All around safe... mgiełka do twarzy [Missha]

Miałam cichą nadzieję, że upały trochę odpuszczą, bo co prawda jestem ciepłolubna, ale jednak nie aż tak by smażyć się  na słońcu, a raczej wylegiwać się pod kocykiem. Z premedytacją unikam  nadmiernej ekspozycji, a jeśli już muszę wystawić się na bezpośrednie działanie promieni słonecznych to z przyjemnością sięgam po kosmetyki z wysokim filtrem. Pierwszy raz mam jednak styczność z azjatyckim produktem  i do tego w formie  spray'u . 

Nie jest tajemnicą , że mgiełka trafiła w moje ręce podczas krakowskiego spotkania blogerek. Gdyby nie ten fakt, pewnie nie miałabym o niej pojęcia, bo osobiście do tej pory bardziej byłam zainteresowana azjatycką kolorówką niż sferą pielęgnacyjną. Zanim zdecydowałam się na jej pierwsze użycie swoim zwyczajem wygooglałam sobie informację na jej temat w sieci ( Missha ) , żeby dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat. Skupię się pierwsze na wizualnej stronie produktu. Solidna buteleczka , którą mogłabym minąć na sklepowej półce, gdyby nie zdecydowanie przyciągająca wzrok zatyczka. Mam mieszane odczucia co do wyboru kolorystyki opakowania. Z jednej strony jest przyjemna dla oka i czytelna, a z drugiej to złoto balansuje na granicy ekskluzywności z kiczem. Samo otwierania i aplikator działają bez zarzutu, chociaż trzeba użyć odrobiny siły naciskając przycisk, żeby ostatecznie wydobyć produkt na zewnątrz. 




Konsystencja okazała się dla mnie zaskakująca.Przeczytałam sporo informacji na temat tego , że to lekki wchłaniający się szybko płyn. Liczyłam , że będzie to efekt zbliżony po użyciu wody termalnej. Pierwszy psik okazał się nie małym zaskoczeniem , bo ostatecznie okazało się, że to bardziej tzw. suchy olejek. O ile na twarzy wchłonął się stosunkowo szybko i w miarę ładnie o tyle to co osiadło na włosach musiałam zmyć szamponem. Zwracam na to uwagę, żeby ktoś nie popełnił mojego błędu. Kolor delikatny lekko zielony, na twarzy niewidoczny rzecz jasna. Bez wątpienia kosmetyk o ciekawym i mnie osobiście podobającym się zapachu cytrusów. Według producenta mgiełka nadaje się pod i na makijaż. Wersji "pod" próbowałam i według mnie lepiej jest jednak odczekać dłuższą chwilę przed nałożeniem kolorówki. Pomalowaną buźkę popsikałam raz jeden.I o jeden za dużo. Ostatecznie wyglądałam jak nakrapiana, bo tam gdzie kosmetyk osiadł w większej ilości było to widoczne. Co prawda udało mi się to ostatecznie uratować odbijając lekko całość na chusteczkę, ale to jednak nie zabawa dla mnie. 


A co tak naprawdę ma robić ten kosmetyk? Według producenta nie tylko chroni przed promieniowaniem ale też rozjaśnia skórę, a dokładniej użyto sformułowania, że ją wybiela. Ma też działanie nawadniające. W moim  odczuciu czuć zdecydowanie powierzchowne natłuszczenie, ale czy działa w głąb skóry w sposób nawilżający tego nie jestem w stanie stwierdzić, bo używam kremów o takim działaniu.  Podobno wykazuje też silne działanie przeciwzmarszczkowe, niestety na etapie używania niemożliwe do zweryfikowania. Najczęściej ze względu na łatwą aplikację stosowałam ją na dekolt i ręce, chociaż generalnie przeznaczona jest do twarzy. Z tego co czytałam w recenzjach nie ja jedna zdecydowałam się na taki krok. Koszt kosmetyku to na chwilę obecną około 80zł za 80ml. Jest dość wydajny, ale nie mogę też powiedzieć, że sięgałam po nią każdego dnia, bo zwyczajnie tak nie było. Wybierałam ją raczej na te dni, gdy mogłam sobie pozwolić na paradowanie bez makijażu lub wówczas gdy wiedziałam, że moja ekspozycja na działanie promieni słonecznych będzie długa i wymagać będzie ode mnie kilkukrotnego ponowienia ochrony np. po kąpieli w wodzie. Mgiełka jest bez wątpienia ciekawym rozwiązaniem , ale nie jestem przekonana do samodzielnego zakupu. Jednak ten tłusty film pozostawiany na skórze to nie to czego szukam.
edit.: Zapomniałam napisać- unikajcie kontaktu z oczami , bo to bolesne doświadczenie. Ja właśnie cierpię...
Ktoś z Was używał? Jakie są Wasze odczucia odnośnie tego kosmetyku ?
Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger