Podsumowanie mikołajkowej wymianki - cz I

Podsumowanie mikołajkowej wymianki - cz I

Pewnie zdziwi Was, że dzielę podsumowanie na części, ale tak się złożyło, że niestety do mnie paczka jeszcze nie doszła. Ktoś inny o swojej nie napisał, jeszcze ktoś inny nie wrzucił zdjęć, a jeszcze komuś innemu bardzo się spieszyło. Jak to w życiu... :)


Założenia wymianki były proste i takie same jak w każdej innej. Każdy określił swoje preferencje co do prezentu jaki chciałby otrzymać itd. Niestety w najważniejszym momencie całej akcji sama zostałam bez internetu i stawałam na uszach, żeby całość miała ostatecznie jakieś ręce i nogi. Nie obyło się bez opóźnień w wysyłkach wszak różne sytuacji mają miejsce.Różne okazało się także podejście w kwestii tworzenia paczek, bo były takie w których kupiono konkretne rzeczy wg listy przedstawionej przez daną osobę , były paczki mocno inspirowane listą i takie które z preferencjami nie miały nic wspólnego (  podawałyśmy je po coś !) .Mimo najszczerszych chęci nie jestem i nie byłam w stanie wszystkich Was zadowolić.  Nasunął mi się jednak  po tym wszystkim taki prosty wniosek- może jestem jakaś dziwna, ale wyznaje zasadę , że jak nie mam nic do powiedzenia w danym temacie to zwyczajnie tego nie robię. Zwłaszcza, że jak to mówią , kto sieje wiatr...

Dzisiaj prezentuję Wam pierwszą część paczek, a na kolejne przyjdzie jeszcze pora.Nie doszukiwać mi się tu niczego- kolejność zupełnie przypadkowa 😊 Jasnym  jednak było , że każda z paczek w końcu się tu pojawi. A ocenianie "wysyłających" i "otrzymujących" przez osoby niezwiązane z tematem i znające tylko wersję jednej ze stron uważam za zwyczajnie nie na miejscu.Warto pamiętać, że każdy kij ma dwa końce 😛 Cieszę się , że dla niektórych paczki okazały się strzałem w dziesiątkę, a jednocześnie przykro mi też , że preferencje innych nie zostały w ogóle uwzględnione przez co w ostateczności osoby takie otrzymały albo zdublowane rzeczy albo zupełnie im nie przydatne. Nie widzę jednak powodu, żeby drążyć temat tam gdzie wszystko co miało być, zostało już powiedziane.


Szkatułka dla Sklerotyczka ( wcześniej urodakobiety24.pl)

















I moje anielskie pudełko dla Piekielnej Mamy ( zdjęcia zawartości niestety nie zrobiłam) 

Cieszę się, że w większości potraktowałyście to jako dobrą zabawę i pomimo małych niedociągnięć jesteście zadowolone z udziału, bo na tym mi najbardziej zależało.  Wiem, że jako organizatorka byłam mocno upierdliwa i przypominałam się Wam po setki razy- wybaczcie 😊 😛 Chciałabym, żeby wszystko było tak perfekcyjne jak sobie to wymyśliłam, ale w realnym życiu i przy kontakcie online tak się nie da.  A sobie i Wam w ewentualnych przyszłych zabawach życzę prezentów idealnych i ... dystansu. To tylko zabawa. Część druga pojawi się- na pewno. Jak już się z dziewczynami ogarniemy.

Miłego!
C-VIT Sesderma. Zgrany duet?

C-VIT Sesderma. Zgrany duet?

Na pewno pamiętacie jak kilka tygodni temu pisałam Wam o serum do twarzy Repaskin Mender Liposomal, które spisało się u mnie nadzwyczaj dobrze. Sesderma jak większość firm kosmetycznych w ostatnim czasie postanowiła wyjść na przeciw oczekiwaniom  potencjalnych klientów i tak na rynku pojawiła się  odnowiona linia C-VIT. Dlaczego? A no pewnie dlatego, że  zainteresowanie jedną z najpowszechniejszych witamin wciąż trwa.




Nie trzeba się specjalnie wysilać , by trafić na artykuły przedstawiające jej dobroczynny  wpływ na prawidłowe działanie ludzkiego organizmu.Ale jak to jest w końcu ze skórą? Najlepsze efekty przynosi połączenie produktów używanych bezpośrednio na skórę z suplementami. Witamina C jest mocno kapryśna i niestety nie trudno sprawić by stała się bezwartościowym składnikiem. Do skutecznego działania potrzebuje specjalnych warunków... i stężenia. W drogeriach i aptekach pojawiły się w ostatnim czasie całe linie z jej zastosowaniem. Ale ile z tych kosmetyków jest tak naprawdę skutecznych? Przejrzałam sobie informacje producentów na temat konkretnych linii i wyszło na to, że stężenie witaminy w danych produktach wynosi  max 20% , a jej skuteczność gwarantuje wg badań wartość 15%  (przy wrażliwych buźkach polecane jest około 5% stężenie). W teorii wszystko wydaje się proste i piękne, ale niestety wielu producentów ogranicza się wyłącznie do wymienienia kwasu  askorbinowego w składzie bez podawania najistotniejszych informacji-  o jego stężeniu , formie i nośnikach. Warto zwrócić uwagę  również na to że, kwasowy charakter i stosunkowo niskie pH mogą być przyczyną podrażnień skóry. W takich przypadkach poniekąd ratunkiem okazują się kosmetyki z wykorzystaniem pochodnych tej witaminy.



Co znalazło się w składzie serum liposomowego C-VIT?

Według producenta przy produkcji tego kosmetyku wykorzystano pochodną kwasu askorbinowego  - 3-O-etylowy kwas askorbinowy , który jest jedną z najstabilniejszych form tej witaminy.Dodatkowo zastosowano  nanotechnologię dzięki której możliwa jest  głębsza penetracja skóry. A gdyby tego było mało użyto dodatkowo kompleksu Antiox Booster System , który jest niczym innym niż połączeniem wyciągu z miłorzębu dwuklapowego (Ginkgo Biloba) z kwercytyną (aktywność przeciwalergiczna i przeciwzapalna) oraz pterostylbenem.

Serum- dla kogo i po co?

Przeznaczone jest dla każdego rodzaju skóry ( także tych problematycznych i naczyniowych). Uzupełnia leczenie blizn i rozstępów. Działa antyoksydacyjnie, wspomaga syntezę kolagenu. Wygładza oraz zwiększa jędrność i elastyczność skóry.

Moja opinia o produkcie:

Tak jak pisałam we wstępie poprzednie serum wysoko podniosło poprzeczkę pod względem działania i co najmniej tak samo dobrego efektu oczekiwałam od tego produktu. Ta wersja zamknięta została w przyjemnej dla oka (nieco przypominające apteczne) szklanej buteleczce z pipetą. Różnice pomiędzy wersjami które miałam okazję testować były widoczne  gołym okiem. Serum liposowe C-VIT posiada charakterystyczny delikatnie cytrusowy zapach. Konsystencja jest lżejsza i tym razem dopatrzeć możemy się delikatnego zabarwienia. Stosowane na skórę stosunkowo szybko się wchłania, ale pozostawia na skórze w moim odczuciu delikatnie lepką warstwę. O ile stosowane na noc mi nie przeszkadzało, o tyle porankami trochę utrudniało szybkie wykonanie makijażu i musiałam odczekać kilka minut od aplikacji by móc na spokojnie nałożyć resztę. Efekty nie były już tak spektakularne jak się tego spodziewałam. Skóra była zdecydowanie odświeżona i poprawiła się jej gęstość, ale cały czas czułam lekki niedosyt i gdyby nie krem... Ciężko jednoznacznie powiedzieć mi czym spowodowana jest jego  mniejsza efektowność. Być może kondycja mojej skóry po stosowaniu poprzednika  poprawiła się na tyle, że zwyczajnie już większe zmiany nie były możliwe.




Skład kremu C-VIT i  jego przeznaczenie.

Jak jak w przypadku serum z tej samej serii tak i tutaj ( w odnowionej wersji) pojawia się ta sama stabilna forma witaminy- 3-O-etylowy kwas askorbinowy oraz wspomniany wcześniej kompleks. Dodatkowo wykorzystano wyciąg ze słodkiej pomarańczy. Krem przeznaczony jest dla matowej i pozbawionej energii skóry. Poprawia jędrność i elastyczność, zapobiega i leczy skutki fotostarzenia.

Jak spisał się u mnie nawilżający krem do twarzy C-VIT?

Kosmetyk przeznaczony jest do stosowania zarówno na noc jak i na dzień. Przyznaję, że u mnie początkowo stosowany był wyłącznie na noc, bo chociaż ma lekką konsystencję , sam w sobie jest dość treściwy i jakoś nie widziałam go zupełnie w połączeniu z wyższymi temperaturami na zewnątrz. Muszę przyznać jednak , że gdy zrobiło się chłodniej stał się zdecydowanie moim ulubieńcem na dzień , bo ochrona i nawilżenie były wręcz namacalne. Jest to jeden z bardziej wydajnych kremów jakie miałam okazję używać. Już odrobina wystarcza na wprawne rozprowadzenie na twarzy. Wchłania się nieco szybciej niż serum, a w raz z nim tworzy w moim odczuciu całkiem zgrany duet. Niestety nałożony w dużej ilości ma skłonność do rolowania się w połączeniu z kosmetykami kolorowymi. Stąd też albo należy go przed makijażem zaaplikować mniej albo odczekać do całkowitego wchłonięcia. Początkowo obawiałam się obciążenia , ale szczęśliwie nic takiego nie miało miejsca ( a  moja skóra przejawia ku temu skłonności). Nie mogę mu nic zarzucić pod względem nawilżania, bo spisał się w tej kwestii naprawdę dobrze.Delikatnie rozświetlił  też moją twarz, ale czy zrobił  dla niej coś więcej? Nie zauważyłam.

Zarówno serum jak i krem nadają się do użytku przez 12 miesięcy od otwarcia, więc bez problemu da się je zużyć do końca. Cena za poszczególne produkty oscyluje blisko 150zł, ale... często można kupić je w zestawie za ok 160zł , co bez wątpienia jest bardziej opłacalną inwestycją.  SESDERMA


Czytam, bo lubię : kryminały

Czytam, bo lubię : kryminały

Ciepły koc i gorąca herbata to nieodłączne atrybuty mojego błogiego lenistwa. Dawno już nie miałam tyle czasu na nadrobienie zaległości książkowych co w ostatnim czasie. Święta zleciały mi na czytaniu i spotkaniach ze znajomymi, którzy jako jedyni dopisali. Na następne mamy niecny plan uciec gdzieś  daleko... Tytułem wprowadzenia powiem Wam jedno : młodsza sąsiadka to skarb ! (zwłaszcza gdy idealnie zna Wasz gust czytelniczy i z chęcią wybiera się do biblioteki).

Nie jest tajemnicą, że mama chowała mnie na Kingu i Mastertonie co w znacznym stopniu ukierunkowało mój gust czytelniczy. Może uciekam teraz delikatnie od nieco naciąganej fikcji, ale krwawe historie nadal lubię. A że w moje ręce wpadło w ostatnim czasie kilka takich tytułów , pozwoliłam sobie zebrać je w całość i zrobić małe podsumowanie. Być może ktoś będzie miał ochotę i okazję po nie sięgnąć.


Krwawy blues Massimo Carlotto - mój najświeższy nabytek , który prezentowałam Wam zresztą w poprzednim poście jako część paczki wymiankowej. Nie dałam mu zbyt długo czekać odłogiem na półce , bo nie ukrywam że zaintrygował mnie  fakt iż sam autor nawiązuje w niej do swojej biografii. Były skazany w wolnym czasie bawi się w detektywa- bez licencji. Pewnego dnia zgłasza się do niego prawniczka, która za wszelką cenę chcę odnaleźć zbiegłego  podczas przepustki więźnia -Magagnin'a. Sprawa komplikuje się gdy detektyw trafia na ciało kobiety , która uczestniczyła w procesie uciekiniera i co więcej utrzymywała z nim kontakty seksualne. Odkrywając kolejne karty okazuje się, że była ona szantażystką. Przestępczy światek okazuje się być mocno powiązany z kilkoma przedstawicielami sądownictwa- i nie są to czyste układy. Idealna propozycja na wolną chwilę- dosłownie, bo lektura zajęła mi raptem pół godziny. Czyta się całkiem przyjemnie, ale sama historia nie jest mocno skomplikowana i do wielu wniosków łatwo można dojść samodzielnie. 

Martwe Światło Mariusz Kaszyński- jedna z książek , które trafiły do mnie z biblioteki. W przypadku polskich autorów zawsze mam nadzieję, że tytuł okaże się naprawdę dobrą pozycją. I powiem Wam... zapowiadało się świetnie.Zapowiedź zamieszczona na okładce zwróciła moją uwagę i zachęciła do lektury. Mężczyzna budzi się na szpitalnym łóżku i nie pamięta nic ze swojej przeszłości. Z podsłuchanych rozmów wnioskuje, że trójka jego dzieci została bestialsko zamordowana, a on jest głównym podejrzanym w sprawie.Z czasem w jego głowie pojawiają się obrazy, które powoli pozwalają mu na odtworzenie przebiegu tych tragicznych zdarzeń. Wątek co prawda rozwijał się dość długo, a cały przebieg był nieco chaotyczny.Zakończenie dla mnie okazało się mocno rozczarowujące.Mimo szczerych chęci całej historii nie jestem sobie w stanie umiejscowić w polskich realiach.



Mroczny Trop Alex Kava tej autorki chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Nie ukrywam, że jej styl bardzo mi odpowiada i chociaż może historie nie zawsze są porywające, to i tak zdecydowanie dobrze się je czyta. Pomimo sporej objętości książka również okazała się jedną z tych "na chwilę". Na całość składa się na pozór kilka oddzielnych ( a jednak powiązanych ze sobą) wątków a każdy z nich odnosi się do przemytu narkotyków .. i ludzi. A narkotykowa mafia wydaje wyrok śmierci na powiązanych ze sprawą stróżów prawa. 

Krytyczna terapia Michael Palmer jedna z tych sensacyjnych historii która ma swój początek i koniec w szpitalnych murach. Młody lekarz , tajemniczy związek lekarzy i zgony, których nie było. Znalazło się w niej także miejsce na niespodziewaną  miłość. Wielowątkowa powieść posłużyła również za scenariusz nakręconego w 1996 roku filmu pod tym samym tytułem. Historia sama w sobie dość ciekawa i nieoczywista. 


Znacie którąś z tych książek? Jakie są Wasze ulubione tytuły?


Prezent od Gwiazdki.

Prezent od Gwiazdki.

Wieczór to chyba najlepszy czas by oddać się przyjemnościom. Ja to zadanie mam zdecydowanie ułatwione za sprawą przesyłki, która trafiła do mnie w ramach jednej  z wymianek - #GwiazdkowaPaczkaElity. Prezent przygotowywała dla mnie Aleksandra, którą znacie zapewne z bloga Feeling Fancy .  


Widzicie ten ogrom dobroci? Zaraz Wam wszystko przybliżę... 


Moja Gwiazdka wiedziała, że jestem fanką maseczek, więc w paczce znalazłam nie jedną , a dwie. Pierwsza w oczy rzuciła mi się kokosowa maska w płacie nieznanej mi zupełnie firmy, więc niewiele mogę Wam o niej powiedzieć na tą chwilę. Kolejno trafiłam na kremową czekoladową maskę do twarzy od Avon z serii Planet Spa. Już w chwilę po rozpakowaniu gościła na mojej twarzy , zwyczajnie nie mogłam kazać jej czekać. Na włosy powędrował olejek, również wcześniej mi nieznany Oleo Supreme Franck Provost.Jedyne co mogę na jego temat teraz powiedzieć, to to, że szampon Garnier zdecydowanie nie nadaje się do jego zmywania :)  Kolejno znalazłam krem do twarzy od Biolaven o którym nie raz pisałam pod Waszymi recenzjami, że planuję  jego zakup. Do ciała odkryłam  odżywcze masełko Shea Butter z Sephory. Kosmetyki kolorowe jakie ukryły się w pudełeczku to puder od Bell oraz Lip Lacquer od MUR. Trochę obawiam się koloru tego drugiego, bo nie pamiętam kiedy ostatnio na moich ustach gościł taki róż :) A jeśli zostajemy w temacie różu to trafił do mnie pierwszy pełnowymiarowy lakier do paznokci O.P.I. Wiecie , że z lakierami u mnie różnie , ale staram się, staram... Ola też o to zadbała by utrzymał się jak najdłużej na moich łapkach, bo oprócz lakieru znalazłam również mini wersję Seche Vite. A na koniec książkowe cacuszko, czyli to co lubię najbardziej: "Krwawy Blues" kryminał inspirowany prawdziwymi zdarzeniami. Ciężko mi się powstrzymać przed lekturą, a obowiązki domowe nie pozwalają teraz na taki relaks. A na osłodę pyszności od Milki. Tyle tego ! 💕💕💕




Upominki z grudniowej edycji Beauty by Bloggers

Upominki z grudniowej edycji Beauty by Bloggers

Druga edycja Beauty by Bloggers okazała się owocna nie tylko pod względem napływających do nas  na spotkaniu informacji i nowych znajomości, ale także za sprawą  sponsorów , którzy chcieli umilić nam ten dzień.Organizatorki  musiały chyba stanąć na głowie, bo udało im się zaangażować całą masę firm i nie sposób nie wspomnieć o nich na blogu. Przeglądając zdjęcia sami dojdziecie pewnie do podobnych wniosków. 

 W nasze ręce trafiły produkty różnych firm i o różnym przeznaczeniu. Sporo kosmetyków kolorowych w tym nowości od Bell z serii Hypoallergenic , a także znane mi już wcześniej Freedom oraz MUR. Sprawdzone kosmetyki do pielęgnacji ciała od Tołpy , Apis i Eveline. Kompleksowa pielęgnacja włosów od Professional by FAMA, seria Tricho od Bandi czy produkty od Paul Mitchell. I tu nie mogę wspomnieć o akcjach wspieranych przez tą firmę : pomocy finansowej na rzecz Republiki Marzeń fundacji Anny Dymnej oraz działań mających na celu poprawę sytuacji ekonomicznej ludzi w Afryce. Suplementy diety jak Acerola od Noblemedica czy  kapsułki Hairvity.Zestawy kosmetyków do pielęgnacji twarzy m.in od Beauty Oil, Dermofuture , Yvene i wiele, wiele innych... 

















a także DUAFE / PALMER'S /  ŻYCIE CZĘSTOCHOWY I POWIATU.

Ponieważ od spotkania upłynęło już kilkanaście dni nie jest tajemnicą , że kilku kosmetyków już używam. Na pewno są wśród nich perełki , które już zdołały podbić moje serce. Jeszcze raz chciałabym podziękować Ani, p. Ilonie i wszystkim tym którzy przyczynili się do perfekcyjnego przebiegu spotkania. 


Podaruj mi trochę szczęścia! - prezenty last minute.

Podaruj mi trochę szczęścia! - prezenty last minute.

Zabiegani wszyscy jesteśmy , bo przecież tu praca, tam uczelnia , a pomiędzy to dom do ogarnięcia. Trwa świąteczna gorączka , a my w tym amoku zapominamy czasami o tym co najważniejsze. Choinki ubieramy według trendów, przygotowujemy mało smaczne, ale ładnie wyglądające potrawy żeby zdjęcie na insta miało dużo polubień a wpis na facebooku lajków... I chociaż podejść do tematu świąt jest co najmniej tyle co członków w każdej rodzinie, to jednak bardzo często mają one wspólny mianownik- prezenty. 



Ja, byk materialista łasa jestem na ciekawe prezentowe kąski. Co jednak gdy brak czasu uniemożliwia nam zamówienie upominków dla najbliższych z wyprzedzeniem? Kupować co popadnie czy może przygotować coś samemu- oto jest pytanie?! Osobiście jestem zdania , że nie ma nic lepszego pod choinką niż dobra książka. Wcale nie trzeba specjalnie polować na internetowe promocje ( chociaż je najbardziej polecam o czym zresztą pisałam tutaj) , bo przechodząc ostatnio przez galerię zauważyłam, że stacjonarne księgarnie w tym okresie również kuszą. Można w przyjemnej cenie  zakupić nie tylko stare tytuły, ale nawet nowości rynkowe. Na melomanów czekają także niespodzianki muzyczne. W sklepach coraz częściej prócz płyt CD odnaleźć można te do adaptera. A to już nie lada gratka  dla fana dobrych brzmień. A gdyby tak do tego dodać przyjemny zapach... Świece wylewają się z każdego zakątka. Nawet Rossmann obrodził w kilka przyjemnych nowości. A jeśli już jesteśmy przy drogeriach to z powodzeniem można skorzystać z najbardziej oklepanej ( co nie oznacza , że złej) opcji- zestawów kosmetycznych na prezent. Mnogość tego teraz wylewa się z półek. Ale czy to na pewno najważniejsze?



Podaruj bliskim miłość w prezencie. Zdecydowanie żona czy mąż bardziej ucieszą się z wspólnie spędzonego czasu niż z drogocennej błyskotki , która prócz pieniędzy pochłania WASZ czas.W końcu trzeba na nią jakoś zarobić... Przynieś w swych dłoniach piękne , gorące serce , obdziel kogoś nadzieją na lepsze jutro. Tchnij życie w tych , którzy zgubili jego sens. Otrzyj łzę płaczącym , a gdy trzeba płacz razem z nimi. Zanuć wesołą melodię i ośmiel innych do wyrażania siebie. Przecież nie jesteśmy szarą smutną masą jaką widać na ulicy. Jesteśmy jednostkami  bojącymi się najczęściej reakcji innych. Rozsiej w  domu  aromat przypraw . Dopełnij całości zapachem świątecznego drzewka. Ciesz się z błahostek i śmiej z przeciwności losu. Wyjdź na spacer z partnerem i spróbujcie razem rozgrzać mroźne , zimowe powietrze. Zabierz dzieci na sanki ( niekoniecznie swoje) i sam  poczuj się dzieckiem. Umyj naczynie, wynieś śmieci- zrób coś za kogoś! Wyślij komuś buziaka, podziel się uśmiechem.Zagadnij sąsiadkę, złóż życzenia. Głośno śpiewaj kolędy. Oddaj ducha tych świąt, a zobaczysz, że wcale nie trzeba materialnych drobiazgów do tego by wszyscy byli szczęśliwi. 


A jeśli koniecznie chcesz komuś coś dać to daj mu ...siebie!


Wpis powstał w ramach akcji Wspólne blogowanie przy choince! Możecie na stronie wydarzenia  poczytać  o wielu sprawach związanych z tym okresem i trafić na wiele wartościowych blogów. A wszystko to za sprawą Pauliny 




Christmas songs [blogmas]

Christmas songs [blogmas]

Świąteczne utwory w sklepach rozbrzmiewać zaczęły już w listopadzie, gdy tak naprawdę pogoda była jeszcze zupełnie jesienna. W żaden sposób nie dało się wówczas odczuć nadchodzącego wyjątkowego czasu. Szczęśliwie pojawił się śnieg , a blogi zalała fala wpisów powiązanych z tym tematem, więc sama zaczęłam się z nim oswajać. Przyznaję jednak , że zupełnie nie czuję tego, że do świąt pozostało raptem 10 dni...


Moim zdecydowanym numerem 1 wprowadzającym mnie zawsze w dobry nastrój jest... Feliz Navidad. Gdy po raz pierwszy usłyszałam wykonanie, które tu wrzucam przepadłam. Pamiętam, że utwór ten leciał u mnie na okrągło i aż chciało się go śpiewać. Tak radosnych świąt życzę i Wam i sobie.Tytuł i jednocześnie tekst piosenki oznacza nic innego jak... Wesołych Świąt!


Kolejnym chętnie odsłuchiwanym przeze mnie utworem jest "Trains and winter rains"w wyk. Enya. Brakuje mi tylko do pary spaceru w mroźną noc przy niebie usianym gwiazdami. Albo dwóch biletów w nieznane.


Moja ostatnia propozycja nie jest typową świąteczną piosenką, ale lubię jej słuchać głównie dlatego by móc na nowo uświadamiać sobie jak wiele mam.I jak mało mają niektórzy ludzie...





A w Waszych domach jaka rozbrzmiewa w tym okresie muzyka? 
Znacie wybrane przeze mnie utwory?

Siła BBB! - grudniowa edycja Beauty by Bloggers

Siła BBB! - grudniowa edycja Beauty by Bloggers

Był upalny czerwiec, gdy po raz pierwszy siedziałam w pociągu do Częstochowy i zmierzałam na pierwszą edycję spotkania Beauty by Bloggers. Pamiętam ile towarzyszyło mi wtedy emocji, bo osobiście znałam tylko jedną dziewczynę.Minęło kilka miesięcy, a mnie dane było uczestniczyć w drugiej, tym razem grudniowej edycji. Tym razem byłam spokojniejsza i o podróż, bo w końcu na spotkanie udało mi się dotrzeć samochodem i o towarzystwo, bo pierwsza edycja zaowocowała nawiązaniem nowych relacji. Odliczałam dni do tej wyjątkowej soboty, by móc cieszyć się tym wszystkim.

Ze względu na to, że u nas na Podkarpaciu zima była w pełni , zdecydowaliśmy się na wyjazd już w piątkowy wieczór . Po drodze okazało się, że na miejscu nie ma po niej praktycznie śladu, a miałam możliwość przygotowania się do wyjścia na spokojnie. Samo znalezienie miejsca sprawiło nam trochę problemów, ale już po drodze zaczęłam zauważać znajome twarze. Ministerstwo okazało się małym królestwem. Na miejscu odkryłam biel i surowe wykończenia przełamane kolorowymi detalami- mój ideał wnętrza. Całość dopieściła swoimi ozdobami JOG Studio Olga Jagoda. Dzięki niej czuć było , że to już grudzień a za pasem święta.  Druga edycja przygotowana została na większą skalę, więc prócz powitań ze znanymi mi już osobami były również te "pierwsze". Po zajęciu miejsc przywitały nas organizatorki : Ania i p. Ilona w której salonie gościliśmy. Spotkanie rozpoczęła od prezentacji upięcia na zbliżające się imprezy sylwestrowe. Miałyśmy także okazję wypróbować olej Marula, który zachwycił mnie nie tylko zapachem, ale i brakiem typowej tłustości. 


Kolejno odwiedziła nas  właścicielka mobilnego studia wizażu Pomada i zaprezentowała nie tylko nowości kosmetyczne firmy Bell , ale również wykonała na modelce makijaż krok po kroku. Mogłyśmy cieszyć oko makijażem smoky eye spod jej pędzla i podchwycić kilka tricków ułatwiających jego samodzielne wykonanie .


Po dwóch pierwszych warsztatach miałyśmy czas na przekąszenie czegoś dobrego, a było w czym wybierać. Sama skusiłam się na mocno rozgrzewającą zupę - krem z dyni, która była fenomenalna. Wrażenie zrobiły na mnie również bezy, którymi częstowałam się namiętnie wraz z dziewczynami. Plan po przerwie uległ malej zmianie i pierwsze odwiedziły nas przedstawicielki Yvene. Przygotowały dla nas prezentację działania serum liftingującego. Przyznaję, że efekty " przed " i "po"zrobiły na mnie wrażenie , ale sama też będę miała okazję sprawdzić ja na sobie , by później zaprezentować je na blogu. Ciekawe czy Wy , kochani czytelnicy dostrzeżecie różnicę? Następnie BioOleo zaprezentowało nam zabieg na dłonie z wykorzystaniem swoich produktów. Trwał zaledwie chwilę, ale efekty na dłoniach koleżanki były odczuwalne. 


Chwilę wyciszenia podczas prezentacji masażu rytualnego zapewniły nam przedstawicielki Bernard Cassiere. Przyjemnie się patrzyło i pewnie nie jedna z nas zazdrościła modelce tej przyjemności. Uspokajająca muzyka sprzyjała poznawaniu produktów tej marki. Kilka z nich pod względem zapachu zawładnęło moim serduchem. Przebudzenie po tej prezentacji zapewnił nam właściciel Face&look , który nie tylko przedstawił nam ideologię pudełka, ale również nowe pomysły i inicjatywy podjęte przez firmę. O samych pudełkach miałyście okazję już kiedyś przeczytać na moim blogu, ponieważ były mi znane już wcześniej, ale miło było zobaczyć, kto za tym stoi :) Krótkią prezentację przygotował  dla nas również obecny na spotkaniu przedstawiciel marki Proffesional by FAMA.


Spotkanie to jednak nie tylko warsztaty, ale przede wszystkim ludzie. Nie byłoby tego wszystkiego bez wspaniałej organizacji  Ani i p. Ilony , którym z tego miejsca pragnę złożyć swoje ciche podziękowanie. Nie byłoby bez nas... uczestników. I bez firm, które zechciały towarzyszyć nam w tym dniu (ale o tym już innym razem).  Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam :) 





Niby się rozpisałam, a prawda jest taka, że nie udało mi się w tym wpisie przekazać nawet 1/4 tego wszystkiego. Było emocjonująco- działo się! Był to czas w 100% przygotowany dla nas i mówiący sporo o nas jako blogerkach. Takich spotkań na blogerskiej drodze życzę każdemu! 

Pozdrawiam;*
Instagram - profile , które warto znać.

Instagram - profile , które warto znać.

Ludzie kochają rzeczy ładne, a idealne zdjęcia rzeczywistości sprzedają się najlepiej. Ja jako zodiakalny byk zwracam zdecydowanie uwagę na przyjemne dla oka detale i chociaż sama nie mam wnętrza jak z żurnala,  zwyczajnie lubię sobie na takie popatrzeć. Śledzę profile prywatnych osób  i firm, które są jeszcze w stanie mnie czymś zachwycić. Mój newsfeed to wbrew pozorom nie tylko zdjęcia kosmetyków... 

1.helena.moore Jeden z bardziej klimatycznych profili (w moim odczuciu). Mieszkanka Michigan utrzymuje wszystkie swoje obrazy w dość stonowanej kolorystyce, a większość uchwyconych przez nią "momentów" jest piękna w  właśnie dzięki tej swojej prostocie. 


2.slowwanderings Kolejny utrzymany w bardzo podobnym klimacie profil , w którym to jednak zdjęcia charakteryzuje obecność... kwiatów.


3.mono_sabek Jeden z nielicznych męskich profili na które mam ochotę wchodzić i je podglądać. Na dodatek dla odmiany - polski. Same zobaczcie !


4.cimkedi  Jest kolor jest ciekawa forma - czego chcieć więcej?! :)



5.ihavethisthingwithfloors Z nieco innej perspektywy , czyli różne oblicza podłóg. Aż miło popatrzeć, na to na co normalnie rzadko kiedy zwracamy uwagę.


Jestem ciekawa na jakie   profile Wy najchętniej zaglądacie? 
Pozdrawiam!
Cane Sugar & Sea Salt [Organic Shop]

Cane Sugar & Sea Salt [Organic Shop]

Może mi brakować wielu rzeczy , ale w moich zasobach kosmetycznych zawsze , ale to zawsze znajdzie się peeling do ciała.Prawdę mówiąc zwykle mam otwartych po kilka sztuk jednocześnie, bo co kosmetyk to inne drobiny inne składniki aktywne, a co za tym idzie i właściwości. Były wersje z drobinami syntetycznymi, zmielonymi pestkami , solą czy cukrem. Jednak cukrowo - solnego duetu  do tej pory jeszcze nie miałam... 


Organic Shop widywałam już wcześniej na innych blogach , ale były to w większości kosmetyki do pielęgnacji włosów i jakoś nie widziałam specjalnie potrzeby ich zakupu. Jednak podczas jednej z wizyt w Tesco wpadłam na szafę dedykowaną wyłącznie tej firmie z której to wołały etykiety informujące o obniżonych  cenach. Serducho zabiło mi szybciej , a że miałam niestety tylko chwilę szybko przejrzałam co dobrego się tam znajduję i zgarnęłam coś, co na opakowaniu uznane zostało pianką do mycia ciała, a co wyglądem przypominało... dżem :)  Pianki są kolejną ulubioną przeze mnie formą. Chwyciłam szybko wersję z brązowym cukrem i solą morską i udałam się do kasy.Będąc już w domu doszkoliłam się w internecie doczytując informację na temat samej firmy i jej oferty. Coś co na opakowaniu nazwane było pianką większość z użytkowniczek  określała jako pieniący się peeling. 


Opakowanie o prostej formie umożliwia łatwą aplikację dłońmi , ale nieprawidłowo dociśnięte może też sprawić, że zawartość z niego ucieknie.Warto to mieć na uwadze zwłaszcza jeśli zamierzacie z takim kosmetykiem podróżować. Sama pianka w rzeczywistości ma gęstą i zbitą konsystencję, która jednak łatwo poddaje się w dłoniach , a rozprowadzana na ciele przejawia właściwości żelu do golenia zamieniając się w delikatną pianę z drobinami. Pierwszy raz mam do czynienia z taką wersją peelingu i przyznaję, że bardzo mi ona odpowiada. Drobin nie ma może specjalnie dużo, ale spokojnie da się nimi wymasować ciało (producent zaleca robić to 2-3 razy w tygodniu). Gdyby nie wgląd w skład i sama nazwa , nie odczułabym zupełnie zawartości soli ( której zresztą staram się w kosmetykach unikać) . Kosmetyk nie tłuści, ale również nie wysusza skóry.Pozostawia ją autentycznie miękką w dotyku i prawdę mówiąc nie odczuwam przymusu dodatkowego nawilżania jej zaraz po wykonanym zabiegu.  Karmelowo -kadzidlany zapach stał się kolejnym argumentem przemawiającym za dokonaniem ponownego zakupu tej wersji. Co prawda ciekawi mnie czy pozostałe spisują się równie dobrze, ale... Przystępna okazuje się również cena ( nawet bez obniżek, można go  już kupić za około 9zł/250ml). Podejrzewam, że sporo z Was pewnie go już zna, ale gdyby ktoś jeszcze nie miał okazji polecam przyjrzeć się z bliska. 


Złodziej czasu kontra dobry człowiek + wyniki konkursu.

Złodziej czasu kontra dobry człowiek + wyniki konkursu.

Nie wiem jak to jest u innych ludzi. Nie skonfrontowałam swoich przemyśleń z żadną inną osobą prócz męża, ale akurat w tej kwestii mamy podobne podejście  więc mogę nie być całkowicie obiektywna. Doszłam jednak do wniosku, że czasami musi być naprawdę źle, żeby człowiek docenił ( o ironio!) jak dobrze jest. Podła pogoda za oknem, zepsuty samochód, oblany egzamin i setki innych podobnych spraw drążą nas od środka, aż w końcu przychodzi taki moment i człowiekowi jest tak źle, że potrafi nabrać dystansu i zacząć się z tego śmiać- tak zwyczajnie... Pamiętam momenty, gdzie z nerwów o rozwiązanie pewnych spraw nie spałam po nocach. Auto psuło się setny raz w roku, a naprawa pochłaniała tysiące. Nabierałam sobie do głowy różnych głupich rzeczy.Przerabiałam najczarniejsze scenariusze katując się nimi , aż w końcu przelało się.Czara goryczy pękła i odkryłam jedną z najprostszych prawd  o tym, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Przyszedł taki moment, że z kolejnej awarii silnika zaczęliśmy się śmiać. Bo w końcu za kolejnymi awariami szły tysiące przejechanych kilometrów... i wspomnień. Ostatnio dopadło mnie jednak kilka spraw.  Cała masa rzeczy do zrealizowania online i upierdliwy brak internetu. Niemoc, bo wzięłam na siebie kilka spraw i nie mogłam doprowadzić ich do końca w takiej formie w jakiej bym tego chciała. Ludzie , którym ufałam kłamiący prosto w oczy. Żenujące gierki ze strony dorosłych już osób. Miałam przesyt tej obłudy i brakowało mi normalnych ludzi, jeśli wiecie o co mi chodzi... Odliczałam dni do... 


Śmiało mogę powiedzieć, że żyłam tym spotkaniem  i myślą, że w końcu mamy też z mężem weekend dla siebie  i oboje możemy robić to co najbardziej lubimy - być w trasie. Zapomniałam, że kubek kawy i hot dog zjedzony w środku nocy  gdzieś na zapomnianej stacji paliw mogą dać tyle radości. A świadomość, że gdzieś tam przygotowują się do spotkania kolejne  dziewczyny dodawała powera.  I muszę Wam powiedzieć, że w tym wszystkim stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam, a co spokojnie mogę oznaczyć we wspomnieniach hasztagiem #mademyday. Osoba z którą znalazłam wspólny język już po pierwszej edycji zrobiła mi bezinteresownie prezent.  Do końca nie dała nic po sobie poznać , więc zaskoczenie było ogromne.  Podwójnie szczęśliwa poczułam się, gdy już na spokojnie odpakowałam paczkę i zobaczyłam jej zawartość. Wiem, że Justyna - Elfie's Planet musiała poświęcić chwilę , by znaleźć coś odpowiedniego dla mnie. A ja jak na prawdziwą czarownicę przystało marzyłam o kalendarzu szytym na miarę moich potrzeb.


Oglądając wczoraj telewizję można nabrać przekonania, że pomoc i bezinteresowność to jednak obce większości ludzi pojęcia. O mały włos komuś upiekło by się morderstwo, ktoś inny znęcał się nad dzieckiem i nikt o tym nie słyszał, a jeszcze do kogoś śmierć przyszła w autobusie pełnym ludzi. Tym bardziej doceniam to, że wśród mnie trwają Ci jeszcze naprawdę ludzcy,z odruchami.  Trochę dlatego, że tyle teraz dziwnych spraw, a też i przez to, że mam skrzywienie w kierunku historii kryminalnych w moim konkursie książkowym wygrywa osoba, która podała nieznany mi dotychczas tytuł.  Nasunęły mi się proste wnioski- albo tak mało osób czyta książki na faktach albo są tacy którzy w ogóle nie czytają a ich działania w tej sferze ograniczają się tylko do "kopiuj-wklej" 🙈🙉🙊
podczas brania udziału w konkursach.   Nie przedłużając- wygrała osoba dzięki której przeniosę się na poznańskie blokowisko z lat 90., gdzie to... no właśnie!  Powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami " Mężczyzna w białych butach" zaciekawiła mnie najbardziej. Wygooglałam wszystkie podane przez Was , a nieznane mi jeszcze tytuły , ale to propozycję Eweliny Rączki chciałabym możliwie jak najszybciej przeczytać i to do niej powędruje nagroda. Przypominam, że do końca grudnia można jeszcze zdobyć bon na 100zł do wyboru Empik/Rossmann. 

Całuję ;* 
m.


Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger