Relaks z płynem micelarnym w tle?! [ Clochee]

 Jestem osobą która lubi się malować ( chociaż ostatnio niestety zdarza mi się to rzadko) , więc posiadam też znaczny arsenał produktów do demakijażu i tonizowania skóry. Tym ostatnio przeze mnie używanym był maluszek od Clochee. Buteleczka mieszcząca 100ml produktu trafiła w moje ręce dzięki Lemone podczas pierwszej edycji Beauty By Bloggers , która jak pewnie już wiecie miała miejsce w czerwcu br. w Częstochowie. O rozmowie z przedstawicielkami jak i przygotowanych dla nas zestawach kosmetyków już Wam pisałam w relacji z tego wydarzenia jak również w recenzji serum Sesderma. Wspomnę więc tylko, że to co wyróżnia tą klinikę na tle innych to możliwość sprzedaży kosmetyków renomowanych marek. W ich sklepie online znajdziecie mnóstwo perełek w tym też ten płyn właśnie... 


To mój pierwszy kontakt z firmą Clochee w związku z czym nie wiedziałam tak naprawdę czego mogę się spodziewać. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się szata graficzna jak i kolor użytych opakowań. Podejrzewam, że zamknięty w przezroczystej buteleczce nie robiłby już takiego wrażenia. Aplikacja nie sprawia problemów , a kosmetyk bez obaw można ze sobą zabrać w podróż dzięki jego niewielkim wymiarom. Ale o czym dokładnie jest dziś mowa?! Przedstawiam Wam Relaksujący Płyn Micelarny Orange Blossom & Damascan Rose Hydrolat. Zasada sposobu używania jest taka sama jak w przypadku innych kosmetyków tego typu. Nasączamy płynem wacik i przecieramy nim twarz. I co ma nam to dać? A no według zapewnień producenta całkiem sporo. Płyn nie tylko usuwa makijaż z twarzy i oczu , ale równocześnie tonizuje skórę. Dodatkowo ma właściwości łagodzące podrażnienia i podobno działa antystarzeniowo. A skąd ten tytułowy relaks?  Relaksująco ma na nas podziałać połączenie zapachowe.Na pewno jest nieoczywiste. Im dłużej wącham tym trudniej mi określić co tak naprawdę czuję. Zapach jest przyjemny i bez wątpienia naturalny. Dla mnie to rośliny zanurzone w wodzie z górskiego strumienia. Nie jest nachalny i prawdę mówiąc czuć go jedynie podczas aplikacji, więc nawet jeśli komuś nie przypadnie do gustu nie ma się co martwić tym faktem. 


Działanie: Pierwszy krok przed właściwym użyciem skierowałam na blogi innych dziewczyn, żeby wstępnie dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Nie trafiłam na żadną negatywną opinię, a to naprawdę dobrze rzutuje. Bez obaw zabrałam się więc do działania. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem kosmetyków. Z oczu też udało mi się z jego pomocą usunąć nawet wodoodporne mascary, ale...niestety odczuwałam delikatne szczypanie i pieczenie na powiekach, co zdyskwalifikowało go u mnie jako kosmetyk do ich demakijażu. Świadomie stosowałam go więc z czasem bardziej w roli toniku niż produktu oczyszczającego. W kilku recenzjach nie znalazłam informacji o tym , że pozostawia na skórze delikatnie lepki film, a myślę, że jest to dość istotna sprawa. Szczęśliwie jeśli bezpośrednio po jego aplikacji nakładacie krem uczucie lepkości mija. Jest to przyjemny w odbiorze kosmetyk, ale nie będę ukrywać, że koszt 29zl/100ml nie jest na każdą kieszeń, zwłaszcza jeśli takie produkty zużywamy" litrami ". Plusem jest zdecydowanie możliwość wyboru spośród dwóch pojemności. Moja wersja to oczywiście ta mniejsza, a tym samym  idealna na przetestowanie i podjecie decyzji o zakupie większego opakowania.
 Głośno o tych kosmetykach na blogach. Może macie wśród asortymentu firmy swojego ulubieńca ? Co to takiego ?:) 
Pozdrawiam


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger