Na ostatek dłonie i stopy...

Nie jest czasami tak, że faktycznie dłonie nie, ale stopy już niestety tak, pozostają właśnie w pielęgnacyjnej rutynie uwzględnione na samym  końcu? Jakoś mniej w blogosferze o produktach do ich pielęgnacji. Na ulicach latem również można zauważyć pewne niedociągnięcia w tej kwestii żeby nie powiedzieć, że zdarzają się jeszcze osoby , które  stopom nie poświęcają niestety ani minuty. Dzisiejsza niedziela , ostatnia już podczas trwania akcji na Trusted Cosmetics, poświęcona jest właśnie kosmetykom dedykowanym do pielęgnacji stóp i dłoni.  I chcąc nie chcąc muszę przyznać , że u mnie ta część zasobów kosmetycznych jest znacząco mniejsza niż reszty pielęgnacji. 


To nie jest tak , że stosuję wyłącznie to co na zdjęciu. Regularnie sięgam po skarpetki złuszczające do stóp. Na chwilę obecną najczęściej firmy Marion z prostej przyczyny, pomyśleli o stworzeniu skarpet w dwóch rozmiarach dzięki czemu mogę spokojnie drugą parę zakupić z myślą o małżonku nie martwiąc się, że nie zmieści  do nich stopy. Cena też jest niska a działaniem niespecjalnie odbiegają od drogich wersji, o ile w ogóle. Chciałabym również wypróbować tych z L'biotica, ale niestety stacjonarnie nie mam do nich dostępu, a przy zakupach online często wychodzi mi to z głowy. Często w ramach relaksu przy wolnej chwili funduję swoim stopom kąpiele solankowe lub borowinowe lub sięgam po perełki do kąpieli stóp od No.36, które kosztują obecnie zaledwie 6-7zł , a w moim przypadku świetnie radzą sobie z rozmiękczeniem naskórka. Kremowym must have jest teraz przywieziony z Beauty By Bloggers krem w piance Pedi ONE. Formuła  tak bardzo przypadła mi do gustu, że prawdę mówiąc to jeden z tych nielicznych kosmetyków do stóp po które sięgam sama, bez potrzeby przypominania mi o tym. W kwestii gadżetów raczej sięgam po najzwyklejsze tarki czy pumeksy. Próbowałam polubić się z elektrycznym pilniczkiem kupionym w Biedronce, ale pomimo zachwytów na niektórych blogach, ja zupełnie nie potrafiłam nawiązać z nim nici porozumienia. 


Przy okazji jednego z wyzwaniowych postów wspominałam Wam już, że zapachowe masełko Shea od Indigo najchętniej stosuję wykonując manicure. W tej roli sprawdza się u mnie naprawdę świetnie i póki co nie szukam innego sposobu na zadbane  a tym samym ładnie prezentujące się paznokcie. Kremów do rąk zużywamy z Małżonem sporo, ale do kilku chętnie wracamy. W tym zacnym gronie znajdują się produkty, o których już pisałam. Ze względu na zapach jak i działanie ( oraz niską cenę) naszą uwagę już spory czas temu zwróciło serum do rąk i paznokci od Cztery Pory Roku. Odkryciem sprzed kilku miesięcy , wiec stosunkowo nowym jest winogronowe cudo od  Organique.Równie przyjemnie pachnący i dostępny w dwóch wersjach rozmiarowych jest miętowo -limonkowy krem od The Secret Soap Story. Ja zwykle kupuję maluszka, który idealnie nadaje się do noszenia w torebce. Jeśli Wasze dłonie są już w bardzo dobrym stanie i zależy Wam głównie na zapachu i samej przyjemności ze  stosowania  na pomoc przychodzi kolejny raz Indigo. Mają  oni całą serię małych uroczy kremików ,których zapachu są mocno intensywne i bardziej przypominają perfumy w kremie.

A jak  to zestawienie prezentuje się u Was?!
Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger