Jak naprawić to, co zepsuło słońce?! [ Repaskin Mender Liposomal Serum -Sesderma]

Prawidłowa odpowiedź na tytułowe pytanie brzmieć powinna : nie naprawiać- zapobiegać. Każda z nas jednak wie, że nie zawsze jesteśmy w stanie 100% ochronić się przed działaniem szkodliwego promieniowania. Bo pośpiech , bo brak odpowiednik produktów, zapomnienie, a może zwyczajnie z filtrami nam nie po drodze...Chyba każdemu kiedyś przydarzyło się chociaż raz zbyt długo poddawać ciało ekspozycji słonecznej. I pewnie większość zna ten ból, gdy pojawia się zaczerwienienie i swąd, a w następstwie nie rzadko nieestetyczne  złuszczanie naskórka. Czy serum stworzone przez Sesderma jest odpowiedzią na takie problemy? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części posta.



CZYM DOKŁADNIE JEST TEN PRODUKT?
Sesderma wyszła na przeciw potrzebom klientów i stworzyła produkt w formie serum o działaniu silnie naprawczym oraz dodatkowo co równie ważne ochronnym przed promieniowaniem UVA/UVB. Substancje aktywne zastosowane w tym niepozornym na pierwszy rzut oka kosmetyku zostały zamknięte w liposomach , dzięki czemu ich zdolność wnikania do kolejnych warstw skóry znacznie wzrosła. Samo serum pobudza proces regeneracji , ale również stymuluje syntezę kolagenu , który odpowiada m.in za gęstość i sprężystość skóry, a tym samym  wpływa na jej ogólny stan. 

CO DZIAŁA W TYM SERUM?
Efekt regeneracyjny jest wynikiem działania enzymów naprawczych. To dzięki nim pobudzana jest produkcja elastyny, kolagenu czy też kwasu hialuronowego. Zadbana cera jest wynikiem odpowiedniego stopnia nawodnienia, tutaj odpowiada za ten stan kwas mlekowy. Dodatkowo ma on także zdolność do wyrównywania kolorytu , a także spłycenia drobnych zmarszczek. Skórę przed promieniowaniem chroni zawartość tlenku cynku. Nie bez znaczenia jest także obecność witaminy E. Działa ona nawilżająco , chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi oraz działa przeciwstarzeniowo niwelując wolne rodniki  odpowiedzialne za przyspieszenie procesu starzenia się. Wczytując się głębiej w skład  odnaleźć możemy w nim także m.in prolinę.Jest to aminokwas biorący udział w tworzeniu włókien kolagenowych. Oprócz tego, że wpływa pozytywnie na jakość skóry ma także zdolność wiązania wody dzięki czemu intensywnie nawilża. Fenyloalanina - kolejny aminokwas o działaniu depigmentującym - wykorzystywany do cer z przebarwieniami. Sprawia, że twarz staje się promienna.  Dodatkowo w kosmetyku tym znajdziemy np. aloes , rumianek, zieloną herbatę czy też ekstrakt z planktonu.

PRZEZNACZENIE
Serum dedykowane jest osobom poddającym się działaniu promieniowania UV, czyli... każdemu z nas. Można je stosować zarówno przed jak i po ekspozycji słonecznej. 


MOJA OPINIA
Serum zamknięte jest w szklanej buteleczce z pipetą i zdecydowanie kojarzy się z produktem aptecznym. Wizualnie do mnie przemawia. Opakowanie nie sprawiało problemów przez cały okres użytkowania, a było to całe 1.5 miesiąca.Obecnie kosmetyku zostało mi raptem na 2-3 użycia i w tym momencie muszę się już troszkę nagimnastykować, żeby wydobyć resztki za pomocą pipety. O niebo łatwiej jest teraz przechylić buteleczkę i bezpośrednio z niej zaaplikować kosmetyk na dłoń. Konsystencja lekkiego kremu bez problemu wchłania się w skórę pozostawiając ją przyjemnie miękką. Tak się złożyło,że serum było moim nocnym ratunkiem. Z przyjemnością oczekiwałam wieczornej aplikacji gdy moja oczyszczona porządnie twarz wołała o dawkę nawilżenia i składników " stawiających " ją na nogi następnego dnia. Sama borykałam się od dawna z mocnym rumieniem po ekspozycji na słońce. Głównie problem ten zauważalny był na dekolcie i pomimo tego, że staram się go chronić zarówno filtrami jak i często ubraniami to jednak nigdy nie udawało mi się zapobiegać temu problemowi zupełnie. Obecnie nawet gdy pojawi się zaczerwienienie wiem, że kolejnego dnia nie będzie ono widoczne po zastosowaniu właśnie tego kosmetyku. Znalazłam też w tym kosmetyku sprzymierzeńca w rolowaniu twarzy którego jestem fanką. Nie ma co ukrywać, że po dermorolerze twarz jest znacznie zaczerwieniona. Serum pomaga mi doprowadzić ją szybciej do stanu normalnego, a gdy dodatkowo wiem, że działają na moją skórę składniki aktywne czuje się lepiej. Moja twarz też, co dla mnie jest zauważalne. Oczywiście nie przeprowadzam badań sprawdzających jakość mojej skóry we wszystkich warstwach, ale wystarczy mi przyjrzenie się w lusterku by zauważyć, że twarz ma się zdecydowanie lepiej. Wcześniej nie wyobrażałam sobie wyjścia bez podkładu czy chociaż kremu wyrównującego koloryt. Obecnie częściej można mnie spotkać bez makijażu, bo przebarwienia które kiedyś były mocno widoczne uległy zmniejszeniu. Sam kosmetyk nie ma wpływu na trwałość makijażu dzięki czemu można po niego spokojnie sięgać każdego ranka.

JAK DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SERUM?
Jak o wielu istotnych rzeczach w moim życiu tak i o moim spotkaniu z Sesdermą zadecydował przypadek.  Na częstochowskim spotkaniu blogerek pojawiły się trzy przedstawicielki kliniki Lemone.  Otrzymałyśmy wówczas fantastyczną dawkę wiedzy na temat zabiegów medycyny estetycznej  oraz wpływu pewnych czynników aktywnych na skórę.  Postawiły głównie na rozwinięcie tematu ochrony przeciwsłonecznej jak i niwelowania szkód powstałych w wyniku nadmiernej ekspozycji na słońce. W ramach spotkania otrzymałyśmy także kilka kosmetyków celem przetestowania ich na spokojnie w domu,  a w tym także serum Repaskin. Co ciekawe klinika jako jedna z nielicznych w naszym kraju zajmuje się sprzedażą suplementów i dermokosmetyków. W ich asortymencie możemy znaleźć cała masę produktów renomowanych firm. Ja dzięki nim odkryłam także, że Sesderma nie ograniczyła się tylko do stworzenia serum z tej linii, ale także m.in mgiełki , po którą także chciałabym kiedyś sięgnąć. 

Znacie kosmetyki tej firmy?! Jak się u Was spisują?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger