środa, 18 maja 2016

Republika marzeń?! czyli o tym jak "Obywatel i Małgorzata"...

Jeśli REPUBLIKA kojarzy Ci się wyłącznie z ustrojem politycznym to może jednak nie czytaj tego posta! Pewnie nie kojarzysz też faceta , którego nazywano OBYWATELEM G.C i nie masz pojęcia po jaką cholerę publikuję ten post.Być może reprezentujesz "młodsze pokolenie" i zwyczajnie jakimś cudem nie miałeś okazji usłyszeć... a może jesteś z moich lat, ale nie miałeś przy boku zafiksowanych w temacie starszych znajomych , którzy podsunęliby Ci kasetę z dobrymi kawałkami...

 Są takie momenty w których człowiek uświadamia sobie, że zupełnie nie pasuje do świata za oknem. I jedyne co może zrobić  to się do tych niesprzyjających warunków w mniejszym bądź większym stopniu dostosować. Nie wiem czy mnie się udało. Chyba nie... Mentalnie jestem zdecydowanie starsza i nie żeby było mi z tym źle, ale czasami nie rozumiem.Tak zwyczajnie nie rozumiem tego świata. Siadam wtedy w swoim pokoju i przy zgaszonym świetle wypatruję , a właściwie nasłuchuję odgłosów przeszłości. Tych czasów , gdy bunt miał sens i gdy było jeszcze o co walczyć.Zapalam świece i chłonę jej ciepło rozkoszując się płynącą z głośników donośną muzyką, krzykiem TAMTEGO pokolenia. 



Oczywistym było dla mnie więc, że gdy zobaczyłam pozycję "Obywatel i Małgorzata" (nazwaną  na wielu portalach jeszcze przed publikacją najlepszą biografią Ciechowskiego) podczas wizyty w Empiku zapragnęłam ją tak najzwyczajniej w świecie zabrać ze sobą do domu. I to chyba był błąd! Nie mój, że kupiłam i przeczytałam, ale p.Potockiej, że podjęła się jednak rozmowy o swoim zmarłym partnerze Grzegorzu Ciechowskim. Utwory Republiki czy później Obywatela G.C od zawsze przewijały się w moim życiu i może nie jestem uzależniona wyłącznie od nich, ale jestem im wierna.Zawsze do nich wracam z odrobiną żalu, że gdy wszystko się działo mnie jeszcze nie było na świecie, a u schyłku ich świetności byłam zwyczajnie za młoda i za głupia. Żal, że nie mogłam świadomie celebrować chwil z tymi utworami wtedy... O samym Ciechowskim przeczytałam sporo i były to głownie informacji z sieci więc gdy jego była partnerka postanowiła ujawnić rąbka tajemnicy wydawało mi się, że to będzie COŚ. Bez wątpienia czymś to nazwać można , ale czy udaną propozycją?! Nie zrozumcie mnie źle, zakupu książki nie żałuję, bo generalnie część prowadzona w formie wywiadu mi się podobała.Dotykała tych stref ,które budziły moją ciekawość i jakiś obraz tamtego okresu byłam w stanie sobie stworzyć na jej podstawie. Byłam jednak przekonana , że będzie to twór nastawiony głównie na Ciechowskiego i jego życie zawodowe przeplatające się fragmentami z osobistym, a ostatecznie najwięcej w tej książce o samej tytułowej Małgorzacie. Ja czułam przesyt, który po pewnym czasie wkroczył wręcz w etap irytacji. Ktoś nie mający pojęcia  o osiągnięciach  i popularności Republiki mógłby pomyśleć, że wszystko co się działo było wyłącznie zasługą jednej osoby - JEJ- Małgorzaty.  Jestem zdania, że nie powinno się mówić o uczuciach , które nadal są w nas, niby dawno wygasłe, ale jeszcze świeże. Pani Potocka odpowiada na pytania dotyczące historii ich wzajemnego poznania i późniejszego życia. Twierdzi też, że z perspektywy czasu już dawno wybaczyła zdradę i wszelkie złe odczucia zostały zażegnane, a prawdę mówiąc każde kolejne słowo zdaje się być totalnym zaprzeczeniem.Podobno coś mówionego wiele razy  z czasem staje się prawdą i może to właśnie dlatego zrodziła się u p.Potockiej potrzeba wydania tej książki?! 



W wielu fragmentach stawia ona głównie na siebie. Fakt, że miała tak potrzebne "znajomości" na pewno nie był bez znaczenia.Wydaje mi się jednak , że większość kojarzy ją z TERAZ : z seriali, filmów, a nie z ówczesnych produkcji, które miała okazję reżyserować. I to chyba nie do końca jest  tak, że była wtedy popularniejsza niż Ciechowski i torowała mu drogę do kariery jak sama o tym kilkukrotnie wspomina w wywiadzie. Za dużo w tym wszystkim emocji rozmówczyni, które tak naprawdę trudno teraz zweryfikować, bo na dobrą sprawę zwykle jest tak, że o sobie mówi się dobrze i swoich błędów czy nieprzemyślanych zachowań się nie widzi. Drugą część książki przemilczę, bo nie bardzo rozumiem jaki był sens dodawania do całości masy wpisów z dziennika pani Małgorzaty z tamtego okresu. Wyrwane z kontekstu zdania  w większości pisane bez ładu i składu patrząc z perspektywy czasu i zupełnie ( wg mnie) nie wnoszące nic do całości. Wyszło jak nieudolna próba oczyszczenia samej siebie. Pani Małgorzata chciała chyba  po latach pokazać , że chociaż świadomie zdradziła, to cierpiała z tego powodu. I to cierpienie powinno wszystkie inne sytuacje  usprawiedliwić. Mnie taka forma zupełnie się nie podoba.Jestem zdania, że jeśli ktoś wybiera  taką a nie inną drogę to powinien wszelkie jej konsekwencje ponieść , a nie szukać  po latach naciąganego usprawiedliwienia  walcząc jednocześnie usilnie o  zrozumienie. 
Dużo właściwsze byłoby nadanie tytułu " Małgorzata...i Obywatel G.C"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)