środa, 31 sierpnia 2016

Energia i detoks rodem z Podkarpacia [ Vianek]

Mieszkasz na wsi? Jeśli tak , to zdecydowanie będzie Ci łatwiej. Jeśli nie, będziesz musiała w swojej wyobraźni przenieść się razem ze mną na polską wieś. Wyobraź sobie małą drewnianą chatę. Dla mnie to nie problem, bo to dom moich marzeń. Znam każdy jej szczegół.Stare drzewo pachnie specyficznie. Wokół domu rozpościerają się pola. Na jednych złocą się zboża, inne są zagospodarowane na grządki. Boso, przez okraszoną rosą trawę przejdźmy razem do tych drugich... Gospodyni na pewno o nie dba, ale nie zawsze da się uchronić przed trawą , która wdziera się w każdą przestrzeń. Podczas pielenia ( lub plewienia- zależy skąd jesteś i jaka forma jest Ci znana :P ) 
unosi się mocna woń. Mieszają się aromaty...

Trawa o poranku wyłaniająca się z mgły... soczysta , rześka. Tak w moim odczuciu pachnie energetyzująco -detoksykujący peeling do ciała Vianek. To jeden z nielicznych peelingów solnych , które miałam okazję używać. Zawsze bliżej mi było do wersji cukrowych, trochę przez to, że obawiałam się podrażnień.Każdy z nas ma w końcu jakieś fanaberie. 


Nie będę ukrywać, że po otwarciu słoiczka  to głównie zapach zadecydował o tym, że postanowiłam go użyć.Dzięki niemu doszło do sytuacji w której z człowieka niepewnego czy chce to nałożyć na ciało przeszłam do etapu w którym okazało się nagle,że muszę to zrobić. Włączył mi się tryb kosmetycznego głodu. Stan podobny do tego, gdy bardzo chcemy coś kupić i chociaż nie wiem jak bardzo dana rzecz nie byłaby nam potrzebna to jednak chcemy ją mieć. U mnie ten stan występuje zwykle po wpłynięciu środków na konto. Okazuje się nagle, że zupełnie nic nie mam i biedna człowieczyna musi te braki uzupełnić- najlepiej zanim Małż wróci z pracy i sprawdzi stan konta ;) A tak poważnie spory wpływ na moją sympatię do tego kosmetyku wywarł jego wygląd. Nie wiem jak Wam, ale mnie zdecydowanie kojarzy się z soczystym , słodkim kiwi. Takim wręcz przedojrzałym i ociekającym sokiem. Nie no naprawdę, koło kosmetyków jeszcze jestem czasami w stanie obojętnie przejść- ale koło jedzenia już nie mogłam ;) Przemyślałam sprawę raz jeszcze i doszłam do wniosku, że w sumie mogę przymknąć jedno oko na tą sól.Wszak ona też do jedzenia...



 Na kolejne zaskoczenie nie trzeba było specjalnie długo czekać. Udałam się pod prysznic w wiadomym celu i zanurzyłam swe łapska w słoiczku ( tak wiem- niehigienicznie, możecie mnie za to spalić na blogerskim stosie). Fajnie, miękko- myślę. Wydobywam więc odpowiednią ilość , a jednoczenie okiem ( które nie ma kąta ) zauważam, że w miejsce powstałej dziury coś napływa. Przedostanie się tam cieszy z zewnątrz szybko wykluczyłam. Nabrana na drugą dłoń substancja zaczęła w międzyczasie migrować , więc zabrałam się  do tego, do czego kosmetyk został stworzony. Szczęśliwa pełna energii i z wygładzoną już skórą zabrałam się za opłukiwanie ciała z resztek kosmetyku. A w tym momencie muszę wspomnieć o tym, że drobin jest sporo (sól i nasiona ostropestu) , jednak sam peeling w mojej ocenie nie jest ani delikatesem ani mocnym zdzierakiem. Spokojnie znajduje swoje miejsce w środkowym rzędzie. Wracając do tematu ze zmyciem ich z ciała nie miałam problemu. Zauważyłam jednak, że na skórze pozostał delikatnie tłusty film i w tym momencie oświeciło mnie czym była ciecz napływająca do powstałej dziury ;p  

Sporym plusem jest dla mnie opakowanie z którego możemy wydobyć wszystko do końca. Mam jednak obawy co do podróżowania z takim specyfikiem w kosmetyczce, bo jednak oleje mogłyby nieplanowanie wypłynąć. Całkiem sprawnie radzi sobie z suchą skórą i martwym naskórkiem.Zdecydowanie jest to idealny kosmetyk dla leniwców lub zapracowanych, bo po jego użyciu nie ma konieczności nakładania balsamu. Pod względem wydajności... wiadomo, że każdy z nas ma jakieś swoje przyzwyczajenia. Ja sobie osobiście nie żałuję przy stosowaniu stąd też 150ml uciekło z opakowania gdzieś w okolicach siódmego użycia ( przy peelingu całego ciała).Sam kosmetyk po otwarciu jest zdatny do użycia przez 3 miesiące.  Cena jest przystępna i biorąc pod uwagę fakt, że skład również - ja jestem na TAK. 

I teraz tylko pozostaje dylemat czy sięgnąć ponownie po tą wersję czy dać się ponieść fantazji i pójść z kimś na maliny albo nazrywać jeżyn w lesie, a może skorzystać z dobrodziejstw zamkniętych w nasionach czarnuszki...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)