Pierwotnie... tak pachnie.

Lubię się czasami wyłączyć. Zostawiam w tyle pracę, obowiązki domowe i troski dnia codziennego by naładować swoje baterie  gdzieś na totalnym odludziu. Wchodzę do nieznanego lasu i zmieniam się w drapieżcę który kieruje się wyłącznie swoim zmysłem węchu. Palpitacyjnie odkrywam szczęście zamknięte w leśnej ściółce. Zachwycam się deszczem. Jego krople pieszczą rozgrzaną ziemię ,a ona odpowiada zapachem. Igrają ze sobą niczym dwoje kochanków. Zamykam oczy i słyszę bicie serca obok... Łapie łapczywie powietrze. Gdzieś w oddali toczy się normalne życie...



 Gdy pierwszy raz zapaliłam świecę ze zdjęć poczułam to, co czuję podczas swoich ucieczek w głąb siebie. Znalazłam się w wilgotnym i pachnącym jednocześnie i świeżością i upływającym czasem lesie. Pod nogami  szeleściły liście i roznosił się ledwie słyszalny chrzęst gałęzi.Wszystko wokół pędziło, a ja stałam w miejscu . 



Co zaskakujące, ta świeca wcale nie pachnie lasem. To zapach zielonej herbaty- dla mnie w mocno pierwotnym wydaniu. Taki nieprzetworzony zapach liści suszących się na słońcu. Surowe wykonanie niby nieidealne, ale jednak perfekcyjne w każdym calu. Misterne rzeźbienia na jej powierzchni wydają się być skutkiem jednego z żywiołów. Nie mogę się zdecydować czy lepiej się na nią patrzeć czy cieszyć jej  zapachem. I w jednym i w drugim wydaniu sprawia mi ogromną przyjemność... Zapach nie dla każdego, bo w końcu nie każdy potrafi i nie każdy chce się zatrzymać i zacząć wszystko od nowa. Ale gdyby ktoś chciał, gdyby czuł potrzebę... Polskie Świece.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger