niedziela, 12 czerwca 2016

Zakonnice odchodzą po cichu?! [recenzja]

Jakiś czas temu moja mama trafiła na zapowiedź pewnej książki. Osobiście nie lubię poruszać kwestii religijnych zwłaszcza online, bo to jedna z tych dziedzin w których nie toleruję narzucania  swojego zdania innym. Do każdej z religii odnoszę się ( mam nadzieję) z należytym szacunkiem. Od zawsze interesowały mnie jednak te tematy odnoszące się do religii katolickiej o których najchętniej sam kościół jako instytucja nie mówiłby wcale. To chyba tak jest, że tematy tabu jak zakazany owoc smakują najlepiej gdy chociaż trochę się je odkryje. Nie mniej jednak książkę zakupiłam w prezencie dla mamy , bo to początkowo jej najbardziej zależało na lekturze. Aż pewnego deszczowego popołudnia sama sięgnęłam po tą pozycję i...przeczytałam jednym tchem.



Prawda jest taka, że przeciętny człowiek  wie o zakonach mało.Właściwie zwykle są to strzępki informacji dotyczące nazwy zgromadzenia czy też ewentualnych działań charytatywnych w które zaangażowana jest dana formacja. Wiemy też, że istnieje jakiś podział obowiązków, ale nikt nie zagłębia się przecież w  tym temacie na co dzień.I pewnego dnia Marta Abramowicz, osoba w głowie której zrodził się pomysł na tego typu książkę ruszyła do działania. Jak sama pisze chociaż siostry odchodzą ze zgromadzeń ( co akurat tajemnicą nie jest) nie chcą ostatecznie w żaden sposób komentować swoich decyzji. Udało jej się jednak dotrzeć do kilku osób, które zechciały mówić. Dla mnie jako czytelnika było to w odbiorze jak spowiedź. Każda z nich odeszła z innych powodów, ale w wielu przypadkach o ile nie w większości przewijał się jako jeden z powodów temat samotności. I wcale nie chodziło o brak partnera, ale o możliwość utrzymywania normalnych koleżeńskich , a właściwie siostrzanych relacji z innymi członkiniami. Zgromadzenia chociaż liczące niejednokrotnie sporą liczbę kobiet  były dla nich samotnią w której ograniczały się do wykonywania obowiązków przełożonej.A te niejednokrotnie były co najmniej dziwne i niezrozumiałe. 



Jestem w stanie zrozumieć decyzję o całkowitym zawierzeniu swojego życia Bogu. Nie mieści mi się jednak w głowie, że zakon- formacja, którą sama do tej pory uważałam za mającą na celu również niesienie pomocy innym ma swoje priorytety, które z wytycznymi religii katolickiej nie  mają nic wspólnego . Kobiety które zdecydowały się opuścić klasztorne mury wskazują na to, że niejednokrotnie od ofiarowania pomocy potrzebującym były ważniejsze sprawy dotyczące  dóbr materialnych. Siostry przełożone karały ich za zbyt długie przebywanie z chorymi i zadawały prace w obejściu klasztora do wykonania "za karę" w ciągu nocy. Pranie czy mycie były uznawane za wymysł i można było z nich skorzystać tylko na pozwolenie  siostry przełożonej, co według rozmówczyń miało czasami miejsce raz na kilka miesięcy. Według ich relacji panowały tym nieludzkie warunki i  ubliżające ich godności. Wiele z nich po odejściu, chociaż minęło od niego czasami kilka lat nie może poradzić sobie psychicznie. Niektóre zupełnie zatraciły realną ocenę sytuacji. W niektórych zgromadzeniach nakazywano prowadzenie im dzienników w których zapisywać miały co powinny poprawić i jakiś przewinień dopuściły się każdego dnia. I pierwsze myślałam, że to nieco naciągana historia do czasu mojej sobotniej podróży do Częstochowy. Tak się złożyło, że w pociągu na miejscu obok mnie  siedziała siostra zakonna. Przez całą drogę trzymała w dłoniach notes ,który co jakiś czas otwierała i skrzętnie coś w nim zapisywała. Normalna rzecz, nie jedna z nas coś planuję i swoje myśli przelewa na papier. W pewnym momencie siedzące za nami dziecko zaczęło kopać w nasze siedzenia. Siostra nie wytrzymała i westchnęła po czym tym razem rozłożyła zeszyt na blacie i zanotowała " moja cierpliwość została wystawiona na próbę, której nie podołałam".  Wiem, że nieelegancko z mojej strony było , że zerknęłam na jej notatki, ale cóż słaby człowiek ze mnie i poddałam się swojemu wścibstwu. Ta sytuacja tak naprawdę uświadomiła mi, że faktycznie nie wiem nic w tym temacie. Czytałam tą książkę myśląc o niej jak o sf, a życie dość szybko zweryfikowało, że jednak coś jest na rzeczy. Zagłębiając się w każdą kolejną opowieść trafiamy na kolejne sytuacje ,które w naszym normalnym świecie byłyby odebrane co najmniej jako nieodpowiednie zachowanie człowieka w stosunku do innego człowieka.


Dodatkowo, żeby nie było tylko o kobietach autorce udało się porozmawiać także z zakonnikami. Okazuje się, że u nich reguły rodem ze średniowiecza już dawno zostały zniesione. Sami jak mówią widzą problem i często muszą się z nim zmierzyć gdy siostry szukają u nich pomocy, ale ... nie mogą nic zrobić prócz dodania im odrobiny otuchy. To nie jest książka do opowiedzenia. Trzeba ją samemu przeczytać, żeby pewne rzeczy sobie uświadomić. Ja po lekturze będę na siostry zakonne patrzeć inaczej. Nie mniej jednak jako czytelnik czuję niedosyt. Chciałabym wiedzieć więcej i więcej, ale niestety w kwestii milczenia byłych zakonnic pewnie niewiele się zmieni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)