Sun Shield [Obagi Medical]

Recenzja tego kremu miała mieć swoją premierę już jakiś czas temu. Przyjemne prognozy pogody na czas trwania naszego urlopu spowodowały, że zdecydowałam się na jej opóźnienie w czasie. Udało mi się zrobić całkiem przyjemnie zdjęcia w nadmorskiej scenerii.Złośliwość rzeczy martwych, a raczej poważna awaria mojego sprzętu spowodowały, że zdjęć niestety nie jestem w stanie już odzyskać. O ile krem mogłam ostatecznie sfotografować raz jeszcze w domu o tyle uchwyconych wspomnień już niestety nie.

Pierwsza edycja Beauty by Bloggers stworzyła dla nas - uczestniczek, możliwość zapoznania się z firmami i kosmetykami z którymi osobiście ja sama nie miałam wcześniej do czynienia. Krem o którym będzie mowa w dzisiejszym wpisie pojawiał się po spotkaniu niejednokrotnie w moich ulubieńcach lub gościł na moim instagramie. Z prostej przyczyny- zadziwił mnie! Połączenie efektu zmatowionej skóry z wysoką ochroną przeciwsłoneczną przy jednoczesnym braku efektu bielenia twarzy nie mieściło się nawet w sferze moich wyobrażeń. Filtry do twarzy niejednokrotnie posiadają całą masę wad. Ciężko o produkt który spisze się idealnie w połączeniu z makijażem czy chociaż w wersji solo będzie prezentował się dobrze.Do tej pory ( nie licząc Biodermy o ktorej pisałam tutaj) nie trafiłam na kosmetyk z którego byłabym równie zadowolona , aż do otwarcia srebrnej tubki od Obagi. Sun Shield Broad Spectrum SPF 50 Matte- bo tak brzmi cała nazwa tego produktu bez wątpienia błyszczy wśród innych produktów ochronnych. I wcale nie mam tu na myśli oryginalnego koloru opakowania w którym został on zamknięty. 


Zdecydowanym plusem jest lekka i szybkowchłaniająca się konsystencja. Na twarzy nie pozostaje żaden namacalny ślad  po aplikacji. Bez problemu można bezpośrednio po niej nakładać kosmetyki kolorowe bez obaw, że całość zacznie się smużyć bądź rolować. Matowe wykończenie idealnie sprawdzi się w okresie letnim gdy wysokie temperatury  jeszcze szybciej wywołują niechciany efekt błysku. Stosowałam go w połączeniu z podkładami o różnym wykończeniu i właściwościach i w żadnym przypadku nie wpływał on negatywnie na  ich działanie/trwałość. Optymalną ochronę jak w większości kosmetyków tego typu zapewnia nam aplikacja na chwilę "przed" ekspozycją słoneczną . W tym przypadku czas ten wynosi 15 minut. Ze względu na skład kosmetyk ten dedykowany jest każdej z cer i podobno nie sposób, by u kogoś się nie sprawdził.Ochrona Sun Shield przebiega dwuetapowo : barwniki mineralne odbijają promieniowanie -ochrona fizyczna, a specjalne składniki pochłaniają je - ochrona chemiczna. Z perspektywy mojej mieszanej buźki mogę tylko powiedzieć, że nie zauważyłam żadnego negatywnego skutku  jego regularnego stosowania. Jestem pod ogromnym wrażeniem wydajności tego produktu.Przez całe trzy miesiące aplikowania go każdego ranka ,a niekiedy kilkukrotnie w ciągu dnia zużyłam zaledwie pół z mieszczącego 85g opakowania. Kolejną pozytywną niespodzianką jest możliwość przydatności do użycia do 12 miesięcy od otwarcia.Nie ma więc obaw, że kosmetyk będę musiała wyrzucić zanim zużyję go do końca. Z punktu widzenia klienta i użytkowniczki produkt ten jest dla mnie bez wad. Cena oscylująca w okolicy 120zł jest adekwatna do jego wysokiej jakości. Z punktu widzenia blogerki - zrobienie mu dobrych zdjęć graniczy z cudem :)  Srebrne opakowanie niespecjalnie współpracuje z obiektywem. 

Kosmetyki Obagi, a w tym rownież Sun Shield dostępne są m.in w sklepie Lemone . Beauty Club Lemone to  klinika  posiadająca możliwość sprzedaży produktów renomowanych marek. 

Znacie? Używacie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger