Lirene City Matt - mineralny puder matujący.

Miałam szczere chęci umieścić w tym poście ( jak większość dziewczyn zresztą) zdjęcia produktu  z czasów jego świetności. Z wtedy gdy opakowanie błyszczało jak milion dolarów, a zawartość zdobiły tylko stworzone przez producenta żłobienia . Dramatyczny koniec dysku w starym sprzęcie pokrzyżował mi plany, ale myślę sobie, że właściwie to dobrze.

Dawno , dawno temu miałam styczność z linią City Matt, bo tak się złożyło, że był to pierwszy w mojej kosmetycznej historii podkład z jakiego korzystałam. Lata leciały, zmieniły się opakowania i jak widać rozszerzyła się także oferta, dzięki czemu mogę Wam dzisiaj napisać o transparentnym mineralnym  pudrze matującym. Jak pięknie prezentowało się opakowanie na samym początku musicie sprawdzić na innych blogach- naprawdę sporo w sieci jego ciekawych zdjęć i z  przyjemnością sama je przeglądałam. Moje opakowanie ma już kilka miesięcy. Upływający czas odbił swoje piętno zwłaszcza na srebrnych elementach, bo straciły swój blask i jak widać zostały "porysowane" przez kontakt z innymi powierzchniami. Nie mniej jednak opakowanie jest solidne i pod względem wykonania nie mam się zwyczajnie do czego przyczepić. Co mnie zaskoczyło zmianie nie uległy w ogóle napisy na wieczku, chociaż regularnie oczyszczałam je z osypanych resztek kosmetyku.


Sam producent na tyle opakowania zapewnia nas o tym, że jest to kosmetyk odpowiedni dla każdego rodzaju cery. Wyróżnia się na tle innych zawartością w swoim składzie algi koralowca wykazującej m.in działanie przeciwrodnikowe. Dla mnie jako zwyklej użytkowniczki tego produktu jest to informacja -ciekawostka, której osobiście sama w żaden sposób nie jestem w stanie zweryfikować, no bo jak? Puder nałożony na twarz faktycznie dość dobrze stapia się z kolorem skóry, ale mam obawy czy u posiadaczek ciemniejszych buziek wygląda to równie dobrze. Może znajdzie się  tu taka osoba , która będzie mogła rozwiać lub potwierdzić moje wątpliwości? Wykończenie jest według mnie bardzo przyjemne dla oka, ale nie powiedziałabym że to 100% mat. Sam kosmetyk nanosiłam tylko i wyłącznie pędzlem i przy takiej aplikacji  jego równomierne nałożenie nie stanowiło problemu. Nie wiem jak byłoby w połączeniu  z gąbeczką do pudru, bo już dawno odeszłam od takiego aplikatora. Mnie na samym początku zdziwiła zawartość drobin. Nie ma ich dużo, powiedziałabym, że ledwie szczypta na 9g kosmetyku, ale jednak. I ja sama nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie jaki był zamysł dotyczący ich dodania, bo na twarzy nie są one widoczne. Być może chodziło tylko o przyjemniejszy w odbiorze efekt w opakowaniu



Samo właściwe działanie matujące mogę określić jako poprawne. Kosmetyk fajnie współgrał z innymi używanymi przeze mnie. Nie wpychał się w zmarszczki, nie rolował. Na policzkach zachowywał się idealnie przez cały dzień, ale już w strefie T wymagał poprawki po około 5 godzinach na twarzy przez co efektu "wow" u mnie nie wywołał. Z ciekawości sprawdziłam cenę, bo często o to pytacie i można go dostać w granicach 15-25zł czyli w moim odczuciu jest realne przełożenie jakości do ceny.Sama swój egzemplarz otrzymałam od Lirene , ale nie ma to wpływu na moją opinię na temat tego produktu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger