Mikołajki blogowe : losowanie

Mikołajki blogowe : losowanie

Z wybiciem północy zakończyły się zapisy do naszej blogowej wymianki mikołajkowej. Uwinęłam się z losowaniem szybciej niż myślałam w związku z czym już dzisiaj przedstawiam listę uczestniczek biorących udział. Zachęcam do wymiany obserwacji, zwłaszcza że pewnie znajdą się tutaj blogi nie każdemu jeszcze znane ;)  Uprzedzając pytania- jeden z blogów jest mocno początkujący , natomiast należy do osoby , która do tej pory prowadziła innego bloga, znanego mi od dawna. Kilka osób zapisało się bardzo szybko , by jeszcze przed końcem zapisów jednak zrezygnować z udziału. Dobrze , że sprawy się wyjaśniły, ale biorąc pod uwagę to, że prosiłam o przemyślane zapisy... :P  Kolejność przypadkowa!



Na Wasze adresy e-mail porozsyłam zaraz wiadomości dotyczące wylosowanej osoby. Złożyło się tak, że możemy sobie zrobić naprawdę przesyłki niespodzianki. Każda z Was podała dość szczegółowe wytyczne dotyczące tego co chciałaby otrzymać. Resztę preferencji możecie podejrzeć na blogach. Tak jak było to zaznaczone w pierwszym poście : wysyłka do 01.12.2016r. Publikacja najchętniej w Mikołajki czyli 06.12.2016r. Dla własnego dobra i bezpieczeństwa zróbcie zdjęcia paczki którą przygotowujecie i/lub paragonów i zachowajcie je do momentu publikacji wszystkich postów.   Przejrzyjcie w wolnej chwili wszystkie blogi ( gorąco zachęcam), a może odnajdziecie swoją blogową bratnią duszę ;)  I nie zapomnijcie dołączyć w paczce liściku z informacją o tym kto ją przygotowywał wraz z adresem bloga.

Pozostaje mi życzyć Wam i sobie radości z przygotowywania paczek, a później z ich otwierania! 
Całuję!


Wygraj kartę podarunkową Rossmann/Empik

Wygraj kartę podarunkową Rossmann/Empik

W dzisiejszym konkursie prezent z serii" zrób sobie sama". Do wygrania wedle gustu zwycięzcy karta podarunkowa o wartości 100zł do Rossmanna/Empika do wyboru. W związku z tym, że część obserwujących mnie osób jest kosmetyczna, ale sporo wśród nich tych kochających książki chciałam jakoś połączyć te dwie kategorie :)  Jednocześnie wiecie doskonale , że Empik daje dość spore pole do popisu względem zakupu czegoś ciekawego.


Warunkiem udziału w konkursie jest zapoznanie się z regulaminem oraz  pozostawienie odpowiedzi na pytanie konkursowe. Wygrywa najciekawsza odpowiedź ;) Akurat konkurs kończy się po gorącym świątecznym okresie i taka dodatkowa pula na zakupy mam nadzieję Wam się przyda. 




Udany prezent -  czyli jaki?!

Udany prezent - czyli jaki?!

Zbliża się powoli gorący okres . My w domu co prawda nie robimy sobie prezentów na Gwiazdkę, ale Mikołaj przychodzi co roku, chociaż ze względu na wiek chyba powinien nas już omijać :)  Zresztą temat który chciałabym dzisiaj poruszyć aktualny jest przez cały rok, a nie tylko teraz. W kalendarzu mnóstwo okazji do sprawienia komuś przyjemności, a i bez tego przecież też fajnie coś dać lub otrzymać.  Zdradzę Wam kilka swoich patentów dzięki którym wiem co kupić swoim bliskim i nie obawiam się, że prezent zostanie totalną klapą.


ZBIERZ INFORMACJĘ O OBDAROWYWANYM

Z reguły jest tak, że prezenty dajemy osobom które znamy w mniejszym bądź większym stopniu. Warto zastanowić się więc,co dokładnie o takiej osobie wiemy. Może w rozmowie z nami wspominała, że kocha niebieski? Albo zdecydowanie określiła się kiedyś, że nie lubi żywych ciętych kwiatów ( jak ja )  ? Czasami wystarczy spostrzegawczość. Swoje preferencje często realizujemy i przenosimy na inne dziedziny życia. U mnie można zauważyć, że kocham prostotę , a w kolorach najchętniej sięgam po szarość , czerń i biel. Namiętnie noszę też zegarki, a przy portfelu dopięty mam gigantyczny zwracający uwagę brelok.  Staram się nie wrzucać zdjęć bez makijażu, co jest już podpowiedzią, że lubię kosmetyki. Wprawniejsze oko dojrzy także , że najczęściej na powiece mam brązy, a na ustach albo nic albo odcienie czerwieni. Równie dobrze możemy przeprowadzić taką wstępną analizę każdej osoby. Nie powiem, sporym ułatwieniem są portale społecznościowe zwłaszcza jeśli ktoś jest na nich aktywny. Wtedy możemy odszukać chociażby jakiej muzyki słucha, co czyta i czym się interesuje. W przypadku naszej mikołajkowej wymianki poprosiłam jednak o podanie przez dziewczyny ich predyspozycji co do prezentu, bo nie wszystkie mamy okazję znać się osobiście, a jeśli nawet to nie na tyle, by móc o sobie zbyt wiele powiedzieć. Ale z drugiej strony gdy wiemy, że ktoś prowadzi swoją stronę ( jak my), zawsze można na nią zajrzeć i poczytać o tym co u kogo się aktualnie dzieje. 

POMYŚL NAD TEMATEM PRZEWODNIM

Pomyślicie pewnie, że coś mi się pomyliło, bo jak upominkowi nadać "motyw przewodni". Da się! Ja zawsze korzystam z takiej opcji myślowej, bo nie ukrywam, że bardzo przyśpiesza to dobór odpowiednich rzeczy. Staram się także o ile pozwalają na to okoliczności na dodanie czegoś z tzw. jajem. W takim wypadku jednak lepiej już dobrze znać osobę dla której przygotowujemy prezent, bo nie każdy może mieć podobne poczucie humoru do naszego. Jako , że miałam ostatnio okazję przygotowywać kilku moim naprawdę bliskim znajomym prezenty, wiedziałam, że spokojnie mogę dodać tam coś co będzie śmiesznym dodatkiem. Przykładowo mój kuzyn dostał miniaturkę auta , którym w dzieciństwie jeździł z rodzicami na wycieczki po kraju czy też zestaw do robienia baniek mydlanych z adnotacją, że wciąż jest dzieckiem.Tematem może być również kolor. Z racji tego, że ja już wiem komu wysyłam mikołajkową paczkę potraktuję ją trochę przekornie. Całości nadam dość przejrzysty i łatwy do odgadnięcia motyw, a jego części składowe będą po trochę w każdej z przygotowanych rzeczy. 

OKREŚL KWOTĘ JAKĄ MOŻESZ PRZEZNACZYĆ NA TEN CEL

Warto już na samym początku ustalić ile możemy na dany prezent przeznaczyć. Pozwoli nam to zaoszczędzić czas i zawęzić poszukiwania. Wcale nie jest tak, że fajny prezent musi sporo kosztować, bo bardzo często zwłaszcza w sklepach online trafiają się promocje , dzięki którym np. za zakup 3 rzeczy zapłacimy jak za 2 lub zaoszczędzimy na dostawie dzięki opcji darmowej wysyłki. Jako, że ja jestem miłośniczką książek śledzę akurat sporo księgarń lub wydawnictw online. Bardzo częste promocje znajdziecie na znak.com.pl czy aros.pl. Jeśli dodatkowo chcielibyście dobrać do książki płytę, kubek czy zabawkę z taką ofertą wychodzi na przeciw m.in platon24.pl. 

SZUKAJ OKAZJI

Tak jak pisałam w poprzednim punkcie OKAZJA GONI OKAZJĘ . Możecie zajrzeć na serwisy umożliwiające grupowe ( a tym samym i tańsze) zakupy. Ja namiętnie zapisuje się do newsletterów różnych firm , a dzięki temu na mejla zawsze wpada jakaś ciekawa informacja. Przykładowo na YR bardzo często przy zakupach obowiązuje zniżka -40, -100zł, po osiągnięciu danej kwoty. Zawsze w cenie podstawowej biorę coś co i tak muszę kupić tj. szampon, mydło.A  w gratisie wybieram produkty, które równie dobrze mogą posłużyć za część prezentu.  Podobne działanie od jakiegoś czasu wprowadziła ekobieca.pl. Po osiągnięciu  danego progu cenowego dorzucają gratisy. Czasami nawet w Rossmannie uda się trafić na ciekawe zestawy w opłacalnej i niższej niż standardowa cenie.


ZRÓB COŚ SAM/A

Ten punkt jest jednym z moich ulubionych. Jak wiecie z mniejszym bądź większym powodzeniem coś sobie tworzę. Nie trzeba być mistrzem w danej dziedzinie by móc stworzyć unikalny upominek lub chociaż oryginalnie go opakować. Nawet pudełko po butach, odpowiednio przygotowane może służyć za skrzynię pełną skarbów, a obdarowywanej osobie na pewno będzie bardzo miło, że poświęciliście swój cenny czas, by przygotować coś prosto z serca. Mniej twórcze osoby mogą skorzystać z zszywka.pl, pinterest.com czy stylowi.pl by tam odnaleźć jakieś inspiracje. Zwykle po kliknięciu w zdjęcie jest możliwość przejścia do źródła, a co za tym idzie również w większości przypadków do instrukcji krok po kroku.  Jeśli jednak wolicie oglądać filmy, bez wątpienia sporo ciekawych pomysłów np. na kartki znajdziecie na YT. Wiele polskich i zagranicznych dziewczyn umieszcza tam tutoriale do swoich prac. Bardzo często do ich wykonania potrzebne są rzeczy , które większość z nas ma w domu, pod ręką.  Małe drobiazgi do domu śmiało można wykonać z masy papierowej czy solnej, a z takimi tworami chyba każdy z nas miał chociaż raz  w życiu do czynienia. 

DOŁĄCZ KILKA CIEPŁYCH SŁÓW

Dlaczego uważam , że to ważny punkt udanego prezentu? Bo każdy kocha personalizacje! Nie mówcie, że nie jest Wam milej, gdy otrzymujecie imiennego mejla lub list. A gdy dodatkowo w tych kilku ciepłych słowach zawrzecie jeszcze dlaczego zdecydowaliście o takim doborze prezentu... Bardzo lubię wiedzieć, że za daną rzeczą chowa się jakaś historia. Przykładowo wybraliście świecę o takim zapachu, bo kojarzy Wam się z konkretną osobą, albo chcieliście wprowadzić w jej życie trochę radości. Fajnie wiedzieć, że to co jest w środku pakunku nie jest dziełem przypadku albo zbiorem niepotrzebnych nam samym drobiazgów. Taki zabieg sprawia także, że pozytywne fluidy zaczynają działać i robi się całkiem sympatycznie, nawet jeśli upominek nie okaże się w 100% trafiony. 

ZASTANÓW SIĘ CZY CIEBIE UCIESZYŁBY TAKI PREZENT

Kolejny bardzo ważny aspekt. Wiecie komu dajecie prezent, wiecie co będzie w środku. Pomyślcie zatem, czy sami cieszylibyście się z podobnego upominku? Ja wiem, że rzeczy praktyczne są praktyczne, bo można je zużyć, ale tak z ręką na sercu ile z Was cieszyłoby się z maszynki do golenia? :) Ja osobiście odebrałabym to jako niezbyt miłą sugestię. Prezent nie może być też zbiorem niepotrzebnych nam samym rzeczy. To, że dostałyście kosmetyk/książkę czy cokolwiek innego, która Wam osobiście nie odpowiada, nie oznacza, że może być "zapchajdziurą" w paczce dla kogoś .Moim zdaniem , taką rzecz owszem możemy komuś podarować- bez okazji, informując dodatkowo, że Wam nie odpowiada ale może( jeśli dana osoba w ogóle zechce tą rzecz), sprawdzi się u niej.  Oczywistym dla mnie  jest też, że nieodpowiednie jest dawanie rzeczy używanych czy też ogólnie dostępnych za darmo. Bon rabatowy , który można wykorzystać w wybranej drogerii, a który można otrzymać za darmo w ramach promocji tego miejsca w galeriach lub na ulicy niespecjalnie ucieszy obdarowaną osobę. 

A najważniejsze : LICZY SIĘ PAMIĘĆ. Często bilecik z ciepłym słowem od serca czy czekolada sprawią większą radość niż nie jeden markowy gadżet. 



Pora na Green Tea.

Pora na Green Tea.

Cóż zrobić ?! Takie życie. Każdy z nas ma jakiś nałóg. Ludzka rzecz. Ja muszę Wam szczerze jak na spowiedzi powiedzieć, że piję. Dużo za dużo.W nadmiarze. Zdarza się , że nawet cały karton, tygodniowo rzecz jasna. A do tego, na domiar złego- palę. Jak nic paczka zapałek ( też tygodniowo) idzie z dymem... Taka ze mnie zła blogerka urodowa.


Kto mnie zna, ten wie, że herbaciara ze mnie nieprzeciętna. Wlewam w siebie ten boski napój litrami i w każdej postaci prócz tej zabarwianej bielą mleka. Zielonej nie sposób się oprzeć, a jeśli faktycznie idą za tym właściwości zdrowotne o których tak szumnie mówią-biorę w ciemno. Czego u mnie nie było wie tylko ten kto ze mną nie pił. Herbaty - rzecz jasna. A że tego ustrojstwa nigdy dość, to czemu by nie dawkować sobie tego szczęścia i w zapachu? Pomyślicie sobie, że coś ze mną nie tak, bo pisałam już o świecy w takim zapachu, na dodatek tej samej firmy. Ale powiem Wam , że jak herbata od herbaty różna , tak świeca od świecy :P  Ze stearynowym osobnikiem spotkaliśmy się w lesie.Na tą zapraszam Was do domu i znowu zanosi się na sypialniane klimaty, bo chcąc nie chcąc zielone wszak uspokaja. A gdy to połączyć z delikatną wonią herbacianych listków zalanych wrzątkiem... Błogosławione lenistwo nasze, że znajduje czas by zejść na ziemię i zaszczycić nas swoją obecnością. Nic lepszego od łóżkowego błogostanu bowiem nie ma. 

Po otwarciu słoiczka - czarować Was nie będę, chociaż coraz bardziej pod względem wyglądu nadaję się do tej funkcji-  miłości nie było. Prawdę mówiąc chwilowo przebiegła mi przez głowę myśl krótka i dość prosta- "Dlaczego?".  Ale ja nie z tych co pierwszy nieudany raz przekreślają na wieki.Odważnie wzięłam więc do ręki broń zwaną przez innych zwyczajnie zapałkami i stanęłam do boju. I poległam, a jednocześnie odniosłam zwycięstwo.  Bo przy paleniu okazało się, że zapach herbaty jest zwyczajnie przyjemny, domowy, pełen ciepła. Przenoszę się na niebiańskie łąki i czuję wszechobecny spokój. I czuję się bezpieczna... A rady, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze odsuńcie od siebie, bo może Wam przejść koło nosa taka miłość...



Co można robić jesienią? Moje sposoby na długie wieczory.

Co można robić jesienią? Moje sposoby na długie wieczory.

Jesień to najlepsza/najgorsza pora roku. Zdecydowanie ma swój urok, zwłaszcza gdy jest typowo polska- złota. Daje nam też nieźle popalić, gdy za oknem plucha , a organizm domaga się dawki słońca.  I chociaż dla mnie to  mocno wyczekiwany czas, to mam w zanadrzu kilka sposobów na to by jednak nie poddać się podstępnej chandrze.  Dla wielu z Was pewnie nie będzie to nic odkrywczego, bo podejrzewam, że sporo osób "ratuje " się przed smutkiem w taki właśnie sposób. A może polecicie mi swoje patenty?!

 Zadbaj o siebie!

Wszak jesień to najlepsza pora na zmianę pielęgnacji.  Po upalnym lecie nasze buźki wymagają regeneracji oraz przygotowania do niższych temperatur i wszędobylskiego wiatru. Dla mnie to najlepszy moment na walkę z przebarwieniami i gruntowne oczyszczenie . Jesień to również  idealny moment na wykonanie zabiegów z kwasami. Długie wieczory sprzyjają organizowaniu sobie domowego SPA. Nałogowo sięgam po peelingi i maseczki ( głównie te w saszetkach) , bo taka forma bardzo mi odpowiada. Na nowo odkryłam radość z rolowania twarzy. I namiętnie łącze ten zabieg z serum do twarzy  z witaminą C. Zwracam uwagę na utrzymanie optymalnego poziomu nawilżenia moich dłoni. Niestety kilka lat temu je przemroziłam przez co teraz podwójnie muszę na nie uważać, by nie straszyć nieestetycznym wyglądem.


Nadrób zaległości książkowe/filmowe

Nie ma lepszego lekarstwa niż dobra książka, ciepły koc i kubek gorącej herbaty ( lub kakao). Dla mnie to najskuteczniejsza metoda. Zwłaszcza , gdy lektura jest dobra... bardzo dobra. Dla odmiany można spróbować gatunków innych niż dotychczas. Wczuć się w rolę odważnego policjanta czy cieszącej się powodzeniem piękności z  romansu. Równie dobrym rozwiązaniem jest nadrobienie zaległości filmowych/serialowych. To dużo mniej wymagająca opcja niż czytanie. Sama zaopatrzyłam się w kilka pozycji sprzed miesięcy czy lat, których do tej pory nie miałam okazji obejrzeć. Mam nadzieję, że sporo tych długaśnych wieczorów upłynie nam właśnie w ten sposób. A później będę Wam mogła polecić coś ciekawego.



Otul się zapachem

Nic tak pozytywnie mnie nie nastraja jak dobry zapach towarzyszący w codziennych czynnościach.Za większością z nich kryją się wspomnienia. Inne dobieram zupełnie przypadkowo. A najczęściej towarzyszą mi podczas długich kąpieli . Wiecie, pełen relaks :)  Nie potrafię sobie odmówić takiej przyjemności. A że zmarzluch ze mnie świetnie to sobie tłumaczę potrzebą rozgrzania ciała. Zresztą o czym ja Wam tu.... Przecież świeczkomaniaczek wśród moich czytelniczek bez liku.


Znajdź czas dla rodziny/znajomych

Oczywiste? Niby tak. ale w tym zaganianym świecie czasami trudno o utrzymywanie kontaktów z najbliższymi, a co dopiero znajomymi nam osobami. Sama w okresie letnim wpadam w wir pracy, wyjazdów i zapominam o tym, że być może gdzieś tam ktoś czeka na telefon ode mnie czy odwiedziny. Kawa czy piwo ze znajomymi na pewno dobrze nam zrobi. Spotkanie będzie też stanowiło dodatkową motywację do wyjścia z domu w tak paskudną pogodę jaką czasami serwuje nam jesień. Równie dobrze można połączyć kilka z moich obowiązkowych punktów i spotkać się ze znajomymi w kinie, później delektować się pysznym jedzeniem ciesząc się apetycznym zapachem. Takie rozwiązania lubię ;) 


A poza tym cieszmy się tą jesienią! Pięknie wybarwione liście, szyszki czy kasztany zdecydowanie zrobią nam oryginalną dekorację w mieszkaniu. Padający za oknem deszcz pomoże oczyścić umysł ze zbędnych myśli. A wieczór w kinie czy kolacja przy świecach mogą się przerodzić w coś więcej... 



Mikołaju, gdzie jesteś? Blogowe Mikołajki- zapisy.

Mikołaju, gdzie jesteś? Blogowe Mikołajki- zapisy.

Pamiętam, że kilka lat temu miałam okazję brać udział w wymiance mikołajkowej i bardzo przypadła mi do gustu taka forma zabawy. Stąd też  chciałabym w tym roku sama zorganizować taką wymianę na swoim blogu i mam nadzieję, że znajdą się chętne do wzięcia udziału osoby. 



Zasady nie są skomplikowane, jednak ze względów bezpieczeństwa trzeba będzie spełnić kilka podstawowych wymogów ;)

1. Udział mogą wziąć blogi funkcjonujące minimum 6 miesięcy ( aktywne, nie tylko do rozdań- będę to osobiście weryfikować).
2. Wymianka będzie miała swoje miejsce na terenie Polski. 
3. Byłoby fajnie, gdybyś jako uczestnik zaobserwował mój blog ( o ile jeszcze tego nie robisz), bo będę tu sukcesywnie podawała informację i przypominajki o zbliżających się terminach.
4.Wartość prezentu  w granicach 45-50zł ( bez kosztów przesyłki)
5. Pozwolę sobie na weryfikację blogów celem uniknięcia nieprzyjemnych sytuacji i w związku z tym zastrzegam sobie prawo do odmowy wzięcia udziału.
6. Zgłoszenia proszę o przesyłanie na adres zmalowanalala@wp.pl
 Treść zgłoszenia: 
- imię, 
- link do bloga,
- preferencje dotyczące prezentu ( ewentualnie informacja o tym, że chcecie zupełną niespodziankę)
- info o tym czego dostać nie chcecie 
-adres
7. Będzie mi miło jeśli pojawi się gdzieś u Was banerek lub informacja o tym, że bierzecie udział w zabawie. 
8. Chętne osoby proszę także o pozostawienie dowolnego komentarza pod tym postem, tak bym miała pewność, że doszło do mnie wszystko co powinno ;) 

Tak jak informują napisy na banerku zapisy trwają do 30.10 - tak krótko, bo czasu już niewiele ;) 
Wyniki losowania przeprowadzę i ogłoszę 2 .11 tutaj na blogu jak i w wiadomościach e-mail ( prześlę również adresy Waszych wymiankowych par). Do 1.12 wysyłamy paczuchy, tak by doszły na czas :)  Chciałabym w miarę Waszych możliwości by wpisy prezentujące wymiankowe paczki pojawiły się na blogach 6.12.2016r. Później z przyjemnością zbiorę je w całość i zamieszczę post podsumowujący.  Zabawa ruszy jeśli znajdą się co najmniej 4 chętne osoby ;)  

WAŻNE! Wysyłamy paczki takie, jak same chciałybyśmy otrzymać, tak by nikogo nie spotkało rozczarowanie. 

Zapraszam do udziału!
Pozdrawiam ;* 
Poznaj ze mną zapach nocy! Night Watch

Poznaj ze mną zapach nocy! Night Watch

Stało się! Powoli , małymi kroczkami pchana przez wiatr nadeszła jesień. Bezsprzecznie w moim odczuciu najlepsza pora roku: bo kto nie kocha tych niekończących się wieczorów spędzanych pod kocykiem w asyście kubka gorącego kakao?! 

Night Watch
Nadszedł już czas: dla jednych na halloween'ową zabawę, dla innych na przemyślenia....I dla mnie na możliwość rozkoszowania się w pełni zapachem Night Watch.  Staram się nie przypisywać konkretnych zapachów do pór roku i stanów emocjonalnych. Pierwsze otwarcie słoiczka pobudziło jednak moje wyobrażenia na temat tego kiedy i gdzie byłoby mi z nim najlepiej. Było upalne czerwcowe popołudnie, a ja marzyłam o jesieni. O tym by spokojnie usiąść w wygodnym fotelu i odlecieć , jak te żółte już liście za oknem.  Nie wytrwałam jednak w swoim postanowieniu i dotykałam go  delikatnie już wcześniej- ciesząc się przy tym efektem wizualnym ( ach ta szarość!) przygotowując jednocześnie swoje nozdrza na aromatyczny orgazm. Mój mąż nie omieszkał wspomnieć, że jesteśmy dla siebie stworzeni- ja i ten zapach, a uściślając ja i ta czarownica z etykiety ;)  I chyba coś w tym jest!  Ciepłe światło jest sprzymierzeńcem dobrej atmosfery, a gdy do tego dodać odrobinę zapachowej pikanterii... Główne skrzypce gra mieszanka korzennych przypraw, które wprawnie rozgrzeją nawet skute lodem serce. Stawiałabym na goździki, więc w moim odczuciu świetnym dodatkiem do palenia byłaby lampka czerwonego wina , najlepiej grzanego i w asyście pomarańczy. Ale oczywiście nie jest to punkt obowiązkowy ! Z jednej strony woń jest oczywista, bo znana, a z drugiej nie potrafię ze 100% pewnością powiedzieć jakie są jej części składowe. Jest dla mnie nieodgadniona, a  ta niewiedza sprawia, że mam ochotę na więcej i więcej.  Zapach rozchodzi się po domu błyskawicznie, wypełniając każdą wolną przestrzeń, a jednocześnie nie jest nachalny. Jest obecny gdzieś w tle. Przewija się we wspomnieniach... wczorajszej gorącej nocy czy chłodnego samotnie spędzonego poranka. 

Night Watch
Fantazje fantazjami.a wracając  do tematu samej świecy. Szkło genialnie prezentuje się w każdym wnętrzu, a jeśli dodać do tego wspomnianą już wcześniej szarość, idealnie wpisuje się w wnętrzarskie trendy. Dla mnie zdecydowanym plusem jest możliwość zamknięcia słoiczka po paleniu, bo nic mnie tak nie drażni jak zbierający się na powierzchni świecy kurz. Bądźmy szczere nawet w nieskazitelnie czystych domach takie rzeczy się zdarzają. Najmniejszy słoiczek wystarcza na około 25 godzin palenia. Pomyślcie więc, czym jest to 6zł ( bo tyle kosztuje) w stosunku do tego ile radości może Wam dać. 
Liferia - Czy różowe pudełko zawojuje Polskę?

Liferia - Czy różowe pudełko zawojuje Polskę?

Jeśli jest to Wasza kolejna wizyta na moim blogu, to na pewno wiecie już, że bardzo podoba mi się ideologia pudełek kosmetycznych. Tak się złożyło, że do tej pory sięgałam jednak po rozwiązania w których zawartość była mi wcześniej znana, ale nie mam nic przeciwko takim, które okazują się dobrą niespodzianką. Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów o  moich pierwszych spostrzeżeniach dotyczących kolejnego na naszym rynku pudełka,  które tak do końca nie jest nowością. Wszak na Ukrainie już jakiś czas trwa różowe kosmetyczne szaleństwo...


Tak jak pisałam już na instagramie chwaląc się tą przesyłką , to że pudełeczko do mnie trafiło jest wynikiem współpracy. Widziałam wpisy na blogach innych dziewczyn i chyba telepatycznie sprowadziłam pomysłodawców tej inicjatywy na swojego bloga ;)  Na samym początku , tak jak większość dziewczyn tak i mnie zaskoczył rozmiar pudełeczka, bo jest mniejsze od tych , które już znam. Zwracam uwagę na oprawę, więc papier sygnowany nazwą firmy i urocza różowa wstążka w środku zrobiły swoje. Zwłaszcza, że ja wykorzystam je na pewno w związku ze swoją drugą pasją- scrapem. W środku prócz kosmetyków znalazłam dwie karty, jedna z kilkoma ciepłymi słowami od założycieli, druga z opisem zamieszczonych produktów. Bardzo podoba mi się fakt, że w pudełku postawiono na różnorodność względem pochodzenia . I tak mam coś  z Hiszpanii, Holandii, Włoch czy Polski. Z tym, że akurat te "rodzime " kosmetyki i tak nie były mi dotychczas znane. Koszt pudełka jest zmienny. Wszystko zależy od tego czy decydujemy się na jednorazowy zakup czy na stałą subskrypcję, a jeśli to drugie to na ile miesięcy.Nie mniej jednak nie jest wyższy niż 60zł, a w przypadku tej edycji wartość kosmetyków i tak go przewyższa.  Cieszę się , że skupiono się tym razem na twarzy, bo akurat jej pielęgnacja najszybciej u mnie schodzi. 




Jak możecie zobaczyć na zdjęciach do pielęgnacji twarzy w boxie znalazłam aż 3 produkty, ale każdy o innym działaniu. Zaskoczeniem był dla mnie produkt firmy Lirene, którą dobrze znam, a jednak o żelu  do mycia twarzy VitaOil nigdy wcześniej nie słyszałam. Tubka mieści 75ml kosmetyku i w tym wypadku jest to produkt pełnowymiarowy, czyli jak dla mnie pojemność idealna na wyjazdy. Nie obciąży kosmetyczki, a jest go na tyle, że spokojnie można sobie poużywać. To pierwszy kosmetyk po który sięgnęłam z czystej ciekawości czy faktycznie to mango jest w nim wyczuwalne. Pachnie przyjemnie, delikatnie kremowo. Normalny makijaż zmywa skutecznie, ale przede mną jeszcze testy w połączeniu z tym wodoodpornym. Koszt tego kosmetyku to 10zł. Następnie Kueshi czyli mleczko-peeling o działaniu oczyszczającym rodem z Hiszpanii. W tym przypadku w nasze ręce trafiła 50ml miniatura, czyli 1/4 normalnego opakowania.Moim zdaniem dość dobry wynik, by móc sobie wyrobić na jego temat wstępne zdanie i zadecydować o dalszym zakupie (bądź nie). Konsystencja jest lekko kremowa, więc bez obaw można nałożyć go na twarz. Przyjemnie, lecz delikatnie pachnie. a za drobiny ścierające w tym przypadku służą mielone łupki orzecha włoskiego.Ostatni w tej kategorii, a najciekawszy dla mnie okazał się być krem o działaniu intensywnie nawilżającym Oxygenating Moisturizer Cream od Naobay. Kremy u mnie jak woda. Zużywam namiętnie i z chęcią testuję nieznane mi jeszcze produkty.Początkowo bałam się, że będzie to typowy tłuścioch, ale zaskoczył mnie pozytywnie i wstępnie całkiem fajnie radzi sobie z moją mieszaną buźką. U niektórych czytałam o rozczarowaniu, że rzekomo tubka nie była wypełniona do końca. Spowodowane jest to tym, że ilość jaką otrzymałyśmy wg nadruków na samym produkcie jak i wg opisu z karty ma mieć 30 ml, a tubka zwyczajnie jest stworzona na 50ml zawartość. Nie raz i nie dwa spotkałam się już z takim rozwiązaniem i dla mnie niespecjalnie stanowi to problem. Normalnie 50ml tego kremu kosztuje blisko 140zł, więc ilość 30ml wydaje się być mocno rozsądna i zadowalająca ;) 


Kolejno w pudełeczku znalazłam krem do rąk Dermagiq aż z Holandii. Zarówno ja jak i mój mąż mamy za sobą sporo przetestowanych kosmetyków o takim przeznaczeniu , więc tym bardziej jestem ciekawa jak się spisze, Zapowiada się nieźle, bo i miód i masełko Shea do tego w asyście oleju migdałowego. Oby w użyciu był równie dobry jak obietnice producenta, zwłaszcza że jak na kremik do rąk jego koszt jest dość wysoki - 44zł/100ml. I tak- mamy produkt pełnowymiarowy ;) 



Na sam koniec pozwoliłam sobie zostawić do zaprezentowania kolorówkę. Otwarcie mówię , że jestem mało błyszczykowa. Zdecydowanie jeśli nakładam coś na usta to jest to pomadka, najpewniej w czerwieni lub pomarańczu , które może niekoniecznie mi pasują, ale czuje się w nich dobrze więc... Błyszczyk w delikatnym odcieniu różu z drobinami był dla mnie małym zaskoczeniem i z jednej strony pomyślałam sobie- "kurczę,  nie używam przecież błyszczyków", a z drugiej właśnie jego obecność była powodem do radości. Sama nie zwróciłabym  na niego uwagi. Podejrzewam, że nie miałabym nawet gdzie, bo błyszczyk do ust Glossip to produkt który trafił do boxa z Włoch . 
Kolejno na koniec perełka z Polski- cień do powiek  Puzzle Magnetic Play Zone - Vipera. Mały i tani, bo kosztujący nieco ponad 7zł  wkład z możliwością umieszczenia w palecie magnetycznej.W moim przypadku to idealny kolor do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka, a trafił mi się odcień CV02 Aerial. Nie miałam pojęcia o ich istnieniu , dlatego było to dla mnie spore zaskoczenie gdy odkryłam go właśnie w pudełeczku urodowym z Ukrainy.Myślę, że na chwile obecną samodzielne  kompletowanie palet to dla mnie najlepsze rozwiązanie, a ten cień mam nadzieję trafił mi się " na dobry początek".

Poczułam się rozochocona do samodzielnego zakupu. Jeżeli będę miała taką możliwość pod względem finansowym postawię nie na jednorazowy zakup, ale stałe zlecenie. Żyję nadzieją, że kolejne edycje przyniosą mi tyle samo radości o ile nie więcej, co ta pierwsza. 

Znacie?! Jakie jest Wasze zdanie?
Proste jesienne stylizacje.

Proste jesienne stylizacje.

Co prawda jesień pojawiła się już jakiś czas temu, ale dopiero teraz tak na dobrą sprawę odczułam potrzebę wyciągnięcia z szafy czegoś cieplejszego. Nie będę oryginalna jeśli powiem, że sporo z sieciówkowych propozycji na tą porę roku wpadło mi w oko i dobrze czułabym się w większości z nich. Prawdę mówiąc prócz wygodnych butów i ciepłego swetra niewiele potrzeba mi do szczęścia. No może  jedynie kubka gorącej herbaty...

Przygotowałam kilka naprawdę prostych zestawów w które sama chętnie bym zakupiła, gdyby nie szalone ceny poszczególnych ubrań. Ale prawda jest taka, że mocno podobne zestawienia można stworzyć  znacznie niższym kosztem- no chyba, że komuś bardzo zależy na "metce". Sama najchętniej sięgam po basic'owe wygodne i dopasowane bluzki w jednolitym kolorze. U mnie zwykle ze względów praktycznych jest to czerń. Idealnym połączeniem są spodnie rurki lub chociaż takie o prostej nogawce. W dodatkach monotonia jak widać. Mam ostatnio manię noszenia zegarków i przez kilka ostatnich miesięcy to one jako jedyne "robiły" mi za całą biżuterię. Ze względu na to, że sporo chodzę  wybieram buty w których da się wytrzymać ( szpilki w ostatniej stylizacji dodałam tak dla odmiany) .



Ot, mniej więcej taka monotematyczna jesień zawita do mojej szafy. A jak to jest u Was? 
Stawiacie na wygodę czy modny look? Musi minąć jeszcze kilka ładnych zimnych dni, zanim przystosuję się do obecnej temperatury za oknem i założę coś bardziej kobiecego. W końcu nie samymi spodniami.... 

Wyniki konkursu z Avon

Słońca moje, jak wiecie z fb- lub nie, od połowy września byłam bez dostępu do swojego laptopa. Z doskoku korzystałam, ze starego sprzętu rodziców, ale nie ma co ukrywać oprogramowanie i brak podstawowych programów mocno ograniczały moje działania. Ostatecznie i ten laptop udało się mojemu małżonkowi zepsuć, chociaż myślałam, że to wersja niezniszczalna ;) Zamówiłam więc nowy, ale przysłali nie ten model co trzeba. Straciłam czas na odsyłanie i ponowne czekanie na ten wybrany okaz i w końcu mam. Oby obeszło się bez kolejnych niespodzianek, bo mam spore zaległości w pisaniu i wiele tematów do poruszenia. Nie przedłużając, dopiero dzisiaj udało mi się zalogować do konta google i przejrzeć Wasze zgłoszenia. I takim oto sposobem, ja znam już zwyciężczynię. Niestety nie uzbierało się tyle chętnych, żeby pojawiły się dwie nagrody, przez co trochę mi smutno , bo jakoś wymagana przeze mnie liczba nie była specjalnie wysoka ;P

Zapach Percive od Avon, bo taki wybrała, wygrywa....
Izabela Hebda
 
Gratuluję i proszę o wiadomość z danymi do wysyłki na e-mail zmalowanalala@wp.pl.
 
 
Czuwałam przy uchylonym oknie...a Ty?

Czuwałam przy uchylonym oknie...a Ty?

Miałam się zabrać za napisanie tej recenzji z samego rana, ale uświadomiłam sobie  że nie potrafię chyba znaleźć odpowiednich słów. Z drugiej strony temat jest  powszedni, bo z czasem dotknie każdego z nas. Jedni go unikają  i dopóki ich bezpośrednio nie dotknie- udają, że nie istnieje. Inni w tym ja, starają się ją oswoić. A jakie jest Wasze podejście do śmierci?


Promocje w księgarniach internetowych "niestety" nie są mi obojętne. To właśnie dzięki nim trafiają wprost w moje ręce , a później do mojego umysłu historie, które nie chcą z niego wyjść- krążą w mojej świadomości i na nowo mnie formują. "Czuwałam przy uchylonym oknie" było jednym z takich nieplanowanych zakupów. Szukałam ( jak często) historii pisanych przez życie i pozycja ta znalazła się na liście polecanych gdzieś w czeluściach sieci. Śmiesznie niska cena tylko pomogła mi w podjęciu szybkiej decyzji.

Śmierć...
Śmierć w podejściu naukowym jej definicja ulegała ewolucji. Początkowo za zmarłą uznawało się osobę u której ustały czynności oddechowe oraz krążenia, obecnie musi dojść do śmierci pnia mózgu. Statystycznie każdego dnia tylko w naszym kraju umiera około 1030 osób ( w tym 25% w wyniku chorób nowotworowych).

Historia opowiedziana łzami...

Kilkadziesiąt zapisanych cierpieniem stron to pamiętnik matki, która musiała przygotować swoje dziecko na przejście przez chorobę nowotworową... do śmierci. Początkowo poznajemy losy całej rodziny, po czym skupiamy się na drobnostce z życia chłopaka. Drobiazgu, który on sam początkowo zignorował. Takim samym , jaki każdego dnia ignoruje  wiele z nas. Dopiero gdy pojawiają się jakieś nieprzyjemne dolegliwości staramy się znaleźć chwile i w przelocie wpaść do gabinetu lekarskiego na  badania. A później wali się świat... Spływa na człowieka niedowierzanie i żal, dlaczego to właśnie mnie spotkało coś takiego. Nieco młodszy niż ja obecnie Marcin dowiaduje się, że umiera. Początkowo chłopak przez wiele miesięcy nawet po wykonaniu badania żyje w przekonaniu, że wszystko jest w najlepszym porządku. Jak pisze nie bez żalu w swoich wspomnieniach jego matka, pierwsze diagnozy były nieprawidłowe, co spowodowało znaczne opóźnienie właściwego leczenia . Na strony przelała każdy dzień i każdą zachodzącą w organizmie jej syna zmianę. Opisała negatywne skutki chemioterapii, reakcje bliskich im ludzi i gniew... Gniew wynikający z tego, że nie miała wpływu na to co nastąpi. Czytając opowieść o tym jak razem czekali na szpitalnej sali na śmierć wycisnęło ze mnie morze łez, chociaż nie jest mi  to obcy temat. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić emocji targających w tamtym czasie tą kobietą. Zwłaszcza, że miała poczucie , że wokół niej znajdują się bliscy ludzie, a jednak w tamtym momencie jakby obcy. Czasami wydaje nam się, że limit dotykających nas  nieszczęść zostaje już wyczerpany. Nie w tej historii. W kilka lat po śmierci Marcina w życie tej rodziny równie niespodziewanie kolejny raz wkroczył rak...Czytając kolejne strony miałam wrażenie, że tak naprawdę siedzę obok kobiety, która smutnym głosem, ale już z wyuczonym  spokojem opowiada o tym czego doświadczyła. Mówi o tym, że w chwilach zwątpienia znalazła pomoc dla siebie i dziecka zawierzając życie Bogu. Zwraca uwagę na to, że nikt z nas nie jest w stanie zaplanować życia pod siebie. I chyba ta oczywista prawda najbardziej we mnie uderza... 

Lirene City Matt - mineralny puder matujący.

Lirene City Matt - mineralny puder matujący.

Miałam szczere chęci umieścić w tym poście ( jak większość dziewczyn zresztą) zdjęcia produktu  z czasów jego świetności. Z wtedy gdy opakowanie błyszczało jak milion dolarów, a zawartość zdobiły tylko stworzone przez producenta żłobienia . Dramatyczny koniec dysku w starym sprzęcie pokrzyżował mi plany, ale myślę sobie, że właściwie to dobrze.

Dawno , dawno temu miałam styczność z linią City Matt, bo tak się złożyło, że był to pierwszy w mojej kosmetycznej historii podkład z jakiego korzystałam. Lata leciały, zmieniły się opakowania i jak widać rozszerzyła się także oferta, dzięki czemu mogę Wam dzisiaj napisać o transparentnym mineralnym  pudrze matującym. Jak pięknie prezentowało się opakowanie na samym początku musicie sprawdzić na innych blogach- naprawdę sporo w sieci jego ciekawych zdjęć i z  przyjemnością sama je przeglądałam. Moje opakowanie ma już kilka miesięcy. Upływający czas odbił swoje piętno zwłaszcza na srebrnych elementach, bo straciły swój blask i jak widać zostały "porysowane" przez kontakt z innymi powierzchniami. Nie mniej jednak opakowanie jest solidne i pod względem wykonania nie mam się zwyczajnie do czego przyczepić. Co mnie zaskoczyło zmianie nie uległy w ogóle napisy na wieczku, chociaż regularnie oczyszczałam je z osypanych resztek kosmetyku.


Sam producent na tyle opakowania zapewnia nas o tym, że jest to kosmetyk odpowiedni dla każdego rodzaju cery. Wyróżnia się na tle innych zawartością w swoim składzie algi koralowca wykazującej m.in działanie przeciwrodnikowe. Dla mnie jako zwyklej użytkowniczki tego produktu jest to informacja -ciekawostka, której osobiście sama w żaden sposób nie jestem w stanie zweryfikować, no bo jak? Puder nałożony na twarz faktycznie dość dobrze stapia się z kolorem skóry, ale mam obawy czy u posiadaczek ciemniejszych buziek wygląda to równie dobrze. Może znajdzie się  tu taka osoba , która będzie mogła rozwiać lub potwierdzić moje wątpliwości? Wykończenie jest według mnie bardzo przyjemne dla oka, ale nie powiedziałabym że to 100% mat. Sam kosmetyk nanosiłam tylko i wyłącznie pędzlem i przy takiej aplikacji  jego równomierne nałożenie nie stanowiło problemu. Nie wiem jak byłoby w połączeniu  z gąbeczką do pudru, bo już dawno odeszłam od takiego aplikatora. Mnie na samym początku zdziwiła zawartość drobin. Nie ma ich dużo, powiedziałabym, że ledwie szczypta na 9g kosmetyku, ale jednak. I ja sama nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie jaki był zamysł dotyczący ich dodania, bo na twarzy nie są one widoczne. Być może chodziło tylko o przyjemniejszy w odbiorze efekt w opakowaniu



Samo właściwe działanie matujące mogę określić jako poprawne. Kosmetyk fajnie współgrał z innymi używanymi przeze mnie. Nie wpychał się w zmarszczki, nie rolował. Na policzkach zachowywał się idealnie przez cały dzień, ale już w strefie T wymagał poprawki po około 5 godzinach na twarzy przez co efektu "wow" u mnie nie wywołał. Z ciekawości sprawdziłam cenę, bo często o to pytacie i można go dostać w granicach 15-25zł czyli w moim odczuciu jest realne przełożenie jakości do ceny.Sama swój egzemplarz otrzymałam od Lirene , ale nie ma to wpływu na moją opinię na temat tego produktu.
Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger