czwartek, 29 września 2016

Urodź, oddaj, zaadoptuj- wersja polska.

Nie wiem czy zamieszanie wokół kobiet ,które w tym roku co jakiś czas odradza się z coraz większą siłą to efekt przejścia do władzy innej partii czy zwyczajnie nadszedł już ten czas. Pierwsze dotknęła poniekąd nas wszystkich głośna debata w sprawie publicznego kamienia piersią, którą ja sama na blogu przemilczałam, bo prawdę mówiąc jestem z tych , których ani to grzeje ani ziębi. Mój stosunek w tej kwestii jest mocno obojętny. Może gdyby edukacja seksualna w tym kraju była z prawdziwego zdarzenia to nagi cycek nie byłby czymś kojarzącym się wyłącznie z seksem? Z drugiej strony rozumiem potrzebę karmienia dziecka , ale sama nie zamierzam w każdym miejscu i każdej chwili latać z piersiami na wierzchu. Dla świętego spokoju swojego i dziecka będę się starała szukać cichych i ustronnych miejsc , gdzie oboje poczujemy się komfortowo. Nie o tej dyskusji chciałam jednak napisać...

       Na nowo rozgorzał temat dotyczący zmian w przepisach traktujących m.in o aborcji- bo warto zaznaczyć, że nie tylko o nią w tym wszystkim chodzi. Przepisy mają się zaostrzyć, co teoretycznie ma zapewnić zmniejszenie liczby wykonywanych zabiegów przerwania ciąż. Tylko czy aby na pewno zmierzamy we właściwym kierunku? Mnie osobiście wydaje się, że "wspaniale" rozkwitnie aborcyjne podziemie. I nie dlatego, że kobiety będą traktowały ciąże jak skutek uboczny seksu ( chociaż i takie na pewno się znajdą), ale dlatego, że w wielu przypadkach nie poradzą sobie psychicznie. Do czego zmierzam? Zmiana ma dotyczyć także możliwości wykonywania badań prenatalnych.Teoretycznie w świetle nowego prawa nie będą one zakazane, ale dostęp do nich ma być ograniczony. Wyznacznikiem ma być ustalenie w jakim celu mialyby być wykonywane. Kto będzie to ustalał? I czy lekarze podejmą się ich wykonywania? Bo nie do końca została uregulowana kwestia odpowiedzialności lekarza w tym temacie. Wszak badania prenatalne niosą za sobą czasami ryzyko śmierci dziecka lub kobiety.  Czym one są i  jaką wiedzę dają przyszłym rodzicom wiadomo nie od dziś.Dzięki nim można we wczesnym etapie rozwoju dziecka rozpoznać ewentualne problemy. Nie raz i nie dwa było w TV głośno o operacjach wykonywanych na maluszku jeszcze w brzuchu mamy , dzięki pozyskanym w ten sposób informacjom- co niejednokrotnie było dla tych dzieci jednym ratunkiem, bo po urodzeniu na pomoc mogło już być za późno.  A gdyby moje dziecko potrzebowało takiej pomocy? Chciałabym, jak większość matek wiedzieć o tym jak najwcześniej by móc zrobić wszystko co w mojej mocy by je uratować. Dlaczego ma się odmawiać kolejnym przychodzacym na świat dzieciom takiej szansy?  Ciąża nie zawsze przebiega tak jakbyśmy sobie wszyscy tego życzyli. Bardzo często zdarza się, że te pierwsze czy nawet kolejne ulegają naturalnemu poronieniu. Ciężko mi sobie wyobrazić sytuację w której  w takim momencie do zranionych psychicznie niedoszłych rodziców przychodzi prokurator czy ktokolwiek inny i próbuje zweryfikować czy to aby na pewno  nie było działanie celowe. Na jakiej podstawie będzie to weryfikowane? Będą prowadzić wywiady  środowiskowe po rodzinie i znajomych ? A może rząd ustali kryteria wg których ktoś odgórnie będzie zaznaczał zachowania jakich dopatrzył się podczas obserwacji rodziny i w ten sposób przeprowadzą selekcję tego kto naprawdę chciał być rodzicem a kto nie?! Znam sporo osób , które latami wyczekiwały na maleństwo i chociaż początkowo ciąże przebiegały wzorowo traciły swoje pociechy na różnych etapach ich rozwoju. Zdaję sobie sprawę jaki wpływ na psychikę człowieka jak i na związek wywiera zaistnienie takiej sytuacji i to co proponują zmiany ma być chyba gwoździem do trumny dla tych ludzi. Nie wiem czy przypadkiem po takiej akcji nie zwiększy się liczba samobójstw. Wystarczy sobie wyobrazić człowieka w głębokiej depresji po takiej stracie któremu ktoś będzie starał się udowodnić, że wina leży po jego stronie. Ile osób będzie to w stanie przetrwać? Ile zacznie się zupełnie nieświadomie doszukiwać problemu w sobie?

          Rok, może dwa temu glośno było o kobiecie której odmówiono aborcji , a której dziecko ze względu na wady rozwojowe nie miało szans przeżycia. Przyroda rządzi się swoimi prawami i w każdym gatunku zdarzają się deformacje wykluczające normalne funkcjonowanie. Rozumiem bezsensowność chęci usunięcia ciąży w przypadku gdy deformacja dotyczy wizualnych defektów. Ale nie jestem w stanie pojąć dlaczego ma się zmuszać wszystkich do rodzenia tak zdeformowanych i niewykształconych płodów, które co najwyżej będą w stanie "męczyć " się pod aparaturą  ( i tylko ze względu na nią, bo samodzielne funkcjonowanie byłoby niemożliwe) przez kilka godzin od porodu. Owszem, wiem znajdą się osoby , które wezmą na siebie ten ciężar psychiczny, ale nie każdy. Gdyby sprawa dotyczyła mnie osobiście -  nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi jak bym się zachowała, bo co innego wyobrażać sobie siebie w takiej sytuacji, a  co innego być w niej faktycznie. Nie mniej jednak chciałabym mieć prawo wyboru. Nie wiem jak wiele z Was interesowało się tematem szerzej. Ja wyszukałam w sieci sporo drastycznych zdjęć obrazujących takie wady rozwojowe i próbuję się doszukać sensowności w tym co chce narzucić nam państwo, ale zwyczajnie nie umiem. 

           Mówi się sporo o tym, że niechciane dziecko można oddać do domu dziecka , bo sporo osób  jest chętnych na adopcję. U nas ten temat również się przewinął. Nie dlatego, że nie możemy mieć własnych dzieci , ale właśnie dlatego, że dzieci do kochania jest cała masa. I wiecie co? Nie stać nas!.Nie spełniamy praktycznie żadnego z wymogów. O przepraszam! Wymagany trzyletni staż małżeński już za nami. Z ciekawości sprawdzałam  co  jest brane pod uwagę w pobliskich ośrodkach adopcyjnych*. I tak na pierwszym miejscu : stabilna sytuacja finansowa. Zrozumiały punkt, natomiast minimum jakie powinna posiadać adopcyjna rodzina to 3tys. złoty na rękę. Sory, tego warunku nie spełniamy. Decydując się na własne dziecko spokojnie byłoby nas jednak stać na jego wychowanie, na tego adopcyjnego jak widać już nie. Ktoś tam w górze nie ma chyba pojęcia ile osób w Polsce żyje za wiele mniej , mając na utrzymaniu  wiele wiecej niż jedno dziecko- i jakoś dają radę. Kolejnym wykluczającym nas na chwilę obecną punktem jest brak posiadania własnego kąta. Nie we wszystkich, ale w większości ośrodków wymagane jest przedstawienie dokumentu potwierdzającego prawa własności do lokalu mieszkalnego. Także nawet jeśli stać Was na wynajem wypasionego mieszkanka... szanse są marne. Tak więc może wsparcie dla przyszłych rodziców i ewentualne zmiany potrzebne są w nieco innych dziedzinach?

Prawda jest jedna: każdy z nas ma swoje sumienie i według niego podejmuje decyzje z którymi będzie dalej żyć. Wprowadzone ograniczenia wcale nie sprowadzą na właściwą drogę tych , którym aborcja i tak przyjdzie z łatwością. A Ci których boleśnie doświadczy życie będą mieli w "prezencie"  od rządu dodatkową dawkę cierpienia. 


*W każdym ośrodku wymagane kryteria są nieco inne. Odnosłam się do konkretnych przypadków na które trafiłam. Są miejsca, w których wymagane jest zaświadczenie o bezpłodności- co nas osobiście wyeliminowuje.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia