Co przyniósł grudzień? Nowości!

Jako, że podsumowania roku na moim blogu nie będzie , bo zwyczajnie nikt nie przetrwałby takiego tasiemca postanowiłam napisać o tym, co przywędrowało do mnie w grudniu. Sama lubię przeglądać tego typu wpisy. U mnie do pewnego momentu też regularnie się pojawiały, dopóki ktoś życzliwy nie zaczął mnie rozliczać  z wydatków :) Teraz może, bo chociaż rzeczy jest cała masa to są to głównie wyprzedażowe łupy... 

Rozsmakowałam się już jakiś czas temu w scrubach do ciała od Organic Shop. Podoba mi się  ich konsystencja ,  działanie oraz bez wątpienia cena ( koszt ok 8zł/szt). Mam takie ciche założenie , że z czasem uda mi się wypróbować każdą z wersji zapachowych, a póki co zadowoliłam się sympatyczną czwórką zakupiona na Triny. W gratisie otrzymałam sporą próbkę soli do kąpieli , co nie ukrywam było przyjemną niespodzianką.


Pozostając w temacie zakupów kosmetycznych dotarło do mnie kilka drobiazgów zamówionych co prawda jeszcze w listopadzie , ale wiecie jak to jest z wysyłką na Aliexpress. Skusiły mnie promocje z 11.11 i nie żałuję, bo z większości jestem naprawdę zadowolona , a koszty były śmiesznie niskie. Najwięcej bo około 16 zł zapłaciłam za musującą maseczkę  do twarzy, która na grupach kosmetycznych wzbudza sporo kontrowersji. Zresztą jak większość kosmetyków stamtąd. Ja zaryzykowałam już jakiś czas temu z maseczką fasolową i odpukać nic złego się z moim licem nie stało , a wręcz przeciwnie - autentycznie jestem zadowolona z działania tych kosmetyków.  Około 12 zł kosztował mnie zestaw czterech maseczek w płacie znanych już dobrze w blogosferze. Konjac i maseczka jajko kosztowały  w granicach 4 złotych. Podobnie wyglądało to z zestawem naklejek na paznokcie.Oczywiście wpadło mi do koszyka jeszcze  kilka drobiazgów, ale nie mogę ich teraz znaleźć w czeluściach pokoju.



Poszczęściło mi się również w instagramowym konkursie Mincer Pharma i odebrałam w tym miesiącu sporą nagrodę. Prawdę mówiąc oczy mi wyszły na wierzch jak już odpakowałam całość. Zdjęcie mówi zresztą samo za siebie.


Grudzień zaowocował zapachowym odkryciem. Po raz pierwszy w moje ręce wpadły zapachy od Kringle. Co prawda skromnie, ale zawsze coś. Akurat miałam to szczęście , że idealnie wpisały się w moje gusta. Blue Spruce towarzyszyła nam podczas świąt i już niestety za wiele jej nie zostało, stąd też przygarnęłam Welcome Home. Cena małej świeczki lub wosku oscyluje około 11 zł/szt. 


W tym miesiącu zdecydowanie pojawiło się u mnie sporo nowości ubraniowych. Nie będę Wam tu pokazywać setnej pary rajstop ( a sporo mi ich przybyło naprawdę), a jedynie wyrywki. Chwaliłam się wczoraj na instagramie wylicytowanymi spodniami z Cubusa. Za trzy pary zapłaciłam zawrotne 25zł , czyli jakąś 1/5 ceny jednej pary w sklepie. Deal życia! :)  Jako , że pierwszy raz od kilku lat postawiliśmy na spędzenie sylwestra na imprezie składkowej chciałam się do tego jakoś przygotować. Problem polegał na tym, że nigdy nie nosiłam butów na obcasie bez dodatkowych pasków ze względu na to, że zwyczajnie nie mogłam znaleźć pasujących na moją szczupłą stopę. I boom! podczas wizyty w tzw. "chińczyku" wpadły mi w oko klasyczne czarne szpile. Nie muszę chyba mówić, że gdy tylko sprawdziłam czy pasują, trafiły do koszyka ( 65 zł). Później jednak moja mama wypatrzyła promocję w sklepie pantofelek24.pl , gdzie ceny okazały się naprawdę niskie. Przy pierwszym zamówieniu zdecydowałam się  tylko na obuwie sportowe i tak trafiły do mnie białe sneakersy (29zł) i czarne ocieplane (20zł). Zaskoczyła mnie ich jakość , bo spodziewałam się za taką kasę czegoś znacznie mniej dopracowanego.Czasami w sklepach stacjonarnych dawałam dużo więcej za coś co okazywało się badziewiem... W kilka dni później jeszcze raz kliknęło mi się nowe zamówienie . Trafiłam na dodatkową promocję i takim sposobem zgarnęłam dwie pary szpilek po 17 zł każda. Jakiś cud , bo i jedne i drugie okazały się być na mnie dobre. Ostatecznie w tych z ćwiekami wybrałam się nawet w sylwestrową noc. 











Podczas zakupów w Biedronce roztrwoniłam całe 40 zł przygarniając dwa filmy i dwie interesujące mnie książki. Prawdę mówiąc miałam ochotę na jeszcze kilka, ale rozsądek zwyciężył. Online dokupiłam poradnik o jakże wdzięcznie brzmiącym tytule "F**k it" , a od Elfie's Planet przywędrował do mnie CzaroMarownik, czyli kalendarz który będzie mi towarzyszył przez cały rok. 





W ramach blogowych zabaw trafiła do mnie masa niespodzianek.Paczkę od Feeling Fancy już Wam opisywałam tutaj. Druga to wynik wymiany na blogach książkowych. Nie mogę nie wspomnieć także o dobrociach przywiezionych z II edycji BBB





Dobrnęliście do końca? Mam nieodparte wrażenie , że i tak zapomniałam o czymś ważnym 😊
Pozdrawiam 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © 2014 Praktycznie kosmetycznie. , Blogger