Liferia - Czy różowe pudełko zawojuje Polskę?

Jeśli jest to Wasza kolejna wizyta na moim blogu, to na pewno wiecie już, że bardzo podoba mi się ideologia pudełek kosmetycznych. Tak się złożyło, że do tej pory sięgałam jednak po rozwiązania w których zawartość była mi wcześniej znana, ale nie mam nic przeciwko takim, które okazują się dobrą niespodzianką. Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów o  moich pierwszych spostrzeżeniach dotyczących kolejnego na naszym rynku pudełka,  które tak do końca nie jest nowością. Wszak na Ukrainie już jakiś czas trwa różowe kosmetyczne szaleństwo...


Tak jak pisałam już na instagramie chwaląc się tą przesyłką , to że pudełeczko do mnie trafiło jest wynikiem współpracy. Widziałam wpisy na blogach innych dziewczyn i chyba telepatycznie sprowadziłam pomysłodawców tej inicjatywy na swojego bloga ;)  Na samym początku , tak jak większość dziewczyn tak i mnie zaskoczył rozmiar pudełeczka, bo jest mniejsze od tych , które już znam. Zwracam uwagę na oprawę, więc papier sygnowany nazwą firmy i urocza różowa wstążka w środku zrobiły swoje. Zwłaszcza, że ja wykorzystam je na pewno w związku ze swoją drugą pasją- scrapem. W środku prócz kosmetyków znalazłam dwie karty, jedna z kilkoma ciepłymi słowami od założycieli, druga z opisem zamieszczonych produktów. Bardzo podoba mi się fakt, że w pudełku postawiono na różnorodność względem pochodzenia . I tak mam coś  z Hiszpanii, Holandii, Włoch czy Polski. Z tym, że akurat te "rodzime " kosmetyki i tak nie były mi dotychczas znane. Koszt pudełka jest zmienny. Wszystko zależy od tego czy decydujemy się na jednorazowy zakup czy na stałą subskrypcję, a jeśli to drugie to na ile miesięcy.Nie mniej jednak nie jest wyższy niż 60zł, a w przypadku tej edycji wartość kosmetyków i tak go przewyższa.  Cieszę się , że skupiono się tym razem na twarzy, bo akurat jej pielęgnacja najszybciej u mnie schodzi. 




Jak możecie zobaczyć na zdjęciach do pielęgnacji twarzy w boxie znalazłam aż 3 produkty, ale każdy o innym działaniu. Zaskoczeniem był dla mnie produkt firmy Lirene, którą dobrze znam, a jednak o żelu  do mycia twarzy VitaOil nigdy wcześniej nie słyszałam. Tubka mieści 75ml kosmetyku i w tym wypadku jest to produkt pełnowymiarowy, czyli jak dla mnie pojemność idealna na wyjazdy. Nie obciąży kosmetyczki, a jest go na tyle, że spokojnie można sobie poużywać. To pierwszy kosmetyk po który sięgnęłam z czystej ciekawości czy faktycznie to mango jest w nim wyczuwalne. Pachnie przyjemnie, delikatnie kremowo. Normalny makijaż zmywa skutecznie, ale przede mną jeszcze testy w połączeniu z tym wodoodpornym. Koszt tego kosmetyku to 10zł. Następnie Kueshi czyli mleczko-peeling o działaniu oczyszczającym rodem z Hiszpanii. W tym przypadku w nasze ręce trafiła 50ml miniatura, czyli 1/4 normalnego opakowania.Moim zdaniem dość dobry wynik, by móc sobie wyrobić na jego temat wstępne zdanie i zadecydować o dalszym zakupie (bądź nie). Konsystencja jest lekko kremowa, więc bez obaw można nałożyć go na twarz. Przyjemnie, lecz delikatnie pachnie. a za drobiny ścierające w tym przypadku służą mielone łupki orzecha włoskiego.Ostatni w tej kategorii, a najciekawszy dla mnie okazał się być krem o działaniu intensywnie nawilżającym Oxygenating Moisturizer Cream od Naobay. Kremy u mnie jak woda. Zużywam namiętnie i z chęcią testuję nieznane mi jeszcze produkty.Początkowo bałam się, że będzie to typowy tłuścioch, ale zaskoczył mnie pozytywnie i wstępnie całkiem fajnie radzi sobie z moją mieszaną buźką. U niektórych czytałam o rozczarowaniu, że rzekomo tubka nie była wypełniona do końca. Spowodowane jest to tym, że ilość jaką otrzymałyśmy wg nadruków na samym produkcie jak i wg opisu z karty ma mieć 30 ml, a tubka zwyczajnie jest stworzona na 50ml zawartość. Nie raz i nie dwa spotkałam się już z takim rozwiązaniem i dla mnie niespecjalnie stanowi to problem. Normalnie 50ml tego kremu kosztuje blisko 140zł, więc ilość 30ml wydaje się być mocno rozsądna i zadowalająca ;) 


Kolejno w pudełeczku znalazłam krem do rąk Dermagiq aż z Holandii. Zarówno ja jak i mój mąż mamy za sobą sporo przetestowanych kosmetyków o takim przeznaczeniu , więc tym bardziej jestem ciekawa jak się spisze, Zapowiada się nieźle, bo i miód i masełko Shea do tego w asyście oleju migdałowego. Oby w użyciu był równie dobry jak obietnice producenta, zwłaszcza że jak na kremik do rąk jego koszt jest dość wysoki - 44zł/100ml. I tak- mamy produkt pełnowymiarowy ;) 



Na sam koniec pozwoliłam sobie zostawić do zaprezentowania kolorówkę. Otwarcie mówię , że jestem mało błyszczykowa. Zdecydowanie jeśli nakładam coś na usta to jest to pomadka, najpewniej w czerwieni lub pomarańczu , które może niekoniecznie mi pasują, ale czuje się w nich dobrze więc... Błyszczyk w delikatnym odcieniu różu z drobinami był dla mnie małym zaskoczeniem i z jednej strony pomyślałam sobie- "kurczę,  nie używam przecież błyszczyków", a z drugiej właśnie jego obecność była powodem do radości. Sama nie zwróciłabym  na niego uwagi. Podejrzewam, że nie miałabym nawet gdzie, bo błyszczyk do ust Glossip to produkt który trafił do boxa z Włoch . 
Kolejno na koniec perełka z Polski- cień do powiek  Puzzle Magnetic Play Zone - Vipera. Mały i tani, bo kosztujący nieco ponad 7zł  wkład z możliwością umieszczenia w palecie magnetycznej.W moim przypadku to idealny kolor do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka, a trafił mi się odcień CV02 Aerial. Nie miałam pojęcia o ich istnieniu , dlatego było to dla mnie spore zaskoczenie gdy odkryłam go właśnie w pudełeczku urodowym z Ukrainy.Myślę, że na chwile obecną samodzielne  kompletowanie palet to dla mnie najlepsze rozwiązanie, a ten cień mam nadzieję trafił mi się " na dobry początek".

Poczułam się rozochocona do samodzielnego zakupu. Jeżeli będę miała taką możliwość pod względem finansowym postawię nie na jednorazowy zakup, ale stałe zlecenie. Żyję nadzieją, że kolejne edycje przyniosą mi tyle samo radości o ile nie więcej, co ta pierwsza. 

Znacie?! Jakie jest Wasze zdanie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger