środa, 11 stycznia 2017

Czarna maska - Iva Natura

Gdy  w moje ręce za sprawą Beauty by Bloggers i Iva Natura trafiła czarna maska do twarzy miałam dość sprecyzowane wyobrażenie na jej temat. Znana mi była już maska o takiej nazwie w wersji peel off o której głośno na blogach.Miałam nawet którąś z wersji w swojej kosmetyczce, ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. W tym wypadku zastanawiający był dla mnie jednak bogaty w ekstrakty skład więc stosunkowo szybko dobrałam się do zawartości słoiczka  i już po uchyleniu wieczka dostrzegłam różnicę.

Czarna maska od Iva Natura to zdecydowanie inny kosmetyk a  z koleżankami z Chin łączy ją tylko nazwa... i kolor ( chociaż czasami wydaje mi się, że jest w kolorze ciemnej butelkowej zieleni, zależnie od światła). Konsystencja jest przyjemnie kremowa i dość łatwo rozprowadza się na twarzy. Podczas aplikacji nie żałujemy sobie produktu, który według wskazań producenta pozostawiamy na twarzy na około 5 minut  po czym zmywamy  wodą. Ja sama kilkukrotnie zdecydowanie przekroczyłam wskazany czas, ale nic złego się nie wydarzyło. Kosmetyk ten ma działanie oczyszczające  oraz wybielające, a skuteczność zapewniają odpowiednio dobrane składniki . Przyznaję, że dla mnie niektóre z nich były zwyczajnie zaskakujące. Specyficzny i trudny do sprecyzowania zapach jest zdecydowanie składową roślinnych ekstraktów. 


Bazą maski jest powstały w wyniku destylacji kwiatów róży damaceńskiej roztwór wodny. Wykazuje on właściwości przeciwzapalne oraz przeciwzmarszczkowe. Ceni się go także za działanie matujące. Tuż obok niego  swoje miejsce znalazła przytulia czepna ( przytulina -galium aparine). Podejrzewam, że mieszkanki wsi nie raz miały do czynienia z rośliną, która u nas uznawana jest za chwast.Prawdę mówiąc osobiście nie miałam pojęcia , że wykazuje ona jakieś pozytywne właściwości.Mnie do tej pory skutecznie irytowała 😊 Ta wykorzystana  w formie ekstraktu  w masce pochodzi jednak z regionu Diyarbakir  i bogata jest w witaminę C.  Kawałek dalej w składzie odnaleźć możemy kolejną roślinę " z ogródka" - macierzankę, działającą ściągająco. Dobrze znane i sprawdzone oliwa z oliwek oraz ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego  również wykorzystano. Dla mnie zaskoczeniem i nowością było odkrycie w składzie chruściny jagodnej , znanej Wam pewnie lepiej pod nazwą poziomkowiec lub jako drzewko truskawkowe. Roślina ta wykazuje właściwości antybiotyczne. A do tej pory zupełnie nie kojarzyła mi  się  z szeroko pojętą kosmetyką. 


W moim posiadaniu znalazł się słoiczek 50 ml , a normalna pojemność maski to aż 250 ml, czyli całkiem sporo jak na kosmetyk do pielęgnacji twarzy. Hojnie ją sobie aplikowałam, ale wystarczyła mi na mniej więcej 12 aplikacji , ale już po pierwszej zauważalne były dla mnie pewne zmiany. Ja, posiadaczka cery mieszanej a jednak ze skłonnością do przesuszeń dostrzegłam jej wielofunkcyjność. Zdecydowanie po aplikacji skóra była przyjemniejsza w dotyku . Pory widoczne na policzkach i nosie nieco się zwęziły , przez co i mniej wysiłku wymagało ode mnie zmatowanie skóry przy późniejszym wykonywaniu makijażu. Nie był to co prawda długotrwały efekt , ale dobrze jest mieć taki "wspomagacz" zwłaszcza gdy wiemy, że dzień później szykuje nam się jakieś większe wyjście. Nie wystąpiło  przesuszenie, a jego obawiałam się najbardziej,  bo już nie raz i nie dwa zrobiłam sobie innymi maseczkami takie "kuku'. Jednak w ekstraktach roślinnych drzemie ogromna moc i cieszę się, że mogłam ją poczuć na własnej skórze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)