Pisałam Wam wtedy, że najbardziej w paczce urzekło mnie zakamuflowane lusterko. Cały czas je mam i uśmiecham się do siebie pod nosem za każdym razem gdy się w nim przeglądam.Niby prosty napis "Jesteś doskonała", a tyle pozytywnych emocji wyzwala. Wracając jednak do tematu...  Zielona i pełna energii seria, którą wybrałam do testów to tak naprawdę linia zapewniająca PERFEKCYJNE ODŻYWIENIE. Cała gromadka sygnowana nazwą Natural Oils Repair  odpowiada przede wszystkim za  odżywienie włosów suchych i zniszczonych, pozbawionych naturalnego blasku. Moje zdecydowanie są mocno wyniszczone ciągłymi koloryzacjami i potrzebują czegoś naprawdę skutecznego. A że same w sobie lubią też oleje... A w tej serii jest ich 5(!),  to siłą rzeczy nie mogłam nie spróbować właśnie tej wersji.


Skoro już zaczęłam o tych olejach myślę , że warto pociągnąć ten temat. Znajdują się one w środku składu i występują jeden po drugim  : olej arganowy, który jest odpowiedzialny głównie za nawilżanie i regenerację- tak zresztą powszechny obecnie w blogosferze, że nie sposób go nie znać. Kolejno olej jojoba odpowiedzialny za nadanie włosom elastyczności, ale także mający wpływ na odżywienie.Olej makadamia, któremu to zawdzięczamy m.in  odbudowę i blask. Na końcu odbudowujący olej kokosowy  i migdałowy nadający np. miękkości. Jak zapewnia producent w kosmetyku tym znajdziemy jedno wielkie ZERO- zero parabenów, konserwantów CIT i MIT, pochodnych ropy naftowej, sztucznych barwników czy ftalanów.Jest to zdecydowanie szampon mocno dociążający włosy. Ja jako posiadaczka rozwichrzonych pasm byłam z niego zadowolona, bo jako jeden z nielicznych był w stanie ujarzmić niesforne włosięta i trzymać je przy sobie. Nie wyobrażam sobie jednak zmywania za jego pomocą czystego oleju czy naprawdę ciężkiej maski , bo zwyczajnie nie jest tak agresywnie czyszczący by w zadowalający sposób dać sobie z tego typu produktami radę ( chyba , że przy kilkukrotnym dokładnym myciu). Jeśli jednak ktoś ma tzw. siano i potrzebuje zebrać te włosy w jedną sensowną całość- będzie idealny. Aplikację z tubki zaliczam do przyjemnych , chociaż początkowo bałam się, że zawartość będzie mi uciekała ze względu na konsystencję. Opakowanie wykonane z dość miękkiej gumy, więc nie sposób nie wydobyć go do tzw. ostatniej kropli. I takie rozwiązania lubię, bo nie marnuje się wówczas niepotrzebnie produktu. 


Będę z Wami szczera, pierwszy raz nie potrafiłam jednoznacznie wybrać czy bardziej przypadł mi do gustu szampon czy maska.Myślę, że te kosmetyki spokojnie oddzielnie dadzą sobie radę i przyniosą efekt, ale w duecie... Moje oczekiwania względem nich zostały zaspokojone. Maska ma konsystencję bardzo podobną do większości masek dostępnych na rynku : gęsta a jednak  lekko galaretowata. Pachnie intensywnie , ale nie potrafię dokładnie powiedzieć czym.Przyjemny słodki, a jednak trochę męski zapach utrzymuje się jeszcze chwilę po zmyciu na włosach. Maski nie używałam przy każdym myciu  włosów szamponem, bo jednak jest ona z serii tych zdecydowanie ujarzmiających włosy i nie było zwyczajnie takiej potrzeby. Przez większość czasu nakładałam ją na długości i końcach, ale zdarzało mi się także na całość , a czasami wydłużałam dodatkowo czas , bo zajęta swoimi sprawami nie zauważałam kiedy minęło te wymagane 5-10 minut. Nigdy nie pojawił się u mnie problem przesadnego obciążenia włosów. Wiadomo jednak, że tego typu kosmetyki bez wątpienia należy dopasować pod swoje potrzeby. Prosty przykład: razem z tymi kosmetykami otrzymałam także saszetki z dwoma pozostałymi dostępnymi maskami.Jedną z nich była wersja różowa także odpowiedzialna za wygładzenie włosów. I chociaż zadziałała, nie było u mnie takiego efektu WOW jak w przypadku maski z serii zielonej.





Niedługo po tym jak ja otrzymałam swoją paczkę do testów kosmetyki te pojawiły się w Biedronce. Nie omieszkałam i ja tam zajrzeć wychodząc z niebieską wersją szamponu - Perfekcyjna siła. Oczywiście nie powstrzymałam się z jego użyciem dzięki czemu miałam podgląd na różnice między tymi seriami. Niebieski to zdecydowanie silniejszy zawodnik jeśli chodzi o oczyszczanie i to właśnie on zamiennie z zielonym towarzyszyli mi w ostatnim czasie ( niebieskim oleje da się spokojnie zmyć z włosów dlatego właśnie po olejowaniu sięgałam po niego). 

Zdecydowanie podoba mi się cena tych produktów, bo są one z serii tych dostępnych na każdą kieszeń, a niska cena na szczęście nie idzie w parze  z marną jakością. Dość przyjemna dla oka jest szata graficzna i firma w przemyślany sposób podzieliła serię na kolory. Niby każda jest taka sama, a jednak inna wizualnie. O niebo lepiej jest też na chwilę obecną z dostępnością, początkowo można było je zakupić wyłącznie w Hebe obecnie już w kilku większych sieciach drogerii. Wpis o niebieskiej wersji pojawi się, gdy buteleczka sięgnie dna.Jak ta...


Używałyście?Która z serii się u Was sprawdziła?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)