czwartek, 29 września 2016

Urodź, oddaj, zaadoptuj- wersja polska.

Nie wiem czy zamieszanie wokół kobiet ,które w tym roku co jakiś czas odradza się z coraz większą siłą to efekt przejścia do władzy innej partii czy zwyczajnie nadszedł już ten czas. Pierwsze dotknęła poniekąd nas wszystkich głośna debata w sprawie publicznego kamienia piersią, którą ja sama na blogu przemilczałam, bo prawdę mówiąc jestem z tych , których ani to grzeje ani ziębi. Mój stosunek w tej kwestii jest mocno obojętny. Może gdyby edukacja seksualna w tym kraju była z prawdziwego zdarzenia to nagi cycek nie byłby czymś kojarzącym się wyłącznie z seksem? Z drugiej strony rozumiem potrzebę karmienia dziecka , ale sama nie zamierzam w każdym miejscu i każdej chwili latać z piersiami na wierzchu. Dla świętego spokoju swojego i dziecka będę się starała szukać cichych i ustronnych miejsc , gdzie oboje poczujemy się komfortowo. Nie o tej dyskusji chciałam jednak napisać...

       Na nowo rozgorzał temat dotyczący zmian w przepisach traktujących m.in o aborcji- bo warto zaznaczyć, że nie tylko o nią w tym wszystkim chodzi. Przepisy mają się zaostrzyć, co teoretycznie ma zapewnić zmniejszenie liczby wykonywanych zabiegów przerwania ciąż. Tylko czy aby na pewno zmierzamy we właściwym kierunku? Mnie osobiście wydaje się, że "wspaniale" rozkwitnie aborcyjne podziemie. I nie dlatego, że kobiety będą traktowały ciąże jak skutek uboczny seksu ( chociaż i takie na pewno się znajdą), ale dlatego, że w wielu przypadkach nie poradzą sobie psychicznie. Do czego zmierzam? Zmiana ma dotyczyć także możliwości wykonywania badań prenatalnych.Teoretycznie w świetle nowego prawa nie będą one zakazane, ale dostęp do nich ma być ograniczony. Wyznacznikiem ma być ustalenie w jakim celu mialyby być wykonywane. Kto będzie to ustalał? I czy lekarze podejmą się ich wykonywania? Bo nie do końca została uregulowana kwestia odpowiedzialności lekarza w tym temacie. Wszak badania prenatalne niosą za sobą czasami ryzyko śmierci dziecka lub kobiety.  Czym one są i  jaką wiedzę dają przyszłym rodzicom wiadomo nie od dziś.Dzięki nim można we wczesnym etapie rozwoju dziecka rozpoznać ewentualne problemy. Nie raz i nie dwa było w TV głośno o operacjach wykonywanych na maluszku jeszcze w brzuchu mamy , dzięki pozyskanym w ten sposób informacjom- co niejednokrotnie było dla tych dzieci jednym ratunkiem, bo po urodzeniu na pomoc mogło już być za późno.  A gdyby moje dziecko potrzebowało takiej pomocy? Chciałabym, jak większość matek wiedzieć o tym jak najwcześniej by móc zrobić wszystko co w mojej mocy by je uratować. Dlaczego ma się odmawiać kolejnym przychodzacym na świat dzieciom takiej szansy?  Ciąża nie zawsze przebiega tak jakbyśmy sobie wszyscy tego życzyli. Bardzo często zdarza się, że te pierwsze czy nawet kolejne ulegają naturalnemu poronieniu. Ciężko mi sobie wyobrazić sytuację w której  w takim momencie do zranionych psychicznie niedoszłych rodziców przychodzi prokurator czy ktokolwiek inny i próbuje zweryfikować czy to aby na pewno  nie było działanie celowe. Na jakiej podstawie będzie to weryfikowane? Będą prowadzić wywiady  środowiskowe po rodzinie i znajomych ? A może rząd ustali kryteria wg których ktoś odgórnie będzie zaznaczał zachowania jakich dopatrzył się podczas obserwacji rodziny i w ten sposób przeprowadzą selekcję tego kto naprawdę chciał być rodzicem a kto nie?! Znam sporo osób , które latami wyczekiwały na maleństwo i chociaż początkowo ciąże przebiegały wzorowo traciły swoje pociechy na różnych etapach ich rozwoju. Zdaję sobie sprawę jaki wpływ na psychikę człowieka jak i na związek wywiera zaistnienie takiej sytuacji i to co proponują zmiany ma być chyba gwoździem do trumny dla tych ludzi. Nie wiem czy przypadkiem po takiej akcji nie zwiększy się liczba samobójstw. Wystarczy sobie wyobrazić człowieka w głębokiej depresji po takiej stracie któremu ktoś będzie starał się udowodnić, że wina leży po jego stronie. Ile osób będzie to w stanie przetrwać? Ile zacznie się zupełnie nieświadomie doszukiwać problemu w sobie?

          Rok, może dwa temu glośno było o kobiecie której odmówiono aborcji , a której dziecko ze względu na wady rozwojowe nie miało szans przeżycia. Przyroda rządzi się swoimi prawami i w każdym gatunku zdarzają się deformacje wykluczające normalne funkcjonowanie. Rozumiem bezsensowność chęci usunięcia ciąży w przypadku gdy deformacja dotyczy wizualnych defektów. Ale nie jestem w stanie pojąć dlaczego ma się zmuszać wszystkich do rodzenia tak zdeformowanych i niewykształconych płodów, które co najwyżej będą w stanie "męczyć " się pod aparaturą  ( i tylko ze względu na nią, bo samodzielne funkcjonowanie byłoby niemożliwe) przez kilka godzin od porodu. Owszem, wiem znajdą się osoby , które wezmą na siebie ten ciężar psychiczny, ale nie każdy. Gdyby sprawa dotyczyła mnie osobiście -  nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi jak bym się zachowała, bo co innego wyobrażać sobie siebie w takiej sytuacji, a  co innego być w niej faktycznie. Nie mniej jednak chciałabym mieć prawo wyboru. Nie wiem jak wiele z Was interesowało się tematem szerzej. Ja wyszukałam w sieci sporo drastycznych zdjęć obrazujących takie wady rozwojowe i próbuję się doszukać sensowności w tym co chce narzucić nam państwo, ale zwyczajnie nie umiem. 

           Mówi się sporo o tym, że niechciane dziecko można oddać do domu dziecka , bo sporo osób  jest chętnych na adopcję. U nas ten temat również się przewinął. Nie dlatego, że nie możemy mieć własnych dzieci , ale właśnie dlatego, że dzieci do kochania jest cała masa. I wiecie co? Nie stać nas!.Nie spełniamy praktycznie żadnego z wymogów. O przepraszam! Wymagany trzyletni staż małżeński już za nami. Z ciekawości sprawdzałam  co  jest brane pod uwagę w pobliskich ośrodkach adopcyjnych*. I tak na pierwszym miejscu : stabilna sytuacja finansowa. Zrozumiały punkt, natomiast minimum jakie powinna posiadać adopcyjna rodzina to 3tys. złoty na rękę. Sory, tego warunku nie spełniamy. Decydując się na własne dziecko spokojnie byłoby nas jednak stać na jego wychowanie, na tego adopcyjnego jak widać już nie. Ktoś tam w górze nie ma chyba pojęcia ile osób w Polsce żyje za wiele mniej , mając na utrzymaniu  wiele wiecej niż jedno dziecko- i jakoś dają radę. Kolejnym wykluczającym nas na chwilę obecną punktem jest brak posiadania własnego kąta. Nie we wszystkich, ale w większości ośrodków wymagane jest przedstawienie dokumentu potwierdzającego prawa własności do lokalu mieszkalnego. Także nawet jeśli stać Was na wynajem wypasionego mieszkanka... szanse są marne. Tak więc może wsparcie dla przyszłych rodziców i ewentualne zmiany potrzebne są w nieco innych dziedzinach?

Prawda jest jedna: każdy z nas ma swoje sumienie i według niego podejmuje decyzje z którymi będzie dalej żyć. Wprowadzone ograniczenia wcale nie sprowadzą na właściwą drogę tych , którym aborcja i tak przyjdzie z łatwością. A Ci których boleśnie doświadczy życie będą mieli w "prezencie"  od rządu dodatkową dawkę cierpienia. 


*W każdym ośrodku wymagane kryteria są nieco inne. Odnosłam się do konkretnych przypadków na które trafiłam. Są miejsca, w których wymagane jest zaświadczenie o bezpłodności- co nas osobiście wyeliminowuje.
Czytaj dalej »

piątek, 23 września 2016

Demakijaż oczu [Lirene]

Przez moją  kosmetyczkę przewinęło się sporo kosmetyków do demakijażu- również tych dwufazowych, ale zwykle były one przeznaczone do oczyszczania twarzy. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam opowiedzieć o płynie  dedykowanemu oczom. Moda na łączenie trwa również w kosmetykach. Jeśli śledzicie mojego bloga wiecie , że do tej pory niespecjalnie takie połączenia mi odpowiadały. Głównie wiązało się to z efektem "mgły" który czasami na dłuższą chwilę utrzymywał się po usunięciu kosmetyków z oka. Czy tym razem moje marzenia o produkcie idealnym również były mgliste?!



Mała pojemność wyklucza stosowanie tego produktu do demakijażu całej twarzy , bo zwyczajnie byłoby to nieopłacalne pod wzgledem wydajności. Poza tym jeszcze nie spotkałam się z osobami lubiącymi tłusty film na twarzy  podczas zmywania makijażu, bo cały czas towarzyszy wrażenie, że nie wszystko zostało usunięte. Ale czy oddzielny kosmetyk do demakijażu oczu jest konieczny? Nie można usunąć resztek kolorówki tym samym produktem, którego użwamy do twarzy? Nasze oczy mają zdecydowanie większe wymagania i wyższy stopień wrażliwości niż reszta twarzy. Nie raz zdarzyło Wam się pewnie, że coś co na buźce spisywało się całkiem dobrze w okolicach oczu wywoływało nieprzyjemne pieczenie czy  wręcz zaczerwienienie. Ja miałam okazje na własnej skórze odczuć negatywne skutki, chociaż sięgałam po produkty które według zapewnień producentów były przeznaczone do takiego zastosowania. Jak w moim odczuciu wypadł dwufazowy płyn do demakijażu  oczu od Lirene?
Już podczas pobieżnego przyglądniecia się produktowi bez problemu zauważyć można mocno wyszczególnione dwie fazy : bezbarwny płyn i błękitną oleistą część.W wyniku ich zmieszania, co przebiega szybko i bezproblemowo powstaje kosmetyk umożliwiający dokładne usunięcie resztek makijażu z okolic oka. Co naprawdę istotne - również tego wodoodpornego. Sama sprawdziłam to na swojej skórze niejednokrotnie. Zwilżony i chwilę przytrzymany wacik sprawnie zbiera pozostałości po cieniach czy tuszu. Oczywiście z tym drugim konieczne jest kilkukrotne powtórzenie tej czynności, bo tusze bywają w tej kwestii mocno zawzięte ;)  Płyn jest bezzapachowy i mogą go stosować osoby noszące szkła kontaktowe, co dla mnie jest zdecydowanym plusem.  Jak wspomina na opakowaniu sam producent , płyn ten ma nie tylko oczyszczać. W gratisie na jego użytkowaniu mają zyskać nasze rzęsy , które według napisu po czterech tygodniach mogą być nawet do 15% dłuższe.


Opakowanie 125ml wystarczyło mi dokładnie na równy miesiąc użytkowania i ani dnia dłużej. Ciężko mi stwierdzić na ile moje rzęsy zostały wydłużone. Bez wątpienia prezentują się dobrze  i nie pamiętam kiedy ostatnio używałam zalotki lub odżywek dla nich dedykowanych. Nie mniej jednak na taki stan rzeczy wpływ mogą mieć również inne czynniki i trzeba mieć to na uwadze. Płyn dobrze radzi sobie z kolorówką. Ku mojemu zaskoczeniu uprzedzenia względem niego były bezpodstawne. Oczy nie zachodziły mgłą, nie były podrażnione nawet w przypadku gdy odrobina kosmetyku dostała się do środka. Praktyczna buteleczka idelanie spisała się podczas wakacyjnego wyjazdu. Plusem jest również  fakt , że stale mamy podgląd na postępujące zużycie.  Jak wiecie z instagrama, płyn ten znalazł się w mojej paczce od Lirene. Fakt ten nie ma wpływu na moją recenzję, ale szczerze przyznaję, że sama na sklepowej półce pewnie bym go przeoczyła. Szata graficzna jest przyjemna, ale brakuje mi czegoś na czym można byłoby zawiesić wzrok i z przekonaniem stwierdzić- " tak, to kosmetyk, który muszę mieć!" .

Czego Wy używacie do demakijażu oczu?
Pozdrawiam
Czytaj dalej »

wtorek, 20 września 2016

Sun Shield [Obagi Medical]

Recenzja tego kremu miała mieć swoją premierę już jakiś czas temu. Przyjemne prognozy pogody na czas trwania naszego urlopu spowodowały, że zdecydowałam się na jej opóźnienie w czasie. Udało mi się zrobić całkiem przyjemnie zdjęcia w nadmorskiej scenerii.Złośliwość rzeczy martwych, a raczej poważna awaria mojego sprzętu spowodowały, że zdjęć niestety nie jestem w stanie już odzyskać. O ile krem mogłam ostatecznie sfotografować raz jeszcze w domu o tyle uchwyconych wspomnień już niestety nie.

Pierwsza edycja Beauty by Bloggers stworzyła dla nas - uczestniczek, możliwość zapoznania się z firmami i kosmetykami z którymi osobiście ja sama nie miałam wcześniej do czynienia. Krem o którym będzie mowa w dzisiejszym wpisie pojawiał się po spotkaniu niejednokrotnie w moich ulubieńcach lub gościł na moim instagramie. Z prostej przyczyny- zadziwił mnie! Połączenie efektu zmatowionej skóry z wysoką ochroną przeciwsłoneczną przy jednoczesnym braku efektu bielenia twarzy nie mieściło się nawet w sferze moich wyobrażeń. Filtry do twarzy niejednokrotnie posiadają całą masę wad. Ciężko o produkt który spisze się idealnie w połączeniu z makijażem czy chociaż w wersji solo będzie prezentował się dobrze.Do tej pory ( nie licząc Biodermy o ktorej pisałam tutaj) nie trafiłam na kosmetyk z którego byłabym równie zadowolona , aż do otwarcia srebrnej tubki od Obagi. Sun Shield Broad Spectrum SPF 50 Matte- bo tak brzmi cała nazwa tego produktu bez wątpienia błyszczy wśród innych produktów ochronnych. I wcale nie mam tu na myśli oryginalnego koloru opakowania w którym został on zamknięty. 


Zdecydowanym plusem jest lekka i szybkowchłaniająca się konsystencja. Na twarzy nie pozostaje żaden namacalny ślad  po aplikacji. Bez problemu można bezpośrednio po niej nakładać kosmetyki kolorowe bez obaw, że całość zacznie się smużyć bądź rolować. Matowe wykończenie idealnie sprawdzi się w okresie letnim gdy wysokie temperatury  jeszcze szybciej wywołują niechciany efekt błysku. Stosowałam go w połączeniu z podkładami o różnym wykończeniu i właściwościach i w żadnym przypadku nie wpływał on negatywnie na  ich działanie/trwałość. Optymalną ochronę jak w większości kosmetyków tego typu zapewnia nam aplikacja na chwilę "przed" ekspozycją słoneczną . W tym przypadku czas ten wynosi 15 minut. Ze względu na skład kosmetyk ten dedykowany jest każdej z cer i podobno nie sposób, by u kogoś się nie sprawdził.Ochrona Sun Shield przebiega dwuetapowo : barwniki mineralne odbijają promieniowanie -ochrona fizyczna, a specjalne składniki pochłaniają je - ochrona chemiczna. Z perspektywy mojej mieszanej buźki mogę tylko powiedzieć, że nie zauważyłam żadnego negatywnego skutku  jego regularnego stosowania. Jestem pod ogromnym wrażeniem wydajności tego produktu.Przez całe trzy miesiące aplikowania go każdego ranka ,a niekiedy kilkukrotnie w ciągu dnia zużyłam zaledwie pół z mieszczącego 85g opakowania. Kolejną pozytywną niespodzianką jest możliwość przydatności do użycia do 12 miesięcy od otwarcia.Nie ma więc obaw, że kosmetyk będę musiała wyrzucić zanim zużyję go do końca. Z punktu widzenia klienta i użytkowniczki produkt ten jest dla mnie bez wad. Cena oscylująca w okolicy 120zł jest adekwatna do jego wysokiej jakości. Z punktu widzenia blogerki - zrobienie mu dobrych zdjęć graniczy z cudem :)  Srebrne opakowanie niespecjalnie współpracuje z obiektywem. 

Kosmetyki Obagi, a w tym rownież Sun Shield dostępne są m.in w sklepie Lemone . Beauty Club Lemone to  klinika  posiadająca możliwość sprzedaży produktów renomowanych marek. 

Znacie? Używacie?


Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 września 2016

Sunset Beach [Argan Oil Shimmer Indigo]

Bez wątpienia zachody słońca nad morzem są jednymi z najpiękniejszych. Rozgrzany piasek daje przyjemność podczas seansu jaki tworzy każdego dnia natura. A jaki jest Sunset Beach od Indigo? Jak myślicie tworzy równie przyjemne dla oka efekty?

Pewnie większość kojarzy firmę Indigo głównie przez ich produkty do stylizacji paznokci. W ich ofercie można bowiem znaleźć nie tylko lakiery hybrydowe, ale wszelkie inne dodatki  potrzebne do stworzenia w domowym zaciszu lub salonie perfekcyjnego manicure. Sama przez bardzo długi czas byłam przekonana, że to wszystko z ich asortymentu, aż do kwietniowej edycji Meet Beauty, gdzie przedstawili swoje całe produktowe bogactwo na świetnie przygotowanym od strony wizualnej stanowisku. Nie wiem czy wśród uczestników znalazł się ktoś kto nie posiada zdjęcia na tle ukwieconej ścianki lub chociaż foty jej samej? Nawet na moim instagramie pojawiła się taka zajawka. W domu już na spokojnie mogłam obejrzeć otrzymane podczas wydarzenia upominki i na spokojnie przejrzeć jeszcze raz ich stronę online. Można znaleźć na niej m.in serie olejków do ciała i włosów. Argan & Almond Oil to kosmetyk  z kategorii SPA. Przyglądając się bliżej tym produktom będziecie mogły zauważyć, że stworzono dwa warianty. W pomarańczowych buteleczkach zamknięto wersję podstawową, natomiast seria różowa jest tzw. Bling - bling , czyli dodatkowo zawiera w sobie rozświetlające drobiny. Dodatkowo każda z serii podzielona jest według linii zapachowych. Na pierwszy rzut oka różnice nie są zauważalne , ale jeśli weźmiecie już olejek w swoje ręce to na naklejonym kodzie kreskowym widnieje informacja o tym jaki zapach bazowy został użyty. Z jednej strony jest to ułatwienie dla samej firmy, bo nie muszą oni przygotowywać 12 różnych opakowań (po 6 na serię różową i pomarańczową) , a z drugiej strony nadruk na naklejonym kodzie kreskowym jest słabo zauważalny i niestety szybciej ulega zniszczeniu , przez co z czasem może zostać zupełnie nieczytelny. Plusem zdecydowanie jest aplikator- jak w większości olejków do ciała wykorzystano atomizer, jednak z jego działaniem nie miałam osobiście żadnych problemów i nawet zawartość drobin nie wpływa na jego działanie. Opakowanie wykonano z miękkiego dość podatnego na ucisk plastiku. Możemy na nim znaleźć prócz nazwy produktu również skład oraz informację kontaktowe firmy. 



Sam producent  pisze , że jest to idealny produkt do pielęgnacji skory suchej. Dodatkowo wykazuje on także  właściwości odżywiające zniszczone włosy. Odnośnie drugiego działania niewiele mogę powiedzieć, ponieważ moje włosy są niestety podatne na obciążenia i raz z ciekawości nałożyłam odrobinę na końcówki. Wydaje mi się jednak, że zwłaszcza na długich , ciemnych włosach może on stworzyć naprawdę ciekawy efekt.  W moim odczuciu jest to kosmetyk idealnie sprawdzający się w okresie letnim ( ale nie tylko) celem podkreślenia opalenizny. Zastosowane drobiny to tak naprawdę błyszczący pył, który daje przyjemne dla oka wykończenie na skórze. Należy jednak pamiętać o rozmieszaniu produktu przed użyciem, bo drobinki opadają na dno i zdarzyło mi się kilka razy psiknąć nie osiągając efektu rozświetlenia. Zdecydowanie skóra po użyciu odzyskuje naturalny blask i zwyczajnie wygląda zdrowiej. Połączenie dwóch olejków : arganowego oraz ze słodkich migdałów ma nie tylko nawilżać, ale i wygładzać skórę. Podobno przejawia również właściwości zapobiegające starzeniu się , natomiast sama w żadnej sposób nie jestem w stanie tego zweryfikować.  Dla mnie podczas trwającego jeszcze lata było to idealne rozwiązanie na podkreślenie  opalenizny nóg. Początkowo obawiałam się, że kosmetyk będzie brudził ubrania, jednak już w kilka minut po aplikacji wchłaniał się praktycznie  całkowicie. Zapach w kosmetyku tego typu może być odbierany różnie. Mnie osobiście jego mocne nuty nie przeszkadzały podczas wakacyjnego lenistwa, ale już podczas wieczornych wyjść musiałam mieć na uwadze, że muszę go zaaplikować odpowiednio wcześniej tak by zwietrzał zanim użyję swoich tradycyjnych perfum, bo istniało ryzyko niezbyt przyjemnego połączenia się zapachów. Pojemność 100ml dla mnie okazała się jednak trochę za duża, fajnie byłoby pomyśleć o 50ml. Lato dobiega końca i pewnie niewiele już będzie dni w których będę pokazywać nogi, a kosmetyk ważny jest 12 miesięcy od otwarcia, więc przed kolejnym sezonem będę go musiała wymienić na nowy produkt.  Cena oscyluje w okolicach 30zł. Biorąc pod uwagę jego wydajność , miesięczne koszty używania wychodzą bardzo niskie ;)

Wiem, że olejek w obu wersjach posiada sporo z Was. Ciekawa jestem jak się u Was spisuje i jakie są Wasze odczucia względem niego? A może znacie inne produkty o podobnym działaniu?
Pozdrawiam



Czytaj dalej »

niedziela, 4 września 2016

Na ostatek dłonie i stopy...

Nie jest czasami tak, że faktycznie dłonie nie, ale stopy już niestety tak, pozostają właśnie w pielęgnacyjnej rutynie uwzględnione na samym  końcu? Jakoś mniej w blogosferze o produktach do ich pielęgnacji. Na ulicach latem również można zauważyć pewne niedociągnięcia w tej kwestii żeby nie powiedzieć, że zdarzają się jeszcze osoby , które  stopom nie poświęcają niestety ani minuty. Dzisiejsza niedziela , ostatnia już podczas trwania akcji na Trusted Cosmetics, poświęcona jest właśnie kosmetykom dedykowanym do pielęgnacji stóp i dłoni.  I chcąc nie chcąc muszę przyznać , że u mnie ta część zasobów kosmetycznych jest znacząco mniejsza niż reszty pielęgnacji. 


To nie jest tak , że stosuję wyłącznie to co na zdjęciu. Regularnie sięgam po skarpetki złuszczające do stóp. Na chwilę obecną najczęściej firmy Marion z prostej przyczyny, pomyśleli o stworzeniu skarpet w dwóch rozmiarach dzięki czemu mogę spokojnie drugą parę zakupić z myślą o małżonku nie martwiąc się, że nie zmieści  do nich stopy. Cena też jest niska a działaniem niespecjalnie odbiegają od drogich wersji, o ile w ogóle. Chciałabym również wypróbować tych z L'biotica, ale niestety stacjonarnie nie mam do nich dostępu, a przy zakupach online często wychodzi mi to z głowy. Często w ramach relaksu przy wolnej chwili funduję swoim stopom kąpiele solankowe lub borowinowe lub sięgam po perełki do kąpieli stóp od No.36, które kosztują obecnie zaledwie 6-7zł , a w moim przypadku świetnie radzą sobie z rozmiękczeniem naskórka. Kremowym must have jest teraz przywieziony z Beauty By Bloggers krem w piance Pedi ONE. Formuła  tak bardzo przypadła mi do gustu, że prawdę mówiąc to jeden z tych nielicznych kosmetyków do stóp po które sięgam sama, bez potrzeby przypominania mi o tym. W kwestii gadżetów raczej sięgam po najzwyklejsze tarki czy pumeksy. Próbowałam polubić się z elektrycznym pilniczkiem kupionym w Biedronce, ale pomimo zachwytów na niektórych blogach, ja zupełnie nie potrafiłam nawiązać z nim nici porozumienia. 


Przy okazji jednego z wyzwaniowych postów wspominałam Wam już, że zapachowe masełko Shea od Indigo najchętniej stosuję wykonując manicure. W tej roli sprawdza się u mnie naprawdę świetnie i póki co nie szukam innego sposobu na zadbane  a tym samym ładnie prezentujące się paznokcie. Kremów do rąk zużywamy z Małżonem sporo, ale do kilku chętnie wracamy. W tym zacnym gronie znajdują się produkty, o których już pisałam. Ze względu na zapach jak i działanie ( oraz niską cenę) naszą uwagę już spory czas temu zwróciło serum do rąk i paznokci od Cztery Pory Roku. Odkryciem sprzed kilku miesięcy , wiec stosunkowo nowym jest winogronowe cudo od  Organique.Równie przyjemnie pachnący i dostępny w dwóch wersjach rozmiarowych jest miętowo -limonkowy krem od The Secret Soap Story. Ja zwykle kupuję maluszka, który idealnie nadaje się do noszenia w torebce. Jeśli Wasze dłonie są już w bardzo dobrym stanie i zależy Wam głównie na zapachu i samej przyjemności ze  stosowania  na pomoc przychodzi kolejny raz Indigo. Mają  oni całą serię małych uroczy kremików ,których zapachu są mocno intensywne i bardziej przypominają perfumy w kremie.

A jak  to zestawienie prezentuje się u Was?!
Pozdrawiam

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia