Żel pod prysznic z owsem [A-derma]

Zdecydowanie na początku jako istota wścibska zaczęłam zapoznanie z produktem od wygooglania sobie czym wspaniałym charakteryzuje się ta zastosowana w kosmetykach A-Derma roślina. Mowa tu o owsie Rhealba. Prawdę mówiąc na temat samej rośliny dokładnie tego gatunku nie ma za wiele informacji nie licząc tych od producenta kosmetyków. Nie mniej jednak wiadomo,że owies sam w sobie odznacza się wieloma właściwościami które sprawdzają się na wielu płaszczyznach...

Roślina znana przede wszystkim z tego, że jest powszechnie uprawiana przez rolników i przetwarzana na paszę dla zwierząt lub jedzenie dla ludzi. Prawdę mówiąc owsianka jest teraz  "na czasie" , a duży wpływ ma na to moda na zdrową żywność. Ja jeszcze nie dałam się skusić, ale kto wie... kto wie. Sam owies posiada całe mnóstwo zastosowań i wskazań , a w kosmetyce najczęściej wykorzystuje się go w preparatach przeznaczonych dla skór wrażliwych. Działa zmiękczająco i nawilżająco, a dodatkowo łagodzi podrażnienia.


Nie powiem, po otrzymaniu tego żelu na krakowskim spotkaniu zżerała mnie ciekawość. Normalny ludzki odruch. Za ultra bogatą konsystencją na dobrą sprawę mogło się kryć wszystko. Jak pisze sam producent  żel ma za zadanie oczyszczać, odżywiać i...chronić! Aż tak wiele od kosmetyku pod prysznic jednak bym nie wymagała. Ale ten owies nie dawał mi spokoju!Składnik w 100% naturalny i rodem z Francji działał na moją wyobraźnię. Szybko zużyłam to co miałam pod prysznicem (obiecałam sobie, że nie rozpocznę kolejnego kosmetyku zanim nie skończę poprzednika :P ) i w końcu po kilku dniach od spotkania mogłam go wypróbować.Człowiek czeka na taki moment z niecierpliwością, a życie szybko weryfikuje czy było warto.Po pierwsze zdecydowanie żel ma mocno lejącą konsystencję i przelewa się przez palce , a producent zaleca nakładanie go za pomocą dłoni. Co ciekawe wylać go przypadkowo z buteleczki nie sposób, bo zastosowano jakieś " mądre" błonki przez które sam z siebie nie wypłynie.A uściślając trzeba użyć całkiem sporej siły, żeby coś wycisnąć z tubki.Zapach przyjemny , soczysty , ale bardzo delikatny. Sam żel pomimo , że jak głosi napis na opakowaniu nie zawiera mydła, oczyszcza skórę i pieni się bardzo dobrze. Jestem skłonna powiedzieć, że moja skóra lepiej zachowywała się po depilacji i szybciej wracała do siebie za jego sprawą. Efektu nawilżenia specjalnie nie odczułam, ale nie wysuszał  też skóry , co w przypadku kosmetyku myjącego do ciała jest już dużym plusem.




Opakowanie 200ml wystarczyło mi na miesiąc ( używane przez jedną osobę) to troszkę mniej niż w przypadku gęstszych żeli, ale wynik jest  i tak zadowalający. Zdecydowanie używało się go przyjemnie, ale czy był to dla mnie efekt wow? U mnie spisał się dobrze, ale nie mam jakiś szczególnych problemów ze skórą na ciele. Interesuje mnie jak faktycznie zadziałałby u osób problemami. Co ciekawe na opakowaniu widnieje informacja, że kosmetyk ten może posłużyć również do mycia twarzy.  
Któraś z Was używała kosmetyków z tej serii? Spisały się?
Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger