wtorek, 25 kwietnia 2017

Volum' Experience Waterproof Mascara - DeBBy

Każdy z nas czasami trafia na kosmetyki które trudno przypisać do jakiekolwiek kategorii, bo nie są ani specjalnie dobre ani tak całkiem złe. Z każdym kolejnym pojawiającym się u mnie produktem mam cichą nadzieję, że nie będzie mi on dawał powodów do narzekań. Wiecie jednak jak to jest z tą nadzieją...




Nie mam specjalnych wymagań co do tuszy do rzęs. Zależy mi głównie na tym, by taki osobnik posiadał właściwości wodoodporne i by nie osypywał się w trakcie dnia z rzęs na policzki. Tylko tyle i aż tyle biorąc pod uwagę to co czasami trafia  w moje ręce. Takie właściwości miała posiadać mascara Volum'Experience od DeBBy i... pod tym względem naprawdę nie mogłam na nią narzekać. Piękny, intensywny   odcień czerni utrzymywał się na rzęsach naprawdę długo i niestraszne były mu strugi deszczu, ani upływający czas. Efekt pogrubienia może nie był specjalnie spektakularny, albo prościej mówiąc nie taki jaki znałam dotychczas , ale przyjemnie prezentował się na oku. Rzęsy nawet przy dużej ilości nie sklejały się nieestetycznie, a jeśli gdzieś pojawiła się jakaś grudka, łatwo było ją wyczesać przy pomocy szczoteczki. Jednak jak w każdej bajce tak i w tej nie byłoby frajdy, gdyby nie urozmaicił jej jakiś czarny charakter. Dosłownie. Szczoteczka- sporych rozmiarów o całkiem przyjaznym kształcie mocno namieszała w naszym związku. To właśnie ona sprawiła, że nie byłam z tego kosmetyku zadowolona tak, jak mogłabym być...



Wszystko odbywało się wręcz książkowo. Zanurzona w kosmetyku , wydostawała się na zewnątrz z przyzwoitą jego ilością i wprawnie zmierzała ku oku. I chociaż czynność tą wykonywałam setki razy z innymi osobnikami to w tym przypadku zawsze jeden element wychodził nie tak jak powinien. Napiszecie mi pewnie, że powodem są jej rozmiary, że moje oczy są za małe żeby dobrze się nią pomalować, ale prawda jest taka, że miałam i mniejsze i większe okazy i tylko w kilku przypadkach pojawiało się TO - nieestetyczne brudzenie górnej powieki tuszem.  Postanowiłam Wam zobrazować moją bolączkę. I muszę przyznać, że naprawdę bardzo się starałam zrobić to dokładnie. Inaczej widzielibyście taki mascarowy szlaczek na całej linii rzęs.




O ile nie nakładałam nic na powiekę to sytuacja taka była jeszcze na upartego do zniesienia. Pozostawał ratunek w postaci  patyczka higienicznego , którym oczyszczałam zabrudzenie. Jednak zastosowanie mascary już przy wykonanym makijażu w moim przypadku zupełnie nie wchodziło w grę, bo efekt byłby zwyczajnie nieciekawy. Jestem sobie w stanie wyobrazić rozczarowanie tych wszystkich osób , które wykonały szałowy makijaż, a następnie zdecydowały się na ten produkt. Chociaż teraz jak na to patrzę, to nie wiem czy akurat rozczarowanie jest tu odpowiednim słowem, bo mnie zapewne wyrwałoby się siarczyste... Co ciekawa jest to na chwilę obecną jedyna z mascar jakie posiadam o ważności sześciu miesięcy od otwarcia. Na wszystkich innych bariera to standardowe trzy.Koszt w większości sklepów oscyluje w okolicach 22zł, a wiecie same że w tych pieniądzach zdecydowanie można trafić na coś lepszego.  I tak, mogłabym się bawić w nakładanie jej inną szczoteczką , ale nie o to chodzi by na siłę  szukać rozwiązań , ale by od początku i w pierwotnej formie cieszyć się z danego produktu. 

Znacie? A może macie podobny problem z inną mascarą?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Komentarze są Waszą odpowiedzią na moje posty.
Dziękuję za cenne uwagi w nich zawarte, opinie, miłe słowa...
Autoreklama nie jest tu mile widziana.Zawsze odwiedzam blogi osób , które zostawiają coś od siebie;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia